Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 10 Liga
W niedzielne popołudnie na arenach warszawskiego AWF naprzeciw siebie stanęły ekipy Na Wariackich Papierach oraz FC Patetikos. Obie ekipy w tym sezonie nie mogą jeszcze złapać swojego rytmu, dlatego trudno było szukać zdecydowanego faworyta. Mecz od początku był bardzo wyrównany, akcje były przeprowadzane z rozwagą, a obie ekipy bały się zaangażować większą liczbę zawodników w akcje ofensywne. Pierwsi z gola mogli cieszyć się gospodarze, po składnej akcji pikę do bramki rywali wpakował Kamil Sierdziński. Kilka minut później mieliśmy remis, tym razem to FC Patetikos zagrało książkową akcję i Paweł Stachura wyrównał wynik. I kiedy już wszyscy myśleli, iż pierwsza część meczu zakończy się remisem ponownie drużyna Na Wariackich Papierach wychodzi na prowadzenie. Drugą bramkę zdobył niezawodny Kamil Sierdziński i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2-1. Po krótkiej pauzie obraz gry się nie zmienił. Nieco więcej inicjatywy widzieliśmy w grze gości co naturalnie było determinowane wynikiem. W 34 minucie Patetyczni doprowadzają do remisu 2-2, a po chwili Amadeusz Rachel podwyższa rezultat i jego ekipa pierwszy raz w tym spotkaniu obejmuje prowadzenie. Od tego momentu tempo zdecydowanie się zwiększyło. Gospodarze przycisnęli i zaczęli raz po raz atakować bramkę oponentów. Taka postawa gospodarzy została nagrodzona, kiedy to piłkę do własnej bramki skierował Paweł Stachura i ponownie na tablicy wyników mieliśmy remis. W końcówce obie drużyny próbowały zdobyć 3 punkty i strzelić zwycięską bramkę. Ta sztuka długo nie udawała się żadnej z ekip, i kiedy wszyscy myśleli skończy się podziałem punktów, niezawodny tego dnia Amadeusz Rachel po raz trzeci pokonał bezradnego bramkarza rywali. Po bardzo emocjonującym meczu, FC Patetikos wygrywa to spotkanie i tym samym przeskakuje rywali w ligowej tabeli.
Gospodarze wciąż są w trakcie budowania na nowo zespołu. Do drużyny dochodzą kolejni zawodnicy, ale zdajemy sobie sprawę, że musi trochę potrwać, nim to wszystko zacznie działać. W dodatku gdy staje się naprzeciwko zespołu tak zgranego jak FC Po Nalewce nie ma co ukrywać, że o punkty jest piekielnie trudno. I nie zmienia tego nawet fakt, że na prowadzenie jako pierwsi wyszli właśnie zawodnicy FFK Oldboys! Niestety dla gospodarzy, rywal tego dnia był poza zasięgiem. Grał dojrzale, wykorzystywał błędy przeciwnika i miał przede wszystkim świetnie dysponowanego Dmitry Balysha. Ten zawodnik był motorem napędowym swojej drużyny zaliczając aż siedem trafień i dwie asysty. Świetne liczby wykręcił też Sławek Ogorzelski. Już do przerwy Nalewkowicze wygrywali 1:8. W drugiej części dołożyli zaledwie sześć bramek, bo mając mecz niemal cały czas pod kontrolą nie musieli się specjalnie wysilać. W końcówce nawet ich bramkarz przejawiał ochotę na zaliczenie gola bądź asysty, wychodząc daleko poza własne pole karne i wdając się w drybling z przeciwnikami. FFK zdołało w drugiej części dołożyć do swojego dorobku jeszcze dwa trafienia. Mogło być tego nieco więcej, ale nawet gdy wychodzili z kontrami i mieli przewagę liczebną, to brakowało pomysłu na szybkie rozprowadzenie piłki i FC Po Nalewce dość sprawnie cofało się do obrony. Wynik 3:14 chyba dobrze odzwierciedla sytuację na boisku. FFK musi wkalkulować porażki na początku sezonu i starać się grać lepiej z kolejki na kolejkę. Z kolei team Łukasza Gaby zgarnia łatwe 3 pkt, ale musi mieć na uwadze, że przed nimi jeszcze sporo wymagających spotkań, gdzie trzeba będzie wysilić się o wiele bardziej, niż w ostatnią niedzielę.
