reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

Choć początek spotkania nie zwiastował aż tak wyraźnego rozstrzygnięcia, PPKS Tornado z czasem przejęło kontrolę nad meczem i pewnie pokonało Ice Team 5:1. Było to już trzecie starcie tych drużyn w obecnym sezonie i po raz kolejny nie zabrakło emocji - wcześniej oba zespoły miały już na koncie po jednym zwycięstwie.

Lepiej w mecz weszło Ice Team, które w 7. minucie objęło prowadzenie po indywidualnej akcji Mianovskiego. Zawodnik przejął piłkę, ruszył samotnym rajdem i skutecznym wykończeniem akcji dał swojej drużynie prowadzenie. Początek spotkania był jednak dość spokojny i dopiero z czasem gra nabrała tempa. Najpierw do wyrównania doprowadził Janiszewski, który popisał się strzałem po długim słupku, a chwilę później prowadzenie Tornado dał Wiśniewski.

Po przerwie przewaga Tornado była coraz bardziej widoczna. Ice Team próbowało odrabiać straty i często uderzało z dystansu, jednak brakowało skuteczności. Z kolei Tornado świetnie wykorzystywało kontrataki i dużo lepiej finalizowało swoje akcje. W 28. minucie po szybkiej akcji i podaniu Radzikowskiego na 3:1 trafił Rusinek, który pewnym strzałem po ziemi wykończył kontratak. Kilka minut później po kolejnym szybkim wyjściu Tornado podwyższyło prowadzenie na 4:1.

W końcówce goście dołożyli jeszcze jedno trafienie po akcji zakończonej podaniem do pustej bramki, przypieczętowując wysokie zwycięstwo. Ice Team do samego końca próbowało wrócić do gry - było trafienie w słupek i kilka groźnych strzałów z dystansu, ale zabrakło szczęścia i dokładności przy wykończeniu akcji.

Dzięki zwycięstwu PPKS Tornado wygrało bardzo ważne spotkanie z bezpośrednim rywalem w tabeli i umocniło swoją pozycję w ścisłej czołówce ligi.

2
13:00

Polegając wyłącznie na indywidualnych popisach Dominika Sobieraja, zespół Rzeźni Marki daleko nie zajedzie. Nie chcemy ujmować jakości temu zawodnikowi, ale jak w legendarnej reklamie Biedronki mówił śp. Franciszek Smuda do Jakuba Błaszczykowskiego - „Sam meczu nie wygrasz”. A Sobieraj był tego dnia przez kolegów pozostawiony praktycznie sam sobie.

Zawodnicy Będziemy Krążyć grali zdecydowanie bardziej zespołowo, co przełożyło się na bardzo dobry występ i zwycięstwo. Dzięki temu zbliżyli się do strefy dającej awans do wyższej ligi. Co ciekawe, osiągnęli ten efekt mimo dwóch szybkich ciosów na początku meczu. Strzelanie rozpoczął wspomniany Sobieraj, który popisał się pięknym golem z rzutu wolnego. Chwilę później prowadzenie podwyższył Michał Gutowski kapitalnym strzałem z dystansu. Trudno powiedzieć, czy zawodnicy Rzeźni zbyt mocno uwierzyli wtedy w swoje możliwości, ale równie łatwo, jak zdobyli dwa gole, oddali prowadzenie. Brak koncentracji skutkował trafieniami Wojciecha Adamczyka i Jana Górczyńskiego. Kolejnymi krokami Będziemy Krążyć FC były gol Maksa Piórkowskiego dający prowadzenie, a następnie trafienia Kaia Bednarczyka i ponownie Piórkowskiego. Przy dwóch ostatnich bramkach asystował Mikołaj Cebula.

Rzeźnia jednak nie złożyła broni. Sobieraj ponownie zaskoczył wszystkich strzałem z rzutu wolnego, a następnie wkręcił piłkę bezpośrednio z narożnika boiska. Być może zawodnicy z Marek powinni zacząć częściej szukać stałych fragmentów gry, bo właśnie w nich byli najgroźniejsi. Niestety dla nich, gole Sobieraja były przeplatane kolejnymi trafieniami zawodników Będziemy Krążyć, którzy nie zamierzali pozostawiać końcowego wyniku przypadkowi. Do bramki Mikołaja Jaska trafił Cebula, a Bednarczyk zdobył gola na 7:4 po efektownym rajdzie przez całe boisko.

Wynik ustalił ponownie Sobieraj, choć tym razem miał zdecydowanie łatwiejsze zadanie. Piłka po strzale Krystiana Kozłowskiego odbiła się od poprzeczki i zdezorientowanego bramkarza, a autor czterech goli musiał jedynie skierować ją z bliska do pustej bramki. Piłka trafiła do siatki, ale trzy punkty pojechały do zawodników Będziemy Krążyć FC.

3
14:00

Spotkanie Ternovitsia 2 z Vitaurą od początku zapowiadało się interesująco, ale mało kto spodziewał się aż takiego rollercoastera. Goście podeszli do tego meczu w bardzo trudnej sytuacji kadrowej - bez zmian, a między słupkami stanął Umiastowski, który tymczasowo musiał wejść do bramki. Mimo tego Vitaura od początku wyglądała naprawdę dobrze i przez większość pierwszej połowy sprawiała lepsze wrażenie. Już w 2. minucie prowadzenie gościom dał Patryk Przybysz i choć Ternovitsia potrafiła odpowiadać, to Vitaura przez długi czas kontrolowała przebieg spotkania. Bardzo aktywni byli Liadryk i Hrydovyi, a goście regularnie wracali na prowadzenie lub szybko odrabiali straty. Do przerwy jednak to gospodarze schodzili z minimalną przewagą 4:3, wykorzystując końcówkę pierwszej połowy, gdy zmęczenie w ekipie Vitaury zaczynało być coraz bardziej widoczne.

Po zmianie stron goście dalej walczyli mimo coraz mniejszych sił. Terno jeszcze raz wróciła jednak do meczu - najpierw Serhii Romanovskyi zdobył kontaktową bramkę, a chwilę później Roman Shulzhenko doprowadził do remisu 6:6 i wszystko zaczęło się praktycznie od nowa.

Kluczowa okazała się jednak końcówka. Choć w trakcie meczu dojechało jeszcze dwóch zawodników, w tym nominalny bramkarz, reszta zespołu była już mocno wyczerpana fizycznie po grze bez rotacji. Ternovitsia 2 wykorzystała to bezlitośnie. Najpierw Mykhailo Hrydovyi wyprowadził gospodarzy na prowadzenie w 45. minucie, a trzy minuty później dołożył kolejne trafienie, ustalając wynik na 8:6.

Mimo porażki Vitaura zostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. Przez długi czas, grając bez zmian, potrafiła narzucić swoje warunki i była naprawdę blisko sprawienia niespodzianki. Ostatecznie jednak szersza kadra i większa świeżość gospodarzy przesądziły o wyniku.

Reklama