reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

Bardzo dobre spotkanie oglądaliśmy w wykonaniu Bejernu i Oldboys Derby II. Dość szybko prowadzenie objęli gospodarze. Wystarczyły zaledwie cztery podania, by przenieść piłkę z jednego pola karnego na drugie – od bramkarza po finalizację akcji przez Wojciecha Kamińskiego. Oldboje nie czekali długo z odpowiedzią i dosłownie parę minut później Łukasz Łukasiewicz wyrównał strzałem z dystansu. Wtedy to po raz pierwszy, ale bynajmniej nie ostatni do głosu doszedł duet Pławiak – Skórka. Ten drugi zagrywał piłkę z rzutu rożnego, a pierwszy wyprzedzając obrońcę, sprytnym strzałem zdobył gola na 2:1. Na kolejne trafienia musieliśmy trochę poczekać, ale dysponując tylko jedną zmianą zawodnicy Bejernu już w pierwszej części zaczęli odczuwać trudy meczu. Doszło nawet do sytuacji, w której dwóch zawodników chciało równocześnie zejść z boiska, a z ławki rezerwowych nie miał kto ich zastąpić. Gdy Oldboje ponownie wyrównali wydawało się, że teraz już na dobre złapią przeciwnika. Tymczasem obejrzeliśmy niemal bliźniaczą bramkę Bejernu z rzutu rożnego, a potem gospodarze wykorzystali złe rozegranie rzutu wolnego przez przeciwnika i tuż przed przerwą wyszli na prowadzenie 4:2. Podrażnieni Oldboje od początku drugiej części ruszyli do odrabiania strat i chwilę po rozpoczęciu drugich 25 minut zdobyli bramkę kontaktową, ale z szybką ripostą pospieszyli rywale i mieliśmy 5:3. Bejern wiedząc, że musi rozsądnie gospodarować siłami, z przodu zostawił jedynie Filipa Pławiaka, w defensywie pozostawało na stałe trzech zawodników, a lukę pomiędzy formacjami wypełniał Tomasz Skórka. Do pewnego momentu to się sprawdzało, ale napór Oldbojów w końcu przyniósł efekt i doprowadzili oni do wyrównania. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy, którzy w samej końcówce zdobyli gola na wagę trzech punktów. Czy Oldboje mogą mieć niedosyt po tym spotkaniu? Na pewno nie tak wyobrażali sobie start rundy, ale trzeba też pamiętać, że Rafał Wieczorek parokrotnie ratował ich przed utratą bramki. Nie można jednak stwierdzić, że rozegrali złe zawody. Bejern zagrał mądrze, zostawił sporo serca i zdrowia na boisku i to jak najbardziej im się opłaciło.

2
18:00

Mecz pomiędzy FFK Oldboys II, a WKS Bęgal zanim się rozpoczął nie zapowiadał się na wyrównane spotkanie. Gospodarze stawili się w dość okrojonym składzie bez żadnego nominalnego bramkarza i jako pierwszy tę pozycję zajął Aleksander Pudełko. Goście natomiast posiadali aż pięć zmian, co dawało im znaczącą przewagę na przestrzeni całego spotkania. Mimo liczebnej przewagi gospodarze bronili się skutecznie do 13 minuty. A kiedy zawodnicy WKS Bęgal zdobyli pierwszego gola w tym meczu, wszystko zaczęło układać się po ich myśli. Narzucili swoje tempo i bardzo szybko powiększyli swoje prowadzenie o kolejne pięć goli, tracąc w tzw. międzyczasie tylko jedną bramkę. Wysokie prowadzenie wprawiło gości w pozytywny nastrój i widać było, iż dobra atmosfera tylko poprawia ich grę, która szybko przynosiła korzyści w postaci kolejnych trafień. Gospodarze przez całe spotkanie starali się jak mogli, aby chociaż trochę zatrzymać ten walec, lecz mimo wielkiego zaangażowania nie byli w stanie cokolwiek zrobić. WKS Bęgal w drugiej połowie stracił również tylko jedną bramkę, zdobył dziewięć i ostatecznie wygrał aż 15:2. Może gdyby nie problemy kadrowe FFK ten mecz wyglądałby inaczej, lecz tego już się nie dowiemy. Gościom gratulujemy wysokiego zwycięstwa i miana pierwszego lidera 10.ligi w tym sezonie.  

