Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 11 Liga
Mecz pomiędzy MWSP a Legijną Ferajną, był kolejnym starciem, które mogliśmy oglądać w miniony weekend na naszych ligowych obiektach. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem trudno było wskazać innego faworyta niż gospodarzy, choć wielu liczyło, że goście postawią się wyżej notowanemu rywalowi i spróbują powalczyć o niezwykle cenne punkty w kontekście utrzymania.
Od samego początku spotkanie układało się jednak pod dyktando MWSP. Faworyci bardzo szybko narzucili własne tempo gry i praktycznie przez cały mecz wyglądali na drużynę bardziej poukładaną, spokojniejszą i zdecydowanie skuteczniejszą pod bramką przeciwnika. To właśnie oni tworzyli sobie groźniejsze sytuacje i coraz mocniej przejmowali kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Bardzo dobrze funkcjonowała defensywa MWSP dowodzona przez kapitana zespołu, Maćka Wrotniaka. Lider gospodarzy rozegrał naprawdę świetne zawody, imponując spokojem, organizacją gry i odpowiedzialnością w kluczowych momentach meczu. Dzięki temu gospodarze praktycznie nie pozwalali rywalom na rozwijanie składnych akcji ofensywnych.
Po stronie Legijnej Ferajny najwięcej zagrożenia stwarzał Oskar Jenner. Goście przez długi czas próbowali opierać swoją grę głównie na jego indywidualnych rajdach i właśnie po jednej z takich sytuacji udało im się zdobyć bramkę. Jenner wykorzystał błąd bramkarza Krzysztofa Steca i po szybkiej akcji z kolegą z drużyny skierował piłkę do siatki, dając swojej drużynie chwilę nadziei. Niestety dla gości z każdą kolejną minutą ich defensywa wyglądała coraz gorzej. MWSP zaczęło się rozpędzać i coraz pewniej dominowało na boisku. Gospodarze grali coraz odważniej, coraz częściej wygrywali pojedynki fizyczne i praktycznie całkowicie przejęli kontrolę nad walką o trzy punkty. Strzelenie kolejnych pięciu bramek bez straty następnej sprawiło, że MWSP odniosło bardzo pewne i zasłużone zwycięstwo. Zdobyte punkty miały swoją wartość i wszystko wskazuje na to, że właśnie dzięki nim drużyna najprawdopodobniej zakończy sezon na drugim miejscu w tabeli.
Legijnej Ferajnie pozostają już jedynie matematyczne szanse na utrzymanie. Sytuacja gości zrobiła się bardzo trudna i od tej pory wiele zależy już nie tylko od nich samych, ale również od wyników innych drużyn. Czy uda im się jeszcze odwrócić los sezonu? Czas pokaże, czas pokaże.
Dla FC Mocny Narket spotkanie z FC Warsaw Wilanów było meczem o wszystko. W poprzedniej kolejce drużyna oddała swój mecz walkowerem, przez co jej sytuacja w tabeli mocno się skomplikowała, a wizja pozostania na tym poziomie rozgrywkowym wyraźnie się oddaliła. Dla gości niedzielne starcie było natomiast szansą na podtrzymanie walki o miejsce na najniższym stopniu podium.
Lepiej w mecz weszli goście, którzy najpierw trafili w poprzeczkę, a chwilę później otworzyli wynik spotkania. Niedługo potem pięknym strzałem z połowy boiska popisał się bramkarz gospodarzy Ruben Nieścieruk, doprowadzając do remisu. Kolejne minuty były prawdziwym rollercoasterem. Najpierw gospodarze zdobyli dwie bramki, na co goście odpowiedzieli jednym trafieniem. Chwilę później zawodnik Mocnego Narketu nie wykorzystał rzutu karnego, ale już w jednej z następnych akcji jego drużyna podwyższyła prowadzenie. Na moment przebudzili się także goście, którzy skutecznie wykonali swoją „jedenastkę”.
Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gospodarzy. Najpierw zdobyli bramkę na 5:3, a chwilę później doskonałą podwójną interwencją popisał się wspomniany wcześniej Nieścieruk. Z takim właśnie wynikiem drużyny schodziły na przerwę.
Druga połowa również stała na bardzo wysokim poziomie i wynik przez długi czas pozostawał sprawą otwartą. Na trafienia gospodarzy odpowiadali goście, a prym wiódł Karol Kowalski, który zanotował tego dnia aż cztery bramki. Niestety dla niego i jego drużyny przeciwnicy okazali się nieco skuteczniejsi i spotkanie zakończyło się zwycięstwem FC Mocny Narket 9:8.
Dla gospodarzy to niezwykle cenne trzy punkty, które pozwalają im wciąż myśleć o utrzymaniu. Porażka FC Warsaw Wilanów sprawiła natomiast, że drużynie pozostała już walka o miejsce w TOP 5 gwarantujące udział w pucharze na koniec sezonu.
Mecz sezonu dla Choszczówki. To właśnie w tym spotkaniu drużyna mogła oficjalnie przypieczętować mistrzostwo 11. ligi Ligi Fanów 2025/26, dlatego mobilizacja była pełna. Tym bardziej że rywalem była zamykająca tabelę i teoretycznie niezmotywowana ekipa Piwo Po Meczu.
Rzeczywistość okazała się jednak znacznie trudniejsza dla Choszczówki, niż wielu mogło się spodziewać. Mimo że outsider przyjechał bez zmian, nie przeszkodziło mu to walczyć niczym Dawid z Goliatem przeciwko silniejszemu przeciwnikowi. Spotkanie było bardzo zacięte, a głównymi bohaterami przez długi czas pozostawali bramkarze - Szymon Salata oraz Jacek Spaliński, którzy raz za razem ratowali swoje zespoły fantastycznymi interwencjami.
W pierwszej połowie i na początku drugiej lepiej wyglądała jednak Choszczówka. Drużyna tworzyła sytuacje, ale długo brakowało jej skuteczności. W końcu ofensywna niemoc musiała się jednak skończyć. Wynik otworzył Michał Jończyk, a chwilę później Michał Kochanowski podwyższył prowadzenie swojej drużyny.
W drugiej połowie Kochanowski dołożył jeszcze jedno trafienie i przy stanie 3:0 wydawało się już jasne, że odrobienie strat będzie dla Piwoszy niezwykle trudnym zadaniem. Trzeba jednak oddać rywalom, że stworzyli sobie wystarczająco dużo sytuacji, by zdobyć przynajmniej jedną, a może nawet kilka bramek. Zawodziła jednak skuteczność, a między słupkami świetnie spisywał się bramkarz Choszczówki. Lider tabeli również miał kolejne okazje, ale wynik do końca meczu już się nie zmienił.
Przede wszystkim należą się słowa uznania dla Piwa Po Meczu za bardzo ambitną postawę i stworzenie naprawdę ciekawego oraz emocjonującego widowiska. Oby drużyna częściej pokazywała taki charakter i zaangażowanie.
Dla Choszczówki to natomiast pierwsze mistrzostwo w Lidze Fanów. Pozostaje jedynie pogratulować zawodnikom oraz kibicom, którzy po końcowym gwizdku świętowali sukces z szampanem i ogromnymi uśmiechami na twarzach. Warto podkreślić, że mimo pewnego i przedwczesnego mistrzostwa droga do tytułu wcale nie była łatwa - niemal połowę swoich spotkań drużyna wygrywała różnicą zaledwie jednej bramki. To tylko kolejny dowód na ich waleczny charakter. Tak trzymać, mistrzowie!
Patrząc wyłącznie na końcowy rezultat, można odnieść wrażenie, że było to jednostronne spotkanie, w pełni kontrolowane przez gospodarzy. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej złożona, ponieważ przez dużą część meczu CWKS Ferajna Warszawa pozostawała w grze i długo utrzymywała realne szanse na korzystny wynik.
