Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 10 Liga
To spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie, obie ekipy w poprzednim tygodniu odniosły zwycięstwa i w tabeli dzieliło je zaledwie trzy punkty. Kresowia jako najskuteczniejsza drużyna na tym poziomie, przystępowała do starcia w roli faworyta. I szybko, bo już w 2 minucie udowodniła, że presja tego specjalnie jej nie ciąży. Włodzimierz Kazakov odebrał piłkę ostatniemu obrońcy Patetycznych i skierował ją do siatki nie dając szans bramkarzowi. W 12 minucie nieprzepisowo zatrzymany został znany ze skutecznych ofensywnych szarży Amadeusz Rachel. Do rzutu wolnego podszedł Felix Tran i zamienił go na gola, doprowadzając do remisu. Chwilę przed zakończeniem pierwszej połowy obie ekipy strzeliły po jednej bramce. Wynik remisowy doskonale odzwierciedlał to, co oglądaliśmy na boisku w pierwszej odsłonie spotkania. Po zmianie stron pierwsi drogę do bramki znaleźli FC Patetikos. Gol dający prowadzenie najwyraźniej pobudził ich apetyt na zwycięstwo i chwilę później wynik podwyższył bardzo aktywny Felix Tran. Gra rozpędzonych gospodarzy wyglądała coraz pewniej. Rajdy z piłką Amadeusza Rachela i pomysłowe rozgrywanie piłki przez Felixa Trana sprawiały przeciwnikom nie lada kłopoty i kolejne bramki były kwestią czasu. Patetyczni wyszli na czterobramkowe prowadzenie, natomiast Kresowia Warszawa swoją jedyną bramkę w drugiej połowie zdobyła dopiero w końcówce i było to o wiele za mało, na tak dobrze funkcjonujący zespół rywali. FC Patetikos wygrywając 6:3, mają na swoim koncie tyle samo punktów co Kresowia i obie ekipy do najniższego stopnia podium tracą zaledwie jedno oczko. Zespół gości składający się głównie z zawodników z Białorusi, liczył na pewno na więcej w tym spotkaniu, ale takie jest piękno piłki nożnej i nie zawsze to faworyt zgarnia komplet punktów.
Jak dotąd niewielka liczba drużyn może poszczycić się miejscem w elitarnym gronie niepokonanych. Wśród ekip, które jeszcze nie przegrały swojego spotkania, znajduje się również Bejern, który po sześciu meczach w dziesiątej lidze, nie tylko nie uległ żadnemu rywalowi, ale zdołał skompletować pełną pulę punktów. Minionej niedzieli przyszło im się zmierzyć z Heavyweight Heroes. Gospodarze na tamten moment byli na trzecim miejscu, tracąc zaledwie pięć punktów. Znaczyło to, że hipotetyczna wygrana w ogromnym stopniu ułatwiłaby im walkę o mistrzostwo, zbliżając ich do bezpośredniego rywala. Niestety to spotkanie nie rozpoczęło się dla nich najlepiej. Do głosu błyskawicznie doszli bowiem Filip Pławiak i spółka, którzy zaaplikowali rywalowi aż trzy bramki. Szalona pogoń za wynikiem i usilne próby wyrównania zdały jednakże egzamin w przypadku gospodarzy. Do wyrównania zabrakło zaledwie jednego trafienia. Mimo tego stan rywalizacji, który na tamten moment wynosił 2:3, w żadnym stopniu nie przekreślał ich szans. Opisując drugą odsłonę pojedynku w ich wykonaniu, niebywale ciężko jest stwierdzić: „co poszło nie tak?”. Być może był to czynnik kondycyjny, który lekko zarysował się w starciu z młodszym i bardziej wybieganym rywalem. Naszym zdaniem jednak sporą rolę w tym spotkaniu na korzyść Bejernu odegrał ich bramkarz, Dominik Trzaskowski, który oprócz kapitalnych interwencji zanotował także dwie asysty. Finalnie to właśnie w sporej mierze dzięki niemu jego ekipa wygrała 3:5.
