Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 2 Liga
Zawsze dzielnie walczące chłopaki z Rock’n Roll Warsaw kontra FC Dziki z Lasu - to starcie, jakie mieliśmy przyjemność obejrzeć w miniony weekend. Mecz zapowiadał się naprawdę ekscytująco i trzeba przyznać, że dostarczył nam sporo emocji. Zespół Artura Chernenki nie mógł sobie pozwolić na wpadkę, zważywszy na zaciętą i wyrównaną sytuację panującą w czołówce tabeli tej ligi. Z drugiej strony rywalem były Dziki z Lasu, które - poza meczem z Manitas - notują niemal perfekcyjną rundę i tym razem również nie miały zamiaru składać broni.
To właśnie goście jako pierwsi wpisali się na listę strzelców. Ładnym strzałem z dystansu Bartek Suchora dał prowadzenie swojemu zespołowi i wywołał niemałe zdziwienie wśród licznie zgromadzonych tego dnia kibiców. Chwilę później ponownie wpisał się na listę strzelców, a zawodnicy gospodarzy zrozumieli, że nie będzie to dla nich łatwa batalia. Stać ich było jedynie na jednego gola po ładnej, składnej akcji duetu Voronov–Rakhmail, gdzie ten drugi zamienił podanie pierwszego na bramkę.
Gdy wszyscy spodziewali się, że po przerwie gospodarze rzucą się do odrabiania strat i w końcu dobiorą się do bramki rywali, to właśnie Dziki wykorzystywały fakt, że niemrawy tego dnia Rock’n Roll, grając z bramkarzem, tracił piłkę i narażał się na gole do pustej bramki z połowy boiska. Niestety dla gospodarzy defensywa Dzików była tego dnia kapitalna - dali się pokonać już tylko raz, sami dokładając kolejne trafienia do swojego dorobku.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 7:2 dla zespołu Piotra Jamroża, któremu należą się ogromne brawa za bardzo dobry i poukładany mecz, kontrolowany od pierwszej do ostatniej minuty dzięki solidnej i świetnie zorganizowanej grze, szczególnie w defensywie.
Cyrkulatka przyjechała z jasnym celem - utrzymać matematyczne szanse w walce o tytuł. Husaria Mokotów III, która sezon zaczęła kapitalnie, zmaga się ostatnio z wąską kadrą i serią porażek, a jesienne starcie z dzisiejszym rywalem wspomina raczej jak zły sen niż dobrą lekturę. Na papierze faworyt był więc wyraźny.
Mecz już w 4. minucie otworzył Pokrywka, trafiając w boczną siatkę przy bramkarzu wysuniętym daleko poza pole karne. Goście nie zamierzali jednak składać broni. Kapica popisał się przepiękną rakietą z dystansu prosto w lewe okienko, po której wszyscy łapali się za głowy. Chwilę później Miriuk z ostrego kąta wyprowadził Husarię na prowadzenie. Jak się później okazało, były to jedyne minuty przewagi tego zespołu w całym spotkaniu.
Cyrkulatka odpowiedziała trzema bramkami z rzędu - najpierw Pyrka po dośrodkowaniu, później Chyrchała, a wreszcie Wieliczuk, który przechwycił piłkę w środku pola i wykończył akcję efektownym lobem. Tuż przed przerwą szczęście dopisało Piskorzowi - wybicie bramkarza gości odbiło się od obrońcy i wpadło do siatki, ustalając wynik do przerwy na 4:3.
Po zmianie stron Cyrkulatka mocno naciskała, ale obie drużyny mogły liczyć na świetnie dysponowanych bramkarzy, którzy mieli sporo pracy. W końcu Panas podwyższył na 5:3, jednak chwilę później Gonerka pięknym strzałem z dystansu zdobył gola kontaktowego, dając Husarii ostatni przebłysk nadziei. To była jednak tylko iluzja. Pokrywka popisał się dwoma indywidualnymi trafieniami, Panas dorzucił gola po składnej akcji, a w końcówce kropkę nad „i” ponownie postawił Pokrywka. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9:4.
Cyrkulatka kontynuuje pościg za Ternovitsią, a MVP kolejki, Łukasz Pokrywka, zanotował już swój czwarty hat-trick w tej kampanii.
