reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

Jeśli MWSP miało już przed meczem zapewnione srebrne medale i mogło podejść do spotkania ze spokojną głową, to w przypadku Mistrzów Chaosu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Siódme miejsce w tabeli wciąż nie było pewne, a porażka mogła oznaczać spadek na ósmą lokatę i znalezienie się w strefie spadkowej.

Mimo stawki spotkanie toczyło się w dość luźnej atmosferze. Momentami było jednak widać, że Mistrzom Chaosu zależy na tym meczu nieco bardziej. Szczególnie wyróżniał się kapitan Jakub Spławski, który dawał z siebie wszystko. Zdobył bramkę, wybijał piłki z linii bramkowej, walczył o każdy styk i nieustannie mobilizował partnerów do jeszcze większego wysiłku. Prawdziwy kapitan z krwi i kości. Tego dnia okazało się to jednak niewystarczające.

Po drugiej stronie zabrakło kapitana MWSP, ale drużyna funkcjonowała bardzo dobrze jako kolektyw. Szczególnie skutecznie wyglądała współpraca duetu Małaśnicki – Sołdaczuk. Dwukrotnie niemal identycznie rozegrali wrzut z autu. Janek posyłał piłkę na dalszy słupek, a Jakub pewnie wykańczał akcję strzałem głową. Proste rozwiązanie, ale niezwykle skuteczne.

Sam mecz przypominał prawdziwą huśtawkę nastrojów. Mistrzowie Chaosu dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, MWSP odpowiadało, a później samo trzy razy obejmowało prowadzenie. Ostatecznie decydujący cios należał do wicemistrzów, którzy wyszli na 5:4 i nie oddali już tej przewagi do końcowego gwizdka. Trzeba jednak przyznać, że MWSP stworzyło więcej klarownych sytuacji bramkowych i przez dłuższe fragmenty spotkania wyglądało groźniej pod bramką rywali. Z kolei końcówka należała do Mistrzów Chaosu. Atakowali coraz odważniej, szukali wyrównania i często próbowali szczęścia strzałami z dystansu. Sprawiali problemy bramkarzowi przeciwników, ale nie zdołali znaleźć tej jednej akcji, która dałaby im upragniony remis. Tym samym musieli się pogodzić z goryczą relegacji...

2
13:00

Już przed spotkaniem emocje sięgały zenitu. Mocny Narket musiał pokonać faworyzowaną CWKS Ferajnę, by zachować cień szansy na utrzymanie, a i tak musiał oglądać się na inne wyniki. Ferajna również nie była zależna wyłącznie od siebie, choć żeby pozostać w walce o brązowe medale 11. Ligi, musiała zgarnąć trzy punkty w meczu z Narketem. Czy można było wyobrazić sobie lepszy scenariusz na finałową kolejkę Ligi Fanów? Chyba nie. „Pikanterii” dodawał również fakt, że pomimo ogromnej wagi tego spotkania obie ekipy przystąpiły do niego bez choćby jednego zmiennika.

Jedenastopunktowej różnicy w tabeli pomiędzy mierzącymi się zespołami absolutnie nie było widać. Choć styl gry CWKS-u oparty był bardziej na ataku pozycyjnym, a Narketu na żelaznej defensywie i kontratakach, to żadnej ze stron przez długi czas nie udawało się wyjść na prowadzenie.

Świetnie rozgrywający piłkę golkiper gospodarzy, Stanisław Dąbrowski, okazał się równie nieoceniony w tradycyjnym, bramkarskim aspekcie, broniąc naprawdę dogodną okazję rywali. O pierwszym golu zadecydowała odrobina szczęścia. Do bezpańskiej piłki po zablokowanym przez defensywę Ferajny strzale dopadł Jakub Dąbek i uderzył na tyle precyzyjnie, że futbolówka zatrzepotała w siatce, odbijając się wcześniej od dalszego słupka. Szans na wyrównanie dla graczy w zielonych trykotach nie brakowało, ale za każdym razem zawodziła ich decyzyjność w kluczowych momentach akcji. W efekcie na przerwę schodzili niespodziewanie przegrywając.

