Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 13 Liga
Niestety, w zeszłą niedzielę byliśmy świadkami ostatnich na jakiś czas lisich derbów. Lisy Bez Polisy pokonały White Foxes (fox to po angielsku lis, jakby ktoś nie wiedział), dzięki czemu utrzymały się w 13. lidze kosztem swoich rywali. Ten bratobójczy pojedynek zakończył się wynikiem 3:1, a kluczem do zwycięstwa okazała się dość nieoczywista broń, rodem z taktyki Puszczy Niepołomice Tomasza Tułacza – rzuty z autu.
Pierwszy gol dla Lisów Bez Polisy padł już na początku meczu. Daleko wrzucona piłka trafiła na głowę wbiegającego Miłosza Tabaki. Osiem minut później oglądaliśmy niemal powtórkę tej sytuacji, tyle że tym razem do siatki trafił Kacper Tabaka. Co ciekawe, zmieniali się również zawodnicy wznawiający grę z autu – asysty przy golach zaliczyli Robert Prządka oraz Konrad Prządka.
White Foxes odpowiedzieli już po pierwszym trafieniu rywali, jednak zagranie ręką przy opanowaniu piłki sprawiło, że bramka nie mogła zostać uznana. A szkoda, bo była naprawdę przedniej urody. Trudno jednak wygrać mecz, gdy w sytuacjach podbramkowych brakuje tego jednego, decydującego dotknięcia piłki. Niewykorzystane okazje mogą śnić się „Białym Lisom” jeszcze przez całą letnią przerwę. Lisy Bez Polisy również nie były tego dnia bezbłędne pod bramką przeciwnika, ale najważniejsze, że potrafiły trzykrotnie znaleźć drogę do siatki. Na 3:0 podwyższył Kacper Tabaka po indywidualnej akcji i strzale przy bliższym słupku już w drugiej połowie. White Foxes odpowiedzieli jedynie honorowym trafieniem – w samej końcówce kontratak skutecznie wykończył Filip Kozioł.
Na kolejne lisie derby przyjdzie nam poczekać przynajmniej jeden pełny sezon. A kto wie – może przy okazji następnego starcia tych dwóch drużyn, tak mocno związanych z leśnymi stworzeniami, specjalnym koncertem uraczy nas Ewelina Lisowska? Taka luźna propozycja rzucona w eter.
Elitarni Gocław robili wszystko, co w ich mocy, by w starciu z faworyzowanym Boiskowym Folklorem zgarnąć komplet punktów i zachować nadzieję na walkę o medale do ostatniej kolejki. Przez znaczną część spotkania wszystko szło zgodnie z planem pomarańczowych, którzy wiedząc, że pod względem piłkarskiej jakości trudno będzie im dorównać rywalom, oddali piłkę Folklorowi, sami czyhając na przechwyty i błyskawiczne kontrataki.
Trzeba jednak podkreślić, że tak znakomity początek gości nie byłby możliwy bez Marcina Głębockiego. Bramkarz Elitarnych popisywał się kapitalnymi interwencjami przy próbach Kucharskiego i Jankowskiego, a jego instynktowne parady były naprawdę imponujące. W zaledwie pięć minut Elitarni odskoczyli liderowi 13. Ligi na trzy bramki przewagi. Był to efekt konsekwentnej gry w defensywie i świetnej organizacji po odbiorze piłki. Mimo że szczególnie przy pierwszym trafieniu Patryk Świtaj dwoił się i troił, by nie dopuścić do utraty bramki, to Sebastian Kowiński, Łukasz Dawid i Konstanty Brzozowski zapewnili swojej drużynie komfortowe prowadzenie.
Z ataku pozycyjnego gospodarzy długo niewiele wynikało. Gdy już udało im się poważniej zagrozić bramce Elitarnych, najczęściej na przeszkodzie stawało obramowanie bramki albo świetnie dysponowany Głębocki. W końcu sfrustrowany sytuacją i mający niewiele swobody w rozegraniu Kacper Miriuk posłał swoją firmową prostopadłą piłkę do Kucharskiego, a ten lekkim uderzeniem obok bezradnego golkipera ustalił wynik pierwszej połowy na 1:3.
