Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
FC Gorlicka w nietypowych okolicznościach przegrała swój poprzedni mecz z Kebavitą. Biorąc pod uwagę, że wcześniej ta drużyna straciła też punkty z In-Plus Pojemną Haliną, to w konfrontacji z ALPANem nie miała prawa się potknąć. Teoretycznie to zadanie nie było wielkim wyzwaniem, bo nawet jeśli rywal spisuje się w tym sezonie solidnie, to jednak żadnej ekipie ze ścisłej czołówki Ekstraklasy nie był w stanie urwać punktów. I tutaj zapowiadało się podobnie, tym bardziej że na mecz nie dojechał Mateusz Marcinkiewicz. Ten zawodnik, mimo że nie rozegrał wszystkich spotkań w rundzie, miał udział przy niemal połowie bramek zdobytych przez cały zespół, więc jego nieobecność musiała się odbić na ALPANie. I jak widać po wyniku – tak dokładnie było. Mimo, że drużyna Michała Wytrykusa i Kamila Melchera momentami grała naprawdę nieźle i nie dała się całkowicie zdominować faworyzowanemu przeciwnikowi, to samym bieganiem i walką nie była w stanie niczego tutaj wskórać. Po stronie Gorlickiej zawodników którzy potrafią zdobywać gole było kilku i to błyskawicznie zaczęło przekładać się na rezultat. Podopieczni Daniela Gello dość szybko zbudowali sobie komfortowe prowadzenie i wiedzieli, że żadna krzywda im się tutaj nie stanie. To miało również wpływ na ich grę w drugiej połowie, gdzie nie było już wielkiego tempa i gry na maxa. O mało zresztą nie skończyło się tak, że to ALPAN zapisałby drugą część spotkania na swoją korzyść, ale szybki zryw spowodował, że Gorlicka zdobyła dwa gole, wygrała finałowe 25 minut w stosunku 2:1, a cały mecz 7:2. I zrobiła to tak, w jaki powinien to zrobić faworyt – bez zbędnych nerwów, bez wzajemnych pretensji, na dużym luzie. I jak się okazało – ten triumf dał Gorlickiej prowadzenie po rundzie jesiennej Ekstraklasy, bo kilka godzin później punkty straciła Kebavita. I chociaż to dopiero półmetek, to my już zacieramy ręce na drugą część sezonu, widząc jak małe różnice punktowe są między zespołami z TOP 4. Co do ALPANu, to w naszej ocenie zagrał tutaj solidnie. Brak kluczowego zawodnika oraz kilku innych, którzy zwykle rozpoczynają mecz w wyjściowym składzie, stanowił dziurę której nie dało się załatać. Ci co przyjechali dali z siebie tyle ile mogli i takiej porażki wstydzić się absolutnie nie trzeba.
Spotkanie drużyn z samego dołu tabeli. Anonimowi przed tygodniem zdobyli swoje pierwsze punkty w starciu z TURem, natomiast Impuls nie poznał jeszcze smaku zwycięstwa w tej rundzie. Ciężko było wskazać wyraźnego faworyta, bo obie ekipy przedstawiają obecnie podobny poziom. Patrząc na frekwencję lekką przewagę powinni mieć gospodarze, ale w pierwszej połowie mecz był raczej wyrównany, z lekką przewagą po stronie Ukraińców. Ekipa Maćka Miękiny stwarzała na początku sporo akcji, ale wynik w 9 minucie otworzył Bohdan Ivaniuk, który przechwycił niedokładne podanie i strzałem z czuba zapakował piłkę do siatki. W 14 minucie mogło być 0:2 – Kontantyn Didenko wyłożył piłkę Vladyslavowi Budzowi, ale piłka po strzale Vlada obiła słupek. AnonyMMous wyprowadzili za to skuteczną kontrę i podanie z lewego skrzydła strzałem głową na bramkę zamienił Marcin Wiktoruk. W 21 minucie Bohdan Ivaniuk sprytnie podał na wolne