Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 9 Liga
Chcąc bez oglądania się na innych wywalczyć brązowe medale 9. Ligi, ASAP Vegas musiało pokonać zajmującą piątą lokatę Gambę Veloce. Zadania nie ułatwiały spóźnienia po stronie gości, lecz w duchu sportowej rywalizacji gospodarze zgodzili się na czasową ugodę, przez co obie ekipy rozpoczęły mecz czwórką zawodników w polu.
To ciekawe widowisko miało naprawdę wyrównany przebieg, choć z początku to Gamba częściej operowała piłką. Skoncentrowany ASAP nie raz musiał zamurować się we własnym polu karnym, by zminimalizować ryzyko straty gola. Ekipa o włoskiej inspiracji dopięła jednak swego w 13. minucie. Po interwencji Adama Czarowskiego piłka spadła pod nogi Kuby Skwirtniańskiego, a ten przytomnie wyłożył ją Filipowi Wolskiemu, który trafił do siatki po rykoszecie od głowy Norberta Kupisza.
Przed podwyższeniem wyniku przez wspomnianego Wolskiego piłkarzy ASAP uratował słupek, ale od tego momentu to oni zaczęli powoli przejmować inicjatywę w spotkaniu, zauważając, że wywieranie wyższego pressingu na rywalach przynosi coraz więcej korzyści. Goście bez wątpienia dopięliby swego, gdyby nie Antoni Skowroński, który między słupkami Gamby wyciągał wszystko, co tylko się dało. Przed przerwą znakomity kontratak wyprowadziło ofensywne trio gospodarzy – Skwirtniański, Wolski i Florczuk. Akcja zakończyła się golem na 2:0 autorstwa tego ostatniego.
Po zmianie stron upragniony kontakt dał ekipie ASAP niezwykle aktywny Mateusz Walczak, który płaskim strzałem przy dalszym słupku pokonał drugiego z golkiperów Gamby, Marka Kurzelewskiego. Radość nie trwała jednak długo. Dzięki trafieniu Aleksandra Olędzkiego, który dobił wcześniej obronione przez Czarowskiego uderzenie kolegi, Gamba ponownie odskoczyła na dwa gole. Kiedy wszystko wydawało się już, jak to mówią, „pozamiatane”, zawodnicy ASAP, niesieni fantazją i niegasnącą wiarą w odrobienie strat, dokonali czegoś nieprawdopodobnego. Nie tylko zdołali dogonić wynik, ale również przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Najpierw wstrzeloną przez Walczaka w pole karne piłkę z bliska do bramki skierował Norbert Dymiński. Chwilę później ci sami zawodnicy fenomenalnie rozegrali rzut wolny, po którym padł gol na 3:3. Następnie piłka adresowana do Roberta Rzący została przez niego zgrana głową idealnie w tempo do wbiegającego lewym skrzydłem Kacpra Drozdowicza, który wyprowadził ASAP na prowadzenie. I nie było tak, że rywale nagle przestali grać. Ten wspaniały comeback gości nie byłby możliwy, gdyby nie parady bramkarskie rodem z innej planety w wykonaniu Adama Czarowskiego. Bramkarz ASAP wielokrotnie ratował swój zespół w kluczowych momentach.
Rezultat spotkania na 5:3 dla ASAP ustalił niespełna trzy minuty przed końcem Norbert Dymiński. Tym samym, w niezwykle emocjonujących okolicznościach, przypieczętował brązowe medale dla swojej drużyny.
Choć przed meczem trudno było wskazać wyraźnego faworyta, a starcie dwóch ostatnich drużyn tabeli nie miało już większego wpływu na końcowy układ sezonu 2025/26, obie ekipy miały jeszcze jeden cel – zakończyć nieudane rozgrywki pozytywnym akcentem. Dla ADS Scorpions była to szansa na sprawienie niespodzianki, natomiast TRCH chciało choć częściowo zatrzeć złe wrażenie po sezonie zakończonym spadkiem.
