Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Choć tym razem Skra nie mogła narzekać na fatalny stan kadry – jak choćby przed tygodniem – to i tak na każdym kroku dało się zauważyć coraz bardziej gasnący zapał tej ekipy. Wyglądało to tak, jakby zawodnikom zwyczajnie przestało zależeć na wyniku. Dodatkowym problemem był brak nominalnego bramkarza, przez co między słupkami musiał stanąć zwykle błyszczący w środku pola Israel Mipakatahar.
Czasoumilacze, choć nie grali szczególnie skomplikowanego futbolu, pokazali wyraźną piłkarską jakość. Doświadczenie i zgranie ich zawodników sprawiały, że niemal każde zagranie zamieniało się w groźną sytuację bramkową. Po zaledwie ośmiu minutach gospodarze prowadzili już 5:0, a na boisku prym wiedli Rumeżak, Cieślak, Kuszka i Musiński.
Wprawdzie chwilę później trafił Lewis Onuigbo, ale sprytne rozegranie rzutu wolnego przez duet Musiński–Cieślak pozwoliło błyskawicznie odzyskać pięciobramkowy dystans. Po indywidualnej akcji najaktywniejszego zawodnika Skry, Mohameda Aziza Bemriego, gospodarze zdobyli drugiego gola, lecz na niewiele się to zdało. Chwilę później asystent przy tej bramce zobaczył żółtą kartkę za dwukrotne wykonanie rzutu wolnego bez gwizdka. Grająca w osłabieniu Skra została szybko ukarana – do siatki trafił Rumeżak, a dzieła zniszczenia przed przerwą dopełnił Musiński po podaniu Sadziaka. Nawet gol Onuigbo na 8:3 tuż przed przerwą nie dodał gospodarzom otuchy. Na drugą połowę wyszli równie niepoukładani, co w pierwszej części spotkania.
Czasoumilacze, nie musząc już forsować tempa, wrzucili niższy bieg, a mimo to spokojnie dokładali kolejne trafienia. Do dubletu z pierwszej połowy Cieślak dołożył hat-tricka, a Robert Krzywkowski popisał się pięknym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego. Skra doszła do głosu dopiero wtedy, gdy losy meczu były już przesądzone. W końcówce na listę strzelców wpisali się Ayad, Marcinkowski i Onuigbo, dzięki czemu końcowy wynik nie wyglądał aż tak źle, jak kilka minut wcześniej.
Wygląda jednak na to, że po ekipie, która w pierwszej kolejce sensacyjnie pokonała Warsaw Gunners, pozostały jedynie zgliszcza. Jeśli sprawy wokół Skry szybko nie obiorą innego kierunku, ten sezon może okazać się dla nich wyjątkowo trudnym i bolesnym doświadczeniem.
Eagles DC vs KS Driperzy to spotkanie zapowiadało się na niezwykle zacięte i wyrównane – i dokładnie takie było. Emocje, jakie przyniosło, spokojnie mogłyby posłużyć za scenariusz do świetnego filmu sportowego z oceną 10 gwiazdek!
Pierwsza odsłona należała do drużyny gości. Tworzyli oni składniejsze akcje i pewniej wykańczali swoje sytuacje bramkowe. Byli stroną dominującą, na co gospodarze przez dłuższy czas nie potrafili znaleźć odpowiedzi. Dwubramkowa przewaga, jaką Driperzy uzyskali po pierwszej części, wydawała się bezpieczna i trudna do roztrwonienia na tym poziomie rozgrywek.
Ale jednak – Eagles mieli zupełnie inne plany. Zmotywowani zawodnicy gospodarzy wyszli na drugą połowę nabuzowani i szybko zabrali się za odrabianie strat. Kluczową postacią w tym fragmencie spotkania był Edilson Sabino, bezsprzecznie najlepszy zawodnik meczu. Zdobył aż cztery bramki, a jego popisy w drugiej części spotkania sprawiały, że defensywa gości momentami wyglądała bezradnie. Po długiej wymianie ciosów Eagles w końcu doprowadzili do remisu, a na zegarze sędziego pozostały zaledwie dwie minuty. To jednak ich nie powstrzymało – gospodarze, będący na fali, ruszyli z ostatnim zrywem i tuż przed końcowym gwizdkiem zdobyli zwycięskiego gola, pieczętując kapitalny comeback!
Eagles FC zasługują na ogromne słowa uznania – pokazali charakter, determinację i wiarę do samego końca. Te trzy punkty na pewno smakowały wyjątkowo dobrze. Gratulujemy gospodarzom, a KS Driperom życzymy powodzenia w kolejnych starciach!
Czwarta kolejka 7. ligi przyniosła kibicom prawdziwy piłkarski rollercoaster. W starciu pomiędzy KK Wataha Warszawa a Tornado Squad padło aż 15 bramek, a emocje trwały od pierwszej do ostatniej minuty.
Spotkanie rozpoczęło się szokująco dla gospodarzy – już po kilkunastu minutach przegrywali 0:4, a Tornado Squad grało z ogromną pewnością siebie i imponującą skutecznością pod bramką rywala. Do przerwy goście prowadzili 5:4, jednak końcówka pierwszej połowy zwiastowała, że Wataha dopiero się rozkręca.
