Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 6 Liga
Saska Kępa podejmowała drużynę Georgian Team w 11. kolejce i trzeba sobie jasno powiedzieć, że byliśmy świadkami bardzo jednostronnego widowiska. Z jednej strony było to coś, czego można było się spodziewać, patrząc na układ tabeli. Niestety los nie rozpieszcza ekipy Saskiej i po starciu z liderem dał im kolejny mecz z wiceliderem 6. ligi, który już od samego początku postawił wysokie warunki. I o ile to właśnie ekipa gospodarzy zaczęła strzelanie w tym meczu – od ładnej, składnej akcji zakończonej strzałem do pustej bramki – tak z minuty na minutę przewaga gości rosła. Już pierwsza połowa przyniosła bezpieczną przewagę czterech bramek.
Druga odsłona tego meczu nie była wcale inna. Gruzini dołożyli o jedną bramkę więcej niż w pierwszej części spotkania i pewnie wygrali to starcie wynikiem 11:2. Zdecydowanie wyróżniającymi się postaciami w tej ekipie był duet Saba Lomia – Lasha Gabrichidze. Ten pierwszy zakończył mecz z fantastycznym dorobkiem czterech goli, zaś drugi zaliczył aż pięć asyst. Do tego Giorgi Gabrichidze, który dorzucił dwie bramki okraszone trzema asystami, został wybrany zawodnikiem tego spotkania. Ofensywna siła zespołu gości jest niezwykle mocna i – patrząc choćby na to spotkanie – zdecydowanie wykracza poza poziom tej ligi. Jeśli będą z takim nastawieniem walczyć do końca sezonu, zdobycie złotych medali wcale nie jest dla nich poza zasięgiem.
Natomiast Saska Kępa musi pilnie szukać punktów w kolejnych starciach, gdyż strefa spadkowa puka do drzwi i na pewno żaden z zawodników tej drużyny nie chciałby ich na koniec sezonu otworzyć.
Starcie 6. ligi pomiędzy Shot DJ a Miksturą przyniosło prawdziwy rollercoaster. Mikstura przystępowała do tego meczu jako niepokonana drużyna z serią ośmiu zwycięstw z rzędu, a Shot DJ był jedynym zespołem, który wcześniej urwał jej punkty – jesienią padł remis.
Mecz od początku był bardzo otwarty i intensywny. Nie brakowało dogodnych sytuacji, ale szwankowała skuteczność. W krótkim odstępie czasu piłka dwukrotnie obijała słupek, a szybkie kontry pozostawały niewykorzystane. Wynik otworzył w 6. minucie Olak po kontrataku, jednak Mikstura szybko doprowadziła do wyrównania po akcji rozpoczętej od własnego bramkarza. Z biegiem czasu Shot DJ przejął inicjatywę – przechwyty i szybkie wyjścia do przodu zaczęły przynosić kolejne gole, a Mikstura nie nadążała z reakcją. Kluczowy fragment pierwszej połowy to seria trafień, która pozwoliła Shot DJ odskoczyć i ustawić wynik na 7:3 do przerwy.
Po przerwie to Mikstura przejęła inicjatywę. W krótkim odstępie czasu zdobyła trzy bramki, łapiąc kontakt i wracając do meczu. Przez dłuższy moment była drużyną aktywniejszą i bliższą wyrównania. Decydujący moment przyszedł jednak później. Shot DJ odzyskał kontrolę i – mimo gry w osłabieniu po czerwonej kartce Kalaby – potrafił ponownie odskoczyć. Jabłoński był w tym meczu niezwykle skuteczny i miał ogromny wpływ na końcowy wynik, zdobywając aż dziewięć bramek.
W końcówce Shot DJ przypieczętował zwycięstwo kolejnymi trafieniami, przerywając świetną serię Mikstury i potwierdzając swoją siłę w starciach z liderem.
Old Eagles Koło w niezwykle ważnym meczu podejmowało zespół Bartolini Pasta, który w pierwszej wiosennej kolejce zagrał znakomicie i wygrał z wyżej notowanymi Francuzami. Tym razem w składzie gości zabrakło zawodników, którzy przyczynili się do sukcesu przed tygodniem, stąd team Michała Cholewińskiego czekało trudne zadanie.
Początek spotkania to ataki ekipy z Koła i dość szybko Piotr Parol dał prowadzenie. Po chwili Krzysztof Józefiak strzelił bramkę na 2:0 i wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą Old Eagles Koło. Goście jakby jeszcze nie weszli dobrze w mecz, a już musieli odrabiać straty. Po kilku minutach jednak gospodarze niefrasobliwie rozgrywali piłkę na swojej połowie i popełnili błąd, który na bramkę zamienił Rafał Zaremba. Przy wyniku 2:1 ekipa z Koła próbowała kolejnych ataków i jeszcze przed przerwą podwyższyła prowadzenie. Po 25 minutach rywalizacji mieliśmy wynik 3:1.
