Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 9 Liga
Mecz TRCH z ASAP Vegas FC przebiegał spokojnie i w dobrym tempie. Pierwsza połowa była wyrównana, a obie drużyny potrafiły ładnie wykańczać akcje. Do przerwy ASAP Vegas FC prowadziło 3:2, co dobrze oddawało przebieg spotkania.
W drugiej połowie inicjatywę coraz mocniej przejmowało Vegas . Mateusz Walczak był nieustannym zagrożeniem dla TRCH i zakończył mecz z czterema bramkami na koncie. Swoje trafienia dołożyli także Piotr Grygiel i Sebastian Prządka, a ASAP w końcówce strzelało bramkę za bramką, praktycznie nie dając rywalom dojść do głosu.
Po stronie TRCH walczył Bartek Fiks, który zdobył dwie bramki. Trafienie dołożył też Szymon Dąbrowski, ale to było za mało na dobrze dysponowanego oponenta.
Ostatecznie ASAP Vegas FC wygrało 7:3 i był to wynik w pełni zasłużony, choć przez długą część meczu TRCH trzymało się blisko rywala. To jednak nie wystarczyło choćby do remisu.
Mecz pomiędzy KróLewskimi Wola a Gamba Veloce od początku toczył się pod dyktando tej drugiej drużyny. Gamba prezentowała płynną, widowiskową grę, świetnie operując piłką i efektownie budując akcje. KróLewscy do końca pierwszej połowy próbowali szukać swojej szansy, jednak brakowało im pomysłu na przełamanie dobrze zorganizowanej defensywy rywali. Premierowa odsłona zakończyła się wynikiem 0:3.
Po przerwie przegrywający zdołali wreszcie trafić do siatki i przez chwilę próbowali mądrzej ustawiać się w obronie, spowalniając ofensywę przeciwnika. Gamba Veloce szybko wzięła jednak sprawy w swoje ręce i w końcówce meczu zdecydowanie dominowała, konsekwentnie podwyższając prowadzenie.
Najjaśniejszą postacią spotkania był Filip Wolski, który cztery razy pokonał Konrada Filipiaka. Wolski przez cały mecz świetnie łączył aktywność indywidualną z grą zespołową, a przy jego trafieniach regularnie pojawiały się asysty kolegów. Po stronie Gamby swój udział w zwycięstwie mieli też Olek Florczuk z dwoma bramkami, Kuba Skwirtniański oraz Aleksander Olędzki. Oba gole dla Królewskich Wola zdobył z kolei Bartek Pacholczak.
Ostatecznie Gamba Veloce wygrała 8:2 i był to rezultat w pełni odzwierciedlający przebieg całego spotkania.
Ekipa Bielany Legends w tej kolejce 9. ligi zrobiła to, co do niej należało. Rywalem w meczu rozgrywanym o godzinie 14:00 była drużyna A.D.S Scorpion’s, czyli czerwona latarnia ligi.
Wyraźnie wskazany faworyt zaczął jednak od falstartu i szybkiej straty bramki. Aleksandr Gradil znalazł drogę do siatki już półtorej minuty po pierwszym gwizdku sędziego. Zawodnik Skorpionów pokazał w tej akcji technikę rodem z beach soccera, kontrolując piłkę odbijaną udem niczym plażowy wyjadacz. Na niewiele zdały się jednak te efektowne popisy, bo Bielany Legends szybko pokazały swoje doświadczenie na sztucznej nawierzchni. Zawodnicy w niebieskich koszulkach z czarnymi pasami udowodnili, że są bardzo dobrze zgranym zespołem, co szczególnie było widać przy rozegraniu piłki.
Do remisu doprowadzili po szybko rozegranym rzucie wolnym i dograniu wzdłuż bramki. Chwilę później objęli prowadzenie, ponownie wykorzystując sprytne rozegranie stałego fragmentu gry. Przewagi Bielany Legends już nie oddały, a z każdą minutą jedynie ją powiększały. Dwukrotnie do siatki trafiał Piotr Tomiak - najpierw lobując bramkarza po długim podaniu od kolegi z drużyny, a następnie kompletując hat-tricka dobitką zza pola karnego po nieudanym wybiciu piłki przez defensora rywali. To właśnie on był także autorem pierwszego gola dla swojej drużyny.
Wygraną przypieczętował Marcin Wojciechowski, wykorzystując rzut karny w końcowych minutach spotkania.
Pojedynek KSB II Warszawa z KS Iglica Warszawa miał spory ciężar gatunkowy i to nie tylko ze względu na aktualny układ tabeli. Wiedzieliśmy, że gospodarze pałają żądzą rewanżu za jesienny blamaż, kiedy to przez wyjazd pierwszego składu na Ligę Mistrzów Socca ich kadra była mocno zdezorganizowana. Tym razem KSB II wyglądało bardzo stabilnie, co zwiastowało wyrównane widowisko.
