Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
W 7. lidze, podczas 5. kolejki, doszło do ciekawego starcia pomiędzy Oldboys Derby a Skrą Warszawa. Mecz od początku układał się po myśli gości, którzy prezentowali lepszą organizację gry, większą dynamikę oraz skuteczność pod bramką rywala. Już do przerwy Skra prowadziła 2:0, kontrolując tempo spotkania i skutecznie neutralizując atuty doświadczonych zawodników gospodarzy.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ znaczącej zmianie. Oldboys Derby próbowali odrabiać straty, a duet Pryjomski – Wiktoruk robił wszystko, by tchnąć życie w ofensywne poczynania swojego zespołu. Ich zaangażowanie i doświadczenie pozwoliły zmniejszyć dystans, jednak skuteczność Skry była tego dnia zbyt wysoka. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:7, co dobrze oddaje ofensywny charakter meczu i liczbę sytuacji stworzonych przez obie ekipy.
Na szczególne wyróżnienie w drużynie gości zasłużył Lewis Onuigbo, który rozegrał kapitalne zawody. Jego dwie bramki i asysta były efektem siły, szybkości i świetnego wyczucia momentu. Obrońcy oponentów mieli ogromne problemy z powstrzymaniem tego dynamicznego napastnika. Obok niego błyszczał także Bartosz Dzikowski, który zanotował dwa gole i dwie asysty, pokazując ogromną wszechstronność i świetne zrozumienie z partnerami z zespołu.
Skra Warszawa zagrała tego dnia dojrzale, pewnie i skutecznie, wykorzystując swoje atuty do maksimum. Oldboys Derby nie brakowało ambicji ani woli walki, jednak młodszy i szybszy rywal okazał się po prostu zbyt skuteczny.
W 7. lidze rozegrano kolejny mecz o sześć punktów – naprzeciw siebie stanęły drużyny Czasoumilacze i Eagles, które przed spotkaniem dzieliły zaledwie trzy oczka. Zwycięstwo gospodarzy dawało im wyraźną przewagę nad bezpośrednim rywalem i realną szansę na objęcie pozycji lidera, natomiast wygrana Eagles mogła jeszcze bardziej zagęścić tabelę, w której kilka zespołów miało już po dziewięć punktów.
Spotkanie było bardzo intensywne, pełne walki i zaangażowania z obu stron, choć nie obfitowało w dużą liczbę sytuacji bramkowych. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli Czasoumilacze po trafieniu Mateusza Musińskiego, jednak Eagles błyskawicznie odpowiedzieli bramką, którą zdobył Denisio Chea.
W drugiej połowie role się odwróciły – tym razem Denisio wyprowadził Eagles na prowadzenie, ale Czasoumilacze szybko wyrównali po golu Mikołaja Kuszki. Ostatnie dziesięć minut przyniosło prawdziwe emocje – najpierw gospodarze zmarnowali stuprocentową okazję, a chwilę później zostali skarceni kontratakiem rywali. Na listę strzelców ponownie wpisał się Denisio, kompletując hat-tricka i zapewniając swojej drużynie zwycięstwo.
To był kolejny emocjonujący i wyrównany mecz w 7. lidze. Obie drużyny pokazały, że mają ambicje, charakter i realnie mogą włączyć się do walki o miejsca medalowe. Z niecierpliwością czekamy na ich występy w następnych kolejkach!
Ostatnia w tabeli drużyna Warsaw Gunners FC rozgrywała mecz z aspirującą do podium ekipą KS Driperzy. Spotkanie bardzo źle rozpoczęło się dla nominalnych gospodarzy – ich bramkarz nie dotarł na czas, a w jego rolę na pierwsze 10 minut musiał wcielić się kapitan zespołu, Krzysztof „Siwy” Siwek.
Czas ten bardzo dobrze wykorzystali goście, którzy aż czterokrotnie umieścili piłkę w siatce, tracąc tylko jednego gola. Kiedy pomiędzy słupki wszedł już nominalny bramkarz Warsaw Gunners, gra gospodarzy wyraźnie się poprawiła. Mimo to zawodnicy KS Driperzy wciąż prezentowali się lepiej – ich gra była dokładniejsza, płynniejsza i bardziej poukładana. Pierwsza połowa, rozgrywana pod ich dyktando, zakończyła się trzybramkowym prowadzeniem gości.