Niepokonany dotychczas Bejern, walczył o utrzymanie tego statusu z drużyną WKS Bęgal. Gospodarze byli mocno osłabieni brakiem Filipa Pławiaka i Tomasza Skórki, którzy w poprzednim tygodniu przesądzili o wygranej swojej drużyny. Goście z kolei, po dwóch kolejkach mieli 4 punkty na swoim koncie i ostrzyli sobie zęby na ewentualny awans na pierwszej miejsce w ligowej tabeli. Zaczęło się od wymiany ciosów, ale w ciągu pierwszych minut piłka nie chciała wpaść do bramki. Wynik otworzył po cudownym strzale w samo okienko Wojciech Kamiński, który wykorzystał podanie Kamila Świtaja. Po chwili to Kamil trafił i było 2:0 dla Bejernu. Przed przerwą nadzieję WKSowi dał Przemek Chojnacki i na zasłużony odpoczynek drużyny udały się przy wyniku 2:1. Po przerwie szybka wymiana ciosów i znów WKS tracił tylko jedną bramkę. Ciekawą obserwacją jest to, że WKS miał dużo częściej piłkę przy nodze, ale to Bejern trafiał do bramki rywali. Aż przypomniało się spotkanie między drużynami Celtic Glasgow, a Barceloną. Może Bejern miał więcej niż 18% posiadania piłki, ale umówmy się – optycznie przewagę miał Bęgal, chociaż nic z tego nie wynikało, bo w bramce gospodarzy po raz kolejny wyginał się jak gimnastyk Dominik Trzaskowski. Bramkarz Bejernu skapitulował tylko raz, gdy po pięknej akcji, Szymon Barwiński zrobił „Elastico” i pokonał MVP z poprzedniej kolejki. Ostatecznie Bejern triumfował 6:3 i po trzech kolejkach ma komplet 9 punktów. Tymczasem WKS Bęgal z 4 punktami, znalazł się po tej serii w środku tabeli.
W spotkaniu 10 ligi mogliśmy obejrzeć pojedynek Dawida z Goliatem, albowiem Kresowia Warszawa wysoko rozgromiła gospodarzy. Ciężko opisuje się takie mecze, kiedy dominuje jedna drużyna i już pierwszą połowę kończy wysoko prowadząc. Wynik spotkania goście otworzyli w 11 minucie, gdy został odgwizdany rzut wolny. Do piłki podszedł Aliaksei Harelik, który pięknym strzałem „pod ladę” pokonał bramkarza gospodarzy. Po kilku minutach Aleksander Martyniuk podwyższył stan rywalizacji na 0-2. Goście z minuty na minutę grali coraz lepiej i powiększali swoją przewagę. Przy stanie 0-4 bramkę zdobyli gospodarze a jej autorem był Tomasz Dzięcioł. To jednak nie zatrzymało zapędów Kresowi, ponieważ po upływie kwadransa dopisali do swojego konta kolejne trzy trafienia. W ostatnich dwóch minutach pierwszej połowy bramkę dla gości zdobył jeszcze Maksat Torayev i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-8. Druga część spotkania nie różniła się wiele od pierwszej. Dalej drużyną całkowicie dominującą na boisku byli przedstawiciele Kresowi. Goście dokładają jeszcze 4 bramki, robili z rywalami co chcieli i przegrani pewnie chcieliby jak najszybciej zapomnieć o tym, co się wydarzyło w niedzielny wieczór. Mecz zakończył się wysokim zwycięstwem ligowych debiutantów w stosunku 1:12. Dzięki tej wygranej goście z sześcioma punktami zajmują miejsce w środku tabeli 2 ligi. Dynamo Wołomin musi natomiast wziąć się ostro do pracy, bo w tym sezonie jeszcze nie punktowali i trzeba tę fatalną passę przerwać najszybciej jak tylko się da.
Mecz pomiędzy Heavyweight Heroes a Oldboys Derby II to spotkanie jak dotąd niepokonanej drużyny z ekipą, która po dwóch kolejkach nie zdobyła jeszcze ani jednego punktu. Od początku mecz był bardzo wyrównany, jedni i drudzy byli bardziej skoncentrowani na defensywie i przez dłuższy okres wynik nie ulegał zmianie. Dopiero ostatnie fragmenty tej części meczu przyniosły zmianę rezultatu spotkania. Bramkarza rywali dwukrotnie pokonali zawodnicy gości i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 0:2. Druga połowa spotkania rozpoczęła się od mocnego uderzenia zawodników Oldboysów, którzy wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Od tego momentu coraz większą przewagę zaczęli osiągać gospodarze, którzy po upływie dziesięciu minut drugiej części w końcu dopięli swego i znaleźli drogę piłki do bramki swoich rywali. Strzelony gol wyraźnie pobudził do działania zawodników gospodarzy, którzy z ciągu kilku minut odrobili straty i doprowadzili do wyrównania. Ostatnie minuty to próby ataków z obydwu stron, jednak tylko jedna drużyna w tym fragmencie zdobyła bramkę. Padła ona w momencie, kiedy obydwie drużyny grały w osłabieniu i lepiej wykorzystali to goście, strzelając bramkę na 4:3 i ustalając wynik. Drużyna Heavyweight Heroes przez większość spotkania musiała gonić wynik, ale dzięki wielkiej determinacji dopięła swego i dopisuje kolejne punkty do swojej kolekcji. Zawodnicy Oldboys Derby II zawiesili swoim rywalom wysoko poprzeczkę, ale niestety dla nich kolejny mecz kończą bez chociażby punktu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)