Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
W starciu drużyn uwikłanych w walkę o utrzymanie – znajdującej się tuż nad strefą spadkową Skry Warszawa oraz zamykającego tabelę Tornado Squad – sportowa rywalizacja zeszła ostatecznie na dalszy plan. Choć Skra pewnie wygrała na murawie 8:3, spotkanie zostało zweryfikowane jako walkower 0:3 na korzyść gości.
Początek tego meczu nie zwiastował gradu goli. Pierwsza połowa toczyła się spokojnie, a gra skupiała się głównie w środkowej strefie boiska. Brakowało klarownych sytuacji, w czym duża zasługa dobrze dysponowanych bramkarzy obu ekip. Do przerwy gospodarze schodzili ze skromnym prowadzeniem 1:0.
Po zmianie stron obraz gry uległ diametralnej zmianie. Tempo wyraźnie wzrosło, a drużyny postawiły na otwartą i znacznie ostrzejszą grę. Skra Warszawa znakomicie wykorzystywała kontrataki. Na boisku brylował Israel Mipakatahar, który imponował szybkością i odważnymi dryblingami, notując na swoim koncie bramkę oraz trzy asysty.
Niestety dla gospodarzy to właśnie obecność tego zawodnika na murawie przekreśliła ich wysiłek. Mipakatahar był zawieszony za czerwoną kartkę z poprzedniego spotkania, co zgodnie z regulaminem musiało poskutkować walkowerem. Zamiast ucieczki ze strefy spadkowej Skra traci pewne punkty w kuriozalnych okolicznościach, a Tornado Squad otrzymuje niespodziewane koło ratunkowe.
W najbardziej wyrównanej lidze zazwyczaj oczekujemy bardzo bliskich wyników - szczególnie gdy naprzeciw siebie stają drużyny walczące nie tylko o podium, ale i o mistrzostwo.
Pierwsza połowa przebiegała jednak pod pełną kontrolą Oldboys Derby. Grali spokojnie, bez pośpiechu, mądrze budowali akcje, a w każdym ich ruchu było widać doświadczenie i pewność siebie. Czasoumilacze natomiast wyglądali na spiętych - brakowało im płynności, ataki się nie kleiły, a nerwowość odbijała się na jakości gry. Efektem były cztery bramki bez odpowiedzi dla Oldboys Derby - na listę strzelców wpisali się Kamil Bassa, Adrian Królikowski, Jacek Pryjomski oraz Krzysztof Mamski.
Przed drugą połową trudno było powiedzieć, czym gospodarze będą w stanie zaskoczyć rywali. Owszem, zaczęli grać odważniej i częściej atakować, ale Oldboys również otworzyli grę, co sprawiło, że mecz stał się bardziej widowiskowy. Czasoumilacze zdołali zdobyć cztery gole - najwięcej dał od siebie Dmytro Rumezhak, autor dubletu, jednak Oldboys Derby odpowiadali niemal natychmiast, nie pozwalając rywalowi realnie wrócić do gry. Ostatecznie dołożyli aż siedem trafień, kontrolując przebieg spotkania do samego końca.
Kluczowymi bohaterami meczu byli Dzmitry Balysh oraz Marcin Wiktoruk. Pierwszy zanotował hat-tricka i asystę, drugi dołożył gola i aż cztery asysty, będąc motorem napędowym ofensywy swojej drużyny.
Po tym spotkaniu oba zespoły zrównały się punktami - mają ich po 16, a do drugiego miejsca tracą zaledwie dwa oczka.
Siódma liga w tym sezonie nie przestaje zaskakiwać swoją wyrównaną stawką, a starcie wicelidera z piątą drużyną tylko to potwierdziło. Różnica zaledwie trzech punktów między zespołami sprawiała, że wynik tego meczu mógł znacząco wpłynąć na układ tabeli - i rzeczywiście tak się stało.
Lepiej w spotkanie weszli Virtualni, którzy od pierwszych minut wyglądali na bardziej uporządkowanych i spokojnych w swoich działaniach. Szybko stworzyli groźną sytuację, a akcję sam na sam pewnie wykończył Giełczewski, otwierając wynik meczu. Gospodarze grali z większą kontrolą, starali się narzucać tempo i cierpliwie budować swoje ataki. Eagles nie zamierzali jednak odpuszczać. Ich gra opierała się na dynamice, waleczności i intensywności - cechach, które wielokrotnie pozwalały im wracać do meczów. Mimo to w pierwszej połowie to Virtualni byli skuteczniejsi i schodzili do szatni z prowadzeniem 3:1, które dawało im względny komfort.
Po przerwie obraz gry nie uległ większej zmianie. Virtualni nadal wyglądali dojrzalej w rozegraniu, a co istotne - wytrzymali fizycznie trudne tempo narzucone przez rywala, co w takim meczu miało ogromne znaczenie. Eagles walczyli, szukali swoich okazji i nie pozwalali przeciwnikowi odskoczyć na bezpieczny dystans.
