reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Warsaw Gunners FC kontra Skra Warszawa zapowiadał się jako niezwykle interesujący pojedynek. Gospodarze to drużyna z dużym doświadczeniem w naszych rozgrywkach, celująca w czołowe miejsca tabeli, natomiast goście po udanym debiutanckim sezonie ostrzą sobie zęby na mistrzostwo 7. ligi.

Przed spotkaniem trudno było wskazać wyraźnego faworyta, ale pierwsze minuty pokazały, że lepiej w mecz weszła Skra. Po składnej akcji kombinacyjnej do siatki trafił Brian Mbewe, a niedługo później powtórzył swój wyczyn, zdobywając bliźniaczo podobną bramkę. Gunners doszli do głosu dopiero po skutecznym wykorzystaniu błędu rywali, co dało im gola kontaktowego. Od tego momentu tempo gry nieco zwolniło, lecz tuż przed przerwą genialnym strzałem Bartosz Dzikowski podwyższył prowadzenie Skry na 3:1.

Druga połowa to już popis gry ekipy gości, a przede wszystkim najlepszego w tym meczu Lewisa Onuigbo, który zaczął seryjnie zdobywać bramki. Zakończył spotkanie z pięcioma trafieniami i trzema asystami, znacząco pomagając drużynie objąć po pierwszej kolejce pozycję lidera i odnieść pierwsze w historii zwycięstwo nad Warsaw Gunners FC.

Od gospodarzy trzeba wymagać zdecydowanie lepszej postawy, bo zwłaszcza w drugiej połowie zaprezentowali się poniżej swoich możliwości. Skra Warszawa udowodniła natomiast, że w tym sezonie będzie poważnym kandydatem do walki o mistrzostwo.

2
18:00

Mecz pomiędzy Oldboys Derby a Alash FC był typowym przykładem tego, w czym obie ekipy czują się najlepiej. Przez znaczną część spotkania to goście prowadzili grę, długo utrzymując się przy piłce, a gospodarze cierpliwie czekali w mądrym ustawieniu na błąd lub niecelne podanie. To drugie dało graczom z osiedla Derby prowadzenie – po przechwycie w środkowej strefie Marcin Wiktoruk zagrał do Jacka Pryjomskiego, który otworzył wynik.

Na nieszczęście żółto-czerwonych Kazachowie mieli w swoich szeregach postać nietuzinkową – Madiyara Seidulai, który podobnie jak w sezonie letnim dyrygował całą grą zespołu. Nic więc dziwnego, że to właśnie on „odzyskał wynik” dla Alashu, strzelając nie jedną, nie dwie, a trzy bramki! Szczególnym kunsztem popisał się przy golu na 1:2, gdy nadał piłce taką rotację, że wpakował ją do siatki bezpośrednio z rzutu rożnego. Oldboys Derby – jak to Oldboys Derby – nie zamierzali odpuszczać. Po niezwykle celnym, choć wydawałoby się zwyczajnym wykopie Michała Piątkowskiego piłka dotarła do biegnącego lewym skrzydłem Norberta Bormańskiego, który huknął z powietrza nie do obrony, dając swojej drużynie kontakt.

Na początku drugiej połowy zobaczyliśmy klasyczny scenariusz: prowadzący grę rywal nie wyciąga wniosków, a Oldboys Derby bezlitośnie to wykorzystują. Świetne wychodzenie na wolne pole Michała Kurowskiego pozwoliło mu ustrzelić dublet, co mocno podirytowało przekonanych o swojej przewadze graczy Alashu. Konsekwencją były niepotrzebne spięcia i ostrzejsze odbiory, za które żółte kartki obejrzeli Kamil Koćwin oraz Daulet Niyazov.

W trudnych chwilach ponownie błysnął geniusz Madiyara, tym razem w roli asystenta przy bramkach Nurlykhana Yessenzhana i Olzhasa Zhambila. Po odzyskaniu prowadzenia goście mogli zamknąć mecz, lecz piłka po strzale jednego z ich zawodników odbiła się od poprzeczki i spadła na linię bramkową – tylko centymetry dzieliły Alash od kolejnego gola.

Jak trwoga, to do kapitana: Oldboys Derby zdołali wyprowadzić jeszcze jedną, ostatnią kontrę, w której podanie Bormańskiego wykorzystał nie kto inny, jak Wiktoruk, doprowadzając do remisu. Gospodarze zrobili potem wszystko, by utrzymać wynik i ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami w premierowej kolejce 7. Ligi.

