Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 8 Liga
Był to pierwszy mecz rozgrywany tego dnia na Arenie AWF i już z samego rana dostaliśmy widowisko pełne sportowych emocji. Ze względu na sytuację w tabeli było to dla obu ekip przysłowiowe starcie o sześć punktów i mobilizację dało się odczuć zarówno u gospodarzy, jak i gości. Już po kilku minutach gry było jasne, że spotkały się drużyny o bardzo zbliżonych charakterach boiskowych i nikt nie będzie odstawiał nogi. Gra, choć twarda i kontaktowa, nie obfitowała jednak w faule i sędzia tylko raz był zmuszony do wyciągnięcia żółtego kartonika.
Gospodarze otworzyli wynik - w 8. minucie gola zdobył Piotr Ziembiński. Paradoksalnie po tym trafieniu inicjatywa zdecydowanie przeszła na stronę Legionu i do przerwy punktowała już tylko ekipa gości. W 16. minucie kontratak po rzucie rożnym na gola zamienił Pavlo Chornobai, a po chwili ten sam zawodnik dołożył kolejne trafienie. W 22. minucie na 1:3 podwyższył Yurii Chornobai i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
Po zmianie stron mecz nabrał jeszcze więcej kolorów. Najpierw gola kontaktowego zdobył Piotr Ziembiński, a po chwili Synowie Księdza stanęli przed idealną szansą na wyrównanie. Żółty kartonik obejrzał Bohdan Batiuk, ale gospodarze nie tylko nie wykorzystali przewagi, lecz także nadziali się na zabójczą kontrę i na 2:4 trafił Andrii Hehelskyi. Wydawało się, że po takim ciosie gospodarze już się nie podniosą, ale Synowie cierpliwie szukali swoich okazji, a tytaniczną pracę wykonał Damian Węgierek. W 33. minucie wyłożył piłkę Tomaszowi Godzimirskiemu, a w 37. minucie wypracował sytuację, po której Piotr Ziembiński, kompletując hat-tricka, doprowadził do wyrównania.
Do końca meczu pozostało jeszcze sporo czasu, a kwestia wyniku wciąż była otwarta. Inicjatywa była zdecydowanie po stronie Synów Księdza, ale Legion cały czas pozostawał groźny, szczególnie w kontratakach. Ostatecznie żadnej z ekip nie udało się przechylić szali zwycięstwa, a remis w tym spotkaniu wydaje się w pełni sprawiedliwym wynikiem.
W ramach 11. kolejki 8. ligi doszło do starcia pomiędzy FC Pers a FC Dnipro United. Obie drużyny przystępowały do meczu w trudnej sytuacji, walcząc o utrzymanie, co zapowiadało wyrównane i zacięte widowisko. Boisko szybko jednak zweryfikowało te przewidywania.
Spotkanie znakomicie rozpoczęli gospodarze. FC Pers od pierwszych minut narzucili swoje tempo gry i skutecznie, raz po raz, przedzierali się przez defensywę rywali. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dwa trafienia Kamola Obidova oraz bramka Rahmatjona Abduhafizova dały gospodarzom prowadzenie 3:0. Pod koniec pierwszej połowy goście zdołali jednak odpowiedzieć. Roman Zielinskyi wykorzystał jedną z okazji i zdobył bramkę kontaktową, przywracając nadzieję FC Dnipro United. Do przerwy FC Pers prowadził 3:1.
Druga połowa rozpoczęła się obiecująco dla gości. Mykyta Chepurko zdobył gola na 3:2 i wydawało się, że goście złapali właściwy rytm i mogą powalczyć o odwrócenie losów meczu. Kluczowy moment nastąpił jednak chwilę później – czerwoną kartkę obejrzał Ranjit Singh Kanwal. Dodatkowo goście przybyli na spotkanie bez zawodników rezerwowych, co oznaczało konieczność gry w osłabieniu do końca meczu. Od tego momentu inicjatywa całkowicie należała do gospodarzy. Persowie bezlitośnie wykorzystywali przewagę liczebną, dominując na boisku i systematycznie powiększając dorobek bramkowy. Kolejne akcje kończyły się golami, a defensywa FC Dnipro United nie była w stanie zatrzymać rozpędzonych rywali.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem FC Pers 10:3. Mecz, który zapowiadał się na wyrównane starcie drużyn walczących o utrzymanie, przerodził się w jednostronny pokaz siły gospodarzy, szczególnie w drugiej połowie.
W niedzielny poranek odbyło się starcie zespołów z górnej części tabeli ósmego poziomu rozgrywkowego. Obie drużyny ostrzyły sobie zęby na komplet punktów. Ekipa Q-Ice wiedziała, że zwycięstwo umocni ją na pozycji lidera, zaś FC Alliance dzięki wygranej mogło wskoczyć na miejsce premiowane awansem.
Początek meczu jasno pokazał, kto tu jest liderem. Q-Ice atakowało raz po raz, lecz koniec końców brakowało dokładności, o czym świadczyć może aż pięciokrotne obicie obramowania bramki gospodarzy. Gdy wszyscy zgromadzeni na Arenie Grenady myśleli, że bramka wisi na włosku, Alliance wyprowadziło świetną akcję i wyszło na prowadzenie po kapitalnym podaniu omijającym wszystkich obrońców rywali. Wtedy goście wyraźnie podrażnieni obrotem spraw podwoili starania w ataku, co zaowocowało trzema szybkimi bramkami i mieliśmy już 1:3. Gdy wydawało się, że Q-Ice otworzyło worek z bramkami, kontakt dał gospodarzom Volodymyr Lazaruk kapitalnym trafieniem z rzutu wolnego. Następnie chwila dekoncentracji oraz błąd bramkarza sprawiły, że Alliance szybkimi dwoma ciosami znów wyszło na prowadzenie. Q-Ice zdążyło jednak spiąć się jeszcze raz przed przerwą i dzięki składnej akcji pierwsza połowa zakończyła się hokejowym remisem 4:4.
