reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

Niezwykle istotne starcie w ekstraklasie stoczyły ekipy Alpana i EXC Mobile Ochota. Gospodarze przed tą kolejką mieli punkt przewagi nad rywalami i bezpośrednie starcie mogło odwrócić sytuację w tabeli. Z drugiej strony wygrana teamu Kamila Melchera mogła spowodować, że Alpan dołączyłby do ścisłej czołówki tabeli. Początek to dominacja zespołu Kamila Jurgi. Praktycznie każda akcja kończyła się bramką, a golkiper  Piotr Koza chyba nie zdążył się rozgrzać, bo jego interwencje kończyły się golami, które na poziomie Ekstraklasy nie powinny po prostu wpadać. Przy stanie 0:3 gospodarzom udało się strzelić gola kontaktowego. Mateusz Marcinkiewicz skorzystał z zamieszania przed polem karnym i mocnym strzałem pokonał Krzysztofa Jabłońskiego. Chwilę później z rzutu wolnego Sebastian Dąbrowski podwyższył wynik na 1:4. Ponownie Piotr Koza nie wiadomo co chciał zrobić i przepuścił piłkę przez rękawice. Ewidentnie w tym spotkaniu nie pomógł swojej drużynie, ale ta zareagowała dobrze i mimo niepowodzeń na początku spotkania starała się odrabiać straty. Kilka składnych akcji i nareszcie lepsza organizacja gry w ofensywie dała efekty i w końcówce pierwszej połowy Alpan zmniejszył prowadzenie rywali i do przerwy mieliśmy wynik 5:6. Po zmianie stron w bramce Alpana nastąpiła zmiana i między słupkami stanął Michał Wytrykus. Gospodarze starali się odrobić stratę i atakowali. Jednak mimo kilku naprawdę znakomitych szans nie mogli doprowadzić do remisu. EXC Mobile Ochota mając korzystny wynik umiejętnie się broniła czekając na szanse na kontry. Po jednej z nich Patryk Kępka znakomicie podał piłkę do Damiana Patoki a ten podwyższył wynik na 5:7. Gdy padła bramka na 5:8 wiedzieliśmy że będzie niezwykle ciężko odwrócić losy meczu. Najlepszy na boisku w Alpanie Mateusz Marcinkiewicz zmniejszył rozmiary porażki na 6:8, ale to gracze z Ochoty zasłużenie zgarnęli trzy punkty w tym niezwykle ważnym meczu.

2
14:00

Mecz zespołów, które są na przeciwległych biegunach. Tur Ochota po 3 porażkach z rzędu wylądował w strefie spadkowej i każde punkty są dla nich na wagę złota. FC Kebavita natomiast w tym sezonie nie zaznała jeszcze porażki i pewnie plasuje się na ligowym podium. Od początku tego meczu zarysowała się przewaga gości, którzy bardzo szybko wyszli na prowadzenie za sprawą Christiana Nnamaniego. Gospodarze próbowali odrobić stratę, ale nim się otrząsnęli to zrobiło się 0:3 a gole zdobyli Moatasem Aziz oraz Tomasz Pietrzak. Kolejne kilka minut to absolutna dominacja faworyta i bezsilność brązowego medalisty ubiegłego sezonu. Gole Nnamaniego, Aziza dwukrotnie oraz Kamila Majorka spowodowały, że w 18 minucie mieliśmy wynik 7:0 dla FC Kebavita. Można powiedzieć, że wtedy zaczęła się zabawa, bo Tur Ochota w końcu się obudził, a stało się to za sprawą Rafała Polakowskiego, który zastąpił Pawła Wysockiego i grał jako lotny bramkarz. Dla potwierdzenia tych słów niech świadczy fakt, że w 5 minut ze stanu 0:7 zrobiło się 5:7 co zwiastowało wielkie emocje w kolejnych 25 minutach. I faktycznie działo się bardzo wiele, ale przez pierwsze momenty drugiej części gry. Wtedy to gospodarze mieli bardzo dużo okazji do zdobycia gola kontaktowego, ale nie udało im się to co wykorzystali rywale zdobywając bramkę, która zaważyła o końcowych losach rywalizacji, bo mimo prób i szans drużyny goniącej wynik to ich rywale zdobywali kolejne trafienia a konkretnie Nnamani, Aziz oraz Gwóźdź. Gola na otarcie łez dla Tura zdobył Tomasz Kotus i ostatecznie faworyt zwyciężył 14:6.

