reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00
( 2 : 4 )
8 : 10
Raport

Mecz ekip, które po 3 seriach gier miały identyczny bilans punktowy. Obie zdobyły po 6 oczek, co już samym w sobie mogło nadawać kolorytu temu spotkaniu. Do tego wiemy przecież, że Tur Ochota to aktualny brązowy medalista Ligi Fanów a ich przeciwnik jest mistrzem rozgrywek Playarena Warszawa. Oba zespoły przystępowały do tego pojedynku bez swoich ważnych ogniw. U gospodarzy brakowało Tarnowskiego czy Polakowskiego natomiast u gości nie było Sylwestra Wielgata. Od początku w bramce Tura Ochota stanął Paweł Wysocki. Jak się po chwili okazało nie był to najlepszy wybór, bo po błędach tego golkipera po kilku momentach goście prowadzili 3:0. Aby „wrócić do gry” przegrywający od 5 minuty wprowadzili lotnego bramkarza, w którego rolę wcielił się Michał Jeliński. Jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę, bo świetnie rozprowadzał akcje swojego zespołu od tyłu, do tego bardzo dobrze interweniował na linii. Dzięki jego dobrej grze oraz dyscyplinie taktycznej Tur zdobył 2 gole, ale przed przerwą strzelił go również świetnie dysponowany tego dnia Mikołaj Kwiatkowski, co złożyło nam się na wynik 4:2 dla Esportivo Varsovia po pierwszych 25 minutach. Pierwsze momenty drugiej odsłony obfitowały w wiele sytuacji podbramkowych. Lepiej z tego pojedynku „bokserskiego” wyszli brązowi medaliści ubiegłego sezonu, bo w 35 minucie doprowadzili do stanu 5:5. Tylko dzięki kapitalnym interwencjom Michała Sobieralskiego jego zespół cały czas utrzymywał korzystny wynik. Nic nie wskazywało na to, że to właśnie jego koledzy zdobędą kolejnego gola, ale tak się właśnie stało i po raz kolejny Kwiatkowski wyprowadził ich na prowadzenie. Od tej chwili gościom grało się zdecydowanie lepiej, strzelili jeszcze kilka bramek i ostatecznie pokonali bardzo mocnego rywala 10:8.

2
13:00
( 5 : 4 )
9 : 8
Raport

Tydzień temu Deportivo miało olbrzymie kłopoty by zebrać meczową szóstkę. W starciu z Gorlicką, która nie straciła jeszcze punktów w tym sezonie ekipa Ernesta Woźniaka nie była faworytem ale mieliśmy nadzieję, że postawi się wyżej notowanemu rywalowi. Pierwsze minuty należały do aktualnego mistrza i szybko zrobiło się 2:0 dla gospodarzy. Deportivo stopniowo przejmowało inicjatywę, ale to ponownie Gorlicka strzeliła bramkę. Przy stanie 3:0 wydawało się że team Daniela Gello ma wszystko pod kontrolą. Jednak rozluźnienie w obronie spowodowało,  że goście mieli coraz więcej szans na strzelenie bramki. Damian Warmiak strzałem z dystansu dał sygnał do odrabiania strat. Szalona pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:4. Po zmianie stron liczyliśmy na to, iż emocje w tym meczu będą do końcowego gwizdka. Pierwsze minuty i szybka bramka na remis dawała takie nadzieje. Jednak po jednej z akcji niezadowolony z pracy arbitra Patryk Zych wdał się w słowną sprzeczkę z sędzią spotkania. Po wulgarnych słowach obejrzał czerwoną kartkę i drużyna Deportivo musiała grać dziesięć minut w osłabieniu. Ku zaskoczeniu wszystkich, mimo iż Gorlicka dominowała w grze w przewadze najpierw straciła bramkę. Stanisław Niczyporenko zakręcił obrońcami i po klepce z Maciejem Zawitajem pokonał Mateusza Kota. Gorlicka jednak potrafiła najpierw doprowadzić do remisu aż w końcu wyszła na prowadzenie. Okres gry w przewadze skutkował wynikiem 9:7 i po tym jak na placu składy się wyrównały Deportivo zdołało tylko zdobyć bramkę niwelującą wynik na 9:8. Trzy punkty zapisuje na swoim koncie Gorlicka i nadal nikt nie znalazł sposobu na team Daniela Gello. Deportivo po raz kolejny nie ma szczęścia, bo po wyrównanym meczu przegrywa, ale pretensje może mieć tylko do siebie, bo w głupi sposób straciła zawodnika na dziesięć minut, a jak wiemy na szóstkach przewaga jednego gracza przez tak długi czas jest bardzo znacząca.