Lepiej w spotkanie weszli gospodarze. ADS Scorpions od pierwszych minut prezentowali się odważniej niż w wielu wcześniejszych meczach tego sezonu i szybko przełożyli dobrą grę na wynik. To właśnie oni jako pierwsi znaleźli drogę do bramki rywali, obejmując prowadzenie i dając sobie nadzieję na udane zakończenie rozgrywek. Dla zespołu, który przez większą część sezonu miał problemy z regularnym punktowaniem, był to z pewnością bardzo ważny moment.
Pierwsza połowa stała na zaskakująco dobrym poziomie. ADS Scorpions skutecznie przeciwstawiali się rywalom, a przez długie fragmenty spotkania gra była bardzo wyrównana. TRCH nie zamierzało jednak odpuszczać i jeszcze przed przerwą zdołało odrobić straty. Goście wykorzystali swoje okazje i doprowadzili do remisu, dzięki czemu oba zespoły schodziły do szatni przy wyniku pozostawiającym sprawę zwycięstwa całkowicie otwartą.
Początek drugiej połowy również nie zwiastował tak wysokiego rozstrzygnięcia. Przez pewien czas oglądaliśmy wyrównaną walkę, a obie drużyny starały się przejąć inicjatywę. Z biegiem minut coraz bardziej widoczna stawała się jednak przewaga TRCH. Goście zaczęli dominować w środku pola, częściej utrzymywali się przy piłce i coraz skuteczniej wykorzystywali błędy popełniane przez defensywę gospodarzy. Kluczowa okazała się końcówka spotkania. W ostatnich fragmentach meczu przewaga TRCH była już wyraźna, a kolejne bramki padały regularnie. ADS Scorpions nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na ofensywne ataki rywali, którzy z każdą minutą grali coraz pewniej i skuteczniej.
Ostatecznie TRCH wygrało aż 9:2, efektownie kończąc sezon wysokim zwycięstwem. Choć triumf nie zmienił losów rozgrywek i nie pozwolił uniknąć spadku, z pewnością poprawił nastroje przed przerwą między sezonami. Dla ADS Scorpions końcowy rezultat jest bolesny, jednak przez dużą część pierwszej połowy pokazali oni, że potrafią grać znacznie lepiej, niż wskazywałaby na to ligowa tabela.
Kolejne spotkanie bez większej stawki to pojedynek pomiędzy Klubem Sportowym Sandacz a KSB II Warszawa. Gospodarze byli już pewni zakończenia sezonu w strefie spadkowej. Ich rywale natomiast po słabej rundzie jesiennej mieli zakończyć rozgrywki w środku ligowej tabeli.
Od początku inicjatywę przejęli goście, którzy już w 4. minucie wyszli na prowadzenie. Idealnej okazji do szybkiego wyrównania nie wykorzystali gospodarze, gdy po ich strzale piłka zatrzymała się na słupku. Kolejne minuty upłynęły pod znakiem dominacji zespołu Michała Tarczyńskiego, który w krótkim czasie zdobył aż cztery bramki. Po upływie pierwszego kwadransa gry do głosu doszli w końcu zawodnicy Sandacza, którzy dwie kolejne akcje zamienili na gole. W ostatnich fragmentach pierwszej połowy goście ponownie przejęli kontrolę nad wydarzeniami i stopniowo powiększali swoją przewagę. Na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 10:3 dla KSB II Warszawa.
W drugich 25 minutach obraz gry niewiele się zmienił. Zespół KSB kontrolował przebieg spotkania i konsekwentnie zmierzał po komplet punktów. Ich przewaga cały czas rosła, a głównym motorem napędowym akcji ofensywnych był Nikodem Łęczycki, który zakończył mecz z imponującym dorobkiem pięciu bramek i trzech asyst. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem KSB II Warszawa 16:6. Warto również odnotować, że każdy zawodnik z pola w ekipie gości wpisał się do protokołu meczowego, zdobywając bramkę lub notując asystę.
