Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Dla Eagles FC był to bardzo ważny mecz w kontekście tabeli 7. ligi. Ewentualna porażka mogła skończyć się dla tej ekipy przesunięciem do strefy spadkowej, dlatego w szeregach gospodarzy dało się zauważyć wyraźną mobilizację. SKRA nie popisała się natomiast frekwencją i stawiła się na placu gry w zaledwie sześć osób.
Gospodarze powinni mieć więc ułatwione zadanie, ale o dziwo to goście jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Już w 3. minucie wynik otworzył Israel Mipakatahar. Riposta przyszła szybko, bo już w kolejnej akcji Eagles doprowadzili do wyrównania, a na listę strzelców wpisał się Javid Suleymanov. Skra odpowiedziała błyskawicznie. Chwilę nieuwagi w szyku obronnym Eagles ponownie wykorzystał Israel Mipakatahar. Po tak dynamicznym początku tempo meczu nieco się uspokoiło, ale w 16. minucie znów zapunktowali goście, a tym razem gola zdobył Lewis Onuigbo. Gospodarze napierali na bramkę Noana Bahadira, a w 19. minucie ofiarną interwencją popisał się Zemoudine Fouapon, który wybił piłkę z linii bramkowej. Na niewiele się to jednak zdało, bo chwilę później piłkę do siatki skierował Asim Mizzayev. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do gości, a hat-tricka skompletował Israel Mipakatahar.
Po zmianie stron gospodarze szybko zabrali się za odrabianie strat. Już w 27. minucie na 3:4 trafił Javid Suleymanov. Niestety dla Eagles FC był to początek końca ich nadziei na korzystny rezultat. Minutę później dublet skompletował Lewis Onuigbo, a gospodarzom coraz bardziej brakowało koncentracji i cierpliwości. W efekcie w ciągu kilku kolejnych minut SKRA odjechała z wynikiem na 7:3 i było już praktycznie po meczu. Wprawdzie w 40. minucie drugiego gola zdobył Asim Mizzayev, ale było to zdecydowanie za mało, by wrócić do gry. SKRA dokładała kolejne trafienia, a kropkę nad „i” w ostatniej minucie meczu postawił Paweł Mączka.
Dzięki temu SKRA mogła cieszyć się ze zdobycia trzech punktów po bardzo skutecznym występie mimo niezwykle skromnej kadry.
Driperzy przystępowali do tego starcia ze świadomością, że Eagles FC przegrali swój mecz. Oznaczało to, że w przypadku zwycięstwa gospodarze wydostaną się ze strefy spadkowej. Ta perspektywa musiała działać na nich wyjątkowo mobilizująco, bo spotkanie było praktycznie rozstrzygnięte już po ośmiu minutach gry.
Już w 1. minucie wynik otworzył Norbert Gregorczyk. Chwilę później po raz pierwszy zapunktował Jan Strzembosz, a następnie dublet skompletował wyjątkowo aktywny tego dnia Wiktor Stojek i na tablicy wyników widniało już 4:0.
Virtualne Ń to doświadczona ekipa, a boiska Ligi Fanów widziały już bardziej spektakularne powroty do gry. Tego dnia goście nie popisali się jednak frekwencją, a brak Szymona Kolasy wyraźnie osłabił ich blok ofensywny. Nie bez znaczenia było również to, że Driperzy byli po prostu „w gazie”. Szczególnie dobrze funkcjonował duet Mikołaj Owczarczyk – Wiktor Stojek, który regularnie napędzał akcje gospodarzy. Swoją cegiełkę jeszcze przed przerwą dołożył Bartek Dłutowski i Driperzy schodzili do szatni z bardzo komfortowym prowadzeniem 5:0.
Po zmianie stron nieco ożywili się napastnicy Virtualnego Ń i w 27. minucie na listę strzelców wpisał się Wojciech Kalinowski. Gol ten nie odmienił jednak losów meczu. Defensywa Driperów była tego dnia niezwykle szczelna, a Sebastian Papierz, strzegący bramki gospodarzy, nie miał zbyt wiele pracy. Po drugiej stronie boiska Wiktor Stojek wrzucił jeszcze wyższy bieg i w ciągu kilku minut trzykrotnie wypracował kolegom doskonałe sytuacje bramkowe. Jan Strzembosz i Mikołaj Owczarczyk nie zamierzali ich marnować. Wszystko układało się po myśli gospodarzy i nawet samobójcze trafienie Kuby Brodzika zostało przyjęte przez nich ze spokojem.