Po zmianie stron coraz wyraźniej zaznaczała się przewaga Boiskowego Folkloru, ale Elitarni, wciąż wierni swoim założeniom taktycznym, stawiali niezwykle twardy opór. Chwila nieuwagi gości wystarczyła jednak, by gospodarze błyskawicznie doprowadzili do wyrównania. Najpierw Jankowski wykorzystał rzut rożny, a następnie Aleks Miriuk skorzystał z błędu w rozegraniu pomiędzy bramkarzem a defensywą rywali. Nadzieja dla Elitarnych wróciła za sprawą tego, co funkcjonowało u nich najlepiej przez cały mecz – przechwytu. Kowiński odebrał piłkę Kacprowi Miriukowi, który nieco pogubił się w dryblingu, po czym pognał sam na sam z bramkarzem i zdobył gola na 3:4.
Pomimo buzujących emocji i rosnącej frustracji, piłkarze Boiskowego Folkloru pokazali jednak swoją jakość. W ciągu kolejnych minut niemal nie schodzili z połowy przeciwnika, oblężając pole karne Elitarnych. Trafienie Kacpra Miriuka po podaniu Bednarskiego, dobitka Jankowskiego oraz świetna dwójkowa akcja braci Miriuków pozwoliły gospodarzom odwrócić losy meczu i wyjść na prowadzenie 6:4. Choć przed końcem koncertowa wymiana podań między Dariuszem Gutowskim a Pawłem Biretą pozwoliła gościom zdobyć kontaktową bramkę, było już za późno, by przełożyło się to na jakąkolwiek zdobycz punktową.
Tym imponującym comebackiem Boiskowy Folklor oficjalnie zapewnił sobie mistrzostwo 13. Ligi!
Nieuchwytni wchodzili w to spotkanie bez prawa do błędu. Cztery punkty straty do Kresowii, dwie kolejki do końca i konieczność wygrania każdego meczu przy jednoczesnym liczeniu na korzystne wyniki na innych boiskach. Cockpit Country, już bez matematycznych szans na utrzymanie, nie miał jednak zamiaru się podkładać. Pierwsze zwycięstwo po długiej posusze dało tej ekipie apetyt na więcej.
Hofman mocnym strzałem po ziemi otworzył wynik i przez chwilę wydawało się, że Cockpit ma sytuację pod kontrolą. Przez długi czas obie drużyny cierpliwie rozgrywały piłkę, a Nieuchwytni mimo przewagi w posiadaniu nie potrafili znaleźć skutecznego wykończenia. W końcu Roel wykorzystał akcję po rzucie rożnym i doprowadził do remisu, a chwilę później Zhukov przeprowadził efektowny rajd indywidualny, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 2:1.
Druga połowa obfitowała w długie podania, nie zawsze celne. Laga za lagę. W końcu Ostaszewicz wykorzystał zawahanie obrońcy przy wybiciu piłki i doprowadził do wyrównania 2:2, a mecz ponownie stał się otwarty. Przy wyniku remisowym kluczowy okazał się gol Gaworskiego po rozegraniu rzutu rożnego. Od tego momentu Cockpit Country wyraźnie stracił kontrolę nad wydarzeniami na boisku. To, co nastąpiło później, przypominało regularne rozmontowywanie rywala. Zhukov popisał się mocnym strzałem z dystansu, Gaworski dołożył trafienie po dobitce, a kolejne gole zdobywali Petriv i ponownie Zhukov, który skompletował hat-tricka, ustalając wynik spotkania na 7:2.
Nieuchwytni zrobili wszystko, co do nich należało – zdobyli siedem bramek i dopisali do swojego dorobku trzy punkty. Niestety pozostałe wyniki nie ułożyły się po ich myśli i wszystko wskazuje na to, że pozostanie im najgorsze sportowe miejsce – tuż za podium.
Spotkanie dwóch drużyn z czołówki tabeli od początku nie pozwalało spuścić wzroku z boiska. Już w 1. minucie wynik otworzył Daniil Mikulich, dając gościom szybkie prowadzenie. Kilka minut później kapitan Kresowii ponownie wpisał się na listę strzelców, podwyższając wynik na 2:0.
Mimo mocnego początku przyjezdnych gospodarze nie zamierzali składać broni. Przez kolejne fragmenty meczu oglądaliśmy niezwykle zaciętą i wyrównaną rywalizację, w której żadna ze stron nie odpuszczała nawet na moment. Sygnał do odrabiania strat dla Joga Bonito dał Grzegorz Szostak, zdobywając bramkę kontaktową. Kilka minut przed końcem pierwszej połowy gospodarze dopięli swego i doprowadzili do wyrównania za sprawą Karola Klimaszewskiego.
