Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 5 Liga
Na dole tabeli 5. ligi toczy się zacięta walka o to, aby wystawić głowę ponad taflę wody. W „wodzie” strefy spadkowej pluskają się FC Dziki z Lasu oraz Laga Warszawa, które w ostatni weekend zmierzyły się między sobą w bezpośrednim pojedynku. Druga drużyna Dzików musiała radzić sobie bez nominalnego bramkarza, więc między słupkami stanął grający na co dzień w polu Dawid Goździewski. Szybko okazało się, że brak golkipera z prawdziwego zdarzenia nie będzie problemem, a wręcz zaletą.
Laga przyjęła od rywali trzy bramki do 10. minuty, co – chcąc nie chcąc – ustawiło mecz. Dziki zdobywały gole z bliska po atakach poprzedzonych odbiorem piłki. Z tyłu zaś grały bardzo solidnie, a sam Goździewski odbijał lecące w bramkę uderzenia. Skapitulował łącznie dwa razy – ładnym strzałem ze znacznego dystansu pokonał go Szymon Święcicki, zaś w końcówce z rzutu karnego przechytrzył go Wojciech Buraś. Warto jednak zaznaczyć, że bramkarz wyczuł intencje strzelca.
Laga trafiała jednak w momentach, gdy Dziki grały swoją grę. Po utracie gola na 4:1 Goździewski zdecydował się na strzał z dystansu i z dużą dozą szczęścia wpisał się na listę strzelców. Ubrani w czerwone koszulki zawodnicy grali piłką, a potrafiący grać nogami bramkarz dawał ogromną przewagę przy utrzymaniu i dystrybucji futbolówki.
Z trzema asystami mecz zakończył Mateusz Oleszczuk – zasługujący na wyróżnienie – choć pewnie, gdyby nie nieskuteczność jego kolegów, mógłby dopisać sobie jeszcze co najmniej dwa ostatnie podania. Rezerwy Dzików z Lasu mogą za to dopisać sobie do tabeli ważne trzy oczka, zaś punkty w następnej kolejce dadzą im szansę na chwilowe złapanie oddechu.
Mecz 5. ligi pomiędzy FC Fenix a After Wolą dostarczył kibicom ogromnych emocji i trzymał w napięciu od pierwszego do ostatniego gwizdka. Od samego początku spotkanie było bardzo wyrównane i trudno było wskazać drużynę, która na dłużej przejmie inicjatywę.
Jako pierwsi cios zadali zawodnicy FC Fenix. Wynik meczu otworzył Mykoła Vietrienko, który skutecznie wykończył jedną z akcji swojej drużyny. Zaledwie kilka minut później prowadzenie podwyższył Maksim Surko i Fenix wyszedł na dwubramkową przewagę.
Piłkarze After Woli nie zamierzali jednak długo pozostawać w tyle i odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. Bramkę kontaktową zdobył Michał Ziółek, a chwilę później do wyrównania doprowadził Przemysław Socik. To jednak nie był koniec ofensywy gości w pierwszej połowie, gdyż Jakub Czajka dołożył kolejne trafienie, ustalając wynik do przerwy na 3:2 dla gości.
Druga połowa była równie intensywna i pełna sytuacji bramkowych. Obie drużyny tworzyły groźne akcje, jednak początkowo skuteczniejsi byli zawodnicy After Woli. W pewnym momencie odskoczyli aż na 6:2, a ogromny wkład w utrzymanie tej przewagi miał ich bramkarz Igor Kasianik, który wielokrotnie ratował swój zespół przed utratą gola.
Gdy wydawało się, że losy meczu są już rozstrzygnięte, FC Fenix ruszył do odrabiania strat. Gospodarze zaczęli grać odważniej i skuteczniej, stopniowo niwelując przewagę rywali. Końcówka spotkania zamieniła się w prawdziwy thriller – na tablicy wyników widniał rezultat 7:6 dla After Woli, a emocje sięgały zenitu. Mimo ogromnej determinacji i licznych prób drużyna FC Fenix nie zdołała doprowadzić do wyrównania. Ostatecznie to After Wola sięgnęła po zwycięstwo i dopisała do swojego konta trzy cenne punkty po jednym z najbardziej emocjonujących spotkań kolejki.
Mareckie Wygi, jako lider tabeli i główny kandydat do mistrzostwa ligi, przystępowały do meczu w roli faworyta. Na2Nożkę znajdowało się w środku tabeli, jednak aby liczyć się w dalszej rywalizacji o coś więcej w tym sezonie, musiało sięgnąć po zwycięstwo.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo intensywnie z obu stron, a inicjatywa regularnie przechodziła z jednej drużyny na drugą. W pierwszej połowie skuteczniejsi okazali się jednak zawodnicy Na2Nożkę. Pierwsza bramka dla „czarnych” padła po dobrze zorganizowanym ataku zespołowym – zewnętrznym uderzeniem w samo „okienko” popisał się Mateusz Gąsiorowski. Niedługo później Na2Nożkę zdobyło drugą bramkę, powiększając przewagę. Przed końcem pierwszej połowy, po błędzie defensywy Wyg, padło trzecie trafienie. W końcówce tej części gry „czarni” prezentowali się wyraźnie lepiej.
