reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

W 15 kolejce 10 ligi WKS Bęgal podejmował Kresowię Warszawa. Gospodarze będący obecnie na 8 miejscu muszą wygrywać swoje mecze, aby spokojnie pozostać na tym szczeblu rozgrywek. Natomiast Kresowia bardzo mocno bije się o awans do 9 ligi. Mecz ten był więc bardzo ważnym spotkaniem dla obydwu ekip. Pierwsi bramkę zdobyli goście po ładnej dwójkowej akcji Aleksandra Martyniuka i Maksata Torayeva. Gospodarze szybko wyrównali za sprawą Cezarego Basiora, który wykorzystał podanie Patryka Opęchowskiego. Rozpędzeni gracze WKSu nie zwalniali tempa i chwilę później zdobyli swoją drugą bramkę. Patryk Opęchowski przechwycił piłkę na połowie przeciwnika, wyszedł sam na sam z bramkarzem i nie zmarnował tej okazji trafiając na 2-1. Podrażniona takim przebiegiem spotkania drużyna Kresowii wzięła się mocno do pracy i szybko zripostowała. Aleksander Martyniuk zagrywał z rzutu rożnego a jego podanie wykorzystał Oleg Tsetsema. Zrobił się więc remis i mecz można powiedzieć zaczął się od początku. Jednak gołym okiem zarysowywała się coraz większa przewaga ekipy gości. Potwierdzeniem takiego obrotu boiskowych wydarzeń były gole na 3-2 i 4-2. Po tych trafieniach arbiter zakończył tę część meczu. Na drugą połowę obydwie ekipy wyszły żądne osiągnięcia dobrego wyniku. Ponownie ekipa gości jako pierwsza zaczęła zaliczać swoje trafienia. Na 5-2 trafił Danil Mikulich, po celnym podaniu klepką Włodzimierza Kazakowa. 6-2 to efekt składnej akcji duetu Anton Liashuk i Oleg Tsetsema. Od tego momentu aż do wyniku 9-2 rządziła i dzieliła na boisku ekipa Kresowii. Dopiero w 37 minucie Przemysław Chojnacki popisał się ładnym wypuszczeniem w uliczkę Fiodora Dusznego, który trafił na 3-9. Jednak goście nie mieli zamiaru odpuścić, złapali drugi oddech i z wyniku 9-3 momentalnie zrobiło się 12-3. Po tych wydarzeniach gospodarze ukłuli po raz czwarty. Jednak była to ich ostatnia bramka w tym meczu. Natomiast goście zdobyli jeszcze dwie bramki i to jednostronne spotkanie zakończyło się wynikiem 14-4 dla Kresowii. Jak wspomnieliśmy na początku ekipa WKS Bęgal coraz bardziej zbliża się do strefy spadkowej i każde następne spotkanie będzie meczem o pozostanie w 10 lidze. Kresowia Warszawa po tym zwycięstwie wskoczyła na 3 miejsce w tabeli i jest coraz pewniejsza awansu do 9 ligi.

2
17:00

Heavyweight Heroes i FC Patetikos na półmetku rundy wiosennej dzieliła różnica tylko jednego punktu. Oba zespoły aspirują do podium, a zwycięzca bezpośredniego starcia bardzo by się do tego przybliżył. Mimo wyrównanej gry od pierwszego gwizdka sędziego, to goście po upływie pięciu minut mieli dwubramkowe prowadzenie. Sygnał do odrabiania strat dał dobrze dysponowany tego dnia występujący w roli „jokera” Maciek Chrzanowski. Po zdobyciu gola kontaktowego gra obu zespołów nabrała jeszcze większej atrakcyjności. Szybkie kontrataki i determinacja w obronie coraz bardziej przykuwały wzrok. W 14 minucie po odbiorze piłki Jakub Lejman doprowadził do remisu, a na dwie minuty przed przerwą wcześniej wspomniany Maciek dał gospodarzom prowadzenie. Po zamianie stron Heavyweight Heroes powiększyło swój licznik zdobytych goli. Zdeterminowani goście starali się przejąć inicjatywę i 10 minut przed końcem spotkania zbliżyli się do rywala. Gospodarze czując narastającą presję ruszyli odważniej pod pole karne Patetikos i po upływie 4 minut mieli dość bezpieczny trzybramkowy bufor. Goście starali się jeszcze odmienić losy meczu, lecz tylko raz zdołali pokonać Artura Macka. Heavyweight Heroes wygrali 6:4 pozostają na czwartym miejscu z realnymi szansami na najniższy stopień podium. FC Patetikos spadło na szóstą pozycję i teraz muszą się skupić na walce o piątą lokatę, premiowaną grą w Pucharze Ligi Fanów.

