Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 13 Liga
Choć w tabeli drużyny dzieliły zaledwie cztery punkty, to już po dwóch wiosennych występach dało się wyczuć, że oba zespoły będą w tym sezonie walczyły o inne cele. Kresowia, mierząca w podium, nie mogła sobie pozwolić na przegraną z zespołem, który raczej w tej edycji będzie próbował uniknąć spadku.
Lisy dysponowały w tym meczu zaledwie jedną zmianą, podczas gdy Kresowia miała do dyspozycji trzech zmienników, co – jak się później okazało – miało realny wpływ na dyspozycję obu teamów. Do tego o wiele lepiej w to spotkanie weszli zawodnicy Daniila Mikulicha – już po sześciu minutach prowadzili 2:0 po golach Władysława Łozowskiego, co determinowało poczynania zespołów w dalszej części tej rywalizacji. Bo o ile jeszcze bronienie się Lisów i liczenie na kontry mogło być jakimś pomysłem dla gości na ten mecz, o tyle gonienie wyniku już od samego początku było dla nich wręcz zabójcze. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:0 i trudno było przypuszczać, że Lisy Bez Polisy zaliczą niesamowity comeback w drugiej części spotkania.
Kresowia miała ten mecz w pełni pod kontrolą. Bardzo dobre zawody rozegrał Artem Janczylik, zdobywca pięciu bramek, a końcowy wynik mógł być zdecydowanie wyższy, gdyby gospodarze popisali się lepszą skutecznością. Nie jest też tak, że Lisy tylko przyjmowały kolejne ciosy i liczyły na najmniejszy wymiar kary – sami próbowali się odgryźć, ale de facto jedynie zmniejszyli rozmiar swojej porażki. Zdecydowanie zabrakło liczniejszej ławki rezerwowych, choć i wtedy trudno byłoby wygrać z tak dysponowaną Kresowią. Gospodarze zainkasowali cenne trzy punkty, dzięki którym nadal liczą się w walce o miejsce na podium.
Starcie pomiędzy liderem i wiceliderem tabeli 13. Ligi zapowiadało się na hit kolejki. Chcąc nie chcąc, rozegrany z rana mecz Boiskowy Folklor – Joga Bonito niósł spory ciężar gatunkowy, w którym detale mogły odgrywać bardzo ważną rolę.
Detalem mającym największy wpływ na wygląd meczu okazała się kwestia bramkarzy ekipy Joga Bonito. Podstawowy wybór w bramce, czyli Patryk Wąsowski, przy wyniku 0:1 doznał urazu, przez co między słupkami musiał stanąć zawodnik z pola. Krzysztof Nowak także nie nagrał się zbyt długo. Za interwencję ręką poza polem karnym ukarany został czerwoną kartką, więc rękawice bramkarskie musiał założyć Grzegorz Szostak. Więcej zmian na tej pozycji nie oglądaliśmy, choć łatwy dzień dla „zastępującego zastępcę” bramkarza to nie był.
Boiskowy Folklor bezlitośnie wykorzystał najpierw grę w przewadze, a później fakt niepewności golkipera rywali. Hat-tricka ustrzelił Ariel Kucharski. Najpierw umieścił piłkę w bramce, przerzucając ją nad interweniującym bramkarzem, później zaskoczył, zmieniając tor lotu w ostatniej chwili, a na koniec popisał się klinicznym wykończeniem przy słupku.
Walczyć po przeciwnej stronie barykady próbował Mateusz Hnatio, lecz jego starania pod bramką przeciwnika przyniosły efekt w postaci zaledwie dwóch bramek. Boiskowy Folklor miał jednak więcej bohaterów niż tylko Kucharski. Skuteczni byli też Aleks i Kacper Miriuk. Ten drugi został zresztą wyróżniony przez przeciwników tytułem „SuperStar”. Wysokie zwycięstwo zostało zdefiniowane przez początkowe zawirowania, a ich efekty były odczuwalne przez cały mecz.
Boiskowy Folklor, pewnie wygrywając, zrównał się punktami z ligowym rywalem, a według tabeli objął prowadzenie w całej lidze. Obie drużyny mają jednak sporą – bo siedmiopunktową – przewagę nad trzecim miejscem i pewnie zmierzają po awans.
13. liga z pewnością nie jest pechowa dla Nieuchwytnych – to już szósta wygrana z rzędu! Tym razem rywalem, który musiał uznać ich wyższość, były Borowiki. Jednak w odróżnieniu od ostatnich spotkań oraz jesiennego meczu tych dwóch ekip, różnica klas była aż nadto widoczna. Gospodarze prowadzili od początku do końca, raz po raz punktując rywala. Najpierw rzut karny wykorzystał Łukasz Wiśniewski, potem ładną bramkę strzelił Hubert Roel, natomiast rywale mogli głównie szczycić się dobrą formą Dominika Turemki. Bramkarz gości trzymał spotkanie w ryzach, a pojedyncze gole dawały Borowikom nadzieję na korzystny wynik. Nieuchwytni jednak nie odpuszczali i bramka na 5:2 zdawała się złamać opór rywali. Gładkie 7:3 do przerwy nie zapowiadało większych emocji w drugiej połowie.
