reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Ostatnia kolejka rundy jesiennej zapowiadała się bardzo ciekawie. Z jednej strony Warsaw Gunners, siedzący w strefie spadkowej, z drugiej Wataha, która do końca biła się o podium. Obie drużyny były w dobrej formie, ale to goście byli naturalnym faworytem. I sam początek meczu tylko to potwierdził. Od pierwszych minut Wataha ruszyła z dużą pewnością siebie. A że w tej rundzie Hubert Korzeniewski jest w życiowej formie, to po dziesięciu minutach miał już na koncie dwa kolejne gole. Chwilę później zrobiło się nawet 4:1 i wyglądało na to, że goście spokojnie odjadą z wynikiem.

Gunnersi jednak nie zamierzali się temu biernie przyglądać. Walczyli, gonili wynik, ale pierwsza połowa i tak skończyła się 3:5 dla Watahy, która wydawała się mieć mecz pod kontrolą. Druga część gry przyniosła jednak zupełnie inną historię. Gospodarze wyszli na murawę bardziej skoncentrowani, odważniejsi i agresywniejsi – szczególnie na połowie rywala. I to szybko przyniosło efekty.

Sebastian Lisocki, który już wcześniej wyglądał znakomicie, dołożył bramkę kontaktową, kompletując hat-tricka. Chwilę później, po pewnie wykonanym rzucie karnym, zrobiło się 5:5. Remis nie utrzymał się długo, ale nie dlatego, że Wataha znów odjechała. To Gunnersi przejęli inicjatywę. Najpierw pięknym strzałem popisał się Ziółkowski, potem trafił Jabłoński, a swoje dorzucił też ponownie Lisocki. Nagle z wyniku 3:5 zrobiło się 8:5 dla gospodarzy, a cała przewaga gości z pierwszej połowy rozpłynęła się w powietrzu.

Wataha odpowiedziała jeszcze jednym golem, ale to było wszystko, na co tego dnia było ich stać. W końcówce wyglądali na bezradnych, jakby energia i pomysły skończyły się wraz z przerwą. Nawet Korzeniewski, który zwykle ciągnie tę drużynę za uszy, nie był w stanie odwrócić losów spotkania. Gunnersi natomiast grali jak natchnieni – pewni siebie, skuteczni i konsekwentni. Finalnie domknęli mecz wynikiem 8:6, serwując jedną z największych niespodzianek kolejki i kończąc rundę w świetnym stylu.

2
16:00

Mroźna, śnieżna aura stworzyła wyjątkowy klimat na Arenie Grenady, gdzie do rywalizacji stanęły dwie ekipy zamykające tabelę. Już przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że ten mecz będzie miał ogromne znaczenie dla obu drużyn, a emocji na pewno nie zabraknie.

Spotkanie rozpoczęło się od błyskawicznego uderzenia KS Driperów. W 3. minucie wykorzystali oni fatalny błąd w rozegraniu bramkarza Tornado Squad, a Wiktor Stojek dopadł do bezpańskiej piłki i skierował ją do pustej bramki. Po szybkim otwarciu wynik gra wyrównała się – obie strony dochodziły do sytuacji, ale golkiperzy byli czujni i nie pozwalali na zmianę rezultatu. W 10. minucie Driperzy ponownie znaleźli sposób na rywali, tym razem po wzorowej, zespołowej akcji. Piłka krążyła jak po sznurku, aż trafiła ponownie do Stojka, który tuż sprzed bramki podwyższył na 2:0. Z minuty na minutę przewaga gospodarzy stawała się coraz bardziej widoczna. Tornado próbowało odgryzać się kontrami, lecz kiedy już dochodzili do klarownych sytuacji, świetnymi interwencjami popisywał się Sebastian Papierz. W końcówce pierwszej połowy Stojek dopełnił swojego dzieła i skompletował hat-tricka, dając Driperom komfortowe prowadzenie 3:0.

Po zmianie stron Tornado Squad wreszcie się przebudziło. Najpierw rzut wolny zakończył się uderzeniem w słupek, ale przy dobitce Franek Orłowski zachował się najlepiej i wbił piłkę do siatki. W 33. minucie goście złapali już pełny kontakt po trafieniu na 3:2. Kiedy wydawało się, że Tornado może doprowadzić do wyrównania, Driperzy uspokoili sytuację kolejnym trafieniem, odzyskując dwubramkową przewagę.

Obie drużyny stworzyły sobie kolejne sytuacje, a w ostatnich minutach padły jeszcze dwa gole, po jednym dla każdej ze stron. Ostatecznie KS Driperzy wygrali 5:3, kończąc rundę jesienną bardzo pozytywnym akcentem i oddalając od siebie widmo ostatniego miejsca w tabeli. Tornado Squad musi szukać punktów na wiosnę, bo kryzys trwa i robi się naprawdę niebezpiecznie.