3
19:00

W meczu otwierającym rundę jesienną Wataha Warszawa od pierwszych minut przejęła pełną kontrolę i pewnie pokonała Eagles 9:3. Już do przerwy goście prowadzili 4:2, choć wynik nie oddawał ich wyraźnej przewagi – byli lepsi zarówno indywidualnie, jak i drużynowo, często grając na pamięć i bezbłędnie rozmontowując defensywę rywala.

Cały zespół Watahy zagrał fenomenalnie, ale szczególne brawa należą się bramkarzowi Piotrowi Szwedo, który dwoił się i troił między słupkami, notując spektakularne interwencje i wielokrotnie frustrując napastników Eagles. Goście dziewięciokrotnie trafili do siatki, tracąc zaledwie trzy gole i zapisując na swoim koncie komplet punktów już w pierwszej kolejce. A Eagles? Apetyty mieli spore, ale to na pewno nie był ich optymalny skład. Być może byli też zaskoczeni poziomem 7. ligi, ale w Lidze Fanów nie ma łatwych meczów, o czym niestety przekonali się boleśnie na własnej skórze.

4
19:00
( 5 : 2 )
7 : 4
Raport

W niedzielę na Arenie Grenady odbyło się inauguracyjne spotkanie 7. Ligi Fanów pomiędzy KS Driperzy a Virtualne Ń. Zapowiedź meczu budziła spore emocje, bo naprzeciw siebie stanęli doświadczeni weterani oraz silna w poprzednim sezonie drużyna gospodarzy.

Od początku mecz był niezwykle wyrównany, pełen zwrotów akcji i dogodnych sytuacji. Strzelanie rozpoczął genialny tego dnia Szymon Kolasa, pokonując bramkarza fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego. Nastąpiła dynamiczna wymiana ciosów – Driperzy odpowiedzieli golem Kuby Brodzika, a chwilę później Kolasa skompletował dublet. Nim się obejrzeliśmy, gospodarze wyszli na prowadzenie 3:2. Od tego momentu Driperzy przejęli inicjatywę i to oni rozdawali karty, do przerwy dokładając jeszcze dwa trafienia.

W drugiej połowie można było się spodziewać, że doświadczeni zawodnicy Virtualne Ń wrócą do gry i powalczą o punkty, ale tak się nie stało. Z każdą minutą rosła przewaga gospodarzy, którzy kontrolowali przebieg meczu, przypieczętowując zwycięstwo bramkami Bartka Dłutowskiego oraz Jana Strzembosza.

Goście dopiero w końcówce ponownie zaczęli strzelać rozluźnionym już rywalom. Wszystkie gole dla Virtualne Ń zdobył tego dnia Szymon Kolasa. Mimo prowadzenia w pierwszej połowie Virtualni przespali jej dalszą część, pozwalając oponentom na szybki powrót – gdyby nie to, końcowy wynik mógł wyglądać zupełnie inaczej. Szansa na kolejne punkty nadarzy się już w najbliższą niedzielę.

5
22:00
( 2 : 1 )
6 : 3
Raport

Ostatnią serię meczów otwierających pierwszą kolejkę rundy jesiennej zamknęło starcie Czasoumilaczy z Tornado Squad. Pierwsze 25 minut upłynęło spokojnie, bez forsowania tempa. Obie drużyny podeszły do gry bardziej analitycznie niż chaotycznie, co przełożyło się na niewielką liczbę goli – do przerwy padły zaledwie trzy, a gospodarze schodzili do szatni z jednobramkową zaliczką.

Po zmianie stron obraz gry wyraźnie się zmienił. Czasoumilacze uznali, że najlepszą obroną jest atak, i coraz odważniej nacierali na bramkę strzeżoną przez Jakuba Rudnika. Bohaterem meczu został Dima Rumezhak, który zdobył dwa gole i zaliczył asystę, ale przede wszystkim imponował nieustępliwością i pracowitością – niemal przez całe spotkanie biegał od pola karnego do pola karnego, jakby miał płuca ze stali.

Determinacja Rumezhaka oraz dobra dyspozycja całego zespołu pozwoliły gospodarzom pewnie wygrać 6:3 i rozpocząć sezon kompletem punktów. Tornado? Wiemy, że oni potrzebują czasu, by się rozkręcić, ale ważne że grają i nie odpuścili rozgrywek. Wyniki przyjdą z czasem.

Reklama