reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Starcie ostatniego w tabeli Dnipro z Force Fusion miało zdecydowanego faworyta. Goście liczyli się w walce o czołowe lokaty i z zamiarem walki o komplet punktów przystąpili do rywalizacji w niedzielny poranek na arenie AWF-u. Od początku widać było większą jakość po stronie Force Fusion i dość szybko wyszli oni na prowadzenie. Kolejne akcje dawały bramki i już w zasadzie po piętnastu minutach gospodarze mieli spory dystans do odrabiania. Ruslan Yakubiv był zdecydowanie zawodnikiem, który swoją skutecznością dał drużynie bezpieczne prowadzenie.

Dnipro dopiero przy stanie 0:5 strzeliło bramkę, a ponieważ po chwili sędzia zakończył pierwszą połowę, to po 25 minutach rywalizacji mieliśmy wynik 1:5. Po zmianie stron gospodarze starali się grać dokładniej i stworzyli sobie kilka szans pod bramką rywali, ale tego dnia byli nieskuteczni. Goście natomiast konsekwentnie dążyli do strzelania kolejnych goli i ta sztuka im się udawała.

Dużo zamieszania w szeregach defensywy stwarzali napastnicy Force Fusion, którzy rotowali pozycjami na boisku. Faworyci kompletnie odjechali z wynikiem i dopiero w samej końcówce rywale potrafili zdobyć drugą bramkę w tej rywalizacji. Najlepszy w zespole Dnipro – w naszej ocenie – Oleksandr Tovchyha, po podaniu od Zakhariego Mora, precyzyjnie uderzył przy słupku, ale był to tylko gol na zmniejszenie wysokiego rezultatu.

Force Fusion wygrywa 2:9 z Dnipro i melduje się na drugiej pozycji w tabeli po rundzie jesiennej. Gospodarze zamykają stawkę w tej lidze, ale na wiosnę nadal mają szanse na utrzymanie się na tym poziomie rozgrywek.

2
08:00

Pierwszy mecz na sektorze A i od razu pierwszy comeback! Takiego wyczynu dokonali piłkarze Kresovii Warszawa w starciu z będącymi lekkim faworytem Synami Księdza. Otwarcie nastąpiło już w pierwszej minucie meczu, kiedy to niecelnie zagraną piłkę przechwycił w środku pola Łukasz Kucharski, odegrał ją do stojącego tyłem do bramki Roberta Łuczaka i po otrzymaniu zwrotnego podania oddał strzał z powietrza nie do obrony. Późniejsze obicie słupka przez Alizarowicza zwiastowało, że Kresovia nie podłamie się tak szybko straconym golem i faktycznie, chwilę potem na wagę remisu do siatki trafił Kirill Pshyk.

Gospodarze wciąż stwarzali jednak zagrożenie pod bramką rywala i skwitowali to dwubramkową przewagą, którą wypracowali po trafieniach Ziembińskiego i Gołębiewskiego. Kresovia, wyciągnąwszy wnioski z niedawnych porażek, absolutnie nie „siadła” mentalnie i wzięła się za odrabianie strat. Alizarowicz po wystawce Kazakowa oraz Pshyk po przechwycie i nim się obejrzeliśmy, do przerwy na tablicy wyników widniało 3:3.

Po zmianie stron goście jeszcze mocniej stłamsili Synów Księdza, zmuszając nawet Gołębiewskiego do wybicia futbolówki z linii bramkowej. Wraz z boiskową dominacją przyszły kolejne trafienia. Mocno „rozstrzelał się” Mirosław Nowacki, który oprócz gola strzelonego rywalom, wpakował też piłkę do własnej bramki. Przy stanie 4:5 faulu przerywającego kontratak Kresovii dopuścił się Łukasz Gonta, a że był „ostatnim zawodnikiem”, to decyzja sędziego nie mogła być inna niż kartka czerwona.

Osłabionym gospodarzom po golu wpakowali jeszcze Pshyk, Nowacki i Alizarowicz, praktycznie zapewniając Kresovii trzy punkty w tym emocjonującym spotkaniu. Na otarcie łez, bezpośrednio z rzutu rożnego, drogę do siatki znalazł Gołębiewski, dopatrując się wcześniej złego ustawienia Huseynliego między słupkami. Tym samym Synowie Księdza, na ostatniej prostej, zostali wypchnięci z podium, a Kresovia oddaliła się od strefy spadkowej na odległość czterech oczek.

