Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 2 Liga
Ternovitsia przystępowała do tego spotkania już jako pewny mistrz ligi. Dziki z Lasu z kolei zajmowały szóste miejsce i nie miały już realnych szans ani na awans w tabeli, ani nie groził im spadek. Teoretycznie był to więc mecz bez większej stawki. W praktyce jednak futbol nie zawsze potrzebuje dodatkowej motywacji. Czasami wystarczy piękna pogoda, letnie słońce i chęć rywalizacji, by stworzyć ciekawe widowisko. I właśnie taki mecz obejrzeliśmy.
Od pierwszego gwizdka było widać, że Dziki z Lasu nie zamierzają oddać pola mistrzom bez walki. Przez długi czas spotkanie było bardzo wyrównane. Dziki grały odważnie, nie bały się pojedynków i skutecznie odpowiadały na kolejne akcje rywali. Ternovitsia, która przez cały sezon imponowała regularnością i dominacją, tym razem nie wyglądała jak nie do sforsowania twierdza. Mistrzowie również popełniali błędy, a ich przeciwnicy potrafili to wykorzystać. Pierwsza część meczu upłynęła pod znakiem zaciętej walki. Obie drużyny tworzyły sytuacje bramkowe, a tempo gry mogło podobać się kibicom. Dziki udowodniły, że miejsce w środku tabeli nie oznacza braku jakości, a Ternovitsia po raz kolejny pokazała, dlaczego już wcześniej zapewniła sobie mistrzowski tytuł.
Dopiero w końcówce spotkania dała o sobie znać różnica klas i doświadczenia. Ternovitsia wrzuciła wyższy bieg, zaczęła częściej utrzymywać się przy piłce i skuteczniej wykorzystywać swoje okazje. To właśnie wtedy przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę, zamykając mecz w sposób godny mistrza.
Największym bohaterem spotkania był Pavel Paduk, który rozegrał prawdziwy koncert. Zdobył jedną bramkę i dołożył aż trzy asysty, mając udział przy niemal każdej groźnej akcji swojej drużyny. Jego przegląd pola, spokój przy piłce i umiejętność obsługiwania partnerów idealnymi podaniami były ozdobą tego meczu. W ekipie Dzików z Lasu na wyróżnienie zasłużył natomiast Bartek Suchora, autor trzech bramek, który do samego końca sprawiał problemy defensywie mistrzów.
Ternovitsia zakończyła sezon kolejnym zwycięstwem, potwierdzając, że mistrzowski tytuł nie jest dziełem przypadku. Dziki z Lasu również mogą jednak schodzić z boiska z podniesionymi głowami. Przez dużą część spotkania postawiły mistrzom bardzo trudne warunki i pokazały charakter, którego z pewnością nie można im odmówić.
Dla Husarii ostatnie mecze były już właściwie bez większego znaczenia. Utrzymanie zapewniła sobie stosunkowo wcześnie, natomiast na walkę o wyższe lokaty po prostu nie miała wystarczająco mocnej kadry. Co innego Manitas, dla którego było to spotkanie o podtrzymanie nadziei na miejsce na podium. Co prawda, aby tak się stało, oprócz własnego zwycięstwa punkty musiały pogubić jeszcze Zoria i Rock’n Roll, ale oba te zespoły rozgrywały swoje mecze w późniejszych godzinach.
Powyższe miało chyba spory wpływ na przebieg tego spotkania, które niemal od początku zdominowali goście. Zawodnicy Manitas bardzo dobrze operowali piłką i pomimo prób pressingu ze strony rywali nie tracili zimnej krwi przy rozegraniu, nawet pod własnym polem karnym. Przewaga Manitas została udokumentowana w 8. minucie, gdy na listę strzelców wpisał się Patryk Kultys. Dosłownie minutę później prowadzenie podwyższył Marcin Tyszka. Po 15 minutach goście prowadzili już 4:0 i chyba poczuli się zbyt pewnie, co błyskawicznie wykorzystał Kacper Miriuk, zmniejszając straty do stanu 2:4.
