reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

Przed rozpoczęciem tego spotkania trudno było wskazać wyraźnego faworyta, choć to drużynie Dzików z Lasu dawaliśmy nieco większe szanse na zwycięstwo. Zgodnie z przewidywaniami to gospodarze od pierwszego gwizdka przejęli inicjatywę w posiadaniu piłki i konstruowali groźne akcje ofensywne. Ukrainian Vikings, głęboko cofnięci, starali się utrudniać grę rywalom.

Dziki z Lasu wyszły na prowadzenie jako pierwsze za sprawą Aleksandra Janiszewskiego. Gol dla rywali był jednak dla gości sygnałem, że czas wziąć się do pracy. Odpowiedź była natychmiastowa - szybko wyrównali, a w kolejne dziesięć minut dołożyli trzy bramki i na tablicy wyników mieliśmy 1:4. Dziki zdołały jeszcze odpowiedzieć przed przerwą, więc na pauzę schodziliśmy przy wyniku 2:4.

Po zmianie stron inicjatywę ponownie przejęli zawodnicy z Ukrainy, którzy w pewnym momencie prowadzili już 3:7. W drużynie gości świetne zawody rozgrywał bramkarz Mykhailo Oleynikov, popisując się licznymi udanymi paradami. Końcówka spotkania to już spora przewaga gospodarzy. Dziki z każdą minutą coraz mocniej atakowały bramkę rywali. Swoje dobre momenty udokumentował bramkami Szymon Kwiatkowski, który zmniejszył stratę do dwóch oczek. Na więcej nie starczyło jednak czasu i spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 5:7.

Dziki mogą żałować pierwszej odsłony meczu, w której pozwolili rywalom odskoczyć na aż trzy trafienia. Ta przewaga okazała się kluczowa w perspektywie całego spotkania, gdyż nie udało się jej odrobić. Porażka gospodarzy oznacza, że przerwę zimową spędzą tuż nad strefą spadkową, natomiast Ukrainian Vikings, dzięki wygranej, zbliżyli się do swoich dzisiejszych rywali na zaledwie trzy punkty.

2
18:00

Spotkanie ostatniej drużyny w tabeli z trzecią siłą ligi zwykle ma wyraźnego faworyta, ale futbol potrafi pisać własne, zaskakujące scenariusze. Tak było i tym razem. Już początek meczu przyniósł zdziwienie, bo Agape, grające bez nominalnego bramkarza, wyszło na prowadzenie po świetnie rozegranej akcji zakończonej dograniem na pustą bramkę. To była zapowiedź emocji, choć wydawało się, że szybko zostanie przygaszona.

Rock’n’Roll, zaskoczony otwarciem, otrząsnął się błyskawicznie i bezlitośnie wykorzystał brak klasowego golkipera po stronie gospodarzy. Kolejne strzały i szybkie akcje przyniosły prowadzenie 4:1, a z przebiegu gry wyglądało to tak, jakby następne trafienia były tylko kwestią czasu. Agape miało ogromne problemy z kryciem, a każde celniejsze uderzenie pachniało kolejną bramką. I nagle… wszystko się odwróciło.

Gospodarze, grający już z bramkarzem i odważnie budujący akcje trójkątami w rozegraniu, zaczęli wykorzystywać absolutnie każdy błąd gości. Ich determinacja rosła z każdą minutą, a Rock’n’Roll kompletnie nie potrafił zatrzymać naporu. W kilkanaście minut Agape zdobyło trzy bramki, doprowadzając do sensacyjnego 4:4 i całkowicie wybijając rywali z rytmu.

Rozdrażniony Rock’n’Roll ruszył mocniej do ataku, próbując na siłę odzyskać przewagę. Gospodarze bronili się jednak bardzo odpowiedzialnie i kompaktowo, nie dopuszczając przeciwników do klarownych sytuacji. W końcu mur został jednak przełamany  w 49. minucie goście trafili na 4:5 i wydawało się, że sensacja zostanie ostatecznie zażegnana. Nic bardziej mylnego!

W ostatniej akcji meczu, po ogromnym zamieszaniu w polu karnym Rock’n’Rollu, to… bramkarz Agape dopadł do piłki i wpakował ją do siatki, doprowadzając do niesamowitego 5:5! Gol na wagę nie tylko punktu, ale również wyzerowania ujemnego dorobku gospodarzy. Agape kończy jesień z zaledwie jednym oczkiem, ale za to z ogromnym zastrzykiem wiary.

Rock’n’Roll natomiast musi czuć ogromną frustrację. Prowadzenie 4:1 wymknęło się z rąk, a walcząca tego dnia na pełnej determinacji drużyna Agape zadała im jeden z najbardziej bolesnych ciosów całej rundy.

3
20:00

W hitowym starciu 2. ligi zmierzyły się ze sobą ekipy Cyrkulatki i Ternovitsii. Druga z wymienionych drużyn była dotychczas niepokonana, co stawiało ją w roli faworyta przed tym spotkaniem. Jak się jednak okazało, król został zdetronizowany – ekipa gości musiała tym razem uznać wyższość rywala, ponosząc pierwszą porażkę w tym sezonie.