Druga odsłona zaczęła się wyrównanie. Obie ekipy wiedziały, że wszystkie błędy będą słono kosztować i rozpoczęły się piłkarskie szachy. O ile przez pierwsze kilkanaście minut gra była wyrównana, tak później oglądaliśmy już koncert w wykonaniu gości. Składne i płynne ataki poskutkowały pięcioma trafieniami, w tym golem bramkarza bezpośrednio z rzutu wolnego. Alliance prowadziło 9:4 i wszystko wskazywało na to, że gdyby mecz trwał dłużej, wymiar kary mógłby być jeszcze wyższy.
Głównym artystą podczas tej kanonady został zdecydowanie Maks Kondarevych, który swój występ przypieczętował dwiema bramkami oraz trzema asystami. Gratulujemy występu.
Patrząc na tabelę, było to jedno z tych spotkań, które mogą mieć ogromne znaczenie na koniec sezonu. Starcie Kresowii z Patriotem należało do kategorii „o sześć punktów". Zwycięzca mógł odetchnąć w środku tabeli, przegrany zaczynał niebezpiecznie spoglądać w stronę strefy spadkowej. W takich meczach każdy detal ma znaczenie, a każdy punkt jest na wagę złota.
Początek mógł ułożyć się idealnie dla gospodarzy. Już w 5. minucie Kresowia wywalczyła rzut karny. Do piłki podszedł Vadym Bezbidovych, pewnie wybrał róg i całkowicie zmylił bramkarza… ale futbol bywa przewrotny - piłka minęła słupek. To był moment, który mógł ustawić spotkanie, a zamiast tego dodał nerwowości gospodarzom. Dalsza część pierwszej połowy była bardzo fizyczna i kontaktowa. Obie drużyny walczyły o każdy metr boiska, a sytuacji było niewiele. Dopiero w końcówce impas przełamał Maksim Abramau, wyprowadzając Patriot na prowadzenie. Kresowia odpowiedziała niemal natychmiast - Bezbidovych odkupił swoje winy i doprowadził do wyrównania. Kiedy wydawało się, że zespoły zejdą do szatni przy remisie, Patriot zadał kolejny cios. Tuż przed przerwą zdobył bramkę na 1:2, co miało ogromne znaczenie mentalne przed drugą połową.
Po zmianie stron goście wyglądali na bardziej zdeterminowanych i konkretnych. Po około pół godzinie gry dołożyli kolejne trafienia, budując przewagę 4:1, która praktycznie zamknęła mecz. Szczególnie wyróżnił się Petrijsi, który ustrzelił dublet i był jednym z kluczowych zawodników w ofensywie Patriotu. Kresowia próbowała jeszcze wrócić do gry i zdobyła bramkę na 2:4, ale brakowało jej już czasu i skuteczności, by realnie zagrozić rywalom. Patriot kontrolował końcówkę i dowiózł cenne zwycięstwo. To triumf, który może okazać się bezcenny w kontekście walki o utrzymanie. Ten zespół zrobił ogromny krok w stronę spokojniejszej końcówki sezonu, natomiast Kresowia musi szybko wyciągnąć wnioski - takie mecze po prostu trzeba wygrywać, jeśli chce się uniknąć walki o przetrwanie.
Był to mecz bez większej historii, a stawianie Force Fusion w roli murowanego faworyta okazało się więcej niż słuszne. Napastnicy gospodarzy potrzebowali trochę czasu, żeby się rozkręcić, jednak przewaga drużyny Ruslana Yakubiva rosła z minuty na minutę, by w drugiej połowie przerodzić się w zupełną dominację.
Wynik otworzył niezawodny kapitan Force Fusion, który już chwilę później skompletował dublet po wykorzystaniu rzutu karnego, a jeszcze przed przerwą miał na swoim koncie hat-tricka. Jednego gola dołożył jeszcze debiutujący w FF Bartłomiej Babiarz i pierwsza połowa zakończyła się pewnym prowadzeniem gospodarzy 4:0. Co ciekawe, Shitable miało swój moment, kiedy żółtym kartonikiem został ukarany Nazar Dydchik, ale nie było w stanie przekuć przewagi liczebnej na gola. W drugiej połowie było jeszcze gorzej - ekipa Ivana Kirianova zupełnie nie miała pomysłu na grę w ofensywie i rzadko była w stanie realnie zagrozić bramce Volodymyra Antoshki.
Za to w drużynie gospodarzy uaktywnili się Oleh Leshchyshyn i Oleksandr Pliakin, którzy non stop nękali defensywę przeciwnika i ostatecznie obaj zakończyli mecz z golem na koncie. Warto tu również wspomnieć o występie Piotra Szpilarewicza, który wprawdzie tylko raz zapisał się w protokole jako asystent, ale kilkukrotnie zaczarował piłkę, popisując się błyskotliwymi zagraniami. Przy stanie 6:0 było już praktycznie po meczu, ale do końca pozostał jeszcze ponad kwadrans, który Force Fusion wykorzystało na całkowite dobicie przeciwnika. Gospodarze udowodnili, że na wiosnę są w wyśmienitej formie i zgarnęli w pełni zasłużone trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)