reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

W zapowiedziach nie stawialiśmy na ekipę Eagles i pierwsza połowa zdawała się potwierdzać te przypuszczenia. Już w 2. minucie Alash objął prowadzenie po golu Nurlykhana Yessenzhana i przez pierwszy kwadrans to goście prezentowali lepszą jakość, choć dobrych strzałów nie brakowało po obu stronach. W 15. minucie wyrównał Denisio Chea, ale chwilę później Alash znów wyszedł na prowadzenie po trafieniu Olzhasa Zhambila.

W 21. minucie ponownie był remis – i ponownie dla Eagles trafił Denisio Chea. Gra gospodarzy wciąż jednak pozostawiała wiele do życzenia: za dużo było indywidualnych prób, a za mało zespołowej współpracy. Kapitan Eagles najwyraźniej doskonale to wyczuł, bo w przerwie odpowiednio poukładał drużynę. Po wznowieniu role się odwróciły – Alash grał coraz bardziej nerwowo i bez pomysłu, natomiast Eagles z minuty na minutę się rozkręcali. Już pierwsza akcja drugiej połowy zakończyła się golem Michała Rybińskiego, pokazując, że to gospodarze przejęli inicjatywę.

Obie drużyny grały twardo, nie brakowało fauli, ale nie były one złośliwe. Na kolejnego gola trzeba było poczekać aż do 41. minuty, kiedy Anurag Bhurtel podwyższył na 4:2. Alash znalazł się pod ścianą i musiał gonić wynik. W 43. minucie kontaktowe trafienie zdobył Madiyar Seiduali, lecz Eagles momentalnie odpowiedzieli – hat-tricka skompletował Denisio Chea. W 47. minucie Daulet Niyazov znów dał gościom nadzieję, ale chwilę później faul zakończył się rzutem wolnym, który Chea zamienił na piękne trafienie, ustalając wynik spotkania na 6:4.

2
18:00

W ubiegłą niedzielę, w ramach 2. kolejki rundy jesiennej, na przeciwko siebie stanęły ekipy KS Driperzy i KK Wataha Warszawa. Ostatecznie to goście okazali się lepsi, zwyciężając 9:5.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana – obie drużyny szły łeb w łeb. Gdy tylko Driperzy wychodzili na prowadzenie, rywale natychmiast odpowiadali i doprowadzali do remisu. Ciężko było wskazać ekipę mającą wyraźną przewagę, jednak to Wataha zadała decydujący cios tuż przed przerwą i schodziła do szatni przy prowadzeniu 4:3.

Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie – goście kompletnie zdominowali rywala. Kluczowymi postaciami byli tu Anass El Ansari oraz Hubert Korzeniewski. Pierwszy z nich, znany z występów w barwach Warszawskiej Ferajny, ponownie udowodnił, że jest świetnym kreatorem – niemal każda akcja przechodziła przez jego nogi, dyrygował zarówno defensywą, jak i ofensywą Watahy. Z kolei Korzeniewski był prawdziwym egzekutorem – aż sześciokrotnie wpisał się na listę strzelców, imponując skutecznością i pewnością pod bramką przeciwnika.

Fenomenalna druga połowa w wykonaniu gości sprawiła, że to właśnie KK Wataha Warszawa mogła cieszyć się z kompletu punktów, a Driperom pozostało szukać przełamania w kolejnych meczach.

3
18:00
( 7 : 2 )
8 : 5
Raport

W ostatni dzień tygodnia na Arenie Grenady rozegrano spotkanie 2. kolejki pomiędzy Tornado Squad a Skrą Warszawa. Obie drużyny przystępowały do meczu w zupełnie odmiennych nastrojach – gospodarze po porażce na inaugurację, natomiast Skra po zwycięstwie i komplecie punktów. Trudno było wskazać faworyta, ale to Tornado błyskawicznie przejęło inicjatywę.

Już w 3. minucie wynik otworzył Arek Sajnog, który pewnym strzałem dał Tornado prowadzenie 1:0. Skra odpowiedziała natychmiast – dwie minuty później do remisu doprowadził Konrad Szymański. Radość gości nie trwała jednak długo. Już w kolejnej akcji efektownym trafieniem popisał się Patryk Skibiński, przywracając Tornado prowadzenie. Od tego momentu gospodarze złapali wiatr w żagle i w krótkim czasie całkowicie zdominowali przeciwnika. W ciągu zaledwie pięciu minut dołożyli trzy kolejne bramki, wychodząc na prowadzenie 5:1.

