Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 13 Liga
Runda jesienna w wykonaniu Zarubów z pewnością nie należała do najlepszych w historii tego zespołu. Nawet zwycięstwo nie zmieniłoby zbyt wiele w sytuacji w tabeli, więc gospodarze grali głównie o to, by godnie zakończyć rozgrywki przed zimową przerwą. Tyle tylko, że Nieuchwytni akurat w końcówce rundy złapali świetną formę, więc o wygraną nie było łatwo.
Pierwsza połowa to kwintesencja występów gospodarzy w tym sezonie. Teoretycznie nie grali aż tak źle, jak wskazywał na to wynik, nie odstawali mocno od rywala, ale kilka pechowych wydarzeń całkowicie zdeterminowało przebieg meczu. W pierwszej części Zaruby zanotowały dwa samobóje, grę w osłabieniu, w czasie której straciły bramkę, a do tego większość przebitek wygrywali rywale. Koniec końców do przerwy przegrywali już 0:5.
Po zmianie stron coś wreszcie drgnęło w grze outisderów. Na początku drugiej części udało się zdobyć dwie bramki i postawa gospodarzy wyglądała o wiele lepiej. Nieuchwytni mieli jednak w swoim teamie Oleksii Kyselova, który strzelając dwie bramki, ponownie wyprowadził swój zespół na pięciobramkowe prowadzenie. I w tym momencie było już jasne, że Zaruby nie odwrócą losów tego meczu, choć trzeba im oddać, że walczyli do samego końca.
Nieuchwytni w drugiej części byli o wiele bardziej skuteczni i zasłużenie wygrali to spotkanie 4:11, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie fatalna pierwsza połowa w wykonaniu Zarubów, końcowy wynik nie byłby aż tak wysoki na korzyść gości. Jest jednak jakaś iskierka nadziei dla gospodarzy, że runda wiosenna będzie w ich wykonaniu lepsza niż obecna. Z kolei Nieuchwytni dobrą postawą w ostatnich meczach dali sobie realną szansę na walkę o strefę medalową.
Mecz Cockpit United z Borowikami zapowiadał się jako starcie dwóch sąsiadów z tabeli. Gospodarze zajmowali 9. miejsce, goście byli tuż obok wyżej i z minimalną przewagą punktową. To był więc typowy mecz „o sześć punktów”, w którym obie strony miały realną szansę przesunąć się w górę stawki. I rzeczywiście już od początku było wiadomo, że będzie ciekawie.
Po zaledwie pięciu minutach Cockpit objął prowadzenie po trafieniu Aleksandra Sitka. Borowiki nie kazały jednak długo czekać na odpowiedź i chwilę później wyrównały. Ten schemat wracał jak refren: gospodarze wychodzili na prowadzenie, goście odrabiali straty. Dopiero na pięć minut przed przerwą Borowiki po raz pierwszy wyszły na prowadzenie i do szatni schodziły przy wyniku 2:3. Choć pierwsza połowa była wyrównana, już wtedy widać było, że to goście stwarzają więcej zagrożenia i lepiej wykorzystują przestrzeń, którą zostawiała im defensywa Cockpitu.
Po przerwie obraz gry zmienił się wyraźnie. Borowiki ruszyły od razu i szybko podwyższyły wynik. Cockpit odpowiedział jeszcze bramką kontaktową na 3:4, ale była to ich ostatnia udana akcja tego dnia. Od tego momentu inicjatywa należała już tylko do gości. Borowiki złapały rytm, zaczęły grać swobodniej i raz po raz wykorzystywały błędy gospodarzy w obronie. Ostatnie kilkanaście minut to właściwie jednostronne strzelanie, bo goście wyglądali, jakby z każdą minutą napędzali się coraz mocniej. Cockpit próbował odgryzać się kontrami, ale brakowało im dokładności i spokoju pod bramką rywala.
Ostatecznie Borowiki wygrały aż 3:9, pokazując, że choć pierwsza połowa była wyrównana, to w drugiej różnica między drużynami była już bardzo wyraźna. Gospodarzom nie można odmówić momentów dobrej gry, ale brak koncentracji w defensywie i zbyt duże przerwy między formacjami sprawiły, że zostali przez Borowiki najzwyczajniej w świecie rozbrojeni.
Boiskowy Folklor podejmujący Lisy bez Polisy to kolejny mecz, jaki miał miejsce w zeszły weekend na naszych piłkarskich obiektach. Aura tego spotkania zdecydowanie nie sprzyjała grze w piłkę, jednakże po gospodarzach nie było widać większej różnicy - wręcz przeciwnie, wyglądali zdecydowanie lepiej już od pierwszych minut pojedynku.
W ofensywie bardzo równy, efektowny i efektywny był tercet Kucharski – Trębacz – Miriuk. Każdy z wymienionych zawodników ustrzelił dublet, jednak to Miriuk dołożył do tego dwie asysty, czym wyróżnił się w oczach rywali i został wybrany MVP całego spotkania. Pierwsza część meczu, zakończona wynikiem 5:1, zwiastowała raczej dominację niż wyrównane starcie i druga odsłona nie przyniosła w zasadzie większych zmian. Co prawda ujrzeliśmy mniej bramek, ale spotkanie ciągle było pod dyktando zespołu gospodarzy.
