Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Mecz pomiędzy drużynami, które dzieli przepaść punktowa. FC Impuls UA z 3 oczkami na koncie zajmował przed tą kolejką przedostatnie miejsce w tabeli, natomiast ich rywale mieli o 19 punktów więcej i byli na samym szczycie. Różnicę klas między rywalami pokazało również spotkanie w rundzie jesiennej, kiedy to FC Gorlicka wygrała 6:1. To spotkanie wyglądało jednak zupełnie inaczej. Początek należał zgodnie z przewidywaniami do lidera. Drużyna prowadzona przez Daniela Gello miała kilka sytuacji podbramkowych, ale raziła nieskutecznością co dość niespodziewanie wykorzystali rywale, którzy w 5 minucie tego meczu wyszli na prowadzenie za sprawą Bohdana Ivaniuka. Podrażnieni faworyci szybko odpowiedzieli. Najpierw gola zdobył Dankowski a chwilę później Eryk Murawski i zrobiło nam się 2:1. Jeszcze przed przerwą strzelec drugiej bramki dla FC Gorlickiej wykonał wślizg w swoim polu karnym blisko nóg zawodnika drużyny przeciwnej za co przyznany został rzut karny, który pewnie wykorzystał Vladyslav Budz i do przerwy wynik brzmiał 2:2. Drugie 25 minut to przewaga lidera ekstraklasy. Kilka chwil po przerwie po golach Ostrowskiego i Jędrzeja Gorczycy wicemistrzowie Polski z 2021 roku odskoczyli na 2 trafienia i wydawać by się mogło, że to koniec emocji w tym pojedynku. Nic bardziej mylnego. Ambitnie grający gospodarze zdołali doprowadzić do wyrównania za sprawą Petlyaka oraz Budza. Kiedy wszyscy zgromadzeni wokół boiska myśleli, że będziemy świadkami sensacji to gola strzelił niezawodny Marcel Gorczyca, pieczętując zwycięstwo swojego zespołu.
Abstrahując od tego, że w Ekstraklasie Ligi Fanów nie ma słabych zespołów, to ekipa AnonyMMous pewnie mogła sobie wyobrazić przyjemniejszego rywala na start rundy wiosennej niż In-Plus Pojemna Halina. Z tą drużyną Anonimowi przegrali w pierwszej części sezonu aż 1:13 i wiadomo, że z dużymi młodszymi rywalami, którzy szybko potrafią zdobywać przestrzeń, gra im się wyjątkowo ciężko. Potwierdziło się to w niedzielę. Co prawda In-Plus przez kilka dobrych minut grał o jednego zawodnika mniej, a całe spotkanie bez zmian, to nie miał żadnych kłopotów, by wypunktować ekipę Maćka Miękiny. Od razu dało się tutaj zauważyć różnicę w szybkości budowaniu akcji, bo Halinie przychodziło to z łatwością, z kolei AnonyMMous męczyli się i dość szybko zdali sobie sprawę, że przyjdzie im przełknąć gorycz kolejnej, bolesnej porażki z tym rywalem. Do przerwy przegrywali 1:4, co nie wyglądało jeszcze źle, natomiast w drugiej połowie nie potrafili już zdobyć żadnego gola, ale też akcji podbramkowych wykreowali sobie niewiele. In-Plus nawet jeśli tracił piłkę, to szybko wracał za swoimi przeciwnikami i odbierał im nadzieje, na jakiekolwiek sytuacje bramkowe. W pewnym momencie zapachniało tutaj dwucyfrówką, lecz ekipa Patryka Galla finalnie zatrzymała się na dziewięciu trafieniach, pewnie zgarniając komplet punktów. Był to dla niej mecz z gatunku łatwych i przyjemnych, z kolei dla Anonimowych odwrotnie, bo nigdy nie jest łatwo grać, gdy tak błyskawicznie zostajesz pozbawiony złudzeń w kontekście dobrego wyniku. Trzeba się jednak szybo pozbierać, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że to dopiero pierwszy z niezwykle trudnych meczów, jakie w tej rundzie czekają na AnonyMMous.
Dla Strefy Podium był to pierwszy, oficjalny mecz w tym sezonie. Chłopaki zastąpili w Ekstraklasie Deportivo la chickeno, ale swojego debiutu nie będą wspominać najlepiej. A najgorsze, że sami są sobie winni, bo z tylko sobie znanych przyczyn, na mecz z Kebavitą ledwo uzbierali meczową szóstkę. Nie mieli bramkarza, przez kilkanaście minut grali o jednego mniej w polu i mimo naprawdę ambitnej postawy, gdzie pierwszą odsłonę przegrali tylko 2:5, nie było tutaj żadnych nadziei, że będą w stanie wyrządzić rywalowi jakąkolwiek krzywdę. Kebavita nie grała na 100% swoich możliwości, ten zespół wiedział, że to spotkanie wygra, a jedyną niewiadomą pozostawała różnica bramek. Ostatecznie podopieczni Buraka Cana zwyciężyli 16:4, ale domyślamy się, że to zwycięstwo nie dało im wielkiej satysfakcji. Był to mecz pozbawiony wielkiej historii i znając ambicje Kebavity, ta drużyna wolałaby zagrać bardziej wyrównany mecz, nawet z ryzykiem porażki, niż już przed pierwszym gwizdkiem wiedzieć, że trzy punkty ma w kieszeni. Takie spotkania też się jednak zdarzają. Z kolei Strefie Podium życzymy, by to były pierwsze i jednocześnie ostatnie problemy kadrowe w tej rundzie. Zwłaszcza, że patrząc na ich kadrę, mają tutaj naprawdę fajne nazwiska i oby Filip Chmiel mógł z nich korzystać jak najczęściej. Wówczas mogą być konkurencyjni dla każdej ekipy w Ekstraklasie.