Skra próbowała wrócić do gry, a nadzieję dało trafienie Nikodema Marcinkowskiego. Końcówka pierwszej połowy znów jednak należała do gospodarzy – dwa kolejne gole sprawiły, że Tornado schodziło do szatni z bardzo komfortowym prowadzeniem 7:2.

Po przerwie piłkarze Skry rzucili się do ataku i szybko zdobyli bramkę, ale gospodarze nie zamierzali oddać inicjatywy. Odpowiedzieli trafieniem na 8:3, pokazując, że tego dnia są po prostu lepsi. Skra zdołała jeszcze dwukrotnie pokonać bramkarza rywali, lecz nie wystarczyło to, by odwrócić losy meczu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 8:5 dla Tornado Squad, które po nieudanym starcie sezonu wraca na właściwe tory. Skra natomiast musi przełknąć gorycz porażki i wyciągnąć wnioski przed kolejnym spotkaniem.

4
20:00

Spotkanie pomiędzy Virtualnym Ń a Warsaw Gunners FC zakończyło się wynikiem 7:2, ale sam rezultat nie oddaje w pełni przebiegu meczu. Choć gospodarze byli zdecydowanie skuteczniejsi i potrafili zamieniać swoje okazje na gole, to Gunners przez całe spotkanie stwarzali wiele groźnych sytuacji i kilkukrotnie obili obramowanie bramki. Przy większej precyzji wynik mógł wyglądać zupełnie inaczej.

Pierwsza połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia Szymona Kolasy z rzutu wolnego – piłka wylądowała idealnie w okienku, otwierając wynik spotkania. W kolejnych minutach gospodarze grali szybko i z dobrą organizacją w ofensywie, co przyniosło im kolejne trafienia – w sumie aż cztery. Gunners odpowiedzieli jednym golem, ale jeszcze przed przerwą mogli spokojnie zdobyć dwa kolejne, bo ich strzały minimalnie mijały słupek lub zatrzymywały się na poprzeczce. Rezultat 4:1 do przerwy był więc nieco mylący.

Po zmianie stron Virtualne Ń utrzymało skuteczność i dołożyło trzy kolejne bramki, praktycznie przesądzając losy meczu. Warsaw Gunners nie poddawali się, atakowali do samego końca i zdobyli jeszcze jednego gola, lecz zabrakło im szczęścia w kluczowych momentach.

Gospodarze pokazali dojrzałość i chłodną głowę pod bramką rywala – niemal każda klarowna okazja kończyła się golem. Gunners natomiast udowodnili, że potrafią grać ofensywnie i kreować mnóstwo sytuacji, ale muszą popracować nad skutecznością i koncentracją w defensywie. Choć końcowy wynik sugeruje jednostronne widowisko, na boisku oglądaliśmy emocjonujący, znacznie bardziej wyrównany mecz.

5
22:00

Na sam wieczór niedzielnych zmagań, czyli o 22:00 Oldboys Derby podejmowali Czasoumilaczy. Spotkanie od samego początku miało wyrównany przebieg – obie drużyny atakowały i szukały prowadzenia, ale największą przeszkodą była nieskuteczność pod bramką rywala. Zarówno Michał Piątkowski, jak i Kacper Puławski kilkukrotnie ratowali swoje zespoły, jednak ofensywa obu ekip tego dnia zawodziła. Do przerwy na tablicy wyników widniał remis 2:2.

Druga połowa przyniosła jednak zdecydowaną zmianę obrazu gry – i to na korzyść Oldboysów. Zespół Marcina Wiktoruka zaczął przejmować inicjatywę, głównie dzięki wejściu na boisko Miłosza Suchty, który był absolutnym bohaterem tego meczu. Strzelał gole, asystował, mijał rywali, odbierał piłkę – robił dosłownie wszystko. Jego obecność wniosła świeżość i energię, która udzieliła się całej drużynie.

Suchta zakończył spotkanie z hat-trickiem oraz dwiema asystami, a jego kapitalny występ bezpośrednio przełożył się na zwycięstwo gospodarzy. Oldboys Derby wygrali 8:5, zdobyli komplet punktów i awansowali na 2. miejsce w tabeli, odprawiając z kwitkiem ekipę Czasoumilaczy.

Reklama