Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 3 Liga
Bezpośredni mecz na dole tabeli 3. ligi pomiędzy Orzełami Stolicy a FC Prykarpattią mógł sprawić, że w ostatniej kolejce wciąż mielibyśmy mecze o wysoką stawkę. Orzeły w przypadku zwycięstwa zachowałyby szanse na utrzymanie. Do przerwy wydawało się, że taki scenariusz jest jak najbardziej realny.
Stojący w bramce rywali Mykola Osichnyi regularnie nękał Mikołaja Kiełpsza strzałami z dalszej odległości, jakby postawił u bukmachera pieniądze na swojego gola z dystansu. Kiełpsz miał tego dnia sporo pracy, ale długo skutecznie odpierał ataki przeciwników. Prykarpattia zdobyła w pierwszej połowie jedną bramkę, jednak nie wystarczyło to, by wyjść na prowadzenie. Najpierw Tomasz Krzyżański wykorzystał błąd w komunikacji defensywy rywala i stanął sam na sam z bramkarzem, pewnie kierując piłkę do siatki. Następnie Paweł Miłkowski podwyższył prowadzenie płaskim strzałem z dystansu. Dzięki temu Orzeły schodziły na przerwę z prowadzeniem 2:1.
Wynik pozostawał na styku i taki stan utrzymywał się praktycznie przez całe spotkanie. Po zmianie stron ponownie oglądaliśmy wymianę ciosów. Trzy z rzędu wyprowadziła Prykarpattia – najpierw padł gol z bliskiej odległości, następnie skuteczne uderzenie zza pola karnego, a na koniec Vladyslav Khmara wykorzystał niecelne podanie rywali i posłał piłkę do bramki z własnej połowy. Strach pomyśleć, z jakiej odległości padłby kolejny gol, gdyby nie odpowiedź Orzełów Stolicy. Maciej Kiełpisz popisał się mocnym strzałem z dystansu, a chwilę później podobnym uderzeniem odpowiedział Krzysztof Niedziółka. Na tablicy wyników widniał remis 4:4, po czym za sprawą Maxa Mahora to Orzeły ponownie wyszły na prowadzenie.
Zwycięstwo? Nie tym razem. Prykarpattia najpierw doprowadziła do remisu po akcji trzech na dwóch i minięciu bramkarza, a tuż przed końcowym gwizdkiem rozklepała defensywę rywali, wyprowadzając decydujący cios. Dzięki temu sięgnęła po niezwykle cenne zwycięstwo i komplet punktów.
FC Vikersonn wychodził na boisko ze świadomością, że tytuł mistrzowski jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wygrać lub liczyć na to, że Comeback oraz Warsaw Sinaola nie zdobędą punktów w swoich spotkaniach. GLK, które po ostatnich wynikach niespodziewanie wróciło do walki o czołowe miejsca, zamierzało jednak pokrzyżować te plany.
Jedyny moment, w którym losy meczu mogły potoczyć się inaczej, trwał zaledwie kilka minut. Dominiak otworzył wynik efektownym wolejem po rzucie rożnym, ale Vovk szybko odpowiedział trafieniem pod poprzeczkę, a chwilę później prowadzenie swojej drużynie dał Rubinski. Mor dołożył trzecią bramkę po strzale z dystansu, a Farion po dobitce zmniejszył straty na 2:3. Wymiana ciosów nie trwała jednak długo. Samobójcze trafienie Rozkresa przy próbie zablokowania strzału, efektowny gol Rubinskiego i kolejne trafienie Vovka sprawiły, że pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:6.
Na początku drugiej części meczu Wolszczak stanął przed szansą zdobycia bramki z rzutu karnego przy stanie 2:6, jednak Shchur popisał się znakomitą interwencją i utrzymał wysoką przewagę swojego zespołu. Mor nie zamierzał zwalniać tempa. Dwa kolejne gole z dystansu, zdobyte z imponującą precyzją i siłą, rozwiały wszelkie wątpliwości co do losów spotkania. Farion po szybkim wznowieniu z autu trafił na 3:8, ale chwilę później Mor skompletował swoje czwarte trafienie, ponownie pokonując bramkarza strzałem z dystansu. W końcówce emocje wzięły górę i jeden z zawodników Vikersonn obejrzał czerwoną kartkę za komentarze pod adresem sędziego. Było to konsekwencją wcześniejszego napomnienia żółtą kartką.
