reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Ostatnia kolejka sezonu 4. Ligi Fanów przyniosła starcie drużyn znajdujących się w zupełnie innych sytuacjach. Hetman FC miał już zapewnione mistrzostwo i awans do wyższej klasy rozgrywkowej, natomiast Furduncio Brasil FC, aby zachować szanse na promocję, musiało wygrać.

Mimo braku presji Hetman od początku narzucił swoje warunki. W 6. minucie Damian Kucharczyk otworzył wynik po akcji z Filipem Motyczyńskim, a pięć minut później prowadzenie podwyższył Kacper Urban. Lider rozgrywek kontrolował przebieg spotkania i do przerwy schodził z zasłużonym prowadzeniem 2:0.

Po zmianie stron Furduncio wróciło do gry. W 28. minucie Jeremi Szymański zdobył bramkę kontaktową na 2:1, przywracając swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Odpowiedź mistrzów była jednak natychmiastowa – już dwie minuty później Arkadiusz Kibler podwyższył na 3:1, odbierając rywalom impet.

Od tego momentu mecz zamienił się w ofensywne widowisko. Damian Kucharczyk i Krzysztof Małażewski szybko zwiększyli przewagę Hetmana do 5:1, a gdy Kucharczyk zdobył kolejną bramkę, wydawało się, że losy spotkania są już przesądzone. Furduncio nie zamierzało jednak odpuszczać. Fernando Mirandetti, Albert Ramos i Jeremi Szymański napędzali pogoń za wynikiem, a brazylijska ekipa kilkukrotnie zmniejszała straty. Hetman za każdym razem znajdował jednak odpowiedź. Mistrzowie zachowali skuteczność pod bramką rywali i nie pozwolili odebrać sobie kontroli nad przebiegiem spotkania. Ostatecznie zwyciężyli 8:5, efektownie kończąc znakomity sezon.

Dla Furduncio była to bolesna porażka, która przekreśliła marzenia o awansie. Jednocześnie zespół pokazał charakter i wolę walki do ostatniego gwizdka. Hetman natomiast postawił mocną pieczęć na swoim udanym sezonie.

2
10:00

Rzutem na taśmę Sportowe Zakapiory wywalczyły sobie przepustkę do Superbet Cup 2026. Niedzielny mecz z Warszawską Ferajną był bezpośrednim pojedynkiem o ostatnią, piątą lokatę, dającą prawo gry w tym turnieju. Strzelecka forma Łukasza Widelskiego oraz spokój, jaki między słupkami dawał Andrzej Groszkowski, sprawiły, że to właśnie Zakapiory mogły cieszyć się ze zwycięstwa.

Do przerwy na tablicy wyników widniał remis, choć początek spotkania był dla Sportowych Zakapiorów wymarzony. Szybko objęli prowadzenie po długim podaniu i skutecznej dobitce strzału odbitego od poprzeczki. Rywal długo nie potrafił wrócić na właściwe tory, a bramka na 2:0 wydawała się jedynie formalnością. Niewiele brakowało jednak, by futbolówka spłatała figla i dała nam murowanego kandydata do „kalafiorów kolejki”.

Błąd przy własnym rzucie rożnym sprawił, że Warszawska Ferajna złapała kontakt za sprawą bramki Franciszka Pogłóda. Chwilę później za ciosem poszedł Patryk Nowicki, który pokonał Groszkowskiego strzałem z ostrego kąta. Zanim jednak sędzia zakończył pierwszą połowę, kibice zobaczyli jeszcze dwa gole w ciągu zaledwie minuty. Najpierw sprytnie w polu karnym zastawił się Łukasz Widelski i ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, a chwilę później odpowiedział Nowicki, zaskakując bramkarza uderzeniem z dystansu.