pole do Vladyslava Budza, a Maciej Miękina nie zdążył sięgnąć piłki i Vlad trafił spokojnie do pustej bramki. Golkiper Anonimowych miał po chwili okazję do zrehabilitowania się za ten błąd, bo znalazł się w sytuacji jeden na jednego z Vladem i tym razem popisał się rewelacyjną interwencją. Więcej goli w pierwszej części spotkania nie oglądaliśmy, ale gospodarze mieli sporo do omówienia w przerwie, bo jakość ich gry, a szczególnie podań pozostawiała sporo do życzenia. Druga połowa zaczęła się od błyskawicznego ciosu ze strony Impulsu – gol Vlada Budza dodał Ukraińcom skrzydeł i w kilka minut odskoczyli z wynikiem na 1:5. Anonimowi obudzili się w 34 minucie – nieskuteczne rozegranie rzutu wolnego mogło skończyć się kontrą, ale akcję gości przerwał Patryk Ułasiuk i bardzo spokojnie wyłożył pilkę Michałowi Głębockiemu, który trafił na 2:5. Po chwili Marcin Wiktoruk przejął piłkę i zza połowy przelobował bramkarza Impulsu. Ukraińcy odpowiedzieli trzecim trafieniem Vladyslava Budza, a po chwili hat-tricka, ale po drugiej stronie zaliczył Marcin Wiktoruk. Gra AnonyMMous wyraźnie się ożywiła, ale dwa trafienia Impulsu pogrzebały szanse gości na dogonienie wyniku. Gospodarze zdecydowali się na zdjęcie bramkarza i wprowadzenie dodatkowego zawodnika w pole, ale meczu to nie odmieniło. Impuls wyraźnie odskoczył z wynikiem i mecz skończył się przy stanie 6:9. Impuls zdobył swoje pierwsze punkty w tym sezonie, ale sytuacja obu ekip wciąż jest bardzo słaba i wydostanie się ze strefy spadkowej będzie nie lada wyzwaniem.
Jeżeli ktoś przed sezonem powiedziałby, że spotkanie pomiędzy zespołami In Plus & Pojemnej Haliny a Turem Ochota w ostatniej kolejce rundy jesiennej będzie meczem o wydostanie się ze strefy spadkowej uznalibyśmy to za kiepski żart. Jednak bardzo wysoki poziom Ekstraklasy i kłopoty kadrowe obydwu zespołów sprawiły, że widmo spadku do niższego poziomu rozgrywkowego stało się bardzo realne. Od początku drużyny zagrały bardzo agresywnie, nie zostawiając swojemu rywalowi wolnego pola. Pierwszy błąd w obronie popełnili goście, którzy w 6 minucie stracili pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Kilka minut później bardzo aktywny Konrad Kowalski najpierw zanotował asystę a następnie sam zdobył bramkę wyprowadzając zawodników z Ochoty na prowadzenie. Ostatnie dziesięć minut tej części meczu to bardzo dobra i skuteczna gra zespołu gospodarzy, którzy aż czterokrotnie pokonali golkipera rywali i ustalili wynik pierwszej połowy na 5:2. Kluczowe dla losów spotkania były pierwsze minuty drugiej części meczu, kiedy to gospodarze szybko strzelili trzy bramki, dzięki czemu w pełni kontrolowali przebieg meczu. Po osiągnięciu dużej przewagi spotkanie bardziej się otworzyło, dzięki czemu kibice byli świadkami dużej ilości ataków obydwu stron. Mimo kilku straconych bramek przez Tomasza Warszawskiego i spółkę końcowy sukces ani na chwilę nie był już zagrożony i mecz zakończył się wynikiem 14:6. Dla zespołu In Plus & Pojemnej Haliny to bardzo ważne punkty, dzięki którym odskoczyli zespołowi Tur Ochota na sześć "oczek". Zespół gości przegrał bardzo istotne dla układu tabeli spotkanie i w rundzie rewanżowej będzie musiał mocno się sprężyć, żeby oddalić od siebie widmo spadku.
