reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Dla ekipy ALPAN spotkanie ze Strefą Podium miało wyjątkowe znaczenie, gdyż ścisk w dolnej części tabeli Ekstraklasy jest tak duży, iż nieoczekiwanie gospodarzom zaczął grozić spadek. Gospodarze bardzo szybko wzięli się do pracy, czego efektem była składna akcja dwójkowa Kamila Melchera, który dograł do dobrze ustawionego Mateusza Marcinkiewicza, a ten pewnym strzałem otworzył wynik spotkania. Był to początek istnego, piłkarskiego thrillera, w którym przez całe spotkanie oglądaliśmy wymianę piłkarskich ciosów. Skoro o nich mowa, to dwa z rzędu zadali gracze Strefy Podium i za sprawą bramek Vadyma Butenko oraz Aleksandra Zwierzyńskiego wyszli na prowadzenie 1:2. Taki obrót spraw bardzo musiał rozzłościć ekipę gospodarzy, gdyż do końca pierwszej odsłony już tylko oni wpisywali się na listę strzelców. Bramka wyrównująca to piękny strzał z rzutu wolnego Mateusza Marcinkiewicza, który płaskim uderzeniem zaskoczył Jarka Kurmana. W kolejnych dwóch akcjach oglądaliśmy popis umiejętności Kamila Melchera, który najpierw wykorzystał okazję stworzoną przez Kamila Kłopotowskiego, a następnie asystował przy bramce ustalającej wynik tej części gry na 4:2, autorstwa Rafała Radomskiego. Zmiana stron przyniosła obraz pogoni gości za wynikiem rozpoczętej zamieszaniem w polu karnym, w którym najlepiej odnalazł się Bartek Salamon, a jego trafienie skróciło dystans do stanu 4:3. W odpowiedzi gola na 5:3 zdobył Daniel Kania, który został po raz kolejny obsłużony celnym podaniem przez Kamila Melchera. W tym momencie nastąpiło przełamanie, które przerodziło się w przejęcie inicjatywy przez drużynę gości. Najpierw gola na 5:4, po sprytnym rozegraniu rzutu rożnego przez Rafała Karolika, zdobył Bartek Salamon. Bramka na 5:5 to niestety duża kontrowersja i niedopatrzenie sędziego oraz koordynatora meczu, gdyż została zdobyta w trakcie, gdy na boisku było o jednego zawodnika Strefy Podium więcej, niż zezwalają na to przepisy. Oczywiście gdyby ta sytuacja została wyłapana na miejscu, gol zostałby anulowany, a gracze gości otrzymaliby karę jednej minuty gry w osłabieniu. Niestety, to wykroczenie zostało wyłapane dopiero po analizie materiału zarejestrowanego przez VEO, za co ekipa organizacyjna przeprosiła kapitana ALPAN-u... Strefa Podium kontynuowała dobrą grę, a kolejne gole zdobyli Szymon Michoński oraz Rafał Karolik i z dwubramkowego deficytu goście wyszli na prowadzenie 5:7. Nie wiemy, co sobie w tym momencie powiedzieli gracze w biało-niebieskich trykotach, ale najwyraźniej nie zamierzali zejść z boiska pokonani, a szczególnie Mateusz Marcinkiewicz. Popularny „Mati” najpierw pewnie wykorzystał „wapno”, a następnie doprowadził do wyrównania, wykorzystując świetne podanie Daniela Kani. Gdy wydawało się, że w tym meczu dojdzie do podziału punktów, na akcję dającą cenne zwycięstwo gospodarzom zdecydował się Mikołaj Wysocki, którego rajd i dobre podanie zostało zwieńczone golem Kamila Kłopotowskiego na 8:7! Komplet punktów dla ALPAN-u, dzięki czemu strefa spadkowa nieco sią od nich oddaliła, natomiast Strefie Podium trzeba oddać słowa pochwały za walkę i świetne widowisko!

