reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 16 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Przed pierwszym gwizdkiem wszystko wskazywało na to, że Standart tylko przedłuży swoją znakomitą serię. Pięć meczów, pięć zwycięstw, świetny bilans bramkowy - wyglądało to jak drużyna zmierzająca pewnym krokiem po mistrzostwo. Tornado? Siedem punktów, minusowy bilans i łatka ekipy z dolnej połówki tabeli. Na papierze różnica była ogromna. Tyle że tego meczu nie grano na papierze. Grano go w śnieżycy, na boisku, które coraz bardziej przypominało białą taflę niż murawę. I to właśnie aura zmieniła wszystko. Naturalne atuty Standartu, czyli szybka gra, kombinacyjne akcje, pressing nagle przestały działać. Piłka ślizgała się jak żywa, a jeden zły krok mógł oznaczać stratę lub… bramkę.

Pierwsza połowa była więc koncertem Tornado. Standart próbował budować atak za atakiem, ale zamiast kontrolować przebieg meczu, otwierał się na zabójcze kontry. W 8. minucie Nowicki idealnie wypuścił Czerwońskiego, który pewnym strzałem otworzył wynik. I to był dopiero początek. Tornado grało mądrze, pragmatycznie i skutecznie. Po 20 minutach było już 0:4, a gospodarze wyglądali jak zagubieni we własnym tempie gry. Dopiero w 21. minucie Standart w końcu trafił, raczej z ulgi niż z odzyskania kontroli. Frustracja jednak narastała, a Tornado nawet na chwilę nie zwalniało. Jeszcze przed przerwą dorzucili piątą bramkę i do szatni schodzili przy wyniku 1:5, co przy formie oponentów można było uznać za gigantyczną sensację.

Po zmianie stron obraz gry odwrócił się o 180 stopni. Standart wreszcie odpalił swój futbol. W kilka minut przewaga rywali stopniała z czterech bramek do dwóch, potem do jednej, aż w końcu, po samobójczym trafieniu, zrobiło się 5:5. Przez moment wydawało się, że gospodarze uratują swoją piękną serię i wyciągną mecz, który kompletnie im się nie układał. Ale Tornado miało jeszcze jedną odpowiedź.

Dwie minuty po wyrównaniu Filip Convain skompletował hat-tricka, mierzonym strzałem zdobywając gola na 5:6 - trafienie, które jak się okazało, przesądziło o losach całego spotkania. Standart próbował jeszcze odwrócić wynik, lecz tym razem zabrakło chłodnej głowy i odrobiny szczęścia, które tak często było po ich stronie.

Tornado rozegrało niezwykle dojrzały mecz: świetna defensywa w pierwszej połowie, zabójcze kontry i ogromna odporność psychiczna po przerwie. Dla Standartu to pierwsza porażka w sezonie, ale trudno mówić o wpadce. Warunki były ekstremalne, a rywal zagrał jeden ze swoich najlepszych meczów w tej rundzie.

2
13:00

O godzinie 13:00, w białej scenerii świeżo posypanego śniegiem boiska, do gry o pierwsze ligowe punkty stanęła ekipa NWD Gamers wraz z FC Ballersami, którzy po dobrym początku zanotowali duży regres. Efektem tego dołka był zaledwie jeden punkt na dwanaście możliwych. Na szczęście dla gości teraz przyszło grać z zespołem, na którym kilka tygodni temu udało się bezproblemowo zapunktować "za trzy", wygrywając aż 14:0!

Tym razem aż tak łatwo nie było, choć już po siedmiu minutach Ballersi prowadzili pewnie trzema bramkami. W 14. minucie jednak gospodarze zdołali się odgryźć, zdobywając gola na 1:3. Z upływem czasu przewaga gości robiła się coraz pokaźniejsza, czego efektem było pewne prowadzenie 6:2 do przerwy.

Druga odsłona? Niemalże kopia pierwszej – totalna dominacja Ballersów, trzymanie oponenta na dystans i powiększanie przewagi. Sensacji więc nie było. NWD Gamers niestety nadal musi czekać na pierwsze punkty i wierzymy, że te pojawią się na wiosnę. Zaś goście dzięki trzem punktom wrócili do walki o górną połówkę tabeli.

Obie połowy tego spotkania zakończyły się tym samym rezultatem: dwa razy po 6:2 dla Ballersów. Finalny wynik 12:4 poszedł więc w świat, a obie ekipy teraz udadzą się na zasłużony odpoczynek i ładowanie akumulatorów przed rundą wiosenną!

3
13:00

Bitwa o drugie miejsce - tak można było określić starcie rezerw Ternovitsii z Vitaurą. I choć wynik końcowy może sugerować coś innego, sama walka była naprawdę godna tego miana. Mecz rozpoczął się w pięknej zimowej scenerii, a śnieg sprawiał, że na boisku było mniej taktyki, a więcej fizycznej walki. Obie drużyny potrafią grać kombinacyjnie, ale jednocześnie nie unikają twardych pojedynków. I dokładnie tak wyglądało to spotkanie.

W pierwszej połowie okazji podbramkowych było niewiele - dominowała walka, dużo pressingu i gra głównie w środkowej strefie oraz na skrzydłach. Mimo to pierwszy na prowadzenie wyszedł zespół z Ukrainy. Ich radość nie trwała jednak długo, albowiem szybka odpowiedź Vitaury w wykonaniu Marcelego Kopca po podaniu Patryka Umiastowskiego przywróciła remis. Tuż przed przerwą Ternovitsia II trafiła po raz drugi i schodziła do szatni z zasłużoną przewagą. A kto był głównym bohaterem zespołu? Oczywiście ponownie Uladzimir Hrydovyi.

W drugiej połowie jego rola była jeszcze większa. To właśnie on powiększył prowadzenie swojej drużyny do bezpiecznego poziomu i praktycznie zapewnił jej pewne zwycięstwo. Hrydovyi skompletował w tym meczu poker, a do świetnej gry ofensywnej dołożył również bardzo solidną pracę w defensywie. Vitaura próbowała odrabiać straty, tworzyła dobre sytuacje, ale w bramce Ternovitsii kapitalnie spisywał się Marian Karkhut, który w kluczowych momentach ratował swój zespół.

W efekcie Ternovitsia II awansowała na 2. miejsce w tabeli, tracąc zaledwie trzy punkty do lidera. Vitaura natomiast wypadła z TOP 3, choć jej strata do rezerw Ternovitsii również wynosi jedynie trzy oczka. Rewanż tych dwóch drużyn zapowiada się więc wyjątkowo ciekawie.

Reklama