Na wyróżnienie zasługuje również bramkarz Boiskowego Folkloru, Patryk Świtaj, który na tym śniegu czuł się niczym ryba w wodzie i „płynął” między słupkami, tracąc zaledwie po jednej bramce na każdą z połów. Jego fantastyczna dyspozycja zapewne odbierała chęci rywalowi. Granie w takich warunkach samo w sobie nie jest łatwe, a jeśli jeszcze bramkarz przeciwnika ma swój dzień, to naprawdę ciężko o pomyślność w ofensywie.
Tym samym gospodarze zdobywają komplet punktów i będąc na równi punktowej z inną ekipą z tej ligi, przewodzą całej stawce. Gościom natomiast spadek na razie nie grozi, ale muszą mieć się na baczności, bo czujemy, że runda rewanżowa może przynieść nam jeszcze wiele piłkarskich wrażeń.
Joga Bonito podejmujące White Foxes to kolejny mecz tego dnia, jaki mieliśmy okazję obserwować. Pierwsza odsłona spotkania to niezwykle wyrównane starcie, w którym górą były raczej obie formacje defensywne, na czele ze swoimi bramkarzami, niż ofensywne zestawienia przygotowane na ten mecz przez obu kapitanów.
Po stronie gospodarzy już od pierwszych minut swoją kandydaturę do miana MVP spotkania zgłosił Mateusz Hnatio. Autor łącznie czterech goli i trzech asyst jak się później okazało brał udział przy każdej bramce zdobytej przez swoją drużynę i bezapelacyjnie nie pozostawił złudzeń, kto był w tym meczu po prostu najlepszy.
Jeśli chodzi o gości, bramkę dającą nadzieję na odwrócenie losów tego spotkania, zdobył Dawid Płatek. Niestety dla postronnego kibica druga część meczu to już kompletna dominacja gospodarzy. Zdobywszy pięć goli, nie pozwolili oni na stratę żadnego i pewnie wygrywają to spotkanie wynikiem 7:1.
Gospodarze byli w drugiej połowie dużo bardziej skuteczni ofensywnie i zdecydowanie lepiej ułożeni taktycznie w defensywie, dzięki czemu zasłużenie zgarniają kolejne trzy punkty i utrzymują pozycję lidera. Goście natomiast kończą zmagania w strefie spadkowej, ale z dużymi nadziejami na jej opuszczenie w drugiej części sezonu.
Tym samym obie ekipy kończą rywalizację w tej rundzie. Życzymy im powodzenia i samych wygranych w rewanżach!
W 9. kolejce doszło do spotkania dwóch sąsiadujących ze sobą zespołów, które walczą bezpośrednio o trzecie miejsce w ligowej tabeli. Kresowia Warszawa II podejmowała doświadczony zespół Elitarnych Gocław. Uwzględniając pozycję obu drużyn, mecz zapowiadał się na wyrównane starcie.
Już od pierwszej minuty obie strony grały szybką piłkę, próbując atakiem pozycyjnym rozpracować rywala. Wynik spotkania otworzył Wojciech Sekulak, wyprowadzając gości na prowadzenie. Chwilę później Daniil Mikulich wyrównał i mieliśmy 1:1. Gra była otwarta, oba zespoły starały się rozgrywać piłkę, jednak warunki panujące tego dnia na Arenie AWF nie pozwalały na szybką, techniczną grę. Kolejne minuty przyniosły po bramce z obu stron. Najpierw piłkę na dziewiątym metrze ustawił Marcin Bielski i pewnym strzałem pokonał golkipera gospodarzy, a jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził… bramkarz gości, który przypadkowo wpakował piłkę do własnej bramki. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:2.
W drugiej połowie role ponownie się odwróciły i tym razem to goście musieli gonić wynik. Dość szybko po wznowieniu gry bramkę zdobył Mirosław Nowacki i Kresowia prowadziła 3:2. Od tego momentu coś w grze gospodarzy się popsuło, a zawodnicy Mikulicha zaczęli seryjnie popełniać błędy. To była woda na młyn dla tak doświadczonej ekipy jak Elitarni. Gracze z Gocławia najpierw wyrównali dzięki trafieniu Bielskiego, a chwilę później ten sam zawodnik wyprowadził ich na prowadzenie. Końcówka spotkania to już wymiana ciosów. Kresowia atakowała, jednak gospodarze nie potrafili pokonać bramkarza Elitarnych. W samej końcówce wynik na 3:5 pięknym lobem ustalił Kamil Faryniarz i to zespół Elitarnych zgarnął jakże ważne trzy punkty.
Dzięki wygranej goście wskakują na trzecie miejsce w tabeli, przeskakując tym samym swoich niedzielnych rywali. Teraz dla obu zespołów czas na odpoczynek i przerwę, którą można wykorzystać na przygotowanie do rundy rewanżowej.




Warszawa
Łódź






)
)
)
)
)
)
)
)
)
)