Po zmianie stron gospodarze pokazali prawdziwy charakter i ogromną wolę walki. Przejęli inicjatywę, zaczęli grać odważniej i skuteczniej w ofensywie, co szybko przyniosło efekty.
Bohaterem meczu został Hubert Korzeniewski, który poprowadził swój zespół do zwycięstwa fenomenalnym występem – pięć bramek i jedna asysta mówią same za siebie. Korzeniewski imponował zarówno techniką, jak i instynktem strzeleckim, będąc nieustannym zagrożeniem dla defensywy Tornado Squad. Świetne zawody rozegrał również Miłosz Czernecki, autor trzech bramek i jednej asysty, który doskonale uzupełniał ofensywne akcje gospodarzy. To właśnie duet Korzeniewski–Czernecki był kluczem do sukcesu Watahy w tym spotkaniu.
W drużynie Tornado Squad wyróżniał się Patryk Skibiński, zdobywca trzech goli i jednej asysty, który długo utrzymywał swój zespół w grze. Jednak druga połowa należała bezapelacyjnie do gospodarzy, którzy pokazali siłę ducha, determinację i wiarę do samego końca.
Ostatecznie KK Wataha Warszawa zwyciężyła 9:6, zapisując jedno z najbardziej efektownych i emocjonujących odwróceń losów meczu w tej kolejce.
Początek spotkania był bardzo wyrównany, z dużą ilością walki w środku pola, ale bez klarownych okazji bramkowych. Na pierwsze emocje czekaliśmy do 6. minuty – wtedy Kamil Anioł dwukrotnie obił słupek bramki Oldboysów, jednak w obu przypadkach piłka nie znalazła drogi do siatki.
W 14. minucie liderzy objęli prowadzenie – Marcin Wiktoruk posłał dokładne podanie w pole karne, a Jacek Pryjomski otworzył wynik. To był dopiero początek prawdziwej wymiany ciosów. Chwilę później Warsaw Gunners FC wyrównali na 1:1, by momentalnie stracić kolejną bramkę i znów gonić wynik. Ostatnie minuty pierwszej połowy przyniosły błyskawiczną kontrę gości – Sebastian Lisocki świetnie uruchomił Wiktora Ziółkowskiego, który mocnym strzałem pokonał Michała Piątkowskiego. Do przerwy mieliśmy remis 2:2.
Druga część spotkania rozpoczęła się od ponownego prowadzenia Oldboysów, którzy wkrótce podwyższyli na 4:2 i wydawało się, że kontrolują sytuację. Kanonierzy jednak nie złożyli broni. Z ogromnym zacięciem ruszyli do ataku i po serii świetnych akcji doprowadzili do wyrównania 4:4. Gdy oczami wyobraźni widzieliśmy, że mecz zakończy się podziałem punktów, wydarzył się prawdziwy dramat lidera. W doliczonym czasie Oldboys mieli rzut wolny pod bramką rywali, ale stracili piłkę. Lisocki i Ziółkowski przeprowadzili zabójczą kontrę, którą ten drugi zakończył celnym strzałem dającym zwycięstwo!
Warsaw Gunners FC sięgają po pierwsze punkty w sezonie w wielkim stylu, pokonując dotychczas niepokonanych Oldboys Derby. Lider musi przełknąć gorzką pigułkę – to ich pierwsza porażka w obecnych rozgrywkach.
W ramach 4. kolejki 7. Ligi na Arenie AWF doszło do starcia pomiędzy drużynami Alash FC a Virtualne Ń. Mecz rozpoczął się o godzinie 20:00 i mimo późnej pory "dźwignął" oczekiwania – szczególnie ze strony gospodarzy.
Obie ekipy od samego początku były nastawione na grę ofensywną, co potwierdziły aż trzy gole w przeciągu jednej minuty. Najpierw do siatki trafił as drużyny gości Szymon Kolasa, a chwilę później gospodarze wyszli na prowadzenie po trafieniach Yunusa Karakaza oraz Alishera Temirkanova. Tempo gry od tego momentu nieco spadło, a obie drużyny przez dłuższy czas bezskutecznie próbowały znaleźć drogę do bramki rywala. Na kolejne trafienie czekaliśmy dwanaście minut – wtedy Daulet Niyazov podwyższył prowadzenie Alash FC na 3:1. Taki wynik utrzymał się do przerwy.
Po zmianie stron Virtualne Ń złapało kontakt po przepięknym rzucie wolnym autorstwa Szymona Kolasy. To trafienie zmobilizowało gospodarzy, którzy ruszyli z jeszcze większym zaangażowaniem. Ich gra nabrała tempa – dynamicznie wymieniali się pozycjami i przeprowadzali szybkie kontrataki, niemal zawsze kończące się golami. Alash FC odjechali rywalom na aż pięciobramkowe prowadzenie, przypieczętowując swoje zwycięstwo. Tuż przed końcowym gwizdkiem kropkę nad „i” postawił Arsen Sultangali, zdobywając ostatnie trafienie w zakończonym wynikiem 8:2 spotkaniu.
Alash FC pokazali klasę, skuteczność i konsekwencję, dzięki czemu zgarnęli kolejne trzy punkty. Po czterech kolejkach zajmują wysokie, trzecie miejsce w tabeli i wciąż pozostają jednym z poważnych kandydatów do walki o najwyższe cele w rozgrywkach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)