reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
16:00

Spodziewaliśmy się bardzo ciekawego starcia i nasze przewidywania sprawdziły się w stu procentach. Na2Nóżkę zagrało w dość eksperymentalnym ustawieniu, ponieważ etatowy bramkarz Aleksander Sordyl wystąpił w polu, a między słupkami zastąpił go Maciej Samoraj. Posunięcie było równie interesujące, co ryzykowne.

Fenix już w 2. minucie wyszedł na prowadzenie po golu Vladyslava Sarany, ale minutę później był remis, a piłkę do siatki z rzutu wolnego posłał właśnie Aleksander Sordyl. W 13. minucie Fenix ponownie objął prowadzenie za sprawą Alekseia Ignatieva, lecz w 18. minucie wyrównał Jan Danisiewicz. Jeszcze przed przerwą działo się naprawdę sporo. Najpierw na 2:3 trafił Dmytro Artyugin, ale gospodarze szybko odpowiedzieli sprytnym trafieniem Aleksandra Sordyla. Chwilę później zabójczą kontrę na gola dającego prowadzenie zamienił Olek Kubicki. Kiedy wydawało się, że wynik do przerwy już się nie zmieni, w dosłownie ostatniej akcji pierwszej połowy z ostrego kąta trafił Vladyslav Sarana i ustalił rezultat na 4:4.

Po zmianie stron Na2Nóżkę szybko wróciło na zwycięskie tory, a bramkę na 5:4 zdobył Jan Danisiewicz. Goście byli zmuszeni do gry z zaledwie jednym rezerwowym i bez swojego etatowego bramkarza. W pierwszej połowie w tej roli występował, całkiem udanie zresztą, Maksim Surko. Po przerwie Maksim miał okazję pokazać się w polu i choć nie zapisał się ani razu w protokole meczowym, jego obecność wyraźnie odmieniła grę zespołu. Fenix, mimo narastającego zmęczenia, atakował coraz groźniej. Bramka wyrównująca wisiała w powietrzu i w końcu padła. W 40. minucie podanie Yuriego Vovkotruba na gola zamienił Dmytro Artyugin.

Remis wydawał się wynikiem sprawiedliwym, ale jak mówi stare porzekadło – gra się do końca. I tutaj gospodarze nieco zawiedli. Mimo szerokiej ławki rezerwowych w końcówce wyraźnie spuścili z tonu. Goście natomiast byli głodni sukcesu i nie odpuszczali do ostatniego gwizdka. W 49. minucie gola na wagę zwycięstwa zdobył Nazar Mocyk i rzutem na taśmę Fenix wyszarpał wygraną.

3
18:00

Spotkanie pomiędzy zespołami Laga Warszawa i Warsaw Eagle było meczem o zajęcie przedostatniego miejsca w ligowej tabeli. Obie drużyny okupowały dół stawki, a kwestia ich spadku została rozstrzygnięta już wcześniej.

Mecz bardzo dobrze rozpoczęli gospodarze, którzy po pięknej bramce Kamila Poulaina objęli prowadzenie. Po tej sytuacji czekaliśmy na kolejne efektowne akcje, ale przez długi czas na pierwszy plan wysuwały się przede wszystkim świetne interwencje bramkarza gości, Karola Dębowskiego. Kilka jego parad stało na bardzo wysokim poziomie i dzięki nim Warsaw Eagle pozostawało w grze. Chwilę przed przerwą drużyna Lagi Warszawa po raz drugi znalazła drogę do bramki rywali i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:0.

Znacznie więcej działo się po zmianie stron. Najpierw kontaktową bramkę zdobyli goście, dzięki czemu losy spotkania ponownie stały się otwarte. Kilka minut później do głosu znów doszli gospodarze, którzy za sprawą dwóch trafień zbudowali trzybramkową przewagę. Na pięć minut przed końcem kolejną bramkę zdobyła drużyna Warsaw Eagle, ale riposta rywali w postaci dwóch trafień była natychmiastowa. W końcowych minutach obie drużyny dołożyły jeszcze po jednym golu i ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Lagi Warszawa 7:3.

Porażka zespołu Warsaw Eagle sprawiła, że sezon zakończył na ostatnim miejscu w tabeli. Na szczególne wyróżnienie zasłużył wspomniany wcześniej Kamil Poulain, który zdobył aż cztery bramki i poprowadził swój zespół do efektownego zwycięstwa.

4
19:00

Przed pierwszym gwizdkiem sytuacja była jasna. After Wola potrzebowała zwycięstwa, aby awansować na 7. miejsce w tabeli i zapewnić sobie utrzymanie w lidze. Taki scenariusz oznaczałby jednocześnie spadek FC Dzików z Lasu 2. Dla Dzików zadanie było prostsze – do pozostania w lidze wystarczał im remis. Stawka meczu była więc ogromna.

