Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 10 Liga
W dziesiątej kolejce zespół Fan Mogielnica podejmował ekipę WKS Bęgal. Bez większego zaskoczenia to drużyna plasująca się na 7 miejscu w tabeli była stroną dominującą. Gracze w niebieskich strojach skrupulatnie dążyli do objęcia prowadzenia w tym meczu, co finalnie udało im się osiągnąć w 10 minucie. Daleki wrzut z autu w wykonaniu Patryka Opęchowskiego, piłka minęła całe pole karne i trafiła do niepilnowanego Ernesta Iwana, który bezbłędnie wykorzystał podanie od kolegi z drużyny. Chwilę później po raz kolejny to goście doszli do głosu. Szybka klepka graczy Bęgali, płaskie dośrodkowanie z prawej strony w wykonaniu Przemysława Chojnackiego w miejsce, w którym stał Franciszek Sulkiewicz, a ten dopełnił formalności. Mamy 0:2. Ostatni cios w pierwszej połowie wymierzył drużynie oponentów Kuba Szabłowski, który umieścił piłkę pomiędzy nogami bramkarza, przez co jego drużyna schodziła na przerwę mając 3 bramki zapasu. W drugiej części meczu Fan Mogielnica zmniejszyła straty za sprawą trafienia Dawida Wiśnika, który wykorzystał bierność rywali w obronie i dał swojej drużynie pierwszego gola w tym spotkaniu. Zachwyt graczy w białych koszulkach trwał dokładnie 8 minut, bowiem na 1:4 trafił Przemysław Chojnacki po podaniu od Patryka Opęchowskiego. Gracze Bęgali nie myśleli, aby się zatrzymywać. Stale konstruowali ataki, które zaowocowały następnym trafieniem, ponownie za sprawą Ernesta Iwana. Po raz kolejny niefrasobliwość w obronie Mogielnicy dała się we znaki. Na listę strzelców wpisał się Maksymilian Korczak, co oznaczało pięciobramkową zaliczkę dla zespołu w niebieskich strojach. Pod koniec meczu zespół gospodarzy odpowiedział szybko dwoma bramkami, lecz było to za mało, aby odmienić losy meczu.
Minionej niedzieli na Arenie AWF oglądaliśmy spotkanie Bejernu z Oldboys Derby II, który zapowiadał się niezwykle ciekawie. Bejern tydzień wcześniej po raz pierwszy zaznał goryczy porażki w obecnym sezonie i jak najszybciej chciał udowodnić reszcie stawki, że był to wyłącznie wypadek przy pracy. Nie miał łatwego zadania, bo tym razem czekała go rywalizacja z rozpędzonym zespołem Oldboysów, który w swoim ostatnim spotkaniu wysoko rozbił FFK Oldboys II. Pierwsze minuty spotkania to głównie walka w środku pola i brak widocznej przewagi żadnej ze stron. W 15 minucie Patryk Czerniejewski popisał się dobrym przeglądem pola i podał piłkę do niepilnowanego w polu karnym Macieja Starnawskiego, który otworzył wynik spotkania. Radość Bejernu nie trwała długo, ponieważ minutę później Olboysi doprowadzili do wyrównania. Co prawda „na raty” uderzał Kamil Koćwin, ale ostatecznie nie dał szans dobrze interweniującemu przy pierwszym strzale Dominikowi Trzaskowskiemu. Wynikiem 1:1 zakończyła się pierwsza połowa i wiadomo było, że druga odsłona przyniesie nam wiele emocji. Po zmianie stron mogliśmy zaobserwować kopię sytuacji z pierwszej części gry, ponieważ w 27 minucie Bejern strzelił bramkę na 2:1, a goście po minucie odpowiedzieli trafieniem dającym remis. W 33 minucie mocnym strzałem z woleja po długim słupku popisał się Wojciech Kamiński i ponownie wyprowadził Bejern na prowadzenie, którego zawodnicy tej ekipy nie oddali już do samego końca. Gracze z osiedla Derby na pewno czują niedosyt po strzelonej bramce kontaktowej na 4:3, ale ostatecznie to Bejern triumfował w tym starciu. Gospodarze po wygranej wciąż wiodą prym w 10 lidze, mając 5 punktów zapasu w stosunku do drugiego miejsca. Goście natomiast zajmują miejsce tuż nad strefą spadkową i nadal mają za plecami widmo czerwonej strefy.