Po zmianie stron, już w pierwszej akcji, Michał Skalski ponownie podał do przeciwnika i Bartolini Pasta znów złapała kontakt. Od stanu 3:2 jednak to Old Eagles Koło potrafiło zdominować rywala, czego efektem były kolejne trafienia. Świetnie w ofensywie ustawiał się Piotr Parol, który często zgrywał piłkę do kolegów, a ci mieli dzięki temu dogodne sytuacje bramkowe. Dużo sił na boisku zostawił również Sylwester Madej, zaliczając kluczowego gola dającego spokój drużynie, a w pierwszej połowie dokładając dwie asysty.
Goście walczyli do końca, ale ostatecznie przegrali to spotkanie. Gospodarze zdobyli cenne trzy oczka i nadal liczą się w walce o medale w trwającej kampanii.
Szósta liga przywitała nas tym razem naprawdę przyjemnym, piłkarskim porankiem. Starcie FC Zaborów z Sante zapowiadało się dość jednostronnie - gospodarze, zajmujący trzecią lokatę w tabeli, byli wyraźnym faworytem. Boisko jednak szybko pokazało, że goście nie zamierzają pełnić roli statystów.
Już na początku spotkania Sante wykorzystało zamieszanie w polu karnym, a najlepiej odnalazł się w nim Paweł Kowalski, który sprytnie wepchnął piłkę do siatki i dał swojej drużynie prowadzenie. Zaborów długo nie mógł odnaleźć swojego rytmu - sporo niedokładności, chaosu i brak płynności w rozegraniu sprawiały, że gospodarze wyglądali zaskakująco nerwowo. Przełamanie przyszło dopiero pod koniec pierwszej połowy. Najpierw Ratajczak, a chwilę później Czarnecki zdobyli dwie szybkie bramki, odwracając wynik i przywracając porządek w grze Zaborowa. Wydawało się, że gospodarze zejdą do szatni z prowadzeniem, ale Sante nie odpuściło i w ostatniej minucie pierwszej połowy doprowadziło do 2:2, co tylko podkręciło emocje przed drugą częścią meczu.
Po przerwie tempo na chwilę spadło, jakby obie drużyny zbierały siły na końcowy zryw. I rzeczywiście ostatnie 10 minut wynagrodziło wszystko. Mecz zamienił się w otwartą wymianę ciosów, a sytuacje pojawiały się jedna po drugiej. Najpierw Zaborów wyszedł na prowadzenie, potem Sante odpowiedziało, ale kluczowy moment należał do Franciszka Ratajczaka, który zdobył najładniejszą bramkę tego spotkania. Jego potężne uderzenie w samo okienko było prawdziwą ozdobą meczu i dało wynik 4:3. W końcówce gospodarze dołożyli jeszcze jedno trafienie, a Sante zdołało odpowiedzieć golem kontaktowym, jednak na więcej zabrakło już czasu, a być może także sił.
Ostatecznie FC Zaborów wygrywa 5:4, utrzymując trzecią lokatę i pokazując, że potrafi wygrywać nawet wtedy, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Apetyt rośnie - pytanie tylko, czy w kolejnych spotkaniach uda im się doskoczyć do ścisłej czołówki.
Popołudnie na boiskach AWF przyniosło prawdziwie wiosenną aurę - słońce, dobrą temperaturę i klimat, który aż zachęcał do ofensywnej gry. I rzeczywiście, spotkanie między Szmulkami a Zieloną Latarnią miało w sobie coś z piłkarskiej świeżości. Pytanie tylko, kto lepiej wykorzystał te warunki.
Początek należał zdecydowanie do gospodarzy. Szmulki weszły w mecz z dużą energią i szybko przełożyły to na wynik. Otworzyły spotkanie, a chwilę później było już 3:1, głównie za sprawą Wiktora Januszewskiego, który ustrzelił dublet i od początku pokazywał, że jest jednym z liderów ofensywy tej drużyny. Jego wejście w rundę robi wrażenie - pewność siebie, wykończenie i aktywność pod bramką rywala. Jednak goście nie zamierzali się poddać. Po początkowym „amoku” Szmulek szybko wrócili do gry i doprowadzili do wyrównania 3:3, łapiąc odpowiedni rytm i zaczynając coraz odważniej atakować.
Wtedy na scenę wkroczył Mikołaj Wysocki. I zrobił dokładnie to, co robią zawodnicy klasy MVP. W kluczowym momencie meczu przejął inicjatywę i w krótkim czasie wyprowadził swoją drużynę z wyniku 3:3 na 3:6. Jego wykończenia były precyzyjne, spokojne i niezwykle skuteczne, a cała jego gra - od dryblingów, przez podania, po strzały - była po prostu przyjemna dla oka. Szmulki próbowały jeszcze wrócić do meczu, szukały swoich szans i zdobywały kolejne bramki, ale Zielona Latarnia, gdy już złapała prowadzenie, nie pozwoliła sobie go odebrać. Grała pewnie, dojrzale i konsekwentnie dowiozła wynik do końca.
Ostatecznie padł rezultat 8:6, który bez wątpienia można uznać za sporą niespodziankę. Drużyna zamykająca tabelę pokonała wyżej notowanego rywala i pokazała, że ma w sobie potencjał, by jeszcze namieszać w lidze. Strata do bezpiecznego miejsca wynosi wprawdzie osiem punktów, co jest znaczącym dystansem, ale po takim meczu jedno jest pewne - to wciąż nie jest misja niemożliwa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)