Gdy wydawało się, że zespoły zejdą do szatni przy remisie, ponownie o sobie przypomniał Daniil Mikulich. Wykorzystał błąd bramkarza, przejął piłkę i skierował ją do pustej bramki, kompletując hat-tricka jeszcze przed przerwą. Dzięki temu trafieniu jego drużyna mogła z nieco większym spokojem złapać oddech przed drugą odsłoną meczu.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Kibice nadal oglądali prawdziwą wymianę ciosów. Za każdym razem, gdy zawodnicy Joga Bonito doprowadzali do wyrównania, zmobilizowana Kresowia odpowiadała kolejnym trafieniem i ponownie obejmowała prowadzenie. Widać było, jak wiele dla gości znaczyło to spotkanie. Zwycięstwo nad wyżej notowanym rywalem dawało im bowiem awans do wyższej klasy rozgrywkowej jeszcze przed ostatnią kolejką sezonu.
Ostatecznie, po niezwykle emocjonującym widowisku, Kresowia Warszawa II sięgnęła po cenne zwycięstwo 7:6. Cały zespół gości zasłużył na słowa uznania za determinację i konsekwencję w dążeniu do celu, jednak szczególne wyróżnienie należy się Daniilowi Mikulichowi. Kapitan Kresowii rozegrał kapitalne zawody, zdobywając cztery bramki i notując asystę, co oznacza, że miał udział przy niemal każdej bramce swojego zespołu. To właśnie jego znakomita postawa w dużej mierze przesądziła o niezwykle ważnym triumfie gości, którzy już teraz mogą cieszyć się z upragnionego miejsca na podium 13. ligi.
O godzinie 11:00 przyszło nam oglądać spotkanie drużyn, które w obecnym sezonie mogły podejść do rywalizacji nieco spokojniej. Siwy Koń traktował tę rundę jako cenne doświadczenie i okazję do oswojenia się z realiami Ligi Fanów, natomiast Borowiki już od dłuższego czasu zadomowiły się w bezpiecznej, środkowej części tabeli, znajdując swój przytulny „dąb”, pod którym mogły spokojnie przeczekać końcówkę rozgrywek.
Choć stawka nie była tak wysoka jak w meczach o awans czy utrzymanie, na boisku nie brakowało zaangażowania. Od pierwszych minut było jednak widać, że goście przyjechali bardzo dobrze przygotowani i szybko zaczęli zaznaczać swoją przewagę. Szczególnie wyróżniał się duet Anishchenkov – Jankowski, który regularnie rozrywał defensywę Siwego Konia. Obaj świetnie współpracowali, kreowali sytuacje i skutecznie zamieniali przewagę na kolejne trafienia. Do rozmontowania rywali nie były potrzebne żadne podstępy rodem z konia trojańskiego – wystarczyła piłkarska jakość i skuteczność.
Gospodarze nie zamierzali jednak składać broni. Największą postacią w ich szeregach był Szymon Zawadzki, który odpowiedział hat-trickiem i przez długi czas utrzymywał swoją drużynę w grze. Jego skuteczność sprawiła, że mimo przewagi Borowików mecz nie stracił emocji i do samego końca zachował swoją intensywność. Co ciekawe, sam wynik nie oddaje jednego bardzo ważnego aspektu tego spotkania. Był to w dużej mierze również mecz bramkarzy. Zarówno Jakub Wojno, jak i Dominik Turemka wielokrotnie ratowali swoje zespoły przed stratą kolejnych bramek. Efektowne interwencje, szybkie reakcje i kilka naprawdę trudnych obron sprawiły, że kibice mogli podziwiać kunszt obu golkiperów. Gdyby nie ich postawa, liczba bramek mogłaby być jeszcze wyższa.
Ostatecznie przewaga Borowików znalazła odzwierciedlenie w końcowym wyniku, ale oba zespoły zostawiły po sobie dobre wrażenie. Goście potwierdzili, dlaczego znajdują się wyżej w tabeli, a Siwy Koń zebrał kolejne doświadczenia w rozgrywkach Ligi Fanów i mimo trudniejszego sezonu pokazał, że tej drużynie nie brakuje pasji do piłki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)