Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 6 Liga
Trening strzelecki urządzili sobie zawodnicy Bartolini Pasta w niedzielny, słoneczny poranek. Mocno okrojony skład Mikstury nie poradził sobie z potencjałem ofensywnym rywali, którzy byli skuteczni niczym strzelcy wyborowi.
Ekipa Bartolini Pasta pokonała rywala z czołówki tabeli w bardzo przekonujący sposób. Jak inaczej określić zwycięstwo aż dziesięcioma bramkami? Praktycznie każdy z zawodników zdołał w jakiś sposób wpisać się do protokołu meczowego. Najczęściej pojawiało się w nim jednak nazwisko Mateusza Brożka, który był tego dnia naprawdę nie do zatrzymania. Gdy miał okazję - strzelał. Gdy widział lepiej ustawionego kolegę - podawał. Trudno było znaleźć choćby jedną złą decyzję tego zawodnika, a przecież nie on jeden błyszczał na boisku.
Po dwie bramki dołożyli Krystian Pazdyka i Michał Cholewiński, jedno trafienie zanotował Piotr Winek, a hat-trickiem asyst popisał się Tomasz Rusinek. Gra zespołu Bartolini Pasta może być świetnym potwierdzeniem powiedzenia, że kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje.
Z drugiej strony piłkarze Mikstury również musieli wcześnie wstać. W okrojonym składzie, ale z podniesioną głową, starali się stawić czoła rywalowi, który ewidentnie miał swój dzień. Niestety, problemy kadrowe skutkują jak na razie czterema porażkami z rzędu. Po tej wysokiej przegranej Mikstura wypadła z grona drużyn, które na ten moment znajdowałyby się w strefie awansu. Strata punktowa pozostaje jednak minimalna - zespół ma tyle samo punktów co trzeci w tabeli Georgian Team, ale do awansu potrzebne są zwycięstwa. A do zwycięstw potrzebna jest lepsza gra niż ta zaprezentowana w zeszłą niedzielę.
Spotkanie pomiędzy Szmulkami Warszawa a Georgian Team zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem gości 19:6. Już pierwsza połowa pokazała ogromną różnicę pomiędzy obiema drużynami - Georgian Team całkowicie zdominował rywali, schodząc na przerwę z wynikiem 11:0. Patrząc na postawę Szmulek Warszawa, można było odnieść wrażenie, że tak wysoka strata już w pierwszej części meczu mocno podcięła im skrzydła. Goście imponowali przede wszystkim świetnym zgraniem oraz bardzo solidną defensywą, która praktycznie nie pozwalała gospodarzom rozwinąć skrzydeł.
Po rozpoczęciu drugiej połowy gospodarze podjęli próbę powrotu do meczu i momentami było widać większą determinację w ich grze. Niestety, mimo ambitnej postawy nie byli w stanie skutecznie odrobić strat. Georgian Team przez większość spotkania utrzymywał wysokie tempo i nieustannie napierał na rywali. W pewnym momencie goście nieco odpuścili, jednak przewaga wypracowana wcześniej była na tyle duża, że końcowy wynik ani przez chwilę nie był zagrożony.
W drużynie Georgian Team trudno wyróżnić jednego zawodnika ponad resztę. Cały zespół zaprezentował się znakomicie i można śmiało stwierdzić, że każdy z graczy zasłużył na miano MVP tej kolejki.
W 8. lidze byliśmy świadkami starcia drużyn znajdujących się w dolnej części tabeli - Old Eagles Koło oraz Saskiej Kępy. Przed pierwszym gwizdkiem trudno było wskazać jednoznacznego faworyta tego spotkania, jednak przebieg meczu dość szybko rozwiał wszelkie wątpliwości.
Spotkanie rozgrywane było w niezwykle spokojnej, wręcz przyjacielskiej atmosferze. Również samo tempo gry nie należało do szczególnie wysokich. Obie drużyny podeszły do rywalizacji bardzo metodycznie i zachowawczo, starając się przede wszystkim szanować piłkę oraz cierpliwie szukać luk w defensywie przeciwnika. Plan obu zespołów wyglądał bardzo podobnie, jednak zdecydowanie skuteczniej realizowali go zawodnicy Old Eagles Koło. Gospodarze byli bardziej efektywni w swoich działaniach ofensywnych, lepiej wykorzystywali wolne przestrzenie i potrafili zamieniać swoje okazje na gole. Przyniosło to wymierne efekty już w pierwszej połowie. Po 25 minutach Old Eagles prowadzili już trzema bramkami, stawiając Saską Kępę w bardzo trudnej sytuacji i zmuszając rywali do bardziej otwartej gry w drugiej części spotkania.
