Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 13 Liga
Rezerwy Kresowii to za wysokie progi na lisie nogi! White Foxes słabo weszli w pierwszą połowę, szybko tracąc kilka bramek. Artem Janczylik zdobył gola na 1:0 a potem Robert Senkel dorzucił kolejne dwa trafienia. Gościom brakowało jednocześnie odrobiny szczęścia - na 4:0 stracili bramkę po trafieniu samobójczym, natomiast trafienie ostatnie trafienie tej odsłony było wręcz brutalne dla lisów - Daniil Mikulich wybił piłkę z linii bramkowej Kresowii, kontratak wykończył Maksim Lapatsuyeu i na przerwę gospodarze schodzili z pięciobramkową przewagą!
Lisy zdecydowanie lepiej rozpoczęły drugą połowę, Mieli 2-3 dobre okazje by wreszcie otworzyć wynik. Niestety, Bramka gospodarzy była jak zaczarowana, a jeszcze Pavel Todryk zdobył bramkę na 6:0. Dopiero Robert Wróblewski trafił na 6:1, co dało iskierkę nadziei gości. Później jednak kolejna bramka samobójcza po nieszczęśliwym rykoszecie i goście byli na linach. W ostatnich minutach Artem Janczylik postawił kropkę nad i, zdobywając bramkę na 8:1.
Dzięki korzystnemu dla gospodarzy remisowi Nieuchwytnych z Elitarnymi Gocław, zwycięstwo z White Foxes pozwoliło rezerwom Kresowii sensacyjnie wskoczyć na podium na zaledwie trzy kolejki przed końcem. Stawia to ich przed fantastyczną szansą na medale - jeśli nie potkną za tydzień z Borowikami, za dwa tygodnie zmierzą się z wiceliderami z Jogi Bonito a ostania kolejka również będzie trzymała w napięciu -Elitarni Gocław póki co tracą tylko 2 punkty.
White Foxes natomiast kontynuują walkę o utrzymanie - do bezpiecznego miejsca tracą zaledwie 2 oczka.
„Zwierzęcy pojedynek” w 13. Lidze był doskonałym przykładem na to, że aby osiągać wyniki to wcale nie styl gra pierwsze skrzypce, ale konsekwentna realizacja założeń taktycznych. Zanim postronny obserwator mógł w ogóle zorientować się, jaki futbol zamierzają w tym starciu zaprezentować obie strony, to już przed szansą z „jedenastki” podyktowanej za faul na Kamilu Jaroszu stanął lider LBP, Damian Borkowski. Mimo wybitnych interwencji z otwierających minut spotkania, Kuba Filutowski nie zdołał tym razem wyczuć intencji strzelca i mieliśmy dość niespodziewane 0:1. Od tego momentu Lisy przestawiły się niemal wyłącznie na murowanie własnej bramki, czekając jedynie na pomyłki rywali, po których można byłoby przeprowadzić kontrę oraz na stałe fragmenty gry. Wyrównanie piłkarze Siwego Konia osiągnęli dzięki Sebastianowi Zwierzchowskiemu, który po otrzymaniu piłki od Ivana Yanyshyna, uderzył z powietrza niezwykle precyzyjnie przy dalszym słupku. Chwilami gra gospodarzy wyglądała tak, jakby wręcz chcieli wejść z futbolówką bezpośrednio do bramki – ich długotrwały atak pozycyjny nie przynosił jednak skutku, a prób strzałów z dystansu było jak na lekarstwo. Choć z perspektywy boiska absolutnie się na to nie zanosiło, to kolejnego gola zdobyli goście – „pomocną dłoń” wyciągnął do nich nieświadomie golkiper SK, wychodząc z piłką w rękach poza obręb pola karnego, co poskutkowało podyktowaniem rzutu wolnego, zamienionego na gola przez Borkowskiego. Zachowując skromne prowadzenie, Lisy zamykały się we własnym polu karnym nawet całą piątką graczy z pola, skutecznie uniemożliwiając rywalom zdobycie bramki wyrównującej. Siwy Koń w końcu jednak dopiął swego w okolicach dwudziestej pierwszej minuty, kiedy to po serii przełożeń piłki z jednej nogi na drugą do siatki wpakował ją Szymon Zawadzki. W drugiej odsłonie zmagań obraz gry był identyczny do tego sprzed przerwy – Siwy Koń przy piłce, a Lisy Bez Polisy w głębokiej defensywie. I ponownie szczęście uśmiechnęło się właśnie do tych drugich – mimo, iż tym razem rzut karny Borkowskiego, a nawet próbę jego dobitki wybronił Filutowski, to i tak piłka spadła pod nogi Przemka Goworka, który zdołał naprawić pomyłkę kolegi. Zawodnicy SK po wielu siermiężnych próbach sforsowania obronnych zasieków przeciwnika zdobyli gola na 3:3, a podanie Eryka Borczona na „pustaka” wykorzystał Jurij Pijasiuk. Później po raz kolejny mieliśmy powtórkę z rozrywki – moment nieuwagi, kontratak Lisów, strzał w słupek Goworka i ostatecznie skuteczna dobitka Borkowskiego. Zdecydowanie lepsi z gry piłkarze SK po prostu musieli chociaż wyrównać na 4:4 - stało się to za sprawą Eryka Borczona, który uderzeniem z powietrza przełamał ręce Krystianowi Załuckiemu. Niewykorzystanie dwóch „piłek meczowych” sprawiło, że podział punktów stał się faktem, pomimo tak odmiennych wizji futbolu w wykonaniu mierzących się ekip.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)