Dla Klubu Sportowego Sandacz ten mecz może być dobrym materiałem do analizy na przyszłość, ponieważ momentami ich gra wyglądała naprawdę dobrze. Wynik jest wysoki, ale nie oddaje w pełni zaangażowania gospodarzy, którzy przez długie fragmenty starali się dotrzymywać kroku znacznie skuteczniejszemu oponentowi.
Mecz pomiędzy KS Iglica Warszawa a Bielany Legends był starciem drużyny, która już wcześniej zagwarantowała sobie tytuł mistrzowski, z zespołem, który sezon miał zakończyć tuż nad strefą spadkową.
Od początku spotkania lepiej prezentowali się gospodarze, ale ich pierwsza groźna sytuacja zakończyła się świetną interwencją golkipera rywali, który sparował piłkę na słupek. Kilka minut później mistrzowie dopięli jednak swego i w ciągu zaledwie trzech minut trzykrotnie trafili do siatki.
Wydawało się, że losy tego pojedynku mogą być już przesądzone, ale końcówka pierwszej połowy sprawiła, że mecz nabrał rumieńców. Najpierw bramkę zdobyli goście, a chwilę później ręką poza polem karnym zagrał bramkarz gospodarzy, za co został ukarany czerwoną kartką i musiał opuścić boisko. Bielany Legends wykorzystały grę w przewadze i zdobywając gola na 3:2, ustaliły wynik pierwszej połowy.
Po zmianie stron goście poszli za ciosem. Dołożyli kolejne dwa trafienia i po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie. KS Iglica znalazła się w trudnej sytuacji, ale nie zamierzała się poddawać. Na dziesięć minut przed końcem spotkania żółtą kartkę otrzymał zawodnik Bielan, a chwilę później gospodarze wykorzystali grę w przewadze, zdobywając bramkę. W ostatnich fragmentach meczu obie drużyny dołożyły jeszcze po jednym trafieniu i ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 5:5.
Zarówno dla KS Iglicy Warszawa, jak i Bielany Legends zdobyty punkt niewiele zmienił w końcowym układzie tabeli. Mimo to remis na zakończenie sezonu z pewnością smakował lepiej niż porażka.
Pewni drugiego miejsca zawodnicy LaFlame Bielany podejmowali KróLewskich Wola, którzy przed tą kolejką wciąż zachowywali szansę na zajęcie trzeciej lokaty. Po zwycięstwie ASAP Vegas ostatni mecz sezonu nie miał jednak dla nich już większego znaczenia. Być może miało to wpływ na postawę gości, którzy w pierwszej połowie nie potrafili za bardzo postawić się rywalom.
Gospodarze dość szybko objęli prowadzenie i w pierwszej części spotkania raczej kontrolowali jego przebieg. KróLewscy również mieli swoje okazje, ale brakowało konkretów i lepszych decyzji przy finalizacji akcji ofensywnych. Pierwsza połowa zakończyła się pewnym prowadzeniem LaFlame 3:0. Jeszcze pod koniec pierwszej części żółtą kartką został ukarany Janek Napiórkowski i na drugą połowę LaFlame wychodziło w osłabieniu. Dzięki temu Królewscy Wola błyskawicznie po zmianie stron zdobyli premierowego gola i złapali wiatr w żagle.
Goście wyszli na drugą połowę całkowicie odmienieni. Nie dość, że doprowadzili do wyrównania, to jeszcze objęli prowadzenie 4:3! Spory wkład w tę remontadę miał Marcin Sadowski, który brał udział przy każdym z tych trafień – zaliczył dwie asysty i dwukrotnie sam wpisał się na listę strzelców. Nie było jednak w tej historii happy endu dla KróLewskich. LaFlame wzięło się ostro do pracy, szybko odzyskało inicjatywę i ponownie wyszło na prowadzenie, którego nie oddało już do końcowego gwizdka.
Ostatecznie gospodarze wygrali 7:5, a sporą cegiełkę do tego zwycięstwa dołożył Jan Kołodziejski – autor dwóch bramek i trzech asyst w tej rywalizacji.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)