Po przerwie znów trafiały Sportowe Zakapiory, ale tym razem potrafiły już odskoczyć rywalowi na bezpieczną odległość. Rzut karny, dobrze rozegrana akcja dwójkowa i błąd bramkarza sprawiły, że Warszawska Ferajna zaczęła powoli żegnać się z nadziejami na zdobycz punktową. Tym bardziej że jej zawodnicy albo marnowali świetne okazje, oddając niecelne strzały, albo uderzali bardzo dobrze, lecz na ich drodze stawał Groszkowski. Bramkarz zwycięskiej drużyny był prawdziwą zmorą rywali. Sprawiał wrażenie, jakby miał pajęczy zmysł albo osiem rąk. Najboleśniej przekonał się o tym Patryk Nowicki, którego kolejne groźne uderzenia najczęściej kończyły się w lepkich rękawicach golkipera. W pewnym momencie przewaga Sportowych Zakapiorów wzrosła do czterech bramek i taki stan utrzymał się już do końca spotkania.

3
11:00

Ostatnia kolejka sezonu 4. Ligi przyniosła bezpośrednie starcie o drugie miejsce w tabeli. Na boisku zmierzyły się zespoły BM Development i FC Bulls, które już wcześniej zapewniły sobie awans. Stawką spotkania było więc przede wszystkim zakończenie rozgrywek na pozycji wicelidera.

Mecz od pierwszych minut toczył się w dobrym tempie. Obie drużyny chciały zakończyć udany sezon zwycięstwem i mimo braku presji związanej z walką o awans nie brakowało zaangażowania oraz sportowej rywalizacji. Jako pierwsi do siatki trafili zawodnicy BM Development. W 16. minucie wynik spotkania otworzył Heorhii Parnitskii, który skutecznie wykończył akcję po podaniu Oleksandra Smoliara. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Zaledwie dwie minuty później FC Bulls doprowadzili do wyrównania za sprawą Maksyma Hololobova i wszystko zaczęło się od nowa.

Po zmianie stron inicjatywę coraz wyraźniej przejmowali zawodnicy FC Bulls. W 28. minucie Vladyslav Serhieiev wykorzystał podanie Konstantina Vesolovskiego i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 2:1. BM Development szukało swoich szans na doprowadzenie do remisu, jednak defensywa Bulls spisywała się bardzo solidnie i nie pozwalała rywalom na zbyt wiele. Decydujący cios padł w 41. minucie. Arkadii Kozenko zamknął składną akcję Byków po asyście Vadyma Churiukanova, ustalając wynik meczu na 3:1. Końcówka spotkania upłynęła pod kontrolą Bulls, którzy nie pozwolili przeciwnikom wrócić do gry i spokojnie dowieźli korzystny rezultat do ostatniego gwizdka.

Zwycięstwo 3:1 zapewniło triumfatorom drugie miejsce na zakończenie sezonu. BM Development mimo porażki również może być zadowolone z minionych rozgrywek, ponieważ najważniejszy cel został osiągnięty już wcześniej – awans do wyższej ligi.

4
11:00

Spotkanie pomiędzy Team Ivulin a Boca Seniors okazało się niezwykle bramkostrzelnym widowiskiem, w którym goście od początku pokazali większą skuteczność i lepszą organizację gry. Choć do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 1:3, dopiero druga część meczu przyniosła prawdziwą piłkarską ucztę i w pełni uwypukliła znakomitą dyspozycję Boca Seniors.

Jako pierwszy do siatki trafił Tytus Lipiński, który bez dwóch zdań był motorem napędowym swojej drużyny. Gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli na ofensywę rywali, doprowadzając do wyrównania po zaledwie kilku minutach. Skład gości był jednak tego dnia w świetnej formie, a dodatkowego impulsu dodawał doping kibiców, którzy z trybun wspierali swoich najbliższych. Do przerwy Boca Seniors jeszcze dwukrotnie trafili do siatki, choć okazji do wcześniejszego zamknięcia meczu mieli zdecydowanie więcej. Prawdziwy pokaz siły i skuteczności zademonstrowali jednak dopiero po zmianie stron.

