Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
ALPAN do starcia z EXC Mobile Ochota podchodził z dość zaskakującej pozycji, ponieważ ledwo unosił się nad strefą spadkową. Wiemy jednak, że ich nienajlepsze wyniki na wiosnę były mocno związane z brakami kadrowymi, dlatego widząc ich zestawienie na ten pojedynek bardzo się ucieszyliśmy, chociaż nadal brakowało kilku ważnych ogniw. Niemniej, zaczęło się po ich myśli, kiedy to po podaniu Kamila Melchera akcję wykończył Kamil Kłopotowski i mieliśmy 1:0. Potężne uderzenie Damiana Patoki było nie do obrony dla Piotrka Kozy, który do tej pory spisywał się bardzo solidnie, ale przy strzale "Pato" nie miał wiele do powiedzenia, zatem mieliśmy remis. Świetna indywidualna akcja Krystiana Nowakowskiego sprawiła, że ekipa z Ochoty wyszła na prowadzenie 1:2, które jednak bardzo szybko przepadło, gdyż po kolejnym, sprytnym podaniu Kamila Melchera gola na 2:2 zdobył Patryk Skrajny. Niemałe umiejętności techniczne zaprezentował Mikołaj Wysocki, gdy po podaniu Irka Zygartowicza pognał na bramkę strzeżoną przez Patryka Koryckiego i po efektowym dryblingu wpisał się na listę strzelców. Kiedy tuż przed przerwą do piłki odbitej przez golkipera rywali dopadł Kamil Kłopotowski i z zimną krwią dokończył dzieła, zrobiło się 4:2 i było jasne, że goście musieli się zmobilizować na drugą odsłonę, aby myśleć o chociażby jednym punkcie w tej potyczce. Mobilizacja okazała się udana, gdyż po zmianie stron bardzo szybko doprowadzili do stanu 4:4, a autorami bramek byli odpowiednio Krystian Nowakowski oraz Sebastian Dąbrowski, który wykorzystał celne podanie od wyżej wymienionego kolegi. Po tych dwóch ciosach ALPAN w końcu się ocknął, a za sprawą Rafała Radomskiego oraz Remka Muszyńskiego ponownie wyszedł na dwubramkowe prowadzenie (6:4). Na kilka minut przed końcem sygnał do pogoni za wynikiem dał jeszcze Krystian Nowakowski, który po podaniu Sebastian Dąbrowskiego skompletował hat-tricka i było już tylko 6:5. Jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy, a konkretnie do popularnego "Mixsona", który przechwycił piłkę, ledwo utrzymując równowagę pod naporem obrońców rywali, sforsował blok defenwysny EXC, by ostatecznie wbić piłkę do bramki i ustalić wynik spotkania na 7:5. Dzięki wygranej ALPAN nadal nad strefą spadkową, a EXC Mobile Ochota, mimo porażki, wciąż pozostaje na podium.
Dla Impulsu i AnonyMMous bezpośredni mecz to był absolutnie ostatni dzwonek, by dać sobie jakiekolwiek nadzieję na pozostanie w elicie Ligi Fanów na kolejny sezon. Tym bardziej, że rywale nie śpią, również zdobywają punkty i to tylko zwiększało ciężar gatunkowy spotkania z godziny 13:00 z Areny Grenady. Ten mecz miał tak naprawdę kilka faz. Początek niemal jak zwykle przespany przez Anonimowych, którzy tradycyjnie muszą dostać kilka gongów, by wziąć się do roboty. Ich największym problemem było zacieśnianie środka pola, bo to tam piłkę przejmował Vladyslav Budz, który podciągał z nią kilka lub kilkanaście metrów i strzelał nie do obrony dla Maćka Miękiny. I to głównie postawa tego zawodnika sprawiła, że przybysze z Ukrainy prowadzili już 4:1, choć ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:3. W drugiej odsłonie zobaczyliśmy zaś zupełnie odmienioną drużynę AnonyMMous. Rozmowy podczas krótkiego odpoczynku pomogły, ta ekipa zaczęła grać zdecydowanie solidniej i nie zraziła się faktem, że mimo coraz lepszej postawy, straciła kolejnego gola. Bo od stanu 3:6 to ona zainkasowała kolejne trzy trafienia i z meczu, który wydawał się rozstrzygnięty, nagle nic nie było do końca jasne. Przewaga psychologiczna była po stronie Anonimowych, lecz potwierdziła się słuszność piłkarskiego porzekadła, że w piłce nożnej niezwykle ważna jest reakcja nie na gola straconego, ale na zdobytego. Bo drużyna Maćka Miękiny, niemal od razu po tym jak doprowadziła do wyrównania, straciła gola na 6:7, którego autorem był Bohdan Ivaniuk. Gdyby udało im się trochę dłużyć utrzymać remis, to być może skończyłoby się to wszystko inaczej, a tak za chwilę rywale zdobyli kolejną bramkę i mogli odetchnąć z ulgą. W obozie Impulsu na pewno pojawiły się demony z poprzedniego meczu, gdzie też dość wysoko prowadzili, a finalnie przegrali ze Strefą Podium. Tutaj było blisko podobnego scenariusza, lecz w porę udało mu się zapobiec. Czy te trzy punkty będą kluczowe w kontekście utrzymania? Wydaje się, że będzie o to bardzo ciężko, natomiast Impuls dopóki będzie nadzieja, to będzie gryzł każdy centymetr boiska. W przypadku AnonyMMous sprawa jest już praktycznie przesądzona. I szkoda, że stało się to po takim meczu, gdzie w drugiej połowie wydawało się, iż wszystko było już na dobrej drodze. A tak znowu jedyne co pozostaje nam napisać, to że „momenty były”, ale czy kiedyś doczekamy się spotkania, w którym Anonimowi przez cały mecz będą grali, jak przez ostatnie 25 minut z Impulsem?