3
18:00

FC Po Nalewce w pocie czoła przygotowywało się do tegorocznych rozgrywek, a kapitan Łukasz Gaba miał ogromną ochotę rozpocząć ten sezon od zwycięstwa. Zaczęło się świetnie, bo pierwsze cztery bramki strzelili właśnie gospodarze, którzy raz za razem przebijali się przez defensywę gości. Trzeba przyznać, że FC Patetikos miało swoje momenty w tym meczu, ale w przeciągu całego spotkania nie zasłużyli niestety na nic więcej, niż udało im się osiągnąć. Brakowało im przede wszystkim cierpliwości w rozgrywaniu akcji, czego na pewno nie można powiedzieć o miłośnikach wysokoprocentowych zdrowotnych trunków, którzy wyjątkowo dojrzale i spokojnie rozgrywali piłkę między sobą. W całym meczu poza kapitanem – Łukaszem Gabą, wyróżniali się przede wszystkim Michał Kurowski, który zdobył aż 5 bramek oraz Dmitry Balysh, który ustrzelił dublet. Trzeba przyznać, iż dobre spotkanie rozegrał również Michał Piątkowski, który pilnie strzegł swojej bramki przed graczami drużyny przeciwnej. A jak to wyglądało w FC Patetikos? Goście do przerwy przegrywali 1:6, a jedynym promyczkiem nadziei na lepszy wynik był Roy Matongo, który dzielnie walczył z rosłymi obrońcami gospodarzy. W drugiej połowie drużyna gości zagrała już dużo lepiej i można nawet stwierdzić, że ta część spotkania padła ich łupem, bo wygrali ją 3:2. To daje nadzieję na lepsze jutro, chociaż musimy pamiętać o tym, że gospodarze mieli prawo zwolnić grę i spokojnie rozgrywać piłkę. Mimo wszystko, to było dobre spotkanie, w którym nie zabrakło pięknych zagrań. Szkoda tylko, że wynik nie oscylował dłużej koło remisowego, bo być może całe spotkanie jeszcze mocniej zapadłoby nam w pamięci.

4
20:00

Chwilę po godzinie 20:00 na naszym boisku mierzyły się ze sobą zespoły Na Wariackich Papierach i Dynamo Wołomin. Było to ich pierwsze bezpośrednie spotkanie i byliśmy ciekawi, jak się zakończy. Gospodarze od pierwszego gwizdka sędziego przeważali na boisku kreując duże zagrożenie pod bramką Radosława Kani i tylko sporadycznie dopuszczali rywala pod własną bramkę. Częste strzały w światło bramki Radek bronił jak natchniony, dając tym samym kolegom wiarę w końcowy sukces. Pierwsza bramka, jaką zobaczyliśmy w tym meczu padła dopiero w 14 minucie i była autorem Czarka Wolskiego z Dynama. Stracony gol zadziałał jak płachta na byka i gospodarze jeszcze mocniej zaczęli atakować. Lasha Kvelashili, jako pierwszy spośród swoich kolegów zdołał pokonać golkipera gości doprowadzając do wyrównania, a minutę później Krystian Chmielowiec wysunął ich na prowadzenie. Pierwsza część spotkania zakończona skromnym jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy nie zapowiadała gradu bramek, które obejrzeliśmy w drugiej odsłonie tego meczu. Dynamo Wołomin po upływie trzech minut dopuściło do straty gola, lecz jeszcze w tej samej minucie zdołało odpowiedzieć trafieniem kontaktowym. Była to ostatnia chwila, kiedy obie drużyny były pod względem wyniku tak blisko siebie. Gospodarze coraz lepiej radzili sobie z defensorami gości, systematycznie powiększając prowadzenie. Młodzi zawodnicy z Wołomina nie poddawali się i walczyli o jak najlepszy rezultat do samego końca. Na Wariackich Papierach w końcowym rozrachunku wygrało 8:4, a bardzo duży wkład w ten sukces miał Lasha Kvelashvili, który został wybrany najlepszym zawodnikiem 10 ligi. Obu zespołom życzymy powodzenia w nadchodzących meczach i dziękujemy za zaangażowanie, które włożyli w to spotkanie.

5
22:00

Heavyweight Heroes to zespół nowy, ale w składzie ma kilku zawodników doskonale znanych z boisk Ligi Fanów. Po drugiej stronie na boisko wybiegła Kresowia Warszawa, czyli ekipa, którą tworzą zawodnicy w przeważającej większości pochodzący zza wschodniej granicy Polski. W tym spotkaniu od początku mogliśmy obserwować lekką przewagę gospodarzy, którzy byli bardziej zmotywowani i przede wszystkim bardziej doświadczeni, co pomogło im w osiąganiu swoich celów. Zaczął Jakub Półchłopek, poprawił dwoma golami Adam Piekarniczek i zespół Bohaterów Wagi Ciężkiej uzyskał prowadzenie 3:0. Przed przerwą trafił jednak Władysław Łozowski i to mogło zapowiadać konkretne emocje. Niestety dla widowiska, gospodarze po przerwie krok po kroku opanowywali sytuację i udowadniali, że jednak znają się świetnie na piłkarskim rzemiośle, a Arena AWF nie stanowi dla nich żadnego problemu. Zespół gości mając mniejsze doświadczenie w naszych rozgrywkach, nie wydawał się do końca przekonany do swojego sposobu gry na boisku o takich wymiarach. To pozwoliło odskoczyć gospodarzom na czterobramkowe prowadzenie, które goście próbowali ze wszystkich sił zmniejszyć. Trafili Nowacki i Torayev, ale wynik 5:3 był tego dnia dla gości absolutnym maksimum. Po chwili znów trafił Piekarniczek, swoje dołożyli pozostali koledzy, a kwintesencją dobrej gry gospodarzy była bramka ich bramkarza Artura Macka, która zamknęła mecz. Ostatecznie Heavyweight Heroes wygrali 9:4 i spokojnie czekają na kolejne wyzwania. Z kolei Kresowia ma o czym myśleć, bo kilka pomysłów na grę było świetnych, ale zabrakło czegoś, co można stosować przez całe 50 minut – zgranej defensywy. 

Reklama