Sportowo na wysokim poziomie oglądaliśmy starcie EXC Mobile Ochota z Deportivo La Chickeno. Od początku mecz toczony był w szybkim tempie a stroną dominującą i częściej utrzymującą się przy piłce byli goście. Gospodarze byli świetnie zorganizowani w defensywie i piekielnie skuteczni pod bramką rywali. To dało efekty i dość szybko team Ernesta Woźniaka musiał odrabiać straty. Świetne zawody zagrał szczególnie Dawid Brewczyński, który nie tylko brał udział w akcjach ofensywnych, ale często znajdował się w obronie tam gdzie przeciwnicy stwarzali sobie sytuacje. Do przerwy było 4:2 i druga połowa zapowiadała się jeszcze ciekawiej. Deportivo starało się szybko odrobić straty, ale mimo kilku okazji nie potrafiło tego dnia wykorzystywać swojego potencjału. Gospodarze konsekwentnie nie zmieniali taktyki i swoimi kontrami powiększali przewagę. Cały mecz - który stał na wysokim poziomie - zakłócił incydent z 42 minuty. Niepotrzebne uszczypliwości spowodowały, że bramkarz EXC Mobile dostał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko. Jak się okazało po weryfikacji na video był sprowokowany i tutaj przynajmniej na boisku Erykowi Agnyziakowi się upiekło, bo dostał zaledwie żółtą kartkę a za swój gest powinien tak jak Krzysiek Jabłoński otrzymać czerwoną kartkę, lecz na szczęście nie miało to wpływu na końcowy wynik. Między słupkami stanął w zastępstwie Sebastian Dąbrowski i radził sobie bardzo dobrze i jego team ostatecznie wygrał to spotkanie 7:5. EXC Mobile Ochota po rundzie jesiennej jest w gronie zespołów walczących o mistrzostwo. Deportivo w środku tabeli, ale z nadziejami na to by powalczyć na wiosnę być może nawet o podium.
W drugim hitowym starciu w Ekstraklasie mierzyły się ekipy Esportivo Varsovia z FC Kebavitą. Gospodarze po przegranej w poprzedniej kolejce z EXC Mobile Ochota mieli zamiar zagrać o wiele lepiej i zgarnąć punkty w meczu z drużyną która jak dotąd jeszcze nie przegrała w tym sezonie. Od początku było jednak widać że to nie jest dzień ekipy Buraka Cana. Brakowało konsekwencji w grze i kilku innych czynników którymi imponowali w tej rundzie goście. Zespół Eryka Zielińskiego od początku był pozytywnie naładowany i trio w przodzie Górka-Kwiatkowski-Wardzyński naprawdę znakomicie ze sobą współpracowali. Szybko strzelone bramki dały spokój w grze a Kebavita miała problem, by się dostosować do warunków jakie zaproponował rywal. Do tego niepotrzebne frustracje i pretensje zawodników do siebie nie pomagały w nawiązaniu walki z Esportivo. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:2 i byliśmy ciekawi czy gospodarze nie popełnią błędów sprzed tygodnia, gdzie oddali inicjatywę w drugich 25 minutach. Niestety jedyna smutna informacja z pierwszej odsłony to groźna kontuzja Dominika Łobodzina, który po ataku Christiana Namaniego wykręcił stopę tak niefortunnie że musiał opuścić plac gry i jak się okazało kontuzja była bardzo poważna, bo wyklucza go z gry na dłuższy okres. Po zmianie stron Esportivo pokazało moc i nie dało rozwinąć skrzydeł rywalom. Zawodnicy gospodarzy świetnie operowali piłką i powiększali przewagę. Starał się Borys Ostapenko chyba najlepszy zawodnik Kebavity, ale sam niewiele mógł zdziałać. W końcówce widać było zrezygnowanie nawet Buraka Cana, który chciał chyba aby to spotkanie jak najszybciej się zakończyło. Esportivo zasłużenie wygrywa 10:4 i będzie się liczyło w walce o mistrzostwo. Ten sam cel ma Kebavita, dlatego szykuje nam się arcyciekawa runda rewanżowa w Lidze Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)