Przez chwilę sytuacja nie była jeszcze w pełni pod kontrolą gości. Cień nadziei na odrobienie strat dał Teamowi Ivulin Antoś Łahviniec, zdobywając bramkę kontaktową. Końcowe dziesięć minut spotkania okazało się jednak prawdziwą deklasacją gospodarzy. Boca Seniors całkowicie zdominowali rywali, zdobywając aż sześć bramek w samej końcówce meczu. Co prawda Team Ivulin przystąpił do spotkania bez nominalnego bramkarza, co z pewnością miało wpływ na końcowy rezultat, jednak nie można odbierać zasług zwycięzcom. Boca Seniors byli tego dnia świetnie dysponowani i w efektowny sposób zakończyli sezon.

Ostatecznie goście zwyciężyli aż 10:3, prezentując wysoką skuteczność, pewność siebie i chłodną głowę pod bramką przeciwnika. Team Ivulin mimo wysokiej porażki zasługuje na uznanie za walkę do końca, ale tego dnia Boca Seniors byli zespołem zdecydowanie bardziej konkretnym i bezlitosnym w wykańczaniu swoich okazji.

5
13:00

Mecz dwóch outsiderów ligi często bywa traktowany jako spotkanie bez większego ciężaru gatunkowego, ale ci, którzy pojawili się przy boisku, na pewno nie mogli narzekać na brak emocji. Po jednej stronie walczący do ostatniego tchu o utrzymanie Bad Boys, po drugiej młoda, ambitna i rozwijająca się drużyna SO4. Obie ekipy już wcześniej pokazały, że potrafią grać odważnie, i właśnie taki futbol oglądaliśmy tego dnia.

Spotkanie rozpoczęło się kapitalnie dla Bad Boysów. Doświadczenie gospodarzy szybko dało o sobie znać, a błędy i nerwowy początek młodszych rywali zostały bezlitośnie wykorzystane. Nim SO4 zdążyło dobrze wejść w mecz, na tablicy wyników widniało już 3:0. Był to naprawdę mocny cios, który mógł ustawić całe spotkanie. Młodzi zawodnicy SO4 pokazali jednak charakter. Zamiast spuścić głowy, ruszyli do odrabiania strat. Coraz częściej zamykali rywali tuż przed ich polem karnym, narzucali wysokie tempo i zmuszali starszych przeciwników do gry pod presją. Co ciekawe, ten mecz mógł potoczyć się w zupełnie innym kierunku. Bad Boysi mieli kilka świetnych okazji do podwyższenia prowadzenia, szczególnie gdy SO4 ryzykowało grą z wysoko ustawionym bramkarzem. Zabrakło jednak skuteczności, a piłka nożna bardzo często nie wybacza takich sytuacji. I nie wybaczyła.

Drużyna Szymona Oniszczuka zaczęła trafiać raz za razem. Najpierw doprowadziła do wyrównania na 3:3, a później poszła za ciosem. To, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się niemożliwe, stało się faktem. SO4 odwróciło losy meczu i schodziło na przerwę z prowadzeniem 6:3. Prawdziwa droga z piekła do nieba.

Po zmianie stron Bad Boysi jeszcze raz pokazali, że nie bez powodu tak długo walczyli o utrzymanie. Wardzyński i spółka nie zamierzali odpuszczać. Kilkukrotnie zmniejszali straty do dwóch bramek i sprawiali, że młodsi rywale musieli zachować pełną koncentrację. Mecz pozostawał otwarty do samego końca, a tempo ani przez moment nie spadało. Ostatecznie jednak młodość, energia i odwaga wzięły górę. SO4 wytrzymało napór rywali i dowiozło zwycięstwo 11:9, kończąc spotkanie z podniesionymi głowami.

Dla Bad Boysów porażka oznaczała niestety dołączenie do grona spadkowiczów. SO4 również rozpocznie kolejny sezon poziom niżej, ale patrząc na potencjał obu zespołów, trudno uwierzyć, że powiedziały już ostatnie słowo. Zarówno jedni, jak i drudzy mają argumenty, by w przyszłym sezonie mocno namieszać w niższej klasie rozgrywkowej.

Reklama