Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
AnonyMMous, którzy w ostatnich kolejkach po prostu dogrywają nieudany dla siebie sezon, mogli w niedzielę pociągnąć za sobą na dno ekipę Strefy Podium. Zespół Filipa Chmiela przed tym meczem miał doskonałą okazję, by wyjść ze strefy spadkowej, bo gdyby wygrał swoje spotkanie, a potknąłby się Alpan (ten zespół grał z Gorlicką), to wówczas Strefa wychyliłaby głowę znad czerwonej strefy. Szkoda tylko, że chłopaki sami postanowili zwiększyć sobie poziom trudności, bo na arcyważną dla siebie potyczkę przyjechali bez zmian, za to z dwoma nominalnymi bramkarzami. To nie zwiastowało sukcesu, tym bardziej że Anonimowi mieli dwóch rezerwowych, chociaż Patryk Ułasiuk dość szybko nabawił się kontuzji, ale nawet jeden to wciąż więcej niż zero. Póki jednak gracze Strefy Podium mieli siły, to stanowili całkiem solidną przeszkodę dla swoich oponentów. Wyszli nawet na prowadzenie, jednak wiedzieliśmy, że w miarę upływu czasu, gdy sił będzie coraz mniej, to losy tego starcia będą się przechylały na stronię Anonimowych. I tak też było, bo jeszcze do przerwy ekipa Maćka Miękiny odrobiła straty z nawiązką, a w drugiej połowie dostała dodatkowo prezent od przeciwników. Czerwoną kartkę za faul taktyczny obejrzał bowiem Jarek Kurman i grając o jednego więcej do końca meczu, AnonyMMous nie mieli tego spotkania nawet zremisować. Mimo wszystko do pewnego momentu z trudem przychodziło im budowanie swojej przewagi, ale od stanu 3:2 zdobyli trzy kolejne gole i było jasne, że krzywda im się tutaj nie stanie. Rywale odpowiedzieli tylko jedną bramkę i mecz zakończył się wynikiem 6:3. To nie była żadna niespodzianka, wygrał zespół lepszy, a przede wszystkim taki, który ciut solidniej podszedł do spraw organizacyjnych. Po meczu widzieliśmy obrazek, w którym Maciek Miękina rozmawiał z Flipem Chmielem o ewentualnej fuzji i kto wie, czy to nie byłby dla jednych i drugich dobry pomysł. Bo jeśli co tydzień bardziej niż o rywali, muszą się martwić o swój zespół, to być może takie połączenie spowodowałoby, że powstałaby jedna, solidna ekipa, która mogłaby namieszać w Lidze Fanów. Jednak czy coś z tego wyjdzie przekonamy się dopiero w przyszłości.
Gospodarze by jeszcze marzyć o mistrzowskim tytule, musieli wygrać ze zdegradowanym do pierwszej ligi Impulsem. Od początku był to szalony mecz, gdzie obie ekipy postawiły na ofensywę. W pierwszej połowie bramki padały wręcz w kosmicznym tempie i długo mieliśmy stan, w którym raz jedna raz druga drużyna strzelała gola. O ile Impuls miał już luz, wiedząc że o nic już nie walczy to Kebavita mamy wrażenie przyjęła styl wymiany ciosów, co w pierwszej połowie układało się korzystnie dla teamu Buraka Cana. Po 25 minutach rywalizacji było 6:3 i nic nie zwiastowało, że gospodarze mogą w drugiej połowie wypuścić korzystny dla siebie wynik. Jednak finałowa odsłona zaczęła się źle dla Kebavity. Vladyslav Budz po dosłownie pięciu minutach wyrównał stan meczu. Od momentu gdy na tablicy wyników było 6:6 Kebavita zaczęła atakować wiedząc, że remis spowoduje dla nich koniec marzeń o mistrzostwie. To jednak rodziło ryzyko kontr, które gracze Impulsu w tym spotkaniu wykorzystywali bezbłędnie. Do końcowych minut oglądaliśmy wymianę ciosów. Przy stanie 9:9 gospodarze zaryzykowali i przy wyprowadzaniu piłki niefortunnie ją stracili. Ten błąd kosztował bramkę na 9:10. Końcówka niezwykle emocjonująca, gdzie nawet bramkarz Kebavity był praktycznie pod polem karnym rywali. Niestety nie udało się ostatecznie odwrócić losów meczu i tym samym Gorlicka wychodząc wieczorem na starcie z Alpanem była już mistrzem Ligi Fanów. Impuls pokazał charakter i zasłużenie wygrał pokazując determinację oraz walkę do końca, mimo że tak naprawdę o nic szczególnego w tym sezonie już nie gra.