Borowiki mimo to weszły zmotywowane w drugą część meczu i przez kilka minut wierzyły w szansę odmienienia jego losów. Jednak jakąkolwiek nadzieję na korzystny rezultat goście stracili w okresie gry w przewadze (!). Oleksii Kyselov musiał opuścić boisko po żółtej kartce, przyjezdni rzucili się do ataku i zostali skarceni bramką na 8:3.
Później oglądaliśmy długi fragment gry „gol za gol”, jednak przy bezpiecznej, pięciobramkowej przewadze była to sytuacja sprzyjająca gospodarzom. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 10:7, a wspomniany Oleksii Kyselov zdobył łącznie pięć bramek. Po stronie pokonanych na wyróżnienie zasługują natomiast Marcin Stachacz oraz Piotr Jankowski, którzy odnotowali po trzy trafienia.
Cockpit Country długo walczyło z Siwym Koniem jak równy z równym, jednak w kluczowych momentach zawodnikom w pomarańczowych strojach brakowało umiejętności kontrolowania tempa gry. Momentami grali fantastycznie – z przodu niezwykle skuteczny był Mateusz Preibisz, Tomasz Cicirko świetnie bronił, a reszta drużyny twardo pracowała po obu stronach boiska. Gospodarzom brakowało jednak odrobiny „cwaniactwa” lub błysku, który pozwoliłby im na dobre przełamać solidnie spisujących się rywali. Zawodnicy Siwego Konia byli natomiast nieustępliwi – jeszcze przed przerwą udało im się wyrównać wynik, co zapowiadało interesującą drugą odsłonę.
Na nieszczęście dla gospodarzy świetnie tego dnia dysponowany był Jakub Wojno, który raz po raz blokował dostęp do swojej bramki. Po interwencjach bramkarz przyjezdnych napędzał kontrataki celnymi podaniami – po jednym z nich nawet odnotował asystę! Tym samym goście wygrali dzięki prostym środkom i niezachwianemu spokojowi – większość bramek zdobyli po kontratakach. W punktowaniu przeciwników prym wiedli Jurij Pijasiuk i Kostiantyn Izozov. Pierwszy z nich miał cztery trafienia, drugi natomiast do dwóch bramek dorzucił asystę.
Pomimo aż czterobramkowej porażki, gospodarze mogą czuć niedosyt. Na otarcie łez warto jednak odnotować indywidualne wyczyny ich zawodników – Mateusz Preibisz skompletował hat-tricka, a nowe nabytki, w tym debiutanci Tomasz Cicirko i Wojtek Sikora, wyglądają na naprawdę solidne wzmocnienia. Wszystko wskazuje na to, że to ostatnie miesiące zbierania składu oraz doświadczenia przez Cockpit Country, a jesienią zawodnicy w pomarańczowych koszulkach mogą co najmniej walczyć o miejsce w środku tabeli i przepustkę do Pucharu Ligi Fanów. Póki co czeka ich jednak niezwykle ważne spotkanie z White Foxes o ewentualne utrzymanie w bieżących rozgrywkach.
Spotkanie White Foxes z Elitarnymi Gocław zapowiadało się jako wyrównany pojedynek, w którym gospodarze mieli walczyć o bezcenne punkty w kontekście utrzymania. Od pierwszych minut było widać dużą determinację Białych Lisów, którzy rozpoczęli mecz z większą energią i wiarą we własne możliwości. Ich zaangażowanie szybko przyniosło efekt – Maciek Chojnacki wykorzystał jedną z okazji i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
White Foxes kontrolowali przebieg pierwszej połowy i utrzymali korzystny wynik aż do przerwy. Po zmianie stron obraz gry uległ jednak wyraźnej zmianie. Elitarni Gocław zaczęli grać zdecydowanie lepiej, a dużą rolę odegrało doświadczenie Korneliusza Troszczyńskiego, który nie tylko kierował grą zespołu, ale również sam wpisał się na listę strzelców.
Goście złapali odpowiedni rytm i ruszyli do odrabiania strat, co szybko przyniosło kolejne gole. Bramki zdobywali także Łukasz Dawid oraz Wojciech Sekulak. White Foxes próbowali jeszcze wrócić do meczu – jedno trafienie dołożył Mateusz Grzeszuk, jednak to było za mało na dobrze dysponowanych rywali.
Elitarni Gocław przejęli pełną kontrolę i ostatecznie wygrali całe spotkanie 5:2, potwierdzając swoją jakość i ambicje w walce o czołowe lokaty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)