Mimo wszystko w roli faworyta upatrywaliśmy Iglicę. Ekipa Radka Sówki nie zamierzała dawać ASAP Vegas czy LaFlame nawet cienia nadziei w walce o złote medale i po prostu musiała wygrać ten mecz. Spodziewaliśmy się, że spacerku z jesieni nie będzie, ale to, co zobaczyliśmy na boisku, przeszło najśmielsze oczekiwania. Spotkanie rozpoczęło się wręcz sensacyjnie. KSB II weszło w mecz z ogromną energią, wyraźnie chcąc zmazać jesienną plamę. Już w 5. minucie wynik otworzył Anatolii Nahorichnyi, a chwilę później po świetnym dograniu na 2:0 podwyższył Przemysław Góralczyk. Pachniało gigantyczną niespodzianką, ale Iglica pokazała charakter. Goście nie panikowali i szybko wrócili do gry. Kontaktowego gola zdobył Kacper Romanowski, a jeszcze przed przerwą do wyrównania 2:2 doprowadził Kacper Kubiszer. Do szatni oba zespoły schodziły przy remisie, a kibice zacierali ręce przed drugą połową.
Po zmianie stron mecz zamienił się w prawdziwą wymianę ciosów bez trzymania gardy. W 37. minucie prowadzenie 3:2 dla KSB II dał Aleksander Giżyński, pewnie wykorzystując rzut karny. Wydawało się, że gospodarze mogą pójść za ciosem, ale ten gol podziałał na Iglicę jak płachta na byka. Od tego momentu show na murawie skradł Kacper Kubiszer. Napastnik gości wziął ciężar gry na swoje barki i kolejnymi trafieniami odwrócił losy spotkania. Ambitne rezerwy KSB walczyły jednak o każdy centymetr boiska i jeszcze dwukrotnie doprowadzały do remisu - najpierw na 4:4 po trafieniu Nahorichnyiego, a następnie na 5:5 po golu Maksyma Marchenki.
Ostatecznie więcej zimnej krwi w końcówce zachowali jednak faworyci. W 49. minucie szalę zwycięstwa na stronę KS Iglica przechylił Kuba Wilk, ustalając wynik na 5:6. To zwycięstwo pokazuje, że Iglica potrafi wychodzić z największych opresji i konsekwentnie utrzymuje się na autostradzie do złotych medali, nie oglądając się na rywali. Najlepszym zawodnikiem meczu bezdyskusyjnie był Kacper Kubiszer - autor czterech bramek i lider ofensywy, który był kluczowym elementem tej niesamowitej remontady.
KSB II kończy spotkanie bez punktów, ale za takie widowisko należą im się ogromne brawa.
Przed meczem LaFlame Bielany było zdecydowanym faworytem i boisko szybko to potwierdziło. KS Sandacz potrzebował punktów w walce o utrzymanie, ale od pierwszych minut było widać, że czeka go bardzo trudne zadanie. Mimo wysokiego wyniku emocji i nerwów w tym spotkaniu nie brakowało.
Wynik otworzył Kołodziejski trafieniem z bliskiej odległości. Sandacz odpowiedział niemal natychmiast - Woźniak przejął piłkę w środku pola i pewnym strzałem doprowadził do remisu. LaFlame szybko jednak odskoczyło rywalom. Staszyc ponownie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a później dwa kolejne trafienia dołożył Kołodziejski, kompletując hat-tricka jeszcze przed przerwą. Sandacz miał swoją ogromną okazję po rzucie rożnym, lecz zawodnik gości z kilku metrów trafił jedynie w słupek przy praktycznie pustej bramce. W meczu nie brakowało też nerwów i niepotrzebnych komentarzy - być może wpływ na to miała późna pora rozgrywania spotkania.
Po zmianie stron Sandacz wszedł na boisko odważniej i był blisko kolejnych trafień. Woźniak zdobył drugą bramkę po świetnej asyście piętką, ale ekipa z Bielan nie pozwoliła rywalom złapać kontaktu za sprawą kolejnego gola Kołodziejskiego. Goście odpowiedzieli po błędzie przy wyprowadzeniu piłki, który wykorzystał Kostra. Chwilę później Lisiecki uderzył półwolejem zza połowy i przelobował bramkarza, ku ogromnemu zaskoczeniu wszystkich obecnych na boisku.
Końcówka należała już jednak całkowicie do gospodarzy. Kołodziejski po kolejnej „klepce” oraz po zamieszaniu w polu karnym podwyższył wynik, a Sandacz odpowiedział jeszcze golem Olendra po rzucie z autu. LaFlame Bielany pewnie zgarnęło trzy punkty i potwierdziło swoje aspiracje w walce o fotel wicelidera. Sandacz momentami potrafił zagrozić gospodarzom, ale błędy w defensywie i brak skuteczności nie pozwoliły mu realnie powalczyć o korzystny rezultat.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)