Driperzy bezlitośnie punktowali przeciwnika, a gdy licznik zatrzymał się na trzynastu trafieniach, Michał Burakowski ustalił wynik spotkania na 13:3.
Hit 7. Ligi Fanów nie zawiódł oczekiwań. Wicelider tabeli Oldboys Derby podejmował mistrza rozgrywek, Alash FC. Dla gości stawka była już niewielka, ponieważ tytuł mistrzowski zapewnili sobie wcześniej. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja gospodarzy. Zwycięstwo gwarantowało im awans do wyższej klasy rozgrywkowej, dlatego od pierwszego gwizdka grali z ogromną determinacją.
Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia Alash FC po trafieniu Dauleta Nyyazova. Oldboys Derby szybko odpowiedzieli za sprawą Marcina Wiktoruka, a następnie wyszli na prowadzenie po golu Grzegorza Zaleskiego. Mistrzowie ligi pokazali jednak swoją jakość i jeszcze przed przerwą doprowadzili do remisu 2:2. Po raz drugi do siatki trafił Nyyazov, a asystę przy tym golu zanotował Madiyar Seiduali.
Po zmianie stron mecz nabrał jeszcze większych rumieńców. Kluczowy moment nastąpił na początku drugiej połowy, gdy po niefortunnym trafieniu samobójczym Madiyara Seidualiego gospodarze objęli prowadzenie 3:2. Chwilę później Oldboys Derby poszli za ciosem, a Marcin Wiktoruk zdobył swoją drugą bramkę w meczu, podwyższając wynik na 4:2. Alash FC nie zamierzał jednak składać broni. Kontaktowego gola zdobył Seiduali, częściowo rehabilitując się za wcześniejsze pechowe trafienie samobójcze. Gdy wydawało się, że końcówka będzie niezwykle nerwowa, kolejny cios zadali gospodarze. Kamil Bassa wykorzystał swoją okazję i podwyższył prowadzenie na 5:3, przybliżając Oldboysów do upragnionego awansu.
Mistrzowie ligi walczyli do samego końca i w ostatnich minutach zdołali jeszcze zdobyć bramkę na 5:4, zmniejszając rozmiary porażki. Na więcej nie pozwolił jednak dobrze dysponowany zespół gospodarzy, który po końcowym gwizdku mógł rozpocząć świętowanie. Dzięki temu zwycięstwu Oldboys Derby zapewnili sobie awans do wyższej klasy rozgrywkowej, pieczętując świetny sezon w najlepszy możliwy sposób.
W konfrontacji z 7. ligi KK Wataha Warszawa pokonała Warsaw Gunners FC 5:4. Obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko, a o losach punktów zdecydowały detale oraz skuteczność w kluczowych momentach meczu.
Pierwsze fragmenty należały do Watahy, która lepiej weszła w spotkanie i szybciej znalazła drogę do bramki. Wynik otworzył Czernecki, a kilka minut później prowadzenie gości podwyższył Kacperski. Gunners z czasem zaczęli dochodzić do głosu, tworzyli sporo sytuacji i mieli swoje okazje, ale długo brakowało im skutecznego wykończenia. Przed przerwą odpowiedział Jabłoński, zmniejszając straty do 1:2.
Druga połowa początkowo jeszcze bardziej skomplikowała sytuację Gunners. Wataha wykorzystała przechwyt oraz kolejną skuteczną akcję i odskoczyła na 4:1. Wtedy jednak mecz zaczął się zmieniać. Gunners ruszyli wysokim pressingiem, coraz częściej zamykali rywali pod ich bramką i szukali uderzeń z dystansu. Ważne interwencje notował też Warpechowski, który po przerwie utrzymywał swój zespół przy życiu. Największy ciężar gry w ofensywie wziął na siebie Jabłoński. Najpierw precyzyjnym strzałem po ziemi zmniejszył straty, później skompletował hat-tricka uderzeniem przy dalszym słupku, a następnie asystował przy golu Mostowskiego na 4:4. Gunners wrócili z wyniku 1:4 i wydawało się, że po takim zrywie mogą jeszcze pójść za ciosem. Wataha odpowiedziała jednak natychmiast. Zaledwie minutę po wyrównaniu Korzeniewski zdobył bramkę na 5:4, odbierając gospodarzom punkt w samej końcówce spotkania.
Dla Gunners ta porażka oznacza utratę szans na awans i przekreśla bardzo udaną serię ostatnich występów. KK Wataha Warszawa natomiast dopisała do swojego dorobku niezwykle cenne trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)