Początek drugiej połowy był wyrównany, z lekką przewagą „niebieskich”, którzy z każdą minutą coraz mocniej naciskali na rywali. Po jednym z ofensywnych ataków Mareckie Wygi zdobyły pierwszą bramkę, wracając do gry. Następnie, po kolejnej dobrej akcji, trafienie zaliczył Zuchora, który skutecznie zamknął akcję na dalszym słupku. Ostatnia bramka dla Wyg padła po błędzie bramkarza, który niecelnym podaniem stworzył sytuację rywalom. Warto jednak podkreślić, że mimo straconych bramek Aleksander Sordyl miał bardzo duży wpływ na grę swojego zespołu. W pierwszej połowie dobrze inicjował ataki i napędzał ofensywę, a w drugiej wykazał się pewnością na linii, wielokrotnie ratując drużynę przed utratą kolejnych goli.
Mecz zakończył się podziałem punktów, który z perspektywy przebiegu spotkania można uznać za sprawiedliwy. Na2Nożkę było bardziej skuteczne w pierwszej połowie i długo kontrolowało wynik, natomiast Mareckie Wygi pokazały swoją jakość po przerwie, systematycznie odrabiając straty i przejmując inicjatywę. Lider tabeli potwierdził swoją siłę mentalną, wracając do gry mimo niekorzystnego wyniku, jednak zabrakło im czasu, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Starcie Warsaw Eagle kontra Kryształem Targówek było spotkaniem, które idealnie pokazuje, jak nieprzewidywalna potrafi być piłka sześcioosobowa. Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando gości, którzy od pierwszego gwizdka narzucili swój styl gry. Kryształ bardzo szybko udokumentował swoją przewagę i strzelanie w tym meczu rozpoczął Igor Ruciński, a chwilę później wynik podwyższył Przemek Szewczyk.
Gdy wydawało się, że Warsaw Eagle jest na deskach, nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą część gry gospodarze wykorzystali błąd defensywy gości. Kontaktową bramkę zdobył Ali Abdullah, a tuż przed przerwą do remisu doprowadził Konrad Szela, który swoim trafieniem zagwarantował emocje w drugiej odsłonie tego spotkania.
Po zmianie stron scenariusz z początku meczu powtórzył się. Kryształ ponownie wszedł w drugą połowę z dużą intensywnością, szybko narzucił swój styl gry, dzięki czemu goście zdobyli dwie bramki i wyszli na prowadzenie 2:4. Warsaw Eagle nie zamierzało się jednak poddawać. Dzięki genialnej postawie Aliego Abdullaha, który brał ciężar gry na siebie, gospodarze po raz drugi w tym meczu zdołali wyrównać stan rywalizacji na 4:4.
Jak się później okazało, były to ostatnie przebłyski drużyny Karola Dębowskiego. Od stanu 4:4 na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Absolutny popis dali Igor Ruciński oraz Kacper Kubiszer, którzy w duecie bezlitośnie rozmontowywali defensywę gospodarzy. Ich zgranie i skuteczność sprawiły, że końcówka meczu była jednostronnym widowiskiem. Kryształ Targówek finalnie odniósł wysokie zwycięstwo 4:9, co pozwala im realnie marzyć o mistrzostwie 5. ligi. Sytuacja Warsaw Eagle staje się natomiast z meczu na mecz coraz trudniejsza, a trzecia porażka z rzędu zepchnęła ich na ostatnie miejsce w tabeli. Widmo spadku zagląda im głęboko w oczy, a kapitan musi szybko znaleźć sposób na uszczelnienie obrony, jeśli chcą jeszcze myśleć o utrzymaniu w lidze.
W meczu 11. kolejki 5. ligi Ajaks Warszawa podejmował ekipę Tylko Zwycięstwo i było to spotkanie dwóch zupełnie różnych połów. Ostatecznie goście wygrali 4:2, ale przebieg meczu pokazuje, jak duże znaczenie miał początek rywalizacji.
Gospodarze fatalnie weszli w to spotkanie - brakowało im intensywności, odpowiedniej reakcji w defensywie i przede wszystkim fizyczności, która w pierwszej części była wyraźnie po stronie rywali. Tylko Zwycięstwo skrzętnie to wykorzystało, grając prosto, konkretnie i niezwykle skutecznie. Do przerwy było już 0:4, a każda nadarzająca się okazja była zamieniana na bramkę. Duża w tym zasługa Łukasza Walo oraz Andrzeja Morawskiego, którzy zdobyli po dwa gole i praktycznie ustawili mecz jeszcze przed zejściem do szatni. Warto jednak podkreślić postawę Jana Zabornego - bramkarz Ajaksu wielokrotnie ratował swój zespół przed jeszcze wyższą stratą. Jego interwencje utrzymywały gospodarzy „przy życiu”, choć przy takiej nieskuteczności i błędach zespołu trudno było o lepszy rezultat w pierwszej połowie.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. Ajaks Warszawa wyglądał zdecydowanie lepiej pod względem fizycznym i organizacyjnym. Zespół zaczął wygrywać więcej pojedynków, był bardziej agresywny w odbiorze i odważniejszy w ataku. Efektem tego były dwa zdobyte gole, przy których wyróżnił się Bartek Kopacz, notując trafienie oraz asystę. Mimo poprawy w drugiej połowie straty z początku meczu okazały się zbyt duże do odrobienia. Tylko Zwycięstwo kontrolowało przebieg końcówki i dowiozło korzystny wynik do końca. To spotkanie pokazało, jak istotne jest wejście w mecz na odpowiednim poziomie, bo nawet lepsza druga połowa nie była w stanie naprawić błędów z pierwszych 25 minut.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)