2
11:00

Walczący o utrzymanie Tur podejmował ukraiński zespół Impuls, który de facto był już pogodzony ze spadkiem. Gospodarze zdawali sobie sprawę, że trzy punkty w tym starciu to ich obowiązek. Jednak mimo że na początku to zespół z Ochoty przeważał, na prowadzenie wyszli goście. Vasyl Ivaniuk podał do Bogdana Ivaniuka, a ten z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. Od tego momentu Tur napierał jeszcze mocniej i bramka dla tej ekipy wisiała w powietrzu. Kilka prób koronkowych akcji nie powiodły się. W końcu niemoc przełamał Artur Miszkiewicz mocnym strzałem sprzed pola karnego dał remis. To właśnie wtedy gospodarze przejęli inicjatywę na dobre. Rafał Polakowski i Piotr Branicki byli szczególnie aktywni i to za ich sprawą padały kolejne gole. Od stanu 3:1 Impuls miał kilka okazji, ale świetnie spisywał się w bramce Paweł Sobolewski. Tuż przed przerwą po nieporozumieniu Vasyl Tymonik zagrał do swojego golkipera nie widząc, że ten opuścił światło bramki. Do przerwy było 4:1 i ciężko było przypuszczać że zmotywowany Tur wypuści tutaj zwycięstwo. Po zmianie stron goście starali się atakować wykorzystując bramkarza, który wysoko wychodził do strefy przeciwników., lecz to powodowało ryzyko kontr dla rywali. Tur z tego korzystał i powiększał przewagę. Przy stanie 8:2 ekipa z Ochoty trochę się rozluźniła i Impuls zdołał zmniejszyć rozmiary porażki. W końcówce Tur strzelił jeszcze jedną bramkę i ustalił wynik meczu na 9:4. Gospodarze tym samym pierwszy raz w tej rundzie opuścili strefę spadkową, choć nadal nie mogą być pewni utrzymania i muszą w kolejnych meczach grać o komplet punktów.

3
16:30

Gospodarze mieli przed tą kolejką szanse na podium, ale stawiając się na meczu z EXC Mobile Ochota w zaledwie sześciu sami wykluczyli się z walki o brązowe medale. Goście nareszcie przyszli w składzie, który gwarantuje sukcesy i od razu przełożyło się to na wydarzenia na boisku. Szybko strzelone bramki nie pozostawiały złudzeń, że może w tym meczu zdarzyć się coś złego dla ekipy Kamila Jurgi. W ataku wreszcie celownik nastawiony miał Damian Patoka a że koledzy kreowali sporo sytuacji bramkowych, to i Pato mógł cieszyć się z kolejnych trafień. Mimo że w bramce stał najlepszy bramkarz w Warszawie, to nie za wiele mógł zrobić wobec dziurawej obrony swojego zespołu. Sporadyczne ataki In Plus Pojemnej Haliny dały tylko dwie bramki, ale wobec ośmiu gości wynik do przerwy nie mógł być zadowalający dla teamu Patryka Galla. Po zmianie stron przez długi czas za wiele nie działo się na boisku. EXC Mobile Ochota mając korzystny wynik nie atakowało już z taką determinacją a gospodarze nie dysponując zmianami również nie forsowali tempa. Dopiero w około 40 minucie spotkania zaczęło padły kolejne bramki. In Plus Pojemna Halina miała chyba najlepszy okres w meczu i cztery trafienia wzbudziły nadzieję na emocje w końcówce. Jednak od stanu 6:8 dwie kontry i dodatkowo gra w osłabieniu gospodarzy ustaliła wynik tej konfrontacji na 6:10 dla gości. Ekipa Kamila Jurgi tym samym jest już niemal pewna brązowych medali a rywale muszą jeszcze zdobyć punkty, by przypieczętować pozostanie w Ekstraklasie, bo przegrywając dwa ostatnie mecze mogą jeszcze - przy niekorzystnych dla siebie wynikach - spaść z ligi.