Druga część meczu to jednak prawdziwy rollercoaster. W początkowych minutach Driperzy nadal lepiej wyglądali z piłką przy nodze, ale to Warsaw Gunners jako pierwsi zdobyli gola, przywracając nadzieję na korzystny rezultat. Z każdą minutą mecz stawał się coraz bardziej wyrównany. Na niespełna pięć minut przed końcem spotkania gospodarze nie tylko odrobili trzybramkową stratę z pierwszej połowy, ale też niespodziewanie objęli prowadzenie. Luźna atmosfera w szeregach KS Driperzy szybko zniknęła – zawodnicy ruszyli do odrabiania strat i w 48. minucie doprowadzili do wyrównania. Wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się podziałem punktów lub minimalnym zwycięstwem gości.
Jednak to, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem. W ostatniej akcji meczu Warsaw Gunners FC strzeliło gola na wagę drugiego z rzędu zwycięstwa w sezonie. Gospodarze wygrali mecz, który wydawał się przegrany, i znacząco przybliżyli się do opuszczenia strefy spadkowej. Driperzy z kolei wypuścili z rąk niemal pewne zwycięstwo, ponosząc drugą porażkę z rzędu.
Spotkanie pomiędzy KK Watahą Warszawa a Alash FC zapowiadało się na jeden z hitów kolejki – w końcu mierzyły się drużyny z czołówki tabeli, które dotychczas prezentowały bardzo solidną formę. Rzeczywistość jednak okazała się zupełnie inna, bo zamiast wyrównanego widowiska dostaliśmy prawdziwy pokaz siły ze strony Kazachów. Alash FC rozbił gospodarzy aż 5:13, a wynik ten mówi wszystko o tym, jak wyglądał ten mecz.
Początek spotkania nie zapowiadał tak jednostronnego przebiegu. Wataha weszła w mecz bardzo dobrze, nawet biorąc pod uwagę, że po trafieniach Yunusa Karakaza i Madiyara Seidualiego (który zresztą był jednym z najlepszych zawodników na boisku) to goście objęli prowadzenie 0:2. Gospodarze jednak błyskawicznie odpowiedzieli – dwie szybkie bramki Huberta Korzeniowskiego dały remis i wydawało się, że mecz dopiero się zaczyna. Niestety dla Watahy, od tego momentu wszystko posypało się jak domek z kart.
Alash całkowicie zdominował boisko, grając z ogromną intensywnością – jakby każdy z zawodników miał w sobie dodatkowy akumulator energii. Kolejne akcje Kazachów były błyskawiczne, precyzyjne i zabójczo skuteczne. Jeszcze przed przerwą zdobyli aż sześć bramek z rzędu, kończąc pierwszą połowę wynikiem 2:8. Wataha wyglądała na kompletnie zaskoczoną takim obrotem spraw, a w jej szeregach zabrakło pomysłu na zatrzymanie naporu przeciwników.
Druga połowa była już bardziej wyrównana, ale przewaga wypracowana przez Alash była zbyt duża, by myśleć o odrobieniu strat. Gospodarze starali się grać odważnie i momentami stwarzali dobre okazje, lecz za każdym razem goście odpowiadali błyskawicznym kontratakiem. Ponownie wyróżniał się Madiyar Seiduali, który nie tylko zdobywał bramki, ale też świetnie rozgrywał i napędzał grę swojego zespołu.
Alash FC imponował tempem, pressingiem i nieustępliwością. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta drużyna po prostu się nie męczy – przez całe 50 minut grała z taką samą intensywnością, nie pozwalając rywalowi złapać oddechu. Wynik 5:13 to nie przypadek, a potwierdzenie ich dominacji i świetnego przygotowania.
W 7. lidze doszło do jednostronnego widowiska, w którym Tornado Squad podejmowało ekipę Virtualne Ń. Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla gospodarzy, jednak już po pierwszej połowie stało się jasne, że rywale narzucili swój styl gry. Wynik do przerwy 1:3, a ostatecznie aż 3:9, najlepiej oddaje różnicę w skuteczności obu drużyn.
Centralną postacią meczu był bezsprzecznie Szymon Kolasa, który po raz kolejny potwierdził swoją fenomenalną formę. Ten wysoki, silny i niezwykle sprawny napastnik, mający za sobą doświadczenie z dużego boiska, rozegrał prawdziwy koncert strzelecki – zdobył aż siedem bramek, a każda z nich była pokazem instynktu snajperskiego i doskonałego czytania gry. Kolasa imponował nie tylko skutecznością, ale również pracą bez piłki – regularnie schodził do rozegrania, otwierając przestrzeń dla partnerów z zespołu.
Virtualne Ń jako drużyna funkcjonowało jak dobrze naoliwiona maszyna. Grali z pomysłem, spokojnie budując akcje i konsekwentnie wykorzystując błędy rywala. Tornado Squad próbowało odpowiadać kontratakami, jednak różnica w organizacji gry i skuteczności była zbyt duża, by mogli realnie zagrozić niedzielnemu przeciwnikowi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)