Niezależnie od tego jaką pozycję w tabeli zajmują te drużyny mecze między nimi rządzą się swoimi prawami. Tur po katastrofalnej jesieni chciał pokazać że ma za cel znaleźć się w Top 5, ligi bo przecież to miejsce daje szanse na walkę na arenie ogólnopolskiej. EXC Mobile Ochota to jak zawsze ekipa która nie opuszcza czołówki od kilku lat i w tym sezonie ma zamiar powalczyć o mistrzostwo. Początek spotkania niezwykle intensywny i obie ekipy starały się osiągnąć przewagę. Długo jednak defensywy i bramkarze spisywali się znakomicie, przez co mimo znakomitego poziomu meczu nie oglądaliśmy bramek. Sporo było walki i koncentracji przede wszystkim na tym, by nie stracić gola ale na najwyższy poziomie widzimy to niemal co tydzień, że nie tylko znakomite umiejętności zawodników ale i taktyka ma ogromne znaczenie. Gdy wydawało się że w pierwszej odsłonie nie zobaczymy bramek w niegroźnie wyglądającej sytuacji Tur przejął, piłkę której nie opanował Damian Patoka i z tej przypadkowej sytuacji padła bramka na 1:0. EXC Mobile próbował wyrównać a szczególnie aktywny w próbach był Krystian Nowakowski który próbował strzałów z dystansu, ale w pierwszych 25 minutach nie dało to efektu. Skromne 0:1 zwiastowało sporo emocji w drugiej połowie. Po zmianie stron gospodarze dążyli do wyrównania a goście skutecznie starali się bronić. Szczególnie aktywny w defensywie był Bartek Osoliński, który nie tylko dobrze bronił ale i instruował kolegów jak mają się ustawiać by skutecznie powstrzymywać ataki ekipy Sebastiana Dąbrowskiego. Tur czekał na błędy rywali i się doczekał. Po stracie w środku pola poszła kontra i team Konrada Kowalskiego podwyższył wynik na 0:2. Od tego momentu EXC Mobile Ochota zdjął bramkarza i starał się grać z przewagą w polu. Nareszcie po kilku próbach do siatki trafił Krystian Nowakowski i bramka kontaktowa jeszcze bardziej podniosła temperaturę tego spotkania. W końcówce Tur jednak zadał dwa ciosy, które zamknęły ten mecz i przy stanie 1:4 było wiadome że będzie ciężko odwrócić losy spotkania. Goście ostatecznie wygrali i dali sygnał innym drużynom, że w tej rundzie nie będzie tak łatwo ich pokonać. EXC Mobile Ochota nadal ma wszystko w swoich nogach i mecze z całą czołówką, a patrząc na potencjał tej drużyny jesteśmy pewni, że mogą nadal zdobyć mistrzostwo w tym sezonie.
W poprzednim meczu tych zespołów Esportivo pewnie pokonało Alpan 15:7. Bohaterami tamtego pojedynku byli Mariusz Zalewski, Mikołaj Kwiatkowski i Jakub Wardzyński, zdobywcy 10 goli. W minioną niedzielę całej wymienionej trójki zabrakło. Ich przeciwnicy również nie byli w optymalnym zestawieniu, bo brakowało ich najlepszego strzelca czyli Mateusza Marcinkiewicza. Początek pojedynku należał do faworytów. Gospodarze jakby ze zbyt dużym respektem podeszli do rywali. Przekładało się to na dużą ilość sytuacji strzeleckich oponentów, którzy jednak mieli rozregulowane celowniki lub świetnie interweniował Piotr Koza. W 10 minucie po jednej z wielu okazji w końcu dopięli swego za sprawą Roberta Dębskiego. I mniej więcej od tego momentu obraz gry nam się diametralnie zmienił. To Alpan konstruował bardziej składne oraz groźniejsze akcje, ale cuda w bramce faworytów wyczyniał Michał Sobieralski. Dopiero w ostatniej minucie pierwszej części gry udało się go pokonać. Uczynił to po indywidualnej akcji Bartek Bajkowski, najlepszy zawodnik swojej drużyny w tym meczu. Drugie 25 minut było podobne do poprzednich. Goście próbowali prowadzić grę, ale to ich przeciwnicy mieli więcej konkretów. Cały czas kapitalnie dysponowany był Sobieralski, który wygrywał pojedynki oko w oko z Melcherem, Gajewskim czy Zygartowiczem. Z drugiej strony boiska dobrze interweniował Piotrek Koza wprowadzając spokój w szeregi swojej ekipy. W 40 minucie gospodarze w końcu dopięli swego. Trafienie zanotował Mikołaj Wysocki. Do końca potyczki zarówno jedni jak i drudzy mieli swoje szanse, ale albo strzelali niecelnie albo dobrze interweniowali wcześniej wymienieni bramkarze i wynik nie uległ zmianie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)