Ostatecznie FC Vikersonn sięgnął po mistrzostwo 3. ligi. I w tym meczu również pokazał, dlaczego w tym sezonie okazał się najlepszy i praktycznie nie do zatrzymania.
Drużyna Deluxe Barbershop na dwie kolejki przed końcem sezonu cały czas liczyła się w walce o miejsce na podium. Ich przeciwnicy, Tonie Majami, zajmowali ostatnie miejsce w tabeli i było już pewne, że kolejny sezon spędzą na niższym poziomie rozgrywkowym.
Lepiej mecz rozpoczęli gospodarze, którzy już w 3. minucie wyszli na prowadzenie. Chwilę później podwyższyli wynik, choć tym razem pomogło im trafienie samobójcze rywali. Kolejne minuty to dalsze ataki zespołu gospodarzy, którzy jeszcze dwukrotnie pokonali golkipera przeciwników i odskoczyli na kilka bramek przewagi.
W końcówce pierwszej połowy gra się wyrównała, czego efektem były cztery gole – po dwa dla każdej z drużyn. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 5:3 dla wyżej notowanej ekipy. Z powodu żółtej kartki otrzymanej przez zawodnika Deluxe w ostatniej akcji pierwszej połowy drużyna gości rozpoczęła drugą część spotkania z przewagą jednego gracza, co szybko wykorzystała, zmniejszając straty do jednej bramki. Kolejny żółty kartonik dla gospodarzy w dalszej części meczu sprawił, że rywale ponownie wykorzystali grę w przewadze i doprowadzili do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do faworytów, którzy zdobyli dwie bramki i przypieczętowali zwycięstwo 7:5.
Bardzo dobre zawody rozegrał Asim Mizzayew, który do czterech bramek dorzucił dwie asysty. Niestety dla Deluxe Barbershop wygrana nie wystarczyła, by zakończyć sezon na podium, i w ostatniej kolejce pozostaje im walka o utrzymanie czwartego miejsca. Pomimo bardzo dobrej gry zespół Tonie Majami kolejny raz schodzi z boiska bez zdobyczy punktowej, ale należą im się wielkie brawa za walkę do końca i stworzenie naprawdę niezłego widowiska.
FC Comeback przypieczętował w tej kolejce awans do 2. ligi. Zawodnicy tej drużyny już wiedzą, że zakończą sezon na podium, a kropkę nad „i” postawili w sposób najbardziej przekonujący z możliwych. W niedzielnym meczu całkowicie zdominowali Husarię Mokotów i nie pozostawili rywalom żadnych złudzeń.
Najwięcej radości z nękania defensywy przeciwnika miał bez wątpienia Ivan Vidosević. Jego głównym zadaniem było zdobywanie bramek i wywiązał się z niego znakomicie. Zawodnik Comebacku pokonał Kamila Ostapińskiego aż pięć razy, odpowiadając za połowę dorobku swojego zespołu. Po drugiej stronie wtórować próbował mu Bartek Tula z Husarii, jednak zdołał zdobyć „tylko”, a właściwie aż trzy bramki. Przy takiej przewadze rywali był to i tak godny uznania wynik.
Comeback rozpoczął mecz z wysokiego „C”. Już w pierwszych minutach wynik otworzył Evgen Lavrynenko, który zdecydował się na strzał z dalszej odległości i chwilę później mógł cieszyć się z trafienia. Następnie do siatki z rzutu wolnego trafił Vidosević, a niedługo później ponownie wpisał się na listę strzelców po wysokim odbiorze. Kolejnego gola dołożył Konstantyn Didenko i zespół ubrany na niebiesko błyskawicznie budował swoją przewagę. Do przerwy było już 7:2 i mało kto wierzył, że losy tego spotkania mogą się jeszcze odwrócić. Husaria po prostu nie miała argumentów, by myśleć o jakimkolwiek powrocie do meczu.