W drugiej połowie gospodarze nie zaprzestali napierać na bramkę Mocnego Narketu, lecz prawdziwy popis umiejętności dawał między słupkami Ruben Nieścieruk. Bramkarz gości zdołał nawet wyjąć „pewnego” gola po strzale głową Mateusza Zielińskiego. Ten sam kunszt i nerwy ze stali pokazał również, broniąc uderzenie Jakuba Piątka z niewielkiej odległości. Na nieszczęście dla Ferajny, za przerwanie groźnie zapowiadającego się kontrataku gości Zieliński obejrzał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Niedługo później na 2:0 podwyższył Gabriel Duch, korzystając z fatalnej pomyłki przy rozegraniu piłki we własnym polu karnym.

Po dobitce Bartosza Sitarka, który wykorzystał odbicie piłki od słupka po strzale Jakuba Piątka, zrobiło się nerwowe 1:2. Chwilę później zawodnik z numerem 29 ponownie stanął oko w oko z kapitanem Narketu, ale Ruben Nieścieruk po raz kolejny dokonał rzeczy niemal niemożliwej i obronił jego strzał.

Ta interwencja dała Mocnemu Narketowi upragnione trzy punkty i – jak się później okazało – ciężko wywalczone utrzymanie. CWKS Ferajna natomiast już drugi sezon z rzędu mija się z podium na ostatniej prostej...

3
14:00

Spotkanie pomiędzy liderem tabeli AC Choszczówka a FC Patetikos zapowiadało się interesująco, jednak jego początek był bardzo nietypowy. Z powodu spóźnienia części zawodników mecz rozpoczął się w formule 3 na 3. Wydawało się, że może to utrudnić zadanie liderowi rozgrywek, ale pierwsze minuty pokazały coś zupełnie odwrotnego.

W 9. minucie Przybysz przejął piłkę po własnym odbiorze i pewnym strzałem otworzył wynik spotkania dla Choszczówki. FC Patetikos odpowiedziało dwie minuty później, gdy Jasztel wykorzystał podanie Michalika i doprowadził do wyrównania. Mimo to inicjatywa nadal należała do gospodarzy. W 14. minucie Przybysz ponownie popisał się skutecznym odbiorem piłki i po indywidualnej akcji zdobył swoją drugą bramkę w meczu. Jeszcze przed przerwą prowadzenie lidera podwyższył Śpiewak, dzięki czemu Choszczówka schodziła na przerwę z wynikiem 3:1.

Po zmianie stron na boisku oglądaliśmy już normalną grę 5 na 5, a wraz z nią całkowicie odmieniony obraz spotkania. FC Patetikos ruszyło do odrabiania strat i bardzo szybko złapało kontakt. Skibiński wykorzystał podanie Michalika i zdobył bramkę na 3:2. Chwilę później Kochanowski popisał się skutecznym uderzeniem po rzucie rożnym, doprowadzając do remisu. Patetikos poczuło swoją szansę i przejęło kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Kolejne trafienie Skibińskiego, ponownie po asyście Michalika, wyprowadziło gości na prowadzenie. Choszczówka próbowała odpowiedzieć i dzięki bramce Radonia doprowadziła jeszcze do remisu, jednak końcówka należała już wyłącznie do Patetikos.

Bohaterem spotkania został Jasztel, który po bramce zdobytej w pierwszej połowie dołożył jeszcze trzy trafienia po przerwie. Jego skuteczność była kluczowa dla odrobienia strat i przechylenia szali zwycięstwa na stronę FC Patetikos. Ostatni gol padł w końcowej akcji meczu, pieczętując triumf gości. To właśnie ta postawa sprawiła, że goście odwrócili losy meczu i sięgnęli po cenne zwycięstwo, kończąc spotkanie efektowną remontadą.

4
14:00

Jeśli przed pierwszym gwizdkiem można było zastanawiać się, czy Piwo Po Meczu FC będzie w stanie sprawić niespodziankę i wykorzystać słabszą formę Warsaw Wilanów, to boiskowa rzeczywistość bardzo szybko rozwiała wszelkie wątpliwości. Gospodarze od początku narzucili swoje warunki gry i już w pierwszej połowie praktycznie rozstrzygnęli losy spotkania.

Warsaw Wilanów od pierwszych minut dominował w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Drużyna, która w rundzie wiosennej przeżywała wyraźny kryzys i seryjnie traciła punkty, tym razem wyglądała jak zespół walczący o najwyższe cele. Akcje gospodarzy były szybkie, składne i niezwykle skuteczne, a defensywa Piwoszy nie potrafiła znaleźć sposobu na zatrzymanie rozpędzonych rywali. Efekt był imponujący – już do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 5:0, który praktycznie zamknął temat końcowego rozstrzygnięcia.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Warsaw Wilanów nadal kontrolował przebieg meczu, utrzymywał wysokie tempo i regularnie dokładał kolejne trafienia. Gości stać było jedynie na honorową bramkę, która nie wpłynęła jednak na przebieg rywalizacji. Ostatecznie gospodarze odnieśli efektowne zwycięstwo 10:1, przełamując niekorzystną serię i kończąc sezon w zdecydowanie lepszych nastrojach.