3
17:00

Spotkanie Skry Warszawa z Eagles FC od pierwszych minut zapowiadało się na zacięte i pełne emocji – i dokładnie takie było. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 2:2, co dobrze oddaje jej obraz: wymiana ciosów, szybkie ataki i sporo miejsca do gry dla obu drużyn. Eagles FC starali się prowadzić piłkę cierpliwie i szukać swoich okazji, natomiast Skra odpowiadała bardziej bezpośrednim, dynamicznym futbolem.

Kluczowym czynnikiem okazała się skuteczność, a tę gospodarze mieli po prostu wyższą. Po przerwie zaczęli konsekwentnie wykorzystywać swoje sytuacje, a ich gra nabrała większej płynności i pewności. Decydujące jednak było to, że w szeregach Skry znajdował się zawodnik, który w tym meczu w pełni zdeklasował swoich rywali.

Lewis Onuigbo dał prawdziwy pokaz indywidualnych umiejętności. Zdobył aż 5 bramek, a każda z nich potwierdzała, że tego dnia był absolutnie nie do powstrzymania. Szybkość, dynamika, zwrotność, fizyczność – wszystko na najwyższym poziomie. Raz mijał rywali balansem ciała, innym razem przebiegał obok nich jak sprinter, a gdy już dochodził do sytuacji strzeleckiej… zwykle kończyło się to golem.

Eagles FC walczyli ambitnie i sami potrafili zagrozić bramce gospodarzy, ale przy takim występie Onuigbo szanse na korzystny wynik drastycznie malały. Jego popis przesądził losy spotkania, a Skra w pełni zasłużenie wygrała 7:4.

4
18:00

Na poziomie 7. ligi, w ramach ostatniej kolejki rundy jesiennej, naprzeciwko siebie stanęły ekipy Czasoumilaczy i Alash FC. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem drużyny Alash, która pokonała rywala dość skromnym jak na standardy naszej ligi wynikiem, bo zaledwie 3:1. Niemniej jednak nie odbiera to jakości widowiska, ponieważ był to niezwykle intensywny mecz walki o każdy skrawek boiska.

Co ciekawe, drużyna gospodarzy otworzyła wynik za sprawą Dimy Rumezhaka i skrupulatnie broniła prowadzenia przez pierwsze 25 minut, oddając inicjatywę piłkarzom rywali. Był to niezwykle skuteczny plan i przyniósł efekty w pierwszej części spotkania, lecz w drugiej już nie zdał egzaminu. Napór przeciwnika był zbyt silny, a Kacper Puławski był zmuszony do trzykrotnej kapitulacji.

Na wyróżnienie w drużynie Alash FC zasługuje zawodnik z numerem 22, czyli Madiyar Seiduali. Mimo że nie zdobył bramki ani nie zanotował asysty, ilość tytanicznej pracy, jaką wykonał w obronie oraz przy wyprowadzaniu piłki, budzi ogromny podziw. To niezwykle techniczny zawodnik, dysponujący imponującym przyspieszeniem, balansem i kontrolą piłki. Mając go w drużynie, każdy mógłby czuć spokój o rozegranie akcji.

Ostatecznie Alash opuścił AWF, dopisując kolejne trzy punkty do dorobku i kończąc rundę jesienną na fotelu lidera.

5
22:00

W ostatniej serii gier na AWF-ie doszło do starcia pomiędzy ekipami Virtualne Ń oraz Oldboys Derby. Spotkanie wygrali Virtualni, pokonując rywala 5:3. W mecz lepiej weszli gracze Oldboys, gdyż otworzyli wynik za sprawą bramki kapitana drużyny, Marcina Wiktoruka. Dobry początek został jednak szybko przyćmiony, ponieważ do głosu doszli gospodarze. Udało im się wyrównać dzięki trafieniu Szymona Kolasy, co ustaliło wynik pierwszej połowy.

Druga część meczu była już, niestety dla nas – widzów – widowiskiem jednostronnym. Ogromny wpływ na zmianę oblicza rywalizacji miał wspomniany wcześniej Szymon, który na boisku robił absolutnie wszystko: asystował, strzelał, kiwał, odbierał piłkę, pressował. Jego wkład nie przeszedł bez echa, bo nawet zawodnicy rywali zgodnie przyznali, że to był jego dzień, wybierając go na zawodnika meczu.

Gracze Virtualnych całkowicie przejęli inicjatywę, raz po raz atakując i zmuszając bramkarza przeciwników do wyciągania piłki z siatki. Gospodarze zbudowali sobie bezpieczną, czterobramkową zaliczkę, której nie wypuścili z rąk aż do ostatniego gwizdka. Oldboys przebudzili się w końcówce, jednak było to zdecydowanie za mało, by odmienić losy spotkania.

Virtualni dopisują więc do swojego konta cenne punkty i przeganiają Oldboys w tabeli, tracąc do lidera zaledwie cztery oczka, co zapowiada ciekawą rywalizację na wiosnę.

Reklama