Dla gospodarzy był o niezwykle istotny mecz, bowiem widmo zejścia do strefy spadkowej stawało się bardzo realne. Do tego czołówka ligi coraz mocniej uciekała, więc porażka w starciu z NWP znacznie pogorszyłaby sytuację Bęgala. Pierwsze minuty spotkania to próby strzałów z dystansu jednych i drugich, ale w obu przypadkach niemal wszystkie piłki znacznie mijały bramkę. Golkiperzy nie mieli więc początkowo zbyt wiele pracy, ale formę swojego bramkarza postanowili sprawdzić gracze gości, bo dwukrotnie ostatni obrońca NWP tracił piłkę, przez co rywal wychodził na dogodną sytuację strzelecką. Czujny między słupkami był Konrad Sochacki, a był to dopiero początek jego popisu tego wieczoru. Team Adriana Pagasa objął prowadzenie po rzucie rożnym, ale mieliśmy wrażenie, że konkretniejszy był jednak Bęgal. Gracze Na Wariackich Papierach dłużej utrzymywali się przy piłce, próbując ataku pozycyjnego, gospodarze natomiast szukali swego szczęścia głównie w kontrach. W końcówce pierwszej części goście jeszcze dwukrotnie pokonali bramkarza przeciwnika i na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 0:3. Te bramki jakby podcięły skrzydła Bęgalowi, bo jeszcze przy wyniku 0:1 mecz był naprawdę wyrównany, ale kolejne bramki jakby odebrały wiarę w zwycięstwo gospodarzom. Zaczęli się gubić w obronie, NWP przejął inicjatywę, a gol na 0:4 mógł zupełnie dobić Bęgala. Lasha Kvelashvili z własnej połowy wybił piłkę na tzw. uwolnienie, lecz robił to w taki sposób, że futbolówka przelobowała golkipera gospodarzy. Wydawało się więc, że w tym meczu już nic się nie wydarzy i NWP spokojnie zainkasuje 3 pkt. Chyba zawodnicy również poczuli się za pewnie, bo zaczęli grać zbyt nonszalancko i gdyby nie postawa Konrada Sochackiego, to być może bylibyśmy świadkami spektakularnego comebacku. Skończyło się na wyniku 2:4 – rozmiary porażki nieco zmniejszyli Ernest Iwan i Przemysław Chmielowiec, ale ilość sytuacji jakie miał w tym spotkaniu WKS Bęgal spokojnie wystarczyłaby na wygranie tego meczu. Słaba skuteczność, plus dobra postawa bramkarza rywali i być może zbyt wczesne zwątpienie w sukces to główne przyczyny tego, że gospodarze pozostali bez punktów.
Meczem przyjaźni możemy określić spotkanie pomiędzy OldBoys Derby II, a FC Po Nalewce. Oba zespoły znają się dość dobrze, lecz każdy z nich chciał wygrać to spotkanie. Wyżej ulokowani w ligowej tabeli goście byli tutaj faworytem. Fc Po Nalewce bardzo szybko chciało wyjść na prowadzenie, lecz na ich drodze stawał Rafał Wieczorek, który zamurował swoją bramkę. Po upływie kilku minut mecz zrobił się bardziej wyrównany i obaj bramkarze byli bohaterami swoich zespołów nie pozwalając, aby którykolwiek z napastników ich pokonał. Pierwsza połowa niespodziewanie zakończyła się bez goli i nie mogliśmy się doczekać kontynuacji spotkania. Po zamianie stron scenariusz był bliźniaczo podobny do tego z pierwszej odsłony. Szybka ofensywa gości nie przyniosła im wymarzonego gola, a gospodarze dopiero po chwili jakby weszli w mecz, przez co drużyny wymieniały się kontratakami. Rafał Wieczorek uległ dopiero w 36 minucie i od tego momentu gra zaczęła wyglądać na bardziej zaciętą. Goniący wynik gospodarze atakowali mocniej, a goście zmuszeni byli do skuteczniejszej gry defensywnej. Jednobramkowe prowadzenie przy takim naporze było niewystarczające, aby bezpiecznie „dowieźć” zwycięstwo do samego końca. Upływający czas i strata do rywala zmuszała kapitana drugiej drużyny OldBoys do coraz wyższej gry za swoim polem karnym, co goście w ostatniej akcji meczu zamienili na gola i wygraną 2:0. Dzięki wygranej Fc Po Nalewce obroniło drugie miejsce, natomiast gospodarze pozostali w strefie spadkowej i muszą wziąć się za odrabianie strat, jeżeli myślą o wyższej pozycji na koniec rundy niż siódma.