Przez cały dzień byliśmy świadkami znakomitych spotkań, ale po południu zaczęła grać Ekstraklasa i Ci co w tę w sumie chłodną niedzielę przybyli na AWF nie zawiedli się poziomem sportowym jaki zobaczyli w starciach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tur w tym sezonie jest w niezwykle ciężkiej sytuacji i musi bronić się przed spadkiem. Kebavita z kolei marzy o mistrzostwie, lecz nadal ma stratę do Gorlickiej i nie mogła sobie pozwolić na potknięcie. Pojedynek tych dwóch znakomitych drużyn od początku stał na wysokim poziomie i praktycznie całe 50 minut to nieustanne zwroty akcji i zmiany wyniku. Gospodarze starali się utrzymywać długo przy piłce i spokojnie rozgrywać atak pozycyjny. Szczególnie aktywny był Piotr Branicki i Konrad Wojtkielewicz, którzy starali się zagrażać bramce Bartka Gwóździa. Pierwszą bramkę zdobył Tur, jednak po chwili Kebavita odpowiedziała trafieniem Moatasena Aziza. Gdy ponownie gospodarze wyszli na prowadzenie wydawało się, że dłużej utrzymają korzystny wynik i pójdą za ciosem. Jednak ponownie akcja gości i znakomita współpraca graczy w ofensywie dała remis. Od tego momentu inicjatywę przejęła Kebavita. To ona dłużej utrzymywała się przy piłce, a od tyłu ataki wyprowadzali Michał Dryński i Tomasz Pietrzak. Jednak przed przerwą to Bartek Gwóźdź zaskoczył wszystkich strzelając gola z dystansu. Wcześniej miał kilka prób, ale piłka przelatywała obok bramki. Do przerwy mieliśmy wynik 2:3. Po zmianie stron Tur dążył do wyrównania. Jednak popełniał błędy w obronie i to wykorzystywali rywale. Przy stanie 3:5 ekipa z Ochoty zagrała z Adrianem Bartkiewiczem jako lotnym bramkarzem. To dało efekty, bo Tur nie tylko wyrównał, ale i wyszedł na jednobramkowe prowadzenie. Wcześniej gdy Kebavita miała dobry wynik dla siebie chyba niepotrzebnie menedżer zespołu Burak Can wdał się w rozmowę z sędzią, a że za bardzo gestykulował i komentował decyzje arbitra to został ukarany żółtą kartką. To wybiło na pewno z rytmu drużynę, która musiała go uspokajać. W końcówce gościom udało się jeszcze wyrównać. Po wślizgu w polu karnym Bartka Osolińskiego sędzia podyktował karnego, a Moatasem Aziz nie pomylił się i wykorzystał pewnie swoją szansę. W ostatnich sekundach obie ekipy miały jeszcze znakomitą okazję na wygranie meczu, ale zarówno Tur jak i Kebavita zmarnowały swoje okazje. Sprawiedliwy remis, który tak naprawdę ucieszył rywali obu zespołów w walce o mistrzostwo i utrzymanie w lidze.