After Wola rozpoczęła spotkanie jak natchniona. Od pierwszych akcji było widać, że zespół doskonale rozumie wagę tego meczu. Gospodarze napędzali się kolejnymi udanymi akcjami i błyskawicznie przejęli inicjatywę. Już na początku objęli prowadzenie po pięknie wykonanym rzucie wolnym. Niedługo później podwyższyli wynik na 2:0 efektownym strzałem z dystansu. Dziki z Lasu odpowiedziały trafieniem na 2:1 po bardzo dobrze rozegranej akcji zespołowej, jednak After Wola nie zamierzała zwalniać tempa. Jeszcze przed przerwą ponownie wykorzystała rzut wolny i podwyższyła prowadzenie na 3:1. W pierwszej połowie bardzo dobrze spisywał się także bramkarz gospodarzy, który kilkoma ważnymi interwencjami nie pozwolił rywalom wrócić do meczu.

Po zmianie stron wydawało się, że losy spotkania są już rozstrzygnięte. After Wola rozpoczęła drugą połowę od kolejnego trafienia, wykorzystując błąd bramkarza Dzików. Chwilę później przewaga rosła jeszcze bardziej, aż wynik osiągnął stan 6:1. W tym momencie utrzymanie było na wyciągnięcie ręki, a zawodnicy After Wola mogli już niemal czuć smak pozostania w lidze. Wtedy nastąpił jednak zwrot akcji, który na długo pozostanie w pamięci wszystkich obecnych. Ostatnie 15 minut należało bezapelacyjnie do Dzików z Lasu. Zespół odnalazł sposób na defensywę rywali i zaczął odrabiać straty bramka po bramce. Każde kolejne trafienie dodawało wiary, a presja po stronie After Wola stawała się coraz większa. Kluczową postacią Dzików był Artur Mendela. Jego gra sprawiała ogromne problemy rywalom, ponieważ bardzo trudno było przewidzieć jego kolejne decyzje i ruchy. To właśnie jego kreatywność i odwaga w ofensywie były jednym z głównych powodów tej niesamowitej pogoni za wynikiem.

Dziki konsekwentnie zmniejszały straty, aż w końcu doprowadziły do remisu 6:6. Tym samym dokonały jednego z najbardziej spektakularnych powrotów w całym sezonie i zapewniły sobie utrzymanie w lidze. Dla After Wola był to niezwykle bolesny rezultat, ponieważ jeszcze kilkanaście minut wcześniej zespół znajdował się na kursie do pozostania w rozgrywkach. Stało się jednak inaczej...

5
22:00

Mareckie Wygi mogły zapewnić sobie mistrzostwo znacznie wcześniej, ale dwie porażki w ostatnich meczach sprawiły, że o losach tytułu miał zdecydować dopiero ostatni mecz sezonu. Rywalem była ekipa Tylko Zwycięstwo, mająca w swoich szeregach zawodników, którzy jeszcze kilka lat temu występowali nawet w Ekstraklasie Ligi Fanów. Wszystko wskazywało więc na to, że czeka nas dobre piłkarskie widowisko.

Początek spotkania był nerwowy po obu stronach. Dużo było walki, a żadna z drużyn nie odpuszczała piłek stykowych. Lepiej z tego okresu wzajemnego badania się wyszli gospodarze, którzy objęli prowadzenie. Od tego momentu złapali wiatr w żagle, podczas gdy goście sprawiali wrażenie zespołu, który nie ma pomysłu na odpowiedź na ataki rywala. Ekipa z Marek poszła za ciosem i dołożyła kolejne dwa trafienia, które dały jej spokój i komfort w dalszej części meczu. Przed przerwą Tylko Zwycięstwo zdobyło jeszcze bramkę, dlatego po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał rezultat 3:1.

Po zmianie stron goście mieli ochotę powalczyć o korzystny wynik, ale tego dnia Mareckie Wygi były niemal bezbłędne w defensywie. Zawodnicy skutecznie doskakiwali do napastników rywali i dzięki agresywnej grze w odbiorze nie pozwalali Tylko Zwycięstwo na stworzenie wielu dogodnych sytuacji bramkowych.

Sami natomiast dołożyli jeszcze dwa trafienia i po końcowym gwizdku mogli rozpocząć świętowanie. Zwycięstwo przypieczętowało upragnione mistrzostwo 5. ligi, na które Mareckie Wygi pracowały przez cały sezon. Brawo!

Reklama