Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Tur po porażce przed tygodniem chciał się szybko zrehabilitować. Impuls z kolei liczył na pierwsze punkty w nowym sezonie i patrząc na skład gospodarzy mógł mieć nadzieję na korzystny wynik. Początek spotkania należał do teamu z Ochoty. Świetnie dysponowany tego dnia Bartek Osoliński po akcji z Tomkiem Kotusem dał prowadzenie ekipie Konrada Kowalskiego. To jednak nie zdeprymowało rywali, którzy zaczęli dominować na boisku. Szybko wyrównali i pokazali że mają zamiar powalczyć z bardziej renomowanym rywalem. Obie ekipy od stanu 1:1 trafiły po jednej bramce i na tablicy wyników widniał remis, co nie zadowalało żadnej z drużyn. Przy stanie 2:2 w polu karnym faulował Marcin Konopka, ale sędzia puścił grę i to Impuls po raz pierwszy tego dnia wyszedł na prowadzenie. Po chwili nie popisał się (łagodnie mówiąc) Paweł Wysocki, który chciał złapać piłkę po strzale rywali, lecz ta wpadła do siatki. Wynik 2:4 to było zaskoczenie, a to nie koniec jeszcze popisów strzeleckich gości, bo przed przerwą zdołali jeszcze podwyższyć wynik. Rezultat 2:5 po 25 minutach rywalizacji widniał na tablicy wyników. Po zmianie stron ponownie Impuls strzelił gola i przy stanie 2:6 wydawało się, że jest po meczu. Wtedy Tur zdjął bramkarza i zagrał z lotnym golkiperem. To był znakomity ruch i od tego momentu ekipa z Ochoty goniła wynik. Świetnie w sytuacjach znajdował się Bartek Osoliński, który harował za dwóch w ofensywie. Gonitwa powiodła się i na minutę do końca był remis. Wtedy zdarzyła się kontrowersja. Zawodnik Impulsu wyprowadzał piłkę i był faulowany. Sędzia po długiej chwili zagwizdał, ale nie dał ewidentnej kary dla zawodnika faulującego. Jednak sekundy wcześniej zawodnik z Ukrainy wykonał wślizg w polu karnym czego też sędzia nie dostrzegł, a piłka po tym zagraniu trafiła właśnie do faulowanego gracza Impulsu. W sumie sędzia popełnił dwa błędy i jak się okazuje mógł w tej sytuacji dając żółtą kartkę podwójnie skrzywdzić ekipę z Ochoty. Tur w ostatnich sekundach strzelił gola zwycięskiego i zgarnął cenne trzy punkty. To że Impuls wypuścił zwycięstwo nie ulega wątpliwości, bo mając taką przewagę nie powinien wydrzeć sobie pewnej wygranej.
Ekipa Patryka Galla po słabszym początku miała mecz na przełamanie z AnonyMMous. Team Maćka Miękiny po dwóch porażkach liczył na lepszy występ przeciwko ekipie z którą już potrafił toczyć wyrównane boje w poprzednim sezonie. Początek meczu to dominacja gospodarzy, którzy szybko chcieli zaznaczyć swoją przewagę. Tym razem skala trudności rywala była mniejsza, dlatego zawodnicy In Plus Pojemnej Haliny mając większe indywidualności w składzie potrafili narzucić swój styl gry. Szczególnie aktywni byli Janek Skotnicki i Bartek Przyborek , którzy trafiali do bramki rywala. Maciek Miękina tym razem nie miał swojego dnia i przy kilku bramkach mógł się zachować lepiej. Do przerwy mieliśmy wynik 5:0 i próżno było szukać szans na jakoś cudowną przemianę gości. Po zmianie stron napór gospodarzy trwał i przy wysokim prowadzeniu było widać luz w grze. Przy stanie 6:0 Anonimowi przeprowadzili wreszcie skuteczną akcję. Po przechwycie Eryk Stoch pokonał bramkarza rywali i zdobył jak się okazało honorowego gola. Team Patryka Galla w końcówce włączył wyższy bieg i wobec słabości rywali strzelał kolejne bramki. Mecz zakończył się wynikiem 13:1 i to był najniższy z możliwych rezultatów. In Plus Pojemna Halina zdobywa pierwszy komplet punktów i w kolejnych meczach okaże się czy będzie w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo. Jeżeli gospodarze myślą o tytule najlepszej ekipy w stolicy, to margines błędu się wyczerpał i trzeba teraz seryjnie zdobywać punkty. Anonimowi po trzech porażkach mają o czym myśleć i potrzebny jest pomysł na grę, bo jak do tej pory w teamie panuje chaos i to widać po wynikach, które są dalekie od oczekiwań kapitana Maćka Miękiny.