Walczący o utrzymanie Tur podejmował ekipę Patryka Galla, która w tym sezonie musi walczyć o pozostanie w czołowej piątce dającej przepustkę na eliminacje Mistrzostw Polski. Od początku obie ekipy mające naprawdę solidne składy dały sygnał, że będą walczyły o komplet punktów. Początek meczu jednak był niezwykle pechowy dla jednego z czołowych zawodników gości Bartosza Przyborka. Po jednym ze starć przy linii końcowej podkręcił kostkę i musiał opuścić murawę. Goście jednak mieli tego dnia naprawdę solidny skład i zmiennicy dawali sporo jakości na boisku. Tur dysponując niemal optymalnym zestawieniem starał się przejąć inicjatywę i korzystać z przewagi fizycznej, jaką miał na pewno w stosunku do rywali. Pierwsi do bramki trafili goście. Kuba Nahorny huknął z dystansu nie dając szans bramkarzowi Tura. Gospodarze jednak szybko odpowiedzieli i na tablicy wyników ponownie był remis. W końcówce pierwszej połowie swoimi niemałymi umiejętnościami błysnął Mateusz Mazur. Przejął on piłkę zagraną od kolegi i posłał mocny strzał na bramkę. Paweł Sobolewski nie zdarzył jej odbić i było 1:2. Taki wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron Tur dążył do wyrównania. Po odbiorze piłki wykorzystał kontrę i było 2:2. Mateusz Mazur nie mógł się pogodzić z faktem, że sędzia nie widział faulu w tej sytuacji. Jednak chwilę później ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców. Od stanu 2:3 Tur z akcji nie potrafił strzelić bramki. Jednak miał dwa rzuty wolne, z czego dwa perfekcyjnie wykorzystał. Przy stanie 4:3 starał się pilnować korzystnego dla siebie wyniku. Ostatecznie udało się zdobyć trzy punkty, które przypieczętowały utrzymanie w lidze Tura. Nie obyło się jednak bez kontrowersji w tym starciu. Chodzi o czwartą bramkę dla Tura, która padła po rzucie wolnym podyktowanym na Piotrze Branickim. Patrząc jak ten dobrze zbudowany zawodnik padł na murawę po lekkim kontakcie budziło wątpliwości czy arbiter po prostu nie nabrał się na upadek tego gracza. To już jednak historia...
Niestety, nie było wielkiego widowiska w postaci zaciętej walki. Esportivo Varsovia, które rozdawało karty jesienią w Ekstraklasie, na wiosnę nieco spuściło z tonu, czego efektem były między innymi cztery porażki w ostatnich pięciu spotkaniach. Do starcia z EXC Mobile Ochota przybyli w umiarkowanie mocnym zestawieniu, natomiast ich rywale z Ochoty mieli bardzo mocny skład, poza nieobecnym Damianem Patoką. Od początku było widać, że ekipa gości bardzo dobrze przygotowała się taktycznie i to oni prowadzili grę, a bardzo wysokie tempo rozgrywanych akcji dyktowali Janek Nawotczyński oraz Krystian Nowakowski. Esportivo przez kilkanaście minut bardzo dobrze się broniło, jednak ich nieliczne ataki świetnie stopował, powracający do bramki EXC, Krzysiek Jabłoński. Jak zwykle w roli rozgrywającego pewnie spisywał się Sebastian Dąbrowski i to właśnie po jego asyście, po niespełna kwadransie gry, piłkę do bramki po raz pierwszy, mocnym strzałem z dystansu, skierował Krystian Nowakowski. Ten sam gracz, tym razem po "klepce" z Kamilem Jurgą podwyższył na 0:2, a od tego momentu formacja obronna Esportivo straciła na koncentracji jeszcze bardziej. Efektem były dwie bramki w końcówce pierwszej odsłony. Najpierw przechwyconą na połowie rywala