Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 16 Liga
Gonili, gonili i dogonili - tak można podsumować spotkanie ICE TEAM z Będziemy Krążyć FC. Goście nie oddawali prowadzenia przez praktycznie całe spotkanie, już w pierwszych minutach budując dwubramkową przewagę. Zbalansowany i zespołowy atak rywali nie pozwalał gospodarzom rozszyfrować przeciwnika – aż pięciu zawodników Będziemy Krążyć zdobyło w tym meczu co najmniej dwa punkty do klasyfikacji kanadyjskiej.
ICE TEAM po dość ospałym starcie zaczął grać lepiej, ale wciąż nierówno – w pierwszej połowie najpierw udało im się wyrównać do 2:2, potem iść cios za cios do wyniku 5:5, by dać się dwukrotnie skarcić tuż przed przerwą. Wśród gości błyszczał praktycznie cały zespół – na słowa uznania za świetne interwencje zasługuje Igor Wolański, natomiast z przodu Jan Górczyński, Kai Bednarczyk czy Gabriel Pyl wykonywali świetną robotę. Ciekawą historię napisał również Mikołaj Cebula, który przyjechał spóźniony o kilkanaście minut, a po krótkiej rozgrzewce wszedł na boisko i zdołał zdobyć dwa trafienia jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę – istne wejście smoka.
W drugiej odsłonie jednak do wszędobylskiego Eduarda Vakhidova dołączył Ihar Bakun i duet ten był w stanie przechylić szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy. Należy jednak podkreślić, że był to długi i ciężki bój – ICE TEAM wyszedł na prowadzenie dopiero przy wyniku 9:8, wcześniej przez cały czas goniąc niestrudzonych rywali. Eduard Vakhidov w tym celu musiał wzbić się na wyżyny – zdobył łącznie sześć bramek, z czego cztery w drugiej odsłonie. Wynik tym bardziej imponuje, że były to wszystkie gole jego drużyny po przerwie.
Bijące się o awans do 15. Ligi PPKS Tornado w 12. kolejce dość pewnie pokonało ekipę Vitaury. Jakub Janiszewski w wywiadzie przyznał, że gracze PPKS-u wyciągnęli wnioski z wcześniejszej wysokiej porażki z Vitaurą. Zrezygnowali z grania górnych piłek, skupili się na grze po ziemi i szybkich atakach. Zadziałało świetnie.
Można stwierdzić, że lepszego rewanżu za wysoką porażkę nie mogli sobie wymarzyć. Wygrana 5:1 to i tak najniższy wymiar kary, patrząc na przebieg spotkania. Mimo wpuszczenia aż pięciu bramek w bramce Vitaury bardzo dobrze spisywał się Karol Wojno. Wyciągał się do wielu strzałów i pewnie grał nogami, jednak przy niektórych uderzeniach był bez szans – jak choćby przy golu na 0:1. Kamil Rusinek po krótkim rozegraniu rzutu rożnego świetnie uderzył, zdejmując „pajęczynę” z okienka bramki.
Na przerwę piłkarze PPKS-u schodzili z dwubramkowym prowadzeniem po samobójczym golu Dawida Zawadki. Na boisku realizowali swój plan i tłamsili przeciwnika, który miał problem z dobrze ustawioną w defensywie drużyną. Vitaura próbowała rozgrywać piłkę po ziemi, jednak brakowało przyspieszenia akcji i efektu zaskoczenia. O wiele bardziej obfitująca w gole okazała się druga część meczu. Znów największym rywalem ubranych na czarno zawodników był bramkarz. Wojno dwoił się i troił, a Patryk Przybysz dał kontakt pewnym wykonaniem rzutu karnego. Pójścia za ciosem jednak nie było – PPKS Tornado ruszyło do ponownego zwiększania przewagi.
Dwa razy trafił Rusinek, swojego gola dołożył Marcin Radzikowski i było po meczu. Mądra gra i utrzymywanie się przy piłce okazały się receptą na sukces dla młodego zespołu. Przewaga nad czwartym Będziemy Krążyć FC to sześć punktów, a więc awans jest w zasięgu ręki.
Lider i ostatnia drużyna tabeli. Taki scenariusz to gotowy przepis na mecz pod tytułem „spotkanie gołej dupy z batem”. Rzeźnia Marki jednak zaskoczyła – choć przegrała 1:3, pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Młoda drużyna ma jednak jeszcze sporo do poprawy.
Mecz całościowo nie porywał. W pewnym momencie można było stwierdzić, że ciekawszym byłoby obserwowanie, jak rośnie trawa pod domem. Mowa tu o pierwszej połowie, która była wzajemnym badaniem się obu drużyn. Wyszły one na boisko z wzajemnym szacunkiem, na czym ucierpiał postronny widz. Jako stronę przeważającą trzeba wskazać Ternovitsię. Doświadczona we wszelakiej maści rozgrywkach drużyna swobodnie operowała piłką i budowała swoją przewagę. Długo zajęło im jednak „skalibrowanie celowników”. Piłkarze lidera dbali również o odpowiednie zabezpieczenie defensywy. Roman Korolevych wyciągać musiał się tylko raz. O wiele więcej pracy miał Krystian Kozłowski, jednak i on bardzo długo zachowywał czyste konto. Przed przerwą wytrawni „bokserzy” postanowili zaatakować, przez co opuszczone zostały gardy. W konsekwencji Ternovitsia i Rzeźnia przyjęły po jednym sierpowym na twarz. Zaczęli ci pierwsi, wykorzystując źle odbity przez bramkarza pierwszy strzał i z bliska wbili gola. Odpowiedź przyszła natychmiastowo – po wrzucie z autu i dobrym odwróceniu się w polu karnym.
Błyskawiczne dwie bramki trochę rozbudziły nadzieję na to, że po wznowieniu gry zrobi się ciekawiej. Trzeba przyznać, że działo się więcej, ale głównie pod bramką Rzeźni. Marecka drużyna miała problem z zawiązaniem akcji ofensywnej, a rywal nie odpuszczał i nękał kolejnymi atakami. Strzały niecelne uśpiły czujność defensywy ostatniej drużyny w tabeli, a Ternovitsia wyprowadziła wtedy dwa nokautujące ciosy. Bramka na 3:1 padła po mierzonym strzale z prawie połowy boiska. W końcówce przegrywająca drużyna próbowała rzucić wszystko, co miała do przodu, a nawet grający na bramce Kozłowski zawieruszał się na połowie przeciwnika. Gola dla Rzeźni, który dałby trochę nadziei, jednak nie oglądaliśmy.
Druga Ternovitsia po golach Oleha Liadryka, Volodymyra Hrydovyia i Yuriiego Zapotichnyia utrzymała przewagę trzech oczek nad wiceliderem – Ice Teamem. I nie ma chyba takiej siły, która powstrzyma ukraińską drużynę przed wywalczeniem promocji klasę wyżej.







)
)