Ternovitsia nie miała litości dla Warsaw Bandziors w meczu 15. kolejki. Ukraińska drużyna po raz kolejny pokazała, że nieprzypadkowo patrzy na resztę zespołów 2. ligi z góry i to z bardzo dużą przewagą, bo aż dziewięciopunktową.
Kolejne trzy oczka dopisała dzięki efektownej wygranej 14:2 z będącymi w strefie spadkowej Warsaw Bandziors. Na boisku D oglądaliśmy dobrze znany z meczów Ternovitsii schemat. Pavel Paduk brał na siebie ogrom gry zespołu, rozdysponowywał piłki i stanowił świetny pomost pomiędzy defensywą a ofensywą. Dawniej trenerzy nazwaliby takiego zawodnika „łącznikiem” i kazaliby zagrywać do niego piłkę przy każdej możliwej okazji. Paduk różni się jednak od wielu piłkarzy tym, że uwielbia grać dla kolegów. Do siatki Warsaw Bandziors trafił tylko raz, ale zanotował aż pięć asyst. Największym beneficjentem tej boiskowej hojności był Volodymyr Hrydovyi, który dołożył kolejne pięć goli do klasyfikacji strzelców, gdzie nadal ma wyraźną przewagę nad resztą stawki.
Ternovitsia była do bólu skuteczna, choć trudno oczekiwać od tak klasowego zespołu, by nie wykorzystywał klarownych sytuacji. A tych miał pod dostatkiem. Rozklepanie defensywy i wyłożenie piłki na pustą bramkę - to znak firmowy tej drużyny. Co ciekawe, wynik mógł być jeszcze wyższy. Rywale mogą pluć sobie w brodę, bo sytuacji gotowych do zamienienia na gole, które ostatecznie kończyły się strzałami w piłkołap zamiast w siatkę, było naprawdę sporo.
Warsaw Bandziors potrzebowało klinicznej skuteczności, by postawić się liderowi. Tego dnia jednak wyraźnie jej zabrakło.
Podrażnieni po ostatniej porażce zawodnicy Manitas tym razem stanęli naprzeciwko Ukrainian Vikings, choć w praktyce nie był to już zespół, który pamiętamy z początku sezonu. Oryginalna ekipa została wycofana z rozgrywek, a obecnie pod tym szyldem grają chłopaki z Grodziska Mazowieckiego, którzy do tej pory radzili sobie naprawdę solidnie.
Od początku atmosfera wokół meczu była spokojna i luźna. Mimo wysokiego wyniku nie oglądaliśmy wielu spięć czy nerwów - dominowała otwarta gra i ofensywne podejście z obu stron. Już w pierwszych minutach Manitas był blisko objęcia prowadzenia, choć zamiast gola dostaliśmy mocnego kandydata do „kalafiora kolejki”. Chwilę później gospodarze szybko się jednak poprawili. Patryk Kultys otworzył wynik po podaniu Jóźwiaka, a sam Jóźwiak moment później podwyższył na 2:0. Manitas bardzo szybko złapał odpowiedni rytm i narzucił swoje tempo gry. Po piętnastu minutach było już 3:0 i dopiero wtedy goście odpowiedzieli pierwszym trafieniem. Nie zmieniło to jednak obrazu spotkania - gospodarze cały czas napierali, tworzyli kolejne sytuacje i bardzo pewnie kontrolowali wydarzenia na boisku.
Po zmianie stron tempo wcale nie spadło. Dalej oglądaliśmy otwarty mecz i sporą liczbę bramek po obu stronach. Goście mimo wysokiej straty nie odpuszczali i momentami potrafili naprawdę dobrze wyglądać pod bramką rywali. Ich największym atutem był zdecydowanie Mikołaj Krzyżak, który sprawiał najwięcej problemów defensywie Manitas i napędzał większość ofensywnych akcji swojej drużyny. Duży wpływ na przebieg meczu miała również kontuzja bramkarza gości. Problemy z kostką sprawiły, że musiał opuścić boisko, a między słupkami stanął zawodnik z pola. Gra bez zmian i bez nominalnego golkipera mocno utrudniła walkę o korzystny wynik, choć mimo wszystko goście nadal próbowali grać odważnie i szukać swoich okazji.
Finalnie Manitas wygrał 12:6 i przez większość spotkania kontrolował przebieg gry. Mimo wysokiej porażki ekipa z Grodziska pokazała jednak charakter i z pewnością nie może powiedzieć, że oddała ten mecz bez walki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)