W drugiej połowie tempo nieco spadło, co przy takim wyniku było całkowicie zrozumiałe. FC Comeback nie musiał już forsować gry ani wykorzystywać wszystkich swoich atutów. Zawodnicy kontrolowali przebieg spotkania i spokojnie zmierzali po zwycięstwo. Trudno było nie zauważyć uśmiechów na ich twarzach – w końcu właśnie przypieczętowali awans do wyższej klasy rozgrywkowej.
Na słowa uznania zasługują również piłkarze Husarii, którzy mimo wyraźnej przewagi rywali nie rozłożyli rąk i do samego końca walczyli o jak najlepszy rezultat. W końcówce zdołali nawet nieco zmniejszyć rozmiary porażki.
Ostatecznie FC Comeback wygrał 10:5, przypieczętowując awans w bardzo efektownym stylu.
Jeśli ktoś szukał meczu pełnego emocji, zwrotów akcji, pięknych bramek, frustracji i walki do ostatnich sekund, to właśnie znalazł idealny przykład. Starcie Warsaw Sinaloa z FC Łowcy II dostarczyło wszystkiego, czego można oczekiwać od widowiska na wysokim poziomie. Spotkanie rozpoczęło się kapitalnie dla gospodarzy. Patryk Abbassi popisał się fenomenalnym indywidualnym rajdem, po którym oddał strzał nie do obrony, dosłownie zdejmując pajęczynę z okienka bramki rywali. Było to trafienie najwyższej klasy, które błyskawicznie rozgrzało kibiców.
Warsaw Sinaloa nie zamierzała się zatrzymywać. Chwilę później gospodarze dołożyli kolejną bramkę i odskoczyli na dwa gole przewagi. FC Łowcy II nie zamierzali jednak składać broni. Goście coraz śmielej atakowali i jeszcze przed przerwą zdołali zmniejszyć straty. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 2:1.
Druga połowa rozpoczęła się pod dyktando Łowców. Goście ruszyli do ataku z ogromną determinacją i walczyli o każdą piłkę. Ich wysiłki szybko przyniosły efekty. Najpierw doprowadzili do wyrównania, a następnie objęli prowadzenie 3:2, całkowicie odwracając losy spotkania. Wtedy dała o sobie znać frustracja. Strzelec pierwszej bramki dla gospodarzy dopuścił się niesportowego zachowania, za które został ukarany żółtą kartką. Emocje sięgały zenitu, a każda kolejna akcja mogła przechylić szalę zwycięstwa na jedną ze stron.
Gospodarze odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób – na boisku. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu i determinacji doprowadzili do remisu 3:3 po kolejnym efektownym trafieniu. Chwilę później ponownie błysnął świetnie funkcjonujący duet Paciorkowski – Gąska. Ich doskonałe zrozumienie zaowocowało bramką na 4:3 i wywołało eksplozję radości w szeregach Warsaw Sinaloa. Euforia nie trwała jednak długo. Daniel Guba obejrzał żółtą kartkę, a goście natychmiast wykorzystali moment zawahania rywali. FC Łowcy II pokazali charakter i ponownie doprowadzili do remisu, ustalając wynik na 4:4. Wydawało się, że obie drużyny zostawiły na boisku tyle sił, że podział punktów jest już przesądzony.
Futbol po raz kolejny napisał jednak własny scenariusz. Gdy zegar nieubłaganie zbliżał się do końca meczu, w polu karnym rywali pojawił się wcześniej ukarany żółtą kartką Daniel Guba. Wbiegł tam niczym rasowy napastnik, idealnie odnajdując się w decydującym momencie spotkania. Zachował zimną krew i posłał piłkę do siatki, wywołując prawdziwe szaleństwo na boisku.
To właśnie Daniel Guba został bohaterem tego widowiska. Jego trafienie ustaliło wynik meczu na 5:4 i zapewniło Warsaw Sinaloa zwycięstwo, oraz awans do 2. ligi. Brawo!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)