Był to niezwykle intensywny mecz walki: nikt nie odstawiał ani nogi, ani głowy. Piłkarze obu drużyn byli ogromnie zdeterminowani, by to do nich powędrowały trzy punkty. Spotkanie miało wyrównany przebieg – za każdym razem, gdy gospodarze wychodzili na prowadzenie, goście niwelowali przewagę i doprowadzali do wyrównania.

Ostatecznie „rzutem na taśmę” Cyrkulatka zwyciężyła 5:4, a zwycięskiego gola zdobył Maks Kostrubiec. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Bartłomiej Panas, który tego dnia rozegrał kapitalne spotkanie. Dwukrotnie trafił do siatki, a dodatkowo zanotował mnóstwo wygranych pojedynków, często dryblując dwóch czy nawet trzech rywali.

Niemniej jednak cała drużyna Cyrkulatki zasługuje na pochwałę, ponieważ jako zespół zaprezentowali się ze znakomitej strony. Udało im się pokonać dotąd niepokonanego przeciwnika, tym samym zapowiadając swoje ambicje na drugą część sezonu.

4
21:00

Zdecydowanym faworytem w spotkaniu Warsaw Bandziors i FC Zoria Streptiv był zespół gości, który pomimo dopiero piątego miejsca w tabeli, ma najlepszy bilans bramkowy w całej 2. Lidze. Gospodarze natomiast notują passę porażek, którą - miejmy nadzieję - uda im się przełamać na wiosnę.

Zoria to wyjątkowo bramkostrzelna drużyna, co potwierdziła w tym spotkaniu. Wyszli na prowadzenie bardzo szybko - już po trzech minutach gry, dzięki trafieniu motoru napędowego całego zespołu, Vladyslava Burdy. Piękne akcje, wysoka skuteczność i płynne rozegranie zupełnie przyćmiły powolne budowanie ataków przez Bandziors, którym ewidentnie brakowało jakości w wykończeniu. Goście błyskawicznie odskoczyli na wysokie prowadzenie, a w pewnym momencie tablica wyników pokazywała aż 0:5. Gospodarze tuż przed przerwą zdobyli dwa trafienia, dając sobie jeszcze cień nadziei na lepszą drugą połowę i ewentualne wyszarpanie choćby punktu.

Po zamianie stron ekipa Zorii Streptiv jedynie podkręciła tempo gry, czym ostatecznie dobiła Warsaw Bandziors. Ich kapitalna, zespołowa gra robiła ogromne wrażenie. Zawodnicy rozumieli się niemal bez słów. Sposób zdobywania goli wyglądał wręcz bliźniaczo: dopieścić podanie tak, aby partner musiał tylko dostawić nogę. Poezja. Finalny rezultat wyniósł aż 6:15. Zoria przeprowadziła istny pokaz siły w ostatniej kolejce jesiennej rundy Ligi Fanów.

Mamy nadzieję, że Bandziorsi na wiosnę wrócą odmienieni i powalczą do ostatnich meczów o utrzymanie na obecnym poziomie rozgrywkowym. Na pewno ich na to stać.

5
22:00

Starcie Husarii z Contrą idealnie wpisało się w wagę spotkania, którą czuć było już w zapowiedzi. Mecz dla obu drużyn miał ogromne znaczenie, a jego przebieg tylko potwierdził, że margines błędu był minimalny. Tempo było wysokie, emocje trwały do samego końca, a wynik rozstrzygnął się praktycznie w ostatniej akcji meczu.

Lepiej zaczęli goście, którzy od pierwszych minut złapali właściwy rytm i bardzo szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Husaria odpowiedziała trafieniem Tomasza Kruczyńskiego, który spokojnie skierował piłkę do pustej bramki. Chwilę później do remisu doprowadził Franek Lis, pakując piłkę w samo okienko potężnym uderzeniem z dystansu. Końcówka pierwszej połowy znów należała jednak do Contry - goście dołożyli dwa trafienia, dzięki czemu na przerwę schodzili przy korzystnym wyniku 2:4.

Po zmianie stron gra była wyrównana, akcja za akcję, lecz to Contra ponownie wykorzystała swoją skuteczność i odskoczyła na trzy bramki. Husaria jednak nie złożyła broni. Gospodarze konsekwentnie napierali, stopniowo zmniejszając stratę, aż w końcówce dopięli swego - doprowadzili do remisu 6:6. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, Contra przeprowadziła jeszcze jeden szybki atak. Kuba Lisowski, wykorzystując kontrę i moment zawahania obrony, zdobył bramkę, która okazała się decydująca.

Contra wygrywa jednym golem, zgarniając niezwykle ważne trzy punkty i nadając zupełnie nowy kształt tabeli przed rundą wiosenną.

Reklama