Te dwie bramki podziałały jednak mobilizująco na gości, którzy odpowiedzieli kolejnymi dwoma trafieniami. Wynik pierwszej połowy na 6:3 ustalił pięknym strzałem Franek Lis. Husaria zasłużenie przegrywała, ale też sama nie pomagała sobie w tym meczu. Dwie bramki dla rywali padły bowiem po błędach w rozegraniu i strzałach do pustej bramki.
Druga część spotkania również przebiegała pod dyktando gości, którzy przez cały czas kontrolowali przebieg gry. Nawet wtedy, gdy obiekt musiał opuścić bramkarz Manitas Damian Pawlak, a między słupkami zastąpił go Marcin Skowroński. Nie zaszkodziła im także czerwona kartka dla Franka Lisa, który w końcówce został ukarany za dyskusję z sędzią.
Koniec końców Manitas wygrał w pełni zasłużenie 10:5, ale mimo zdobycia kompletu punktów zakończył sezon na piątym miejscu w tabeli. Husaria natomiast mogła potraktować to spotkanie jako podsumowanie sezonu, w którym ligowy byt zapewniła sobie bez większych problemów, lecz zabrakło jej argumentów, by włączyć się do walki o czołowe lokaty.
Starcie Warsaw Bandziors z FC Zoria Streptiv miało ogromne znaczenie dla układu tabeli. Zoria potrzebowała zwycięstwa, by przypieczętować brązowe medale, a na jej potknięcie liczyły jeszcze ekipy Manitasu i Rock’n Roll. Choć gospodarze byli już pewni spadku, od początku było widać, że nie zamierzają oddać punktów bez walki.
Spotkanie długo pozostawało bardzo wyrównane. Jako pierwsi do siatki trafili goście. W 13. minucie Maksym Bozhko przejął piłkę i mocnym strzałem wyprowadził Zorię na prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo, bo jeszcze w tej samej minucie odpowiedział Wojciech Piasecki. Chwilę później Zoria ponownie znalazła sposób na defensywę rywali. Tym razem z rzutu karnego nie pomylił się Vitalii Lisnychenko i faworyci znów prowadzili. Gospodarze cały czas pozostawali jednak w grze i tuż przed przerwą Piasecki, po podaniu Macieja Kiełpsza, zdobył swoją drugą bramkę, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:2.
Po zmianie stron zrobiło się jeszcze bardziej nerwowo. Remis nie urządzał Zorii, która przy takim wyniku mogła stracić miejsce na podium. Mimo kilku okazji z obu stron długo utrzymywał się rezultat remisowy, a czas coraz mocniej działał na niekorzyść gości. W końcu odpowiedzialność na siebie wziął Vitalii Lisnychenko. W 41. minucie popisał się skutecznym uderzeniem z rzutu wolnego i po raz drugi tego dnia wpisał się na listę strzelców, ponownie wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Bandziorsi do końca próbowali wrócić do meczu, ale w końcówce Zoria zadała decydujący cios. W 48. minucie Lisnychenko skompletował hat-tricka po podaniu Vladyslava Burdy i praktycznie zamknął to spotkanie.
FC Zoria Streptiv wygrała 4:2 i osiągnęła swój cel. Po trudnym i wymagającym meczu zespół sięgnął po komplet punktów, który zapewnił mu trzecie miejsce na koniec sezonu oraz brązowe medale 2. Ligi.
Warsaw Bandziors pożegnali się z rozgrywkami porażką, ale mogą być zadowoleni z walki, jaką postawili jednemu z najlepszych zespołów tego sezonu. Mimo że stawka meczu była tylko po jednej stronie, gospodarze do samego końca zmuszali faworyta do maksymalnego wysiłku.
DHO Fiber Cyrkulatka przystępowała do tego spotkania już jako pewny wicemistrz 2. ligi. Naprzeciwko stanęła ekipa Rock’n Roll Warsaw, która przed pierwszym gwizdkiem wiedziała już, że nie ma szans na miejsce na podium. Mimo to mecz był zacięty, bo żadna z drużyn nie chciała kończyć sezonu porażką.