Najjaśniejszą postacią tego spotkania był jednak bez wątpienia Szymon Kolasa, który rozegrał kapitalne zawody. Zdobył cztery bramki i dołożył asystę, będąc absolutnym liderem ofensywy gospodarzy i zawodnikiem, który w kluczowych momentach brał ciężar gry na siebie. Po stronie Eagles skutecznością popisali się Edilson (2 gole), a także Rybiński i Nsengiyumva, którzy utrzymywali swój zespół w grze niemal do samego końca. Mimo ambitnej postawy gości to jednak Virtualni dowieźli korzystny wynik i wygrali 5:4.
To zwycięstwo, w połączeniu z innymi rezultatami kolejki, sprawiło, że triumfatorzy wskoczyli na drugie miejsce w tabeli, jeszcze mocniej włączając się do walki o mistrzostwo. Patrząc na formę i charakter tej ligi - wszystko wskazuje na to, że emocje będą trwać do samego końca.
Spotkanie rozegrane na Sektorze D na boiskach AWF-u w ramach 7. Ligi dostarczyło kibicom wielu emocji i dużej liczby bramek. KS Driperzy zmierzyli się z KK Wataha Warszawa, a mecz zakończył się efektownym zwycięstwem gospodarzy 8:3.
Od samego początku lepiej w spotkanie weszli zawodnicy Driperów. Wynik otworzył Zembrzuski, dając swojej drużynie szybkie prowadzenie. Wataha od razu jednak odpowiedziała - do wyrównania doprowadził dobrze znany w całej Lidze Fanów Anass El Ansari, który fantastycznie wykorzystał swoją okazję. Na tym etapie mecz był jeszcze wyrównany, ale kolejne minuty należały już do gospodarzy. Driperzy zaczęli narzucać swój styl gry i ponownie wyszli na prowadzenie, tym razem za sprawą Stojka. Chwilę później Strzembosz i Wasilewski dołożyli kolejne trafienia, zwiększając przewagę do 4:1 i powoli zamykając kwestie spotkania już w pierwszej części meczu. Jeszcze przed przerwą swoją bramkę zdobył także Gregorczyk, co kompletnie podłamało zespół gości.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. KS Driperzy nadal kontrolowali przebieg spotkania, a goście bezskutecznie próbowali wrócić do meczu. Kolejne trafienia dołożył Zembrzuski - najpierw kapitalnym uderzeniem, którego nie powstydziłby się niejeden zawodowy piłkarz, a następnie ponownie wpisując się na listę strzelców i podwyższając wynik na 7:1. Wataha próbowała jeszcze wrócić do meczu. Gola w tej części spotkania na swoje konto dopisał Woźniak, dając swojej drużynie chwilę nadziei. Jednak szybko odpowiedzieli na to gospodarze - Stojek zdobył swoją kolejną bramkę, podnosząc wynik na 8:2 i praktycznie zamykając to spotkanie. W końcówce ostatnie słowo należało do zawodników Watahy - Lulka ustalił wynik meczu na 8:3.
Mecz obfitował w wiele sytuacji bramkowych i dynamiczne akcje. Kluczowymi postaciami byli Zembrzuski oraz Stojek, którzy mieli ogromny wkład w wysokie zwycięstwo swojej drużyny. Wataha, mimo ambitnej postawy, nie była w stanie zatrzymać ofensywy rywali, którzy tego dnia byli zdecydowanie skuteczniejsi i tak jak zakończyli jesień, tak samo otworzyli wiosnę. Driperzy natomiast powoli zaczynają wracać do żywych i dzięki temu zwycięstwu mogą zacząć realnie myśleć o utrzymaniu się na tym szczeblu rozgrywkowym.
Cóż to było za widowisko! Naprawdę znakomity, pełen emocji mecz oglądaliśmy w wykonaniu Alasha i Warsaw Gunners. Obie ekipy z nastawieniem na zdobycie kompletu punktów przystąpiły do rywalizacji w niedzielny wieczór na arenie AWF-u.
Lepiej zaczął team Arka Trwogi, który rozpoczął strzelanie w tym pojedynku. Jednak po chwili gospodarze wyrównali i – co więcej – poszli za ciosem, co kompletnie wybiło z rytmu zespół Gunnersów. Ci otrząsnęli się dopiero przy wyniku 4:1 i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Jeszcze przed przerwą udało się złapać remis i naprawdę sporo działo się w pierwszych 25 minutach. Obie ławki żyły meczem i szczególnie w zespole gości mobilizacja oraz wskazówki lały się strumieniem zza linii końcowej.
Po zmianie stron to Kanonierzy lepiej weszli w tę fazę meczu. W pewnym momencie objęli nawet dwubramkowe prowadzenie, ale Alash nie miał zamiaru ustępować. Odrobił stratę i mecz do końca trzymał nas w niepewności, jeśli chodzi o wynik. Końcówka była niezwykle emocjonująca. Doszło do takiego napięcia, że w zespole gospodarzy dwóch graczy zaczęło się kłócić i doszło do odepchnięcia, co sędzia ukarał żółtą kartką. Rzadko zdarzają się takie sytuacje, ale pamiętamy podobne choćby z Premier League.
W osłabieniu Alash jednak atakował, ale nie zdołał pokonać Marka Reszczyńskiego. Mecz zakończył się wynikiem 7:7 i było to z pewnością jedno z najlepszych spotkań w całej lidze w dziesiątej serii gier.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)