4
17:30

To miał być mecz decydujący o losach mistrzostwa w Lidze Fanów i choć jeszcze matematycznie Gorlicka mimo zwycięstwa nie może otwierać szampanów, to de facto wygrywając zrobiła milowy krok w kierunku obrony tytułu. Sportowo był to znakomity pojedynek gdzie zadecydowały detale, a w zasadzie forma i znakomita dyspozycja strzelecka Marcela Gorczycy. Kebavicie zabrakło solidnych zmienników, którzy potrafiliby utrzymać poziom pierwszej szóstki, a także słabsza tego dnia forma Moatasena Aziza, który nie błyszczał jak to miało miejsce w poprzednich potyczkach. Spotkanie zaczęło się dobrze dla gości. Grali mądrze i długo, wymieniając piłkę w swoje strefie. Defensywa gospodarzy na początku była trochę pogubiona i słynne przesuwanie w obronie nie było idealne co wykorzystał Michał Dryński zagrywając w środek piłkę do Borysa Ostapienki. Ten zabrał się z futbolówką i nie dał szans Mateuszowi Kotowi. Z biegiem czasu Gorlicka zaczęła jednak grać lepiej i poukładała swoją grę na boisku. Taktycznie wydawało się że najszybsi zawodnicy gości stojąc przy Marcelu Gorczycy powinni dać radę, ale wyszkolenie techniczne i przyspieszenie na metrze jakiego chyba nikt w Warszawie nie ma, dało wyrównanie. Od stanu 1:1 ponownie gra się wyrównała. W końcówce pierwszej połowy ponownie napastnik Gorlickiej błysnął. Najpierw bramka z rzutu wolnego, a chwilę później wygrana przebitka i gol na 3:1 zamknęły wydarzenia w pierwszej odsłonie. W drugiej połowie było sporo sytuacji z jednej i z drugiej strony. Gdy Gorlicka odskoczyła nadzieję na pogoń za wynikiem dał ponownie Michał Dryński, który ponownie zagrał dokładnie do Borysa Ostapienki, a ten znowu był skuteczny pokonując Mateusza Kota. Kluczowy moment w meczu to żółta kartka dla Bartka Gwóździa i dodatkowo strata bramki. Gra w osłabieniu przy niekorzystnym wyniku i upływającym czasie nie mogła się skończyć dobrze. Ostatecznie Gorlicka zasłużenie wygrywa mecz 7:4 i może za tydzień zapewnić sobie tytuł. Kebavita mimo porażki skończy sezon na drugim miejsce. Szkoda że w tak ważnym meczu nie miała kilku swoich ofensywnych zawodników. Jedyny który zagrał w ataku na swoim poziomie to Borys Ostapenko, a to jednak za mało na tak utytułowaną drużynę jak Gorlicka.

5
18:30

Choć w zapowiedziach wspominaliśmy, że Esportivo ma problemy kadrowe, okazało się, że to ekipa Maćka Miękiny nie przyszalała z frekwencją i zjawiła się w zaledwie sześcioosobowym składzie. Przygoda AnonyMMous z najwyższym poziomem rozgrywkowym Ligi Fanów powoli się kończy, natomiast czasy, kiedy na mecz Ekstraklasy można było przyjść w tak okrojonym składzie i nawiązać równą walkę skończyły się już dawno temu i goście bardzo boleśnie się o tym przekonali. Team Eryka Zielińskiego błyskawicznie pokazał totalną dominację i wynik po pierwszej połowie 7:1 nie pozostawiał żadnych złudzeń odnośnie przebiegu tego spotkania. Zdecydowanie był to też dzień Damiana Górki, który miał okazję podreperować statystyki indywidualne, ale chyba nikomu nie przeszło nawet przez myśl, że zawodnikowi Esportivo uda się zapunktować aż 14-krotnie (sic!). W ten sposób Damian po jednym meczu samotnie objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Spora w tym zasługa kolegów z drużyny – wtórowali mu między innymi Patryk Araźny i Rafał Sadecki, a ostatecznie gospodarze zapakowali piłkę do siatki aż osiemnaście razy. Warto tu odnotować, że końcowy wynik 18:3 mógł być dużo wyższy, bo mimo wszystko między słupkami Anonimowych stoi jeden z lepszych bramkarzy, a Maciej jak zwykle popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Pozostali zawodnicy AnnyMMous również starali się jak mogli, ale Esportivo pokazało wyższość w praktycznie każdym aspekcie gry. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że mecz ten ma nieco symboliczny wydźwięk - następuje pokoleniowa zmiana, skoro wieloletni i zasłużony uczestnik naszych rozgrywek musi ustąpić miejsca dla młodych i głodnych sukcesu zawodników Esportivo. Jeśli teamowi Eryka Zielińskiego uda się utrzymać taką formę w ostatnich dwóch meczach sezonu, to Esportivo ma spore szanse na to, aby rzutem na taśmę wywalczyć brązowe medale.

Reklama