Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 3 Liga
Spotkanie Warsaw Sinaloa z FC Vikersonn UA I od pierwszych minut zapowiadało się na prawdziwy bój. Stawką był awans do 2. ligi, a na boisku od razu było to widać. Gra była twarda, pełna przepychanek i fauli, a sędzia regularnie sięgał po żółte kartki. Łącznie pokazał ich aż sześć - cztery dla Warsaw Sinaloa i dwie dla FC Vikersonn. Napięcie było tak duże, że nawet bramkarz FC Vikersonn dał się wciągnąć w przepychankę i obejrzał żółtą kartkę.
Do przerwy wynik był remisowy 2:2, a bramki dla Warsaw Sinaloa zdobyli Patryk Abbassi i Rafał Złoty. FC Vikersonn odpowiedział trafieniami Ivana Vovka i Viacheslava Tkachuka. Pierwsza połowa była wyrównana, ale Warsaw Sinaloa już wtedy popełniało błędy i podejmowało złe decyzje, które w dalszej części spotkania miały ich sporo kosztować.
Drugą połowę zdominowała ekipa z Ukrainy. Trzema bramkami popisał się Yurii Rubinski, a Viacheslav Tkachuk strzelił gola i zaliczył asystę. Warto odnotować, że po kartce otrzymanej przez bramkarza FC Vikersonn Tkachuk musiał na kilka minut zastąpić go między słupkami i w tym czasie stracił jedną bramkę, zanim podstawowy golkiper wrócił na swoją pozycję.
Warsaw Sinaloa, osłabione żółtymi kartkami i złymi decyzjami, nie zdołało odwrócić losów meczu. Tym samym to przeciwnicy wygrali 5:3 i zrobili ważny krok w stronę awansu.
Starcie P.P.B Artel Husarii Mokotów z FC Prykarpattią w 14. kolejce 3. ligi od pierwszych minut było prawdziwą ofensywną wymianą ciosów. Obie drużyny bardzo odważnie podchodziły do gry w ataku, a tempo spotkania praktycznie nie spadało. Już w 1. minucie prowadzenie Husarii dał Tula efektownym strzałem z dystansu. Prykarpattia szybko odpowiedziała i po trafieniach Dutchaka oraz Kushniruka wyszła na prowadzenie. Husaria równie szybko odzyskała jednak kontrolę nad meczem. Po odbiorze piłki ponownie trafił Tula, chwilę później po szybkim rozegraniu rzutu rożnego gola zdobył Hermann, a zespół z Mokotowa zaczął coraz skuteczniej wykorzystywać błędy rywali. Jeszcze przed przerwą przewaga Husarii wzrosła do trzech bramek. Prykarpattia nie zamierzała jednak odpuszczać. Kapitalnie dysponowany Kushniruk dwukrotnie wykorzystał szybkie wznowienia gry i praktycznie w pojedynkę zmniejszył straty do 5:4 przed przerwą.
Po zmianie stron Husaria wrzuciła jeszcze wyższy bieg. Efektownym strzałem z dystansu popisał się Urmanowski, a z każdą kolejną minutą przewaga zespołu z Mokotowa stawała się coraz bardziej widoczna. Husaria całkowicie przejęła kontrolę nad spotkaniem i zdobyła aż sześć bramek z rzędu, nie pozwalając rywalom praktycznie na nic. Prykarpattia miała coraz większe problemy z zatrzymywaniem rozpędzonej ofensywy przeciwników, a kolejne akcje Husarii regularnie kończyły się groźnymi sytuacjami i trafieniami. Choć końcówka ponownie zamieniła się w otwartą wymianę kolejnych bramek, Husaria kontrolowała już przebieg meczu i ostatecznie wygrała 13:9.
Bardzo duży wpływ na ofensywę zespołu mieli przede wszystkim Borowski i Tula, którzy zdobyli po cztery gole, natomiast po stronie Prykarpattii świetne zawody rozegrał Kushniruk, kończąc spotkanie z sześcioma trafieniami.
Spotkanie dwóch ukraińskich zespołów zapowiadało się bardzo interesująco i rzeczywiście dostarczyło sporo jakości piłkarskiej. Od pierwszych minut było widać dobre wyszkolenie techniczne po obu stronach, a mecz stał na wysokim tempie i obfitował w dynamiczne akcje. Rezerwy FC Łowcy częściej utrzymywały się przy piłce i momentami wyglądały lepiej pod względem techniki użytkowej, jednak zabrakło im konkretów pod bramką rywala.
Pierwsza połowa była wyrównana i pełna walki. Goście potrafili skuteczniej wykorzystywać swoje momenty, dzięki czemu schodzili na przerwę z prowadzeniem 2:3. Gospodarze próbowali odpowiadać kombinacyjną grą i dłuższym utrzymywaniem się przy piłce, ale brakowało im skutecznego wykończenia akcji.
W drugiej części meczu FC Comeback wyglądał dojrzalej i bardziej konkretnie. Goście lepiej radzili sobie pod polem karnym przeciwnika, wykorzystywali błędy rywali i skutecznie kontrolowali przebieg spotkania. Oponenci nadal próbowali budować akcje technicznie i cierpliwie, jednak przewaga w kulturze gry nie przełożyła się na zdobycz bramkową.
