reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Zawodnicy Georgian Team świetnie weszli w mecz. Już przy jednej z pierwszych akcji Lasha Gabrichidze wykorzystał swoją okazję i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Wydawało się, że to dobry sygnał na resztę spotkania, ale kolejne minuty całkowicie odmieniły obraz gry. Bartolini Pasta szybko przejęli inicjatywę i pokazali imponującą skuteczność. Hattrick Michała Cholewińskiego oraz trafienie Mateusza Brożka sprawiły, że goście schodzili do szatni z bardzo komfortowym prowadzeniem 4:1, które wyglądało wręcz na bezpieczne.

Druga połowa to jednak zupełnie inna historia. Georgian Team ruszyli do odrabiania strat, grając z ogromną determinacją i wiarą. Ich wysiłki przynosiły efekt za efektem, a kiedy na kilka minut przed końcem wyszli na prowadzenie 5:4, wydawało się, że dokonają spektakularnego powrotu i dopiszą do tabeli komplet punktów. Bartolini Pasta nie zamierzali jednak odpuszczać. Do samego końca walczyli o korzystny rezultat i tuż przed ostatnim gwizdkiem doprowadzili do wyrównania, ustalając remis 5:5.

Ostateczny wynik można uznać za sprawiedliwy, bo oba zespoły pokazały ogromny charakter, a kibice byli świadkami solidnego piłkarskiego widowiska.

2
11:00

Mecz lidera z zespołem ze strefy spadkowej mógł mieć tylko jednego faworyta. Mikstura w tym sezonie gra fenomenalnie i trudno znaleźć zespół, który byłby w stanie jej dorównać. Z drugiej strony warunki pogodowe były, delikatnie mówiąc, niesprzyjające do gry w piłkę, a zalegający na murawie śnieg sprawiał, że na boisku wiele zależało od przypadku. Taka aura nieco sprzyjała zespołom niżej notowanym i przez długi czas Mikstura nie była w stanie „napocząć” swojego oponenta.

Pierwszą bramkę zobaczyliśmy dopiero w 17. minucie, kiedy to wynik otworzył Artur Zawadziński, ale gospodarze nie poszli za ciosem, a wręcz przeciwnie – to rywale skutecznie zaatakowali i do przerwy mieliśmy remis 1:1. Druga odsłona rozpoczęła się idealnie dla gospodarzy, którzy pokazali, że jednak można w takich warunkach wymienić kilka podań po ziemi – piłka chodziła wśród zawodników Mikstury jak po sznurku, a świetne podanie Mateusza Jochemskiego wykorzystał Mateusz Pawlik.

Od tego czasu mecz zaczął układać się po myśli faworytów. Bardzo dobre zawody rozgrywali Filip Junowicz i Artur Zawadziński, którzy wykonali ogromną robotę w ofensywie – to głównie za ich sprawą Mikstura stwarzała zagrożenie pod bramką Sante. Druga połowa była już o wiele bardziej jednostronna, a cały mecz zakończył się pewną wygraną Mikstury 9:2, dzięki której umocniła się na pozycji lidera przed rundą rewanżową.

3
11:00

Liczyliśmy na wielkie emocje w meczu Zaborowa ze Szmulkami, ale ekipa z Pragi ewidentnie tego dnia nie dojechała na mecz mentalnie, stąd oglądaliśmy jednostronne starcie, w którym doświadczenie wzięło zdecydowanie górę. Gospodarze po okresie słabszej gry w ostatnim meczu sezonu dali popis skutecznej i pragmatycznej do bólu piłki. Sporo walki, determinacja i wzajemna mobilizacja - to wszystko dało niesamowite efekty. Już do przerwy Zaborów prowadził 6:0.

Popis gry dał Franciszek Ratajczak, który świetnie dryblował, strzelał i kreował kolejne sytuacje dla swoich kolegów. Szmulki oczywiście były osłabione brakiem jednego ze swoich najlepszych graczy Kuby Kaczmarka, ale to nie może być usprawiedliwieniem dla słabej, a momentami wręcz fatalnej postawy defensywnej. Jedynie bramkarz Karol Dębowski grał na swoim poziomie, ale był bezradny wobec tak kiepskiej gry obronnej swojego teamu.