3
15:00
( 1 : 1 )
7 : 2
Raport

Gospodarze, to zespół, który w poprzednim sezonie w cuglach wygrał 1 ligę i byliśmy bardzo ciekawi jak poradzą sobie na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Przed tym meczem mieli tylko 3 oczka, które zdobyli przeciwko drużynie FC Impuls UA. Goście natomiast po słabym występie na mistrzostwach Polski oraz w Pucharze Polski mieli ochotę na rehabilitację w rozgrywkach ligowych. Przed pojedynkiem z Alpanem mieli 4 punkty. To co mogło się rzucić w oczy jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego to braki personalne w ekipie wicemistrza z ubiegłego sezonu. Brakowało Warszawskiego, Przyborka, Szeligi czy Nahornego, do tego przystąpili do tego pojedynku bez żadnej zmiany. W pierwszej połowie widzieliśmy wiele sytuacji podbramkowych zarówno dla jednych jak i dla drugich. Jedną z nich na gola zamienił Mikołaj Prybiński, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. „Halina” uparcie dążyła do wyrównania i udało im się to po golu Macieja Siocha. W drugiej części meczu do gospodarzy dołączył Kamil Kłopotowski, co miało kluczowy wpływ na dalszy przebieg pojedynku. Najpierw sam zdobył gola po podaniu Daniela Kani a chwilę później w szczęśliwy sposób zagrał do Melchera, który podwyższył prowadzenie. Maciej Sioch po raz kolejny podał tlen swojej drużynie kiedy to trafił na 3:2, ale to był ostatni pozytyw z gry Pojemnej Haliny w tym meczu. Później bramki zdobywali tylko przeciwnicy i ostatecznie pokonali faworyzowanego rywala aż 7:2.

4
16:00
( 2 : 6 )
10 : 8
Raport

Przed meczem oczywistym faworytem byli gospodarze, którzy w tym sezonie pokonali dwóch groźnych beniaminków oraz zremisowali z Pojemną Haliną. Goście przystępowali do tego pojedynku bez zdobyczy punktowej i w dość okrojonym składzie, bo tylko z jednym zawodnikiem na zmianę. Od początku optyczną przewagę miała FC Kebavita, która częściej operowała futbolówką i to właśnie gracze tej ekipy jako pierwsi otworzyli strzelanie w tym spotkaniu, a konkretnie Moatasem Aziz. Tego co działo się przez następne 15 minut nie spodziewał się żaden z kibiców obserwujących ten mecz. Najpierw przepięknym trafieniem z dystansu popisał się Marcin Taras, później za ciosem poszli jego koledzy z zespołu czyli Patryk Ułasiuk oraz trzykrotnie Damian Borowski i zrobiło nam się 5:1 dla gości! FC Kebavita grała bardzo niedokładnie, przez proste błędy w ataku płacili bardzo dużą cenę w postaci straty bramek bądź piłki, którą ciężko było im odzyskać. Maciej Banasek występujący jako grający trener w tym pojedynku denerwował się za boczną linią boiska, bo widział, że ten mecz nie układa się tak jak powinien. Przed przerwą gole zdobywali jeszcze po raz drugi Aziz oraz Marcin Wiktoruk i wynik brzmiał 6:2 dla AnonyMMous. To co się stało w drugiej odsłonie wicelider tabeli zapamięta na bardzo długo. I aż żal, że brakowało kamery Buraka Cana, którą zawsze rozstawia aby później przeanalizować grę swoich zawodników. Gospodarze wyszli odmienieni, z dużo większym animuszem atakowali bramkę strzeżoną przez Maćka Miękinę. I musiało się to opłacić bo w ciągu kilkunastu minut ze stanu 2:6 zrobiło nam się 7:6. Mimo szybkiej odpowiedzi gości to powracający „zza światów” faworyci zgarnęli komplet punktów, pokonując bardzo ambitnie i dobrze grającego tego dnia przeciwnika 10:8.

5
16:00
( 1 : 1 )
3 : 4
Raport

Impuls choć w tym sezonie nie punktuje i zajmuje miejsce w strefie spadkowej to tak naprawdę w swoich meczach w zasadzie za każdym razem jest blisko korzystnego wyniku. W starciu z EXC Mobile Ochota nie był faworytem, ale zamierzał walczyć na całego. I już od pierwszych minut goście mieli problemy by sforsować szczelną obronę teamu z Ukrainy. Impuls skoncentrowany na defensywie szukał swoich szans w kontrach a i bramkarz Artem Solonikov kilka razy próbował lobem zaskoczyć Krzysztofa Jabłońskiego. Okres spotkania gdzie nie padały gole przerwał Krystian Nowakowski. Po solowej akcji minął w swoim stylu dwóch rywali i nie dał szans bramkarzowi rywali. Radość z prowadzenia trwała krótko, bo po strzale bramkarza Impulsu piłkę skierował do bramki Vladyslav Budz. Do przerwy nic się nie zmieniło i remisem 1:1 zakończyło się pierwsze 25 minut spotkania. Po zmianie stron EXC Mobile Ochota zaatakował jeszcze mocniej wiedząc, że trzy punkty w tym meczu to obowiązek. Najpierw Krystian Nowakowski przeprowadził akcję gdzie wyłożył piłkę Patrykowi Paszko, a ten nie miał problemu z dołożeniem nogi i wpakował piłkę do pustej bramki. Po chwili jednak ponownie nonszalancja w wyprowadzeniu piłki zakończyła się bramką wyrównującą. Ponownie Vladyslav Budz był na tyle skuteczny, że Impuls ponownie remisował. Goście nie rezygnowali i w kolejnej akcji znakomicie w polu karnym znalazł się Patryk Kępka i to on dopadł od bezpańskiej piłki i ponownie wyprowadził zespół Kamila Jurgi na prowadzenie. Końcówka niezwykle emocjonująca i na przestrzeni dwóch minut mieliśmy dwa karne po jednym dla każdej ekipy za wślizgi w polu karnym. Oba karne ekipy wykorzystały i było 3:4 na sekundy przed końcowym gwizdkiem. Niestety dla gospodarzy nie udało się zremisować i to kolejne spotkanie na styku, w którym nie udaje się wywalczyć punktów teamowi z Ukrainy. EXC Mobile Ochota może nie zachwycił, ale zgarnął cenne trzy punkty.

Reklama