Dużo więcej oczekiwaliśmy po spotkaniu Deportivo La Chickeno i Kebavity. Głównie za sprawą gospodarzy, którzy mieli problem żeby zebrać meczową szóstkę i wydawało się, że nic ciekawego nie może wydarzyć się w tym pojedynku. Od początku goście widząc, że mają przewagę personalną rzucili się do ataków. Czikeny musiały rozłożyć dobrze siły na całe spotkanie, tym bardziej że rywal był z najwyższej półki. Na tym poziomie brak zawodnika (bo Deportivo grało w zaledwie 5 graczy) może być piekielnie trudne, dlatego podopieczni Ernesta Woźniaka ustawili się w defensywie licząc na ewentualne kontry. Kebavita szybko objęła trzy bramkowe prowadzenie. Moatasem Aziz i Christian Namani potrafili świetnie ze sobą współpracować i to na początku dawało efekty. Później moment rozprężenia i zadowolenia zemścił się. Deportivo czyhało na swoje szanse i po błędach w wyprowadzaniu piłki i stratach na połowie rywali potrafiło wyrównać stan meczu. Konsternacja i złość w ekipie gości i szczególnie menedżer Burak Can nie miał tęgiej miny. Przed przerwą Tomasz Mikołajczyk dał prowadzenie na 3:4 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona. W przerwie było widać mobilizację w drużynie Kebavity. To dało efekty na początku drugich 25 minut. Ponownie duet Christian Namani i Moatasem Aziz dali bramki dające przewagę swojej ekipie. Czikeny nie były już tak skuteczne, dodatkowo z każdą minutą opadali z sił i brak było już takiej konsekwencji w defensywie. Goście mając korzystny wynik nie forsowali już tempa i dużo uważniej operowali piłką. Ponieważ nie notowali już strat jak w pierwszej połowie to Deportivo nie miało już tak klarownych szans na strzelanie bramek. Ostatecznie Kebavita wygrywa 3:9 i zdobywa cenne trzy punkty. Deportivo zawodzi, bo zamiast walczyć o czołowe lokaty to ma problemy by stawić się na mecz w komplecie. Szacunek dla tych co grali w pięciu, bo walczyli i zostawili sporo sił i serca na boisku.