Rock’n Roll Warsaw rozpoczął spotkanie z wysokiego C. Najpierw do siatki wpadły dwa strzały z dystansu, a następnie skutecznie wykończona została dynamiczna akcja rozegrana w duecie. Wysokie prowadzenie już w pierwszej połowie dało zespołowi sporo spokoju, zwłaszcza gdy za zatrzymanie obiecującej akcji Cyrkulatki z boiska wyleciał Maksim Hladchenko. Rywale nie potrafili jednak wykorzystać gry w przewadze. Co więcej, poczekali, aż Rock’n Roll ponownie będzie mógł występować w pełnym składzie, i dopiero wtedy rozpoczęli odrabianie strat.
Zawodnicy w niebieskich koszulkach mieli ochotę sięgnąć po pełną pulę, jednak na ich drodze stanął Vladyslav Voronov. Dynamiczny i niezwykle trudny do upilnowania zawodnik solidnie dał się we znaki defensywie przeciwników. Rywale nie znaleźli sposobu, by go zatrzymać, a Voronov zakończył spotkanie z hat-trickiem na koncie.
Nie był jednak osamotniony w swoich wysiłkach. Duży wkład w zwycięstwo 9:4 mieli również dwaj inni Vladyslavowie – Andriienko i Rakhmail. Ostatecznie Rock’n Roll Warsaw nie zakończył sezonu awansem, dlatego musiał zadowolić się trzema punktami zdobytymi w ostatniej kolejce. To jednak także dobry sposób na zamknięcie rozgrywek i wysłanie sygnału, że w kolejnym sezonie drużyna znów będzie chciała walczyć o najwyższe cele.
Mecz 18. kolejki 3. Ligi pomiędzy Aagape Team a Ukrainian Vikings nie miał już większego wpływu na układ tabeli. Goście byli pewni utrzymania ósmej lokaty, z kolei gospodarze po trudnej rundzie przystępowali do gry z ostatniego miejsca. Choć dla obu ekip było to teoretycznie tylko spokojne pożegnanie z sezonem, końcówka spotkania przyniosła niespodziewane emocje.
Spotkanie od początku układało się pod dyktando gości. Jako pierwsi do siatki trafili „Wikingowie” – już w 1. minucie wynik otworzył Sebastian Bożuta. Szybko poszli za ciosem i w 7. minucie podwyższyli na 2:0 za sprawą Mikołaja Krzyżaka. Gospodarze starali się odpowiadać na ataki i w 12. minucie Wojciech Urban zdobył dla nich bramkę kontaktową na 1:2. Radość z gola nie trwała jednak długo, bo jeszcze przed przerwą Krzyżak po raz drugi znalazł sposób na defensywę rywali, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:1 dla Ukrainian Vikings.
Po zmianie stron obraz gry początkowo się nie zmienił, a przyjezdni wciąż powiększali swoją przewagę. W 26. minucie Mikołaj Krzyżak skompletował hat-tricka, wyprowadzając swoją drużynę na trzybramkowe prowadzenie. Co prawda w 32. minucie Daniel Ziółkowski zdobył drugą bramkę dla Agape, ale chwilę później Jan Haczykowski ponownie podwyższył prowadzenie gości.
Wydawało się, że losy meczu są już definitywnie rozstrzygnięte, a czas działa wyłącznie na niekorzyść zespołu zamykającego tabelę. Przełomowy moment nadszedł jednak w 43. minucie i całkowicie odmienił przebieg spotkania. Bramkarz Agape, Jacek Łukasik, zauważył złe ustawienie golkipera rywali i precyzyjnym wykopem z własnego pola karnego zdobył niezwykłą bramkę na 3:5. To trafienie wyraźnie obudziło gospodarzy, a odpowiedzialność za wynik wziął na siebie Daniel Ziółkowski. W 47. minucie zdobył bramkę kontaktową na 4:5, zaledwie minutę później doprowadził do remisu 5:5, a w 50. minucie zadał decydujący cios, kompletując hat-tricka i ustalając wynik na 6:5.
Agape Team wygrał 6:5 i w nieprawdopodobnych okolicznościach odwrócił losy spotkania. Gospodarze, mimo trudnego sezonu, pożegnali się z rozgrywkami zwycięstwem wywalczonym w fenomenalnym stylu. Jeszcze kilka minut przed końcem wydawało się, że nie mają już szans na korzystny rezultat, a jednak pokazali charakter i zafundowali wszystkim jeden z najbardziej spektakularnych powrotów tej kolejki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)