futbolówkę do bramki posłał Mikołaj Prybiński, a następnie klasycznego hat-tricka skompletował popularny "Nowy", którego strzał po podaniu od Patryka Kępki ustalił rezultat po premierowych 25 minutach na 0:4. Zmiana stron niewiele zmieniła w obrazie gry. Gospodarze nadal nie potrafili przełamać defensywy EXC Mobile, a nawet jeśli się to udało, to świetnie spisywał się bramkarz gości. Co więcej, wysokie obroty wrzucił wspomniany wcześniej Janek Nawotczyński, który wpisał się na listę strzelców dwukrotnie w drugiej połowie, a ostatnie z jego trafień ustaliło wynik spotkania na, dość szokujące, 0:7! Nie spodziewaliśmy się, że w meczu zespołów sąsiadujących ze sobą w górnej części tabeli dojdzie do takiego pogromu, jednak trzeba podkreślić, że duży wpływ miała doskonała forma graczy EXC Mobile. Szczególnie udane zawody rozegrał Krystian Nowakowski, który brał udział przy pięciu trafieniach, trzykrotnie strzelając bramkę, a także dwukrotnie asystując przy bramkach kolegów, za co go ostatecznie nagrodziliśmy MVP kolejki. Kwestia wicemistrzostwa Ekstraklasy pozostała zatem otwarta i w ostatniej kolejce zostanie rozstrzygnięta w bezpośrednim pojedynku FC Kebavity z EXC Mobile Ochota, a więc będzie się działo!
Niesamowite emocje dostarczyli nam zawodnicy mistrza Ligi Fanów Gorlickiej i drużyny Alpana, która nadal walczy o utrzymanie. Gospodarze widzieli wychodząc na mecz, że niezależnie od wyniku obronią tytuł mistrza, ale mając w składzie Mariusza Milewskiego czy Roberta Śmigielskiego nie mieli zamiaru odpuszczać tego starcia. Alpan jednak od początku na tle utytułowanej drużyny wyglądał bardzo dobrze. I to właśnie goście wyszli na prowadzenie po znakomitej zespołowej akcji. Daniel Kania dostał podanie od Mateusza Marcinkiewicza i otworzył wynik. Gospodarze dążyli do wyrównania, ale ich akcje nie przynosiły rezultatu. Mozolnie budowane ataki i próby strzałów nie znajdowały drogi do bramki Piotra Kozy. Alpan grając konsekwentnie stwarzał sobie sytuacje po kontrach i gdyby miał trochę więcej skuteczności, to mógł prowadzić wyżej. Gorlicka miała problem z defensywą, gdzie nie wszyscy zawodnicy doskakiwali do rywali w odpowiednim momencie. Do przerwy mieliśmy wynik 1:2 i to zwiastowało nie lada emocje w drugich 25 minutach. Po zmianie stron Alpan nadal utrzymywał prowadzenie a kluczowy moment meczu wydarzył się przy bramce na 3:4. Piłka po strzale Jędrzeja Gorczycy zatańczyła na linii pola karnego. Sędzia uznał gola, choć była to sytuacja ciężka do oceny, bo o tym czy gol był uznany słusznie mogły decydować dosłownie centymetry. Po chwili wydarzyła się już większa kontrowersja. Zawodnik Alpana wychodził do ataku łapany w pół przez defensora Gorlickiej. Sędzia odgwizdał faul nie dając oczywistej żółtej kartki, co mogło być kluczowe dla losów meczu. W końcówce przeżyliśmy kolejny w tym sezonie popis Marcela Gorczycy. Dosłownie w ostatnich dwóch minutach ten zawodnik przeprowadził dwie akcje i strzelił dwie bramki. Dla Alpana szok i niedowierzanie, że mimo fantastycznej gry przegrywają spotkanie 4:5. Gorlicka po raz kolejny wyszarpała zwycięstwo i mimo że ma naprawdę solidny i mocny skład, to niewątpliwie gwiazdą teamu Daniela Gello jest w tym sezonie Marcel Gorczyca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)