Goście faktycznie zaczęli grać odważniej i ofensywniej, co pozwoliło im zdobyć dwie bramki. Problem polegał jednak na tym, że Orzełki nie zamierzali oddawać kontroli nad meczem. Old Eagles również regularnie atakowali i co najważniejsze - byli bardzo skuteczni pod bramką przeciwnika. Ostatecznie gracze z Koła pokonali Saską Kępę 6:2, odnosząc bardzo ważne zwycięstwo w kontekście walki o utrzymanie. Dzięki temu wynikowi gospodarze znacząco umocnili swoją pozycję nad strefą spadkową.
Dla Saskiej Kępy porażka oznacza natomiast, że drużyna do ostatniej kolejki będzie musiała walczyć o ligowy byt.
Spotkanie Green Lantern z FC Zaborów miało być dla gości formalnością w kontekście walki o mistrzostwo, jednak gospodarze dostarczyli nam dynamicznego meczu ze sporą dawką ofensywnej gry. Choć FC Zaborów ostatecznie potwierdził swoją wyższość, to dopiero druga odsłona spotkania przyniosła prawdziwy festiwal bramek i widowisko na wysokim poziomie.
Pierwsza połowa była jeszcze dość wyrównana, chociaż zgodnie z oczekiwaniami Zaborów błyskawicznie narzucił własne tempo gry, strzelając już w pierwszych minutach dwa gole. Jako pierwszy do siatki trafił Bartek Pietrzak - wyróżniająca się postać tego spotkania, która szczególnie w drugiej połowie była prawdziwym kreatorem akcji podbramkowych swojego zespołu. Gospodarze usilnie próbowali złapać kontakt z przeciwnikiem, wykorzystując przy tym własnego bramkarza jako dyrygenta rozegrania. Ta sztuka udała się tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania. Do siatki trafił Sebastian Bartczuk, dając swojej ekipie nadzieję na wyrównanie po przerwie.
Po zmianie stron mecz znacząco się otworzył. Swoją dominację zaprezentował lider 6. ligi i był to prawdziwy pokaz siły. FC Zaborów błyskawicznie dołożył cztery trafienia w bardzo efektownym stylu. Uderzenie Pszczoły z dystansu, główka Koca oraz dwukrotne wyłożenie piłki do pustej bramki - jednym słowem: gracja. W samej końcówce zrobiło się jednak naprawdę gorąco. Green Lantern nie złożył broni i jeszcze dwukrotnie trafił do siatki gości. Gdyby gospodarze przez cały mecz byli tak skuteczni jak w końcowych fragmentach, wynik spotkania mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Ostateczny rezultat 3:7 przypieczętował gol Kamila Czarneckiego.
FC Zaborów zwyciężył zasłużenie, pokazując dużą skuteczność, lepszą organizację gry i chłodną głowę pod bramką przeciwnika. Green Lantern zasługuje na uznanie za walkę do końca, jednak tego dnia to goście byli zespołem zdecydowanie bardziej konkretnym i bezlitosnym w finalizacji.
Sante walczyło o ligowy byt, Shot DJ o tytuł - obie drużyny doskonale wiedziały, jaka jest stawka niedzielnego meczu. Strata do lidera tabeli pozostaje niewielka, a już za tydzień goście zmierzą się bezpośrednio z Zaborowem. Każdy punkt na finiszu sezonu jest więc na wagę złota.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli goście. Kopyść po udanym pressingu otworzył wynik spotkania, a żółta kartka dla Kowalskiego tylko utrudniła sytuację Sante. Szymański dorzucił drugiego gola po indywidualnej akcji zakończonej strzałem z dystansu, a później do głosu doszedł Olak, zdobywając dwie bramki z rzędu. Do listy strzelców dołączył również Jabłoński, który jeszcze przed przerwą dwukrotnie wpisał się do protokołu meczowego. Sante rzadko oddawało strzały, a Shot DJ konsekwentnie budowało przewagę koronkowymi akcjami kończonymi trafieniami do pustej bramki lub z bliskiej odległości. Do przerwy wynik brzmiał już 0:7.
Po zmianie stron gospodarzom udało się zanotować pierwsze trafienia. Zientała wykorzystał zamieszanie w polu karnym i zdobył bramkę na 1:7, a Kawalec piękną główką przelobował bramkarza, zmniejszając straty na 2:8. Shot DJ nadal konsekwentnie nękało rywali, a Jabłoński dokładał kolejne trafienia. Kozłowski po rzucie z autu zdobył honorowego gola dla Sante, ustalając wynik na 3:10. Ostatnie słowo ponownie należało jednak do Jabłońskiego, który strzałem z dystansu ustalił rezultat spotkania na 3:11. Bardzo aktywny tego dnia zawodnik aż dziewięć razy wpisał się do protokołu meczowego, notując sześć bramek i trzy asysty.
Shot DJ wykonało swoje zadanie i z niecierpliwością czeka na wyniki rywali, choć już za tydzień czeka ich jeszcze trudniejszy test. Dla Sante sytuacja staje się natomiast krytyczna, a walka o utrzymanie pozostaje już wyłącznie matematyczna.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)