Dwie zupełnie różne połowy obejrzeliśmy w starciu Dynama Wołomin z drugim zespołem jednej z najlepszych szkółek piłkarskich w Warszawie, czyli FFK OldBoys II. Obie ekipy dzieliła przepaść pod względem wieku, gdyż gospodarze to bardzo młodzi zawodnicy, wśród których znajdziemy nawet kilku nastolatków, natomiast goście to dobrze znane w świecie trenerskim postaci z odrobinę bardziej dojrzałym PESEL-em, co oczywiście przekładało się na doświadczenie. Pierwsze pięć minut to istny szok i mieliśmy wrażenie, że - jak to się mówi w żargonie piłkarskim - Panowie z FFK "nie dojechali na czas na mecz". Trzy bardzo składne akcje przeprowadzone przez Michała Matyję pozwoliły jego kolegom na szybkie wyprowadzenie ekipy z Wołomina na prowadzenie 3:0, a na listę strzelców wpisywali się odpowiednio: Maciek Dorsz oraz Czarek Wolski dwukrotnie. Na szczęście kilka chwil później goście się ocknęli i już po dwóch kolejnych minutach zaliczyli na swoim koncie premierowe trafienie, a jego autorem, po zamieszaniu w polu karnym, był... Maciek Dorsz, który niestety skierował piłkę do własnej bramki. Tempo strzelania spowolniło nieco na dobrych kilkanaście minut, ale chyba głównie dlatego, że obie strony nieco bardziej skupiły się na poukładanej grze w tylnej formacji zespołu. Po nieco spokojniejszym fragmencie meczu po raz kolejny ze świetnej strony pokazał się Michał Matyja, który najpierw nie zmarnował dobrego podania Adama Domidowicza, a następnie dostrzegł idealnie ustawioną Natalię Dubę. Jak wiemy przedstawicielka płci pięknej nie zwykła marnować dobrych okazji i ze spokojem ustaliła wynik pierwszej odsłony na 5:1. Zdecydowana przewaga gospodarzy, nieco zaskakująco słaba postawa gości - taki był obraz premierowych 25 minut. Po zmianie strony swój marsz po komplet punktów kontynuowali gracze Dynama, a konkretnie Czarek Wolski, który zaliczył imponujące wejście w drugą połowę. Czarek w ciągu pięciu minut trzykrotnie zmuszał golkipera rywali do kapitulacji, a po jego trafieniach gospodarze prowadzili aż 8:1. Od tego momentu odnieśliśmy wrażenie, że na boisku gra inna ekipa FFK. Zdecydowanie więcej wizji i współpracy zaowocowało wieloma okazjami strzeleckimi, w większości wykorzystanymi. Niestety, Panowie z FFK II obudzili się trochę za późno, gdyż odrobienie siedmiobramkowego deficytu w niecałe piętnaście minut było zadaniem niemalże niewykonalnym. Udało się im ostatecznie zmniejszyć rozmiary porażki do trzech bramek, a na listę strzelców wpisywali się : Adam Goida, Hubert Woźniak, Kamil Motul, Kamil Pudełko oraz Wojtek Graczyka, którego bramka ustaliła wynik spotkania na 9:6. Zdecydowane zwycięstwo Dynama Wołomin, aczkolwiek ostatnich kilkanaście minut drugiej połowy powinno być dla nich ostrzeżeniem, że koncentrację trzeba trzymać do końca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)