Hiszpański Galeon bardzo dobrze wszedł w spotkanie, prezentując większy spokój w rozegraniu i lepszą skuteczność pod bramką rywala. Dzięki temu gospodarze wypracowali prowadzenie 2:0 do przerwy, choć sam przebieg pierwszej połowy był bardziej wyrównany, niż sugerował wynik.
Po zmianie stron mecz przez długi czas pozostawał otwarty. Goście zdołali złapać kontakt i bardzo długo utrzymywał się rezultat 2:1, który podtrzymywał emocje i sprawiał, że spotkanie mogło potoczyć się w różnych kierunkach. CWKS próbował wrócić do gry, walczył ambitnie i szukał swoich okazji, natomiast gospodarze mieli problem z definitywnym zamknięciem meczu. Momentem przełomowym okazały się wydarzenia związane z dyscypliną boiskową. Po dwóch czerwonych kartkach - po jednej dla każdego zespołu - spotkanie wyraźnie się otworzyło, a tempo gry jeszcze wzrosło. To właśnie wtedy rozwiązał się prawdziwy worek z bramkami. Hiszpański Galeon dużo lepiej wykorzystał bardziej chaotyczne warunki gry, przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami i zaczął seryjnie punktować przeciwnika.
Największą postacią spotkania był bezdyskusyjnie Krzysztof Małażewski, który rozegrał kapitalne zawody. Trzy bramki i trzy asysty mówią same za siebie, choć liczby nie oddają w pełni jego wpływu na grę. Był aktywny przez całe spotkanie, regularnie brał ciężar gry ofensywnej na siebie, świetnie odnajdywał partnerów i bezlitośnie wykorzystywał swoje okazje pod bramką rywali.
Ostateczne 9:3 może wyglądać na deklasację, jednak przez długi czas był to mecz znacznie bardziej wyrównany. Końcówka należała jednak zdecydowanie do Hiszpańskiego Galeonu, który po otwarciu gry nie pozostawił rywalom większych złudzeń.
To spotkanie miało dwa zupełnie różne oblicza. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem bardzo trudnych warunków atmosferycznych - intensywna ulewa mocno ograniczyła jakość widowiska, utrudniając płynne rozgrywanie akcji, kontrolę piłki i dokładność podań. Gra była bardziej szarpana, a o przebiegu spotkania częściej decydowały przypadek, walka i umiejętność odnalezienia się w boiskowym chaosie niż czysto piłkarska jakość. W takich warunkach lepiej odnaleźli się goście z Mistrzów Chaosu, którzy schodzili na przerwę z prowadzeniem 2:1. Potrafili wykorzystać swoje momenty i mimo niesprzyjającej pogody wypracowali sobie niewielką przewagę.
Po zmianie stron sytuacja zaczęła się jednak odwracać. Gospodarze wyglądali zdecydowanie lepiej - grali odważniej, przejęli inicjatywę i z większą konsekwencją budowali swoje akcje. FC Patetikos podniosło tempo, poprawiło organizację gry i zaczęło częściej zagrażać bramce przeciwnika, co finalnie pozwoliło odwrócić losy spotkania.
Absolutnym bohaterem meczu był Stefan Necula. Bramkarz gospodarzy rozegrał kapitalne zawody, notując bramkę, asystę oraz wiele ważnych interwencji. Jego wpływ na wynik był ogromny. Nie tylko skutecznie ratował zespół między słupkami, zachowując koncentrację mimo trudnych warunków, ale również dawał drużynie bardzo dużo w rozegraniu i wyprowadzaniu akcji. Rzadko zdarza się oglądać golkipera, który potrafi tak mocno zaznaczyć swoją obecność po obu stronach boiska.
W drugiej połowie FC Patetikos pokazało więcej jakości i lepiej dostosowało się do realiów meczu rozgrywanego w deszczu. Mistrzowie Chaosu walczyli do końca, jednak nie zdołali utrzymać prowadzenia. Ostatecznie gospodarze zwyciężyli 3:2, a ogromny udział w tym sukcesie miał fenomenalny występ Stefana Neculi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)