Tuż przed meczem dowiedzieliśmy się od Eryka Zielińskiego, że jego Esportivo Varsovia przystąpi do potyczki ze Strefą Podium w bardzo skromnym jakościowo składzie. To otwierało przed gośćmi furtkę do przejęcia inicjatywy od pierwszych minut i tak też się stało. Pierwsze dziesięć minut to zupełna dominacja Strefy, która w tym czasie wyszła na prowadzenie aż 0:3 po bramkach Vadyma Butenko, Adriana Wełpy oraz Olka Czyża. Gospodarze byli wyraźnie zszokowani takim przebiegiem spotkania, jednak po chwili zamroczenia otrząsnęli i w ich poczynaniach ofensywnych zaczęło się coś w końcu dziać. Najpierw dobry przegląd pola pokazał Grzesiek Och, po którego zagraniu premierowe trafienie dla Esportivo zaliczył Damian Stolarczyk, a następnie, po ładnym dograniu Sylwka Wielgata fantastycznym uderzeniem z dystansu popisał się Damian Górka i mieliśmy już tylko 2:3. Jednak tego dnia, przez całe spotkanie o świetnej dyspozycji przypominał Olek Czyż, który był autorem dwóch kolejnych trafień dla swojej ekipy, dzięki czemu Strefa Podium odskoczyła na bezpieczne 2:5. Jeszcze przed przerwą gospodarze zdołali nieco skrócić dystans, a ostatecznie ta część potyczki zakończyła się przy stanie 4:6, zatem losy spotkania były otwarte, z lekkim wskazaniem na gości. Po zmianie stron zdecydowanie lepiej zaczęli gospodarze, którzy od razu wzięli się do odrabiania strat, a udało im się to na tyle skutecznie, że po trafieniu Damiana Górki było już tylko 5:6. W odpowiedzi obejrzeliśmy kontrę w wykonaniu Olka Czyża, który po przejęciu piłki z zimną krwią pokonał Michała Sobieralskiego. Esportivo mimo nieco lepszej drugiej części spotkania nie było w stanie zniwelować przewagi i ostatecznie musiało przełknąć porażkę w wymiarze 8:10. Warta podkreślenia była postawa dwóch graczy: Sylwka Wielgata wśród gospodarzy (cztery asysty oraz jedno trafienie), a także Olka Czyża, który aż pięciokrotnie zmuszał golkipera rywali do kapitulacji, a do tego dołożył jedną asystę, więc w dużej mierze to jemu koledzy ze Strefy Podium powinni postawić piwo za komplet punktów.
Rozpędzona w tej rundzie Gorlicka podejmowała In Plus Pojemną Halinę, którą na to spotkanie nie trzeba było szczególnie motywować. Zresztą patrząc w jakim składzie przyszli na mecz goście zwiastowało ciężką przeprawę teamowi Daniela Gello. Dla jednych był to popis gry taktycznej, dla innych piłkarskie szachy, ale trzeba przyznać, iż było to starcie jakich nie zobaczycie nigdzie indziej jak tylko na boiskach Ligi Fanów. Od początku oba zespoły chciały znaleźć receptę na to, by ułożyć mecz pod siebie, ale nie było to proste, bo znakomicie funkcjonowała defensywa w obu zespołach. Mecz w szybkim tempie z wieloma pojedynkami sam na sam, walką o każdy centymetr boiska, a po 25 minutach rywalizacji nie obejrzeliśmy żadnej bramki. Szanse były, lecz znakomicie bronił Tomek Warszawski i kilka raz wprowadzał w zdumienie nie tylko rywali, ale i wszystkich oglądających to spotkanie. Z drugiej strony Marcel Gorczyca, który starał się strzelać z dystansu, ale nic nie chciało wpaść do sieci. Dodatkowo bramkarz Gorlickiej kapitalnie wybronił dwie sytuacje jakie miał team Patryka Galla i żywsza końcówka pierwszej połowy zwiastowała nie lada emocje w drugiej połowie. Ta zaczęła się od kilku groźnych ataków gospodarzy i wreszcie Jakub Sosnowski po znakomitym dograniu Kamila Dankowskiego dał prowadzenie Gorlickiej. Goście jednak nie załamywali rąk, a konsekwentnie czekali na swoje okazje. Długo niewidoczny i mało produktywny w ataku był Patryk Szeliga, lecz jak się okazało on po prostu czekał na swoje pięć minut. W dwóch bliźniaczych akcjach strzelił bramki dla In Plus Pojemnej Haliny. Najpierw Kuba Nahorny, a chwilę później Bartek Przyborek obsłużyli go znakomitymi podaniami i goście prowadzili 2:1. Gorlicka miała sporo czasu na odwrócenie wyniku i nie brakowało jej okazji, ale szczęścia już tak. Nawet okres przewagi po faulu Macieja Siocha nie dał wyrównania. Końcówka nerwowa, gdzie żółtą kartkę po przerwanej korzystnej akcji dostał Jan Skotnicki nic nie zmieniła. Gospodarze tracą pierwsze punkty w tej rundzie, ale nadal pozostają liderem. In Plus Pojemna Halina nagle zbliża się do trzeciej lokaty i jeśli wygra zarówno z EXC Mobile Ochota i Esportivo, to jeszcze może niespodziewanie zakończyć ten sezon z medalami, co byłoby sporym wyczynem w tym jednak mało udanym sezonie dla tego teamu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)