3
18:00

W tym spotkaniu nie było niespodzianki i zgodnie z naszymi przewidywaniami FC Po Nalewce sięgnęło pewnie po trzy punkty, choć nieco pomógł w tym niefortunny przypadek. Gospodarze byli w natarciu od samego początku i już w 5 minucie Ruslan Yakubiv strzelił gola otwierającego. W 11 minucie było 2:0 – Darek Czopek wrzucił piłkę z autu i Sławek Ogorzelski popisał się pięknym strzałem głową. Po kwadransie gry wynik brzmiał 3:0 i znów trafił niezwykle aktywny w napadzie Nalewek Ruslan Yakubiv. Za to po chwili bramkarz Dynama popełnił katastrofalny błąd, bo złapał piłkę w ręce za polem karnym, za co sędzia musiał ukarać go czerwonym kartonikiem, a gospodarze momentalnie dołożyli czwarte trafienie. Perspektywa gry w osłabieniu przez dziesięć minut praktycznie pogrzebała szanse gości na realne dogonienie wyniku, ale trzeba oddać honor zawodnikom z Wołomina, bo nie spuścili głów i starali się walczyć mimo takiego obrotu spraw. Co ciekawe - w samej końcówce pierwszej połowy presja wywarta na golkiperze gospodarzy spowodowała, że Dynamo dostało prezent w postaci rzutu wolnego pośredniego w polu karnym, który na raty na gola zamienił Maciej Dorsz. Na początku drugiej połowy FC Po Nalewce mogło dobić przeciwnika, ale gospodarze chyba nieco za bardzo się rozluźnili, bo nie tylko nie wykorzystali przewagi liczebnej, to na dodatek „popisali się” koszmarną nieskutecznością i w kilka minut zmarnowali aż cztery, praktycznie 100% okazje do podwyższenia wyniku. I kiedy składy wyrównały się FC Po Nalewce obudziło się i dołożyło szybkie dwa trafienia Marcina Króla i Sławka Ogorzelskiego. Warto tu wspomnieć o tym, że gol Sławka był praktycznie powtórką gola z 11 minuty, czyli podania z autu w wykonaniu Darka Czopka i wykończenia głową. Obie drużyny dołożyły jeszcze po jednym trafieniu i mecz zakończył się gładkim zwycięstwem FC Po Nalewce 7:2.

4
19:00

W tym meczu wyraźnym faworytem była drużyna gości i to właśnie oni otworzyli wynik. Wrzut z autu, piłka trafiła do wbiegającego Mateusza Zaleńskiego, który technicznym uderzeniem w dolny róg bramki pokonał bramkarza rywali - mamy 0:1. Chwile później niefortunna strata piłkarza Mogielnicy w środku pola, co bezlitośnie wykorzystał Zaleński po dwójkowej akcji z Krzytem. Dwie minuty po drugiej bramce kolejne zamieszanie pod świątynią gospodarzy i pada już trzeci gol. Sytuacja dla graczy w niebieskich strojach jest daleka od ideału. Ich nadzieję na walkę o jakiekolwiek punkty w tym meczu podtrzymał Karol Rupiński, wykorzystując podanie od swojego kolegi z drużyny, Alana Mirkowskiego. Przez następne 10 minut byliśmy świadkami zażartej walki w środku pola o każdą piłkę, lecz do głosu ponownie doszli goście za sprawą bramki Krzyta. Po chwili nieudana akcja ofensywna piłkarzy Bejernu, strata i kontra, którą finalizuje Rupiński. Gracze gospodarzy pokazywali jednak, że łatwo się nie poddadzą, co zaowocowało zbliżeniem się na odległość jednej bramki, jednakże ostatni cios w pierwszej części meczu wyprowadził Filip Pławiak. Druga połowa chyba zaskoczyła wszystkich. Gracze Mogielnicy wstali niczym “feniks z popiołów”. Piłka nożna jest przewrotnym i nieprzewidywalnym sportem, co dobitnie pokazał nam również ten mecz – gracze w niebieskich trykotach zdobyli aż 4 bramki. Pięknym trafieniem popisał się choćby Jakub Kuligowski, pakując piłkę w samo okienko bramkarza rywali. To boiskowe odrodzenie zmusiło graczy w żółtych strojach do odrabiania strat, co finalnie im się udało, przez co oba zespoły były zmuszone podzielić się punktami.

5
21:00

W niedzielę o 21:00 na sektorze C zmierzyły się ze sobą drużyny Oldboys Derby ll oraz Na Wariackich Papierach. To spotkanie tak naprawdę nie miało większego faworyta, bo drużyny dzielił jedynie punkt różnicy. W poprzednim starciu ekipa gości wygrała aż 1:5, ale w rundzie rewanżowej zdecydowanie lepiej spisują się przeciwnicy. W pierwszej połowie mimo podobnej ilości sytuacji bramkowych to drużyna w białych koszulkach prowadziła. Najpierw 0:1 a gdy przeciwnik wyrównał na 1:1, to ponownie wyszli na prowadzenie 1:3. Drugą połowę drużyna w żółto-czerwonych barwach rozpoczęła wręcz rewelacyjnie - w ciągu kilku minut zdołali wyrównać a nawet wyjść na prowadzenie 4:3. Mimo bramki samobójczej utrzymywali już przewagę praktycznie cały czas. W ostatnich minutach pada trafienie na 5:5. Obie drużyny liczyły, że uda im się zadać decydując cios, aż w końcu zespół Oldboys zdobywa gola w ostatniej minucie i wygrywa mecz 6:5.

Reklama