Najważniejszą postacią spotkania był bez wątpienia Karol Kowalski. Lider ofensywy Warsaw Wilanów rozegrał prawdziwy koncert, zdobywając aż pięć bramek i dokładając do tego trzy asysty. Był praktycznie nie do zatrzymania dla obrońców rywali, a jego występ stanowił idealne podsumowanie bardzo udanego sezonu indywidualnego. Dzięki tej imponującej zdobyczy Kowalski zapewnił sobie tytuł Króla Strzelców 11. Ligi, a także pierwsze miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej, potwierdzając swoją dominację w rozgrywkach.

To jednak nie koniec indywidualnych sukcesów zawodników Warsaw Wilanów. Tytuł najlepszego asystenta ligi trafił do Kuby Świtalskiego, który przez cały sezon imponował przeglądem pola, kreatywnością i umiejętnością obsługiwania partnerów doskonałymi podaniami. Duet Kowalski–Świtalski okazał się jednym z najgroźniejszych ofensywnych tandemów całych rozgrywek.

Dla gospodarzy wysokie zwycięstwo było udanym zwieńczeniem sezonu, który mimo ogromnego potencjału pozostawia pewien niedosyt po słabszej rundzie rewanżowej. Z kolei Piwo Po Meczu FC kończy rozgrywki na ostatnim miejscu, a wynik ostatniego meczu tylko potwierdził problemy, z którymi drużyna zmagała się przez większość sezonu.

5
14:00

Mecz pomiędzy Galeonem a Legijną Ferajną miał potencjał na prawdziwie gorące widowisko. Galeon walczył o brązowe medale, jednak jeszcze przed pierwszym gwizdkiem było już jasne, że rywale w walce o podium stracili punkty. Dzięki temu zawodnicy w bordowych koszulkach mogli być pewni miejsca na najniższym stopniu podium. Głównym pytaniem pozostawało więc to, czy drużynie uda się pomóc Krzyśkowi Małażewskiemu w walce o indywidualne wyróżnienia. MVP ligi miał już praktycznie w kieszeni, ale korona króla strzelców i tytuł najlepszego asystenta wciąż wymagały skutecznego występu.

Sam mecz przypominał prawdziwą huśtawkę nastrojów. Początek zdecydowanie należał do Legijnej Ferajny. Podczas gdy Galeon sprawiał wrażenie zespołu nieco rozluźnionego po zapewnieniu sobie medalu, Ferajna wyszła na boisko maksymalnie zmobilizowana. Kilka składnych akcji i skutecznych wykończeń sprawiło, że szybko objęła prowadzenie 3:1 i pokazała, że nie zamierza odgrywać roli statysty.

Środkowa faza spotkania należała już do Galeonu. Wtedy na pierwszy plan wysunął się duet Krzysiek Małażewski – Ivan Rudyi. To właśnie oni napędzali większość ofensywnych akcji swojej drużyny, dzięki czemu Galeon nie tylko odrobił straty, ale również wyszedł na prowadzenie 5:3. Wydawało się, że gospodarze przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i pewnie zmierzają po komplet punktów. Końcówka ponownie przyniosła jednak zwrot akcji. Galeon nieco spuścił z tonu, natomiast Legijna Ferajna wrzuciła wyższy bieg i rzuciła się do odrabiania strat. Determinacja została nagrodzona, bo goście zdołali doprowadzić do remisu. Patrząc na przebieg ostatnich minut, można nawet odnieść wrażenie, że mieli apetyt na pełną pulę. W ich szeregach szczególnie wyróżniali się Jan Górnicki oraz Daniel Ogórek, którzy byli motorami napędowymi zespołu w ofensywie.

Mecz, który przed pierwszym gwizdkiem mógł wydawać się spotkaniem bez większej stawki, ostatecznie dostarczył ciekawych zwrotów akcji. Obie drużyny pokazały charakter, a remis wydaje się wynikiem dobrze oddającym przebieg tego wyrównanego starcia.

Reklama