Bardzo wysoki poziom najwyższej klasy rozgrywkowej sprawia, że w każdej kolejce jesteśmy świadkami kilku szlagierów. Jednym z nich śmiało można określić starcie FC Gorlickiej z EXC Mobile Ochota. Obydwie drużyny bardzo dobrze rozpoczęły zmagania w tym sezonie i w dwóch pierwszych kolejkach zdobyły komplet punktów. Od początku spotkanie przebiegało w bardzo szybkim tempie i już w trzeciej minucie goście wyszli na prowadzenie. Z prowadzenia cieszyli się tylko 60 sekund, bo już po chwili ich przeciwnicy zdołali odrobić straty. W tej samej minucie po raz kolejny zawodnicy z Ochoty zdołali pokonać bramkarza rywali i ponownie wyszli na prowadzenie. Grający w mocno okrojonym składzie zawodnicy FC Gorlickiej nie odpuszczali i po kilku chwilach ponownie doprowadzili do remisu. W pierwszej połowie mimo kilku doskonałych sytuacji wynik nie uległ już zmianie i zespoły na przerwę schodziły z wynikiem 2:2. W drugiej części spotkania delikatną inicjatywę przejęli gospodarze, jednak pierwszy ich poważny atak zakończył się na słupku bramki przeciwników. W kolejnej sytuacji byli już bardziej skuteczni i pierwszy raz w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie. Stracona bramka sprawiła, że goście postanowili zdjąć etatowego bramkarza i spróbować gry w przewadze. Mimo licznych ataków nie przyniosło im to bramki. Na domiar złego rywale zdołali dwukrotnie wykorzystać fakt, że na bramce stał zawodnik z pola i ostatecznie spotkanie zakończyło się rezultatem 5:2 dla Gorlickiej. Na uwagę zasługuje bardzo dobry występ Marcela Gorczycy, którego cztery bramki znacznie przyczyniły się do zdobycia przez jego team kompletu punktów. Drużyna EXC Mobile Ochota mimo zagrania bardzo dobrego spotkania pierwszy raz schodzi z boiska bez zdobyczy punktowej.
Na szczycie ligowych zmagań doszło do bardzo ciekawego starcia dwóch drużyn, które w tym sezonie debiutują w ekstraklasie. ALPAN po świetnym poprzednim sezonie wygrał zmagania w 1 lidze i bezpośrednio awansował do ekstraklasy, ESPORTIVO VARSOVIA to drużyna młoda ale już bardzo uznana na warszawskich boiskach. Od początku mecz stało na bardzo dobrym poziomie, wyszkolenie techniczne zawodników oraz bardzo duża intensywność sprawiały, że spotkanie mogło się podobać wszystkim kibicom zgromadzonym na arenie AWFu. Po kilku minutach meczu zarysowała się wyraźna przewaga drużyny Esportivo, ich akcje były groźniejsze i prowadzone z większą dokładnością. Zgodnie z oczekiwaniami to właśnie goście pierwsi wychodzą na prowadzenie, gdy składną akcję całego zespołu wykończył Mikołaj Kwiatkowski. Po upływie kolejnych kliku minut Esportivo prowadziło już 0:2 a następnie 0:3. Gościom wychodziło wszystko, byli bardzo skuteczni i zdeterminowani w swoich atakach. Szczególną aktywność w ofensywie prezentowali Mikołaj Kwiatkowski oraz Mariusz Zalewski. Przy wyniku 0:5 goście troszkę się cofnęli, dzięki czemu do głosu zaczęli dochodzić zwodnicy Alpanu. Dosłownie w kilka minut udaje im się strzelić szybkie trzy bramki i na tablicy wyników mieliśmy 3:5. W ekipie gospodarzy jak zawsze dużą jakość prezentował Mateusz Marcinkiewicz oraz Kamil Melcher. Tuż przed przerwą Esportivo dokłada jeszcze jedno trafienie i na odpoczynek schodziliśmy przy wyniku 3:6. Druga połowa to niestety jeszcze większa dominacja Esportivo Varsovia. Huraganowe ataki, składne akcje oraz duet Kwiatkowski-Zalewski robił spore zamieszanie w szeregach gospodarzy. Goście przeważali nad ekipą Alpanu pod każdym względem, dokładając kolejne trafienia. W końcówce obie ekipy postawiły już tylko na ofensywę zapominając często o obronie, bramki padały raz z jednej raz z drugiej strony i w ciągu zaledwie kilku ostatnich minut zobaczyliśmy aż 8 bramek. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 7:15, Esportivo zasłużenie wygrywa to spotkanie i pokazuje, że w tym sezonie będzie rywalizować o najwyższe cele i końcowy triumf w ekstraklasie Ligi Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)