Po zmianie stron, mimo wysokiego wyniku, gospodarze nie zatrzymywali się i chcieli wygrać jak najwyżej. Ekipa z Pragi zdobyła dwie bramki autorstwa Filipa Pacholczaka i Wiktora Januszewskiego, ale ostatecznie przegrała ten mecz 12:2, co jasno pokazuje, kto tego dnia był lepszy na boisku. Zaborów po dziewięciu kolejkach zajmuje drugie miejsce w tabeli, a Szmulki - mimo porażki - mają tylko trzy oczka straty do podium, więc na wiosnę trzeba będzie szykować formę na poziomie z początku sezonu, kiedy ta ekipa seryjnie wygrywała swoje mecze.

4
11:00

Starcie dwóch zespołów z równą liczbą punktów w tabeli od początku zapowiadało się emocjonująco, ale pierwsza połowa przebiegła całkowicie pod dyktando gospodarzy. Shot DJ rozpoczęli mecz idealnie, a głównym sprawcą ich świetnego wejścia był Jan Jabłoński, który tego dnia imponował formą i pewnością siebie. Najpierw otworzył wynik spotkania, a chwilę później popisał się precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego, podwyższając na 2:0. Jeszcze przed przerwą rezultat na 3:0 ustalił Maksim Hluschenko, dając swojej drużynie komfortową zaliczkę przed drugą połową.

Choć mogło się wydawać, że Shot DJ mają spotkanie pod pełną kontrolą, początek drugiej części gry przyniósł zmianę obrazu meczu. Old Eagles Koło szybko zdobyli bramkę, zapowiadając ambitny pościg. Gospodarze odpowiedzieli kolejnymi trafieniami, ale upór gości sprawiał, że emocje rosły z każdą minutą. Tuż przed końcem przewaga Shot DJ stopniała do zaledwie jednego gola, a Old Eagles mocno naciskali, licząc na wyrównanie.

W końcówce wszystko jeszcze mogło się zdarzyć, jednak to faworyci zadali decydujący cios. W jednej z ostatnich akcji meczu podwyższyli wynik na 6:4, pieczętując swoje zwycięstwo i zasłużone trzy punkty.

5
12:00

Powoli zaczynamy chyba wierzyć, że nad ekipą Green Lantern ciąży jakaś klątwa – wszystko wskazywało na to, że w 9. kolejce uda im się w końcu wywieźć upragnione trzy punkty w starciu z Saską Kępą, ale nawet prowadzenie 1:5 do przerwy nie wystarczyło, by ziściło się to marzenie. Pomimo kiepskich warunków pogodowych wszystko zaczęło się bardzo pomyślnie dla gości, którzy wyszli na prowadzenie po płaskim strzale Sebastiana Bartczuka. Wprawdzie nie minęło dużo czasu i Saska wyrównała za sprawą Marcina Nowaka, któremu podawał Łukasz Pastewka, lecz pozostała część pierwszej odsłony zmagań była już wyraźną dominacją Zielonej Latarni, która dzięki dubletom Mikołaja Wysockiego i Sebastiana Świpiarskiego skwitowała swoją znakomitą postawę prowadzeniem 1:5.

W drugiej połowie gospodarze dochodzili do coraz dogodniejszych sytuacji i – co najważniejsze – zaczęli je wykorzystywać. Jak w oka mgnieniu przewaga rywali stopniała do ledwie jednej bramki. Choć Daniel Piecyk między słupkami dwoił się i troił, by Green Lantern nie zdołali odbudować bramkowego dystansu, to w obliczu ofensywnej akcji duetu Przygoda–Podgórski był już bezradny. Branowski, Zgórzak, Witan, Troszczyński – te cztery nazwiska na pewno na długo zapadną w pamięć Wysockiego i spółki, bowiem to właśnie ci wymienieni gracze brali udział przy trzech bramkach, które przyczyniły się do niewytłumaczalnej porażki gości.

A gol na 7:6 autorstwa Marcina Branowskiego? Przerzut piłki nad rywalem i precyzyjny strzał przy słupku – coś wspaniałego! Tak oto niemożliwe stało się możliwe i po kolejnym, nie najgorszym meczu Green Lantern ostatecznie pozostał z niczym. Oby na wiosnę wstąpiły w nich nowe pokłady sił, bo w przeciwnym razie spadek do 7. ligi przemieni się z sennego koszmaru w brutalną rzeczywistość.

Reklama