Chcąca pozostać w ścisłej czołówce tabeli 10.ligi drużyna pod przywództwem Adriana Pagasa musiała wygrać z Dynamo Wołomin, które jest w zgoła odmiennej sytuacji. Mecz ten od pierwszych minut był rozgrywany przez oba zespoły ofensywnym stylem i bramkarze wraz z obrońcami, regularnie musieli wykazywać się na powierzonych im pozycjach. Pierwszy gol padł w 7 minucie spotkania i został dopisany na konto gospodarzy. Sportowo poirytowani zawodnicy z Wołomina próbowali z jeszcze większą zaciekłością odrobić stratę, lecz dobrze tego dnia był dysponowany bramkarz Konrad Sochacki. Co nie udawało się jednym, udało się gospodarzom. Bartosz Krajewski wykorzystał podanie od kapitana dając już dwubramkowe prowadzenie, a po upływie niespełna 120 sekund tym razem Adrian Pagas pokonał golkipera Dynama. Wiarę w odwrócenie losów przez Dynamo starał się przywrócić duet Marcin Kubik - Maciej Dorsz, który zatroszczył się o pierwszego gola dla tej drużyny. Więcej bramek w tej części spotkania nie obejrzeliśmy, mimo, że każda z drużyn miała jeszcze okazję na zmianę wyniku. Druga połowa nie różniła się bardzo od pierwszej. Zespoły naprzemiennie częstowały się kontratakami, które skutecznie zatrzymywali bramkarze. Dopiero na 7 minut przed końcowym gwizdkiem gospodarze podwyższyli prowadzenie i idąc za ciosem trzy minuty później mieli 5 goli przewagi. Honorowe trafienie dla gości - tak samo jak w pierwszej odsłonie - zdobył Marcin Kubik, który przewidział podanie bramkarza i przeciął je, aby następnie umieścić piłkę w siatce. Wygrana ekipy Na Wariackich Papierach sprawiła, że dzięki pozostałym wynikom awansowali na najniższy stopień podium. Dynamo Wołomin bez jednej ze swoich gwiazd Adama Domidowicza musi popracować nad efektywnością w ofensywie, bo w przeciwnym wypadku trudno będzie opuścić strefę spadkową.
Absolutna deklasacja wyżej notowanych gospodarzy! Tymi słowami należy podsumować pojedynek pomiędzy Heavyweight Heroes, a Kresowią Warszawa. Gospodarze tydzień temu pokazali nam swój ogromny potencjał w meczu z Dynamem Wołomin. Jednakże tym razem stanowili tylko cień kolektywu z zaległej kolejki. Goście natomiast wznieśli się na piłkarskie wyżyny, stając na wysokości zadania. Pierwsza połowa już od samego początku wskazywała na to, kto będzie rządził i dzielił na boisku. Reprezentanci ekipy ze wschodu byli wyraźnie szybsi od swoich rywali, co w zestawieniu z zabójczą skutecznością przyniosło wysokie prowadzenie 4:0. W drugiej odsłonie tego spotkania gra wyglądała podobnie. Kolejne akcje Kresowii i próby podjęcia równej walki w wykonaniu Heavyweight Heroes utwierdzały sympatyków obydwu drużyn w przekonaniu, kto jest lepszy. Finalny wynik to 1:9, dzięki któremu ekipa w czarnych strojach mogła cieszyć się z trzech punktów i nadgonienia dystansu pomiędzy resztą stawki. Przegrani muszą się z kolei wziąć w garść, bo ekipie z takim potencjałem podobne porażki nie przystoją.
Wicelider tabeli, FC Po Nalewce, mierzył się z ekipą FC Patetikos. Zespół gospodarzy rozpoczął mecz w wymarzony dla siebie sposób. Ruslan Yakubiv po zagraniu od Łukasza Gaby otworzył wynik tego spotkania. Mamy 1:0. Długo jednak gracze FC Po Nalewce nie cieszyli się z prowadzenia. Bogdan Gołdyn cudownym uderzeniem dał swojej drużynie remis. W pierwszej połowie to gracze gości byli bardziej aktywni, co zaowocowało wyjściem na prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Paweł Stachura po dograniu od Bogdana Gołdynia, który do gola w tym meczu dołożył również asystę. Do przerwy to piłkarze Patetikos mieli jednobramkową zaliczkę. Druga połowa szybko jednak zweryfikowała, kto w tym meczu zgarnie 3 oczka. Do wyrównania doprowadził Michał Kurowski. Gracze w żółto-czerwonych koszulkach szybko wyszli na prowadzenie. Płaskie dośrodkowanie w pole karne, gdzie stał Łukasz Wileński, którego piłka trafiła w tak niefortunny sposób, że zaliczył gola samobójczego, co sprawiło, że Patetikos byli zmuszeni do odrabiania strat. Gospodarze wciąż się nie zatrzymywali i cierpliwie budowali swoje ataki, co sprawiło, że mieli już 2 bramki przewagi. Na 4:2 trafił ponownie Ruslan Yakubiv, dla którego był to dublet w tym spotkaniu. Ostatecznie wynik ustanowił Łukasz Gaba strzelając na 5:2, tym samym wbijając "gwóźdź do trumny" graczom Patetikos.







)
)
)
)
)
)
)
)
)