Najważniejszą postacią meczu był Kostiantyn Didenko, autor 2 bramek i asysty. Napastnik FC Comeback może nie imponuje warunkami typowego atlety, ale nadrabia to ogromnym charakterem, inteligencją boiskową i umiejętnością dowodzenia zespołem. Niski środek ciężkości i solidna sylwetka pomagały mu utrzymywać się przy piłce i wygrywać pojedynki z obrońcami. Przez całe spotkanie był niezwykle aktywny, dobrze ustawiał się w ofensywie i brał odpowiedzialność za grę drużyny. Dodatkowo zachowywał się jak prawdziwy kapitan - ciągle podpowiadał kolegom, motywował zespół i nadawał ton grze gości.
Ostatecznie FC Comeback wygrał 2:5, przede wszystkim dzięki większej skuteczności i lepszym decyzjom w kluczowych momentach spotkania.
Choć przed spotkaniem faworytem wydawała się drużyna GLK, to ostatnie w tabeli Tonie Majami od pierwszego gwizdka pokazało, że nie zamierza składać broni w walce o utrzymanie. Goście wyszli bowiem na boisko niezwykle zmotywowani i szybko przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na murawie. Już w pierwszej połowie to właśnie Tonie Majami całkowicie zdominowało swoich rywali, pewnie budując wysokie prowadzenie. Na listę strzelców wpisali się kolejno Movad Tahiri, Patryk Kamola, Łukasz Świercz oraz Jakub Sobczak i po pierwszych 25 minutach gry goście prowadzili już 4:0.
Po zmianie stron obraz gry praktycznie się nie zmienił. Zawodnicy Tonie Majami nadal narzucali swoje warunki, skutecznie wykorzystując błędy GLK i raz po raz znajdując drogę do bramki gospodarzy. Cały zespół prezentował się tego dnia naprawdę znakomicie, a ofensywa gości była wręcz nie do zatrzymania. Aż trzech zawodników Tonie Majami skompletowało hat-tricki - dokonali tego Patryk Kamola, Jakub Sobczak oraz Łukasz Świercz. Dwa trafienia dołożył Movad Tahiri, a jedno Damian Kucharczyk.
Ostatecznie Tonie Majami rozgromiło GLK aż 12:3, odnosząc drugie, a zarazem najwyższe zwycięstwo w tym sezonie. Gospodarze zdołali odpowiedzieć trzema trafieniami, z czego dwa padły dopiero w końcówce meczu, gdy przy stanie 12:1 w szeregach gości można było zauważyć chwilę rozluźnienia.
Dzięki temu efektownemu zwycięstwu Tonie Majami wciąż pozostaje w grze o utrzymanie w 3. lidze. Jeśli jednak chce osiągnąć ten cel, musi utrzymać formę zaprezentowaną w tym spotkaniu i dalej wierzyć w końcowy sukces.
Orzeły Stolicy odniosły niezwykle cenne zwycięstwo w meczu 14. kolejki, pewnie pokonując Deluxe Barbershop 6:1. Gospodarze, którzy wciąż walczą o utrzymanie i znajdują się w strefie spadkowej, pokazali ogromną determinację oraz skuteczność, dzięki czemu dopisali do swojego dorobku bardzo ważne trzy punkty.
Spotkanie od samego początku układało się po myśli Orzełów. Gospodarze weszli w mecz z dużym zaangażowaniem i szybko przejęli inicjatywę. Wynik otworzył Michał Leszczyński, który wykorzystał swoją okazję i dał prowadzenie swojej drużynie. Kilka minut później ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców, podwyższając rezultat na 2:0.
Zawodnicy Deluxe Barbershop starali się odpowiedzieć i przeprowadzali kilka groźnych akcji, jednak brakowało im skuteczności pod bramką rywali. Tymczasem gospodarze imponowali efektywnością. Jeszcze przed przerwą swoje trafienie dołożył Paweł Miłkowski, a wynik pierwszej połowy ustalił z rzutu karnego Maciej Kiełpsz, dzięki czemu Orzeły schodziły do szatni z komfortowym prowadzeniem 4:0.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większym zmianom. Goście nadal ambitnie szukali swoich szans i momentami potrafili poważnie zagrozić bramce rywali, jednak w dalszym ciągu brakowało im odpowiedniego wykończenia. W drugiej połowie kolejne gole dla Orłów Stolicy zdobyli Tomasz Krzyżański oraz Krzysztof Niedziółka, a przy obu trafieniach asystował świetnie dysponowany Maciej Kiełpsz, który tego dnia był prawdziwym liderem swojej drużyny. Barberzy zdołali co prawda zdobyć honorową bramkę, ale wydarzyło się to dopiero w końcówce spotkania. Na listę strzelców wpisał się Ilker Yildiztac, jednak czasu na odrobienie strat było już zdecydowanie za mało.
Dzięki temu zwycięstwu Orzeły Stolicy wciąż pozostają w strefie spadkowej, ale znacząco przybliżyły się do miejsc gwarantujących utrzymanie w 3. lidze. Jeśli gospodarze utrzymają podobną formę i skuteczność w kolejnych spotkaniach, walka o pozostanie na tym poziomie rozgrywkowym zapowiada się niezwykle interesująco.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)