3
10:00

Zimowa aura i zaśnieżona murawa przy ul. Grenady stworzyły scenerię, w której trudno było przewidzieć, kto lepiej odnajdzie się w początkowych fragmentach meczu. Śliska nawierzchnia spowalniała reakcje, a piłka żyła własnym życiem, przez co każdy błąd mógł kosztować bardzo dużo. W tych warunkach obie drużyny weszły w mecz odważnie, a pierwsza połowa była wyjątkowo wyrównana i pełna wymian ciosów. Shitable trzykrotnie wychodziło na prowadzenie - najpierw na 0:1, potem na 1:2 i 2:3 - za każdym razem wykorzystując moment dekoncentracji gospodarzy. Legion jednak reagował natychmiast, doprowadzając do wyrównania, a tuż przed przerwą wyprowadził akcję na 4:3, która ustawiła mentalnie dalszą część spotkania.

Po przerwie wydarzyło się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. Legion wszedł w drugą połowę jak zupełnie nowy zespół, grając szybciej, czyściej i z ogromną pewnością siebie. To nie była już wyrównana walka, to był jednostronny pokaz siły. Piłka zaczęła płynąć od nogi do nogi, a Shitable nie było w stanie nadążyć za tempem narzuconym przez gospodarzy. W krótkich odstępach czasu padały kolejne trafienia, a każda akcja Legionu pachniała bramką. Widzowie zobaczyli nawet piękne trafienie z własnej połowy, które w tej zimowej scenerii wyglądało jak spadająca świąteczna bombka wprost pod choinkę.

Hat-tricki posypały się jeden po drugim. Bracia Chornobai raz po raz rozrywali defensywę rywali swoimi szybkimi wejściami i świetnym wykończeniem. Andrii Hehelskyi dorzucił swoje trzy grosze, a Oleh Kremienishchuk imponował kontrolą piłki i pewnością przy strzałach, kilkukrotnie zostawiając obrońców rywali bez reakcji. To właśnie ich skuteczność napędziła potężny rezultat, który ostatecznie zatrzymał się na 17:3.

Legion może być niezwykle zadowolony, bo kończy rok pewnie, w środku tabeli, z realnymi perspektywami walki o podium na wiosnę. Shitable natomiast, choć przegrało wysoko, wciąż ma o co walczyć. Do bezpiecznej strefy brakuje im zaledwie jednego punktu i z pewnością będą chcieli udowodnić wiosną, że potrafią wrócić na właściwe tory.

4
12:00

W 9. kolejce 8. ligi lider rozgrywek, Q-Ice, podejmował FC Pers, zespół walczący o utrzymanie. Już od pierwszych minut było wyraźnie widać różnicę klas i pewność siebie gospodarzy. Q-Ice prezentowało lepsze przygotowanie techniczne, dłużej utrzymywało się przy piłce i zdecydowanie kontrolowało tempo gry.

Gospodarze szybko udokumentowali swoją przewagę, zdobywając gola na 1:0. Wydawało się, że kolejne trafienia są jedynie kwestią czasu, ale niespodziewanie to goście wyrównali. Obidov wykorzystał moment nieuwagi defensywy i trafił na 1:1. Był to jednak jedyny jasny punkt FC Pers w pierwszej połowie, bo od tego momentu rozpoczęła się jednostronna dominacja lidera. Najpierw na 2:1 podwyższył Pidluzhnyi, a następnie show skradł Yarmoliuk, który zanotował serię trzech trafień, kompletując hat-tricka i wyprowadzając Q-Ice na pewne prowadzenie 5:1. Taki wynik utrzymał się do przerwy.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Gospodarze nadal wyglądali lepiej pod każdym względem - grali szybciej, dokładniej i z większą determinacją. Plaksa dołożył dwa kolejne gole, podnosząc wynik na 6:1 i 7:1. Goście wprawdzie zdołali odpowiedzieć trafieniem na 7:2, lecz Q-Ice natychmiast odrobiło to golem na 8:2.

Końcówka należała do FC Pers, które zdobyło jeszcze dwa trafienia - autorami byli Odirov i ponownie Obidov. Były to jednak jedynie gole zmniejszające rozmiary porażki. Czasu na realne zagrożenie pozycji lidera zabrakło i ostatecznie Q-Ice pewnie zwyciężyło 8:4.

Reklama