3
15:00

Po tym co zaprezentowało Deportivo w starciu z In-Plus Pojemną Haliną, wiedzieliśmy że ta drużyna będzie chciała pójść za ciosem i pokonać dołujące w tabeli Ekstraklasy AnonyMMous. Gdy jednak okazało się, że Maćkowi Miękinie udało się zebrać solidny skład, to mieliśmy nadzieję, że doświadczymy meczu, który będzie stanowił swoistą batalię młodości z doświadczeniem, gdzie przedstawiciele tej drugiej grupy wcale nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. No ale już wiemy, że niestety nic z tego nie wyszło. Początek spotkania jeszcze nie zwiastował tragedii, bo do 10 minuty utrzymywał się wynik bezbramkowy, ale wiedzieliśmy, że w momencie gdy podopieczni nieobecnego w niedzielę Ernesta Woźniaka napoczną przeciwnika, to potem pójdzie już z górki. I tak było. Dwie szybkie bramki Patryka Zycha dały konkurentom jasno do zrozumienia, że już do końca meczu będą tutaj cierpieć. Bardzo szybko, bo w 17 minucie było już 5:0, ale zawodnicy Anonimowych nawet nie mieli do siebie wielkich pretensji za taki stan rzeczy, jakby zdawali sobie sprawę, że z takim przeciwnikiem nawet w latach świetności mieliby ogromne problemy. Należy ich na pewno pochwalić za to, że grali do końca. Że chociaż mecz się nie układał, to szukali konsekwentnie swoich okazji. A to wcale nie jest takie proste, gdy wynik ci odjeżdża i jedyne o czym myślisz, to pomeczowy prysznic. Dwycufrówka pękła tutaj w 40 minucie, gdy rezultat na 10:2 zmienił Eryk Agnyziak. Deportivo było jednak głodne kolejnych trafień, spotkanie zrobiło się bardzo otwarte i piszący te słowa miał problem, by wszystko odpowiednio zanotować, bo gole sypały się jak z rękawa. Ostatecznie Deportivo wygrało 15:6 i trzeba sobie jasno powiedzieć, że był to dla triumfatorów spacerek. Zdajemy sobie sprawę, że to być może dość bolesne określenie z perspektywy AnonyMMous, natomiast nie ma się co czarować – jeśli nawet przez chwilę przeciwnik nie czuje zagrożenia, no to można mówić o meczu do jednej bramki. Tym bardziej, że jak pewnie wszyscy się domyślają, wiele strzałów odbił Maciek Miękina i gdyby nie on, to byłoby tutaj jeszcze wyżej. Anonimowych ta runda doświadcza bardzo boleśnie, ale trzeba zagryźć zęby i dograć tę jesień do końca. Z kolei Deportivo wrzuciło w końcówce tej części sezonu kolejny bieg i jeśli wygra pozostałe spotkania w listopadzie, to wskoczy do górnej połowy tabeli. A to da możliwość zaatakowania podium w kolejnej rundzie, dlatego trzeba o to powalczyć ze wszystkich sił.

4
17:00

Spotkanie, które od początku miało jednego wyraźnego faworyta a był nim oczywiście zespół Esportivo Varsovia, który w sześciu dotychczasowych meczach zdobył 15 punktów, ulegając jedynie mistrzowi z ubiegłego sezonu FC Gorlickiej. FC Impuls UA przystępował do tego pojedynku z nożem na gardle, bo w tej kampanii nie zdobyli jeszcze ani jednego oczka, więc każda kolejka bez zdobyczy punktowej oddala ich od gry w Ekstraklasie w przyszłym roku. Od pierwszej minuty stroną dominującą był wicelider tabeli, który raz po raz zagrażał bramce strzeżonej przez Artema Solonikova, ale dobrze dysponowany tego dnia golkiper gasił zapędy swoich rywali. Napór trwał jednak zbyt długo i w końcu Damian Górka otworzył wynik tego meczu. Chwilę później gola zdobył Wardzyński i już wiedzieliśmy, że ten pojedynek będzie obfitował w wiele bramek. Ten sam gracz strzelił następnego gola, a Górka dorzucił dwa kolejne i w krótkim czasie zrobiło nam się 5:0. Przed przerwą gola dla faworytów zdobył jeszcze Dominik Łobodzin, a dla gospodarzy odpowiedział Konstantyn Didenko. Drugie 25 minut wyglądało identycznie. Esportivo atakowało i kontrolowało wydarzenia boiskowe, a przeciwnicy starali się im przeszkadzać. Niezbyt dobrze im to wyszło, bo po przerwie hat-tricka zaliczył Mikołaj Kwiatkowski, dublet Rafał Sadecki a po jednym golu dorzucili Górka i Stolarczyk. Ich rywali stać było tak samo jak w pierwszej części spotkania na jedno trafienie a zaliczył je Bohdan Ivaniuk, ustalając wynik spotkania na 13:2. 

5
19:00

Mecz na szczycie tej kolejki w Ekstraklasie zdecydowanie nie zawiódł i oglądaliśmy pełny emocji i widowiskowych zagrań pojedynek pomiędzy aktualnym mistrzem i vice mistrzem Ligi Fanów. Oba zespoły do tego starcia przystąpiły w swoich niemal optymalnych składach i to zwiastowało nie lada emocje niedzielnego wieczoru na boiskach AWFu. Lepiej w spotkanie weszli goście i już po niespełna trzech minutach prowadzili 0:2. Gospodarze jakby trochę zaskoczeni takim obrotem sprawy organizowali swoją grę i musieli odrabiać straty. Długo jednak Gorlicka grała znakomicie i nie popełniała błędów w wyprowadzaniu swoich ataków. Dopiero błąd Mateusza Kota na bramkę zamienił Wojciech Gajownik. Niestety gdy wydawało się, że In Plus Pojemna Halina pójdzie za ciosem to niefortunne wybicie Tomka Warszawskiego na bramkę zamienił Marcel Gorczyca. Ekipa Patryka Galla prowadziła grę i starała się złapać ponownie kontakt, ale do przerwy żadna z akcji nie przyniosła już bramki. Po 25 minutach rywalizacji mieliśmy wynik 1:3. Po zmianie stron gospodarze ruszyli, by odwrócić niekorzystny dla siebie wynik. Jednak goście w początkowej fazie drugiej połowy nie dawali szans na dogodne okazje rywalom. Dopiero błąd Jędrzeja Gorczycy który na pamięć zagrał piłkę w środek pola dał okazję na gola dla przeciwników. Mateusz Mazur nie zastanawiał się długo i huknął z dystansu nie pozostawiając złudzeń bramkarzowi. Wynik 2:3 utrzymywał się dosłownie minutę. Tomek Warszawski złapał piłkę po akcji Gorlickiej i kapitalnym krosem podał pod nogi Patryka Szeligi. Ten odwrócił się i zapakował piłkę do siatki. Remis 3:3 tylko podgrzał temperaturę na boisku. In Plus Pojemna Halina poczuła, że może tutaj nawet wygrać i po jednej z akcji dostała rzut karny za nierozważny wślizg w polu karnym. 4:3 i konsternacja i złość w ekipie Daniela Gello. Jednak prowadzenie ponownie długo nie utrzymało się. Po aucie Jakuba Sosnowskiego Eryk Murawski wyrównał na 4:4. W końcówce obie ekipy dołożyły po jednej bramce i przy stanie 5:5 sędzia zakończył spotkanie. Świetne widowisko i chyba sprawiedliwy remis. Gorlicka traci pierwsze punkty w sezonie, In Plus Pojemna Halina nareszcie zagrała na swoim poziomie i mamy nadzieję, że do końca rundy jesiennej utrzyma dobrą dyspozycję.

Reklama