reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00
( 3 : 3 )
7 : 10
Raport

Zarówno FC Ballers, jak i Energia nie walczyły w tym meczu już zupełnie o nic, także oba zespoły mogły się w 100% skupić na czerpaniu przyjemności z gry w piłkę i tak też było. Od samego początku oglądaliśmy nastawienie na szybką, ofensywną grę, co objawiało się raczej znikomym zaangażowaniem w defensywę, a bardzo dużą aktywnością w ataku. Taka mieszanka była bardzo przyjemna dla oka, a efektem wesołego futbolu było aż sześć trafień w pierwszej części spotkania, po trzy dla każdej ze stron. W tym czasie na listę strzelców wpisywali się Czarek Małecki, Karol Milej oraz Michał Karaś dla FC Ballers, a po stronie Energii Igor Petlyak, Heorhii Parnitskii oraz bramkarz FC Ballers – Maksim Narkovych, który zanotował na swoim koncie pechowe trafienie samobójcze, po tym, jak piłka odbiła się od jego pleców. Do przerwy mieliśmy wynik 3:3 po bardzo żywiołowej i wyrównanej grze. Zmiana stron nieco pobudziła graczy Energii, którzy przypomnieli sobie i rywalom, że mają już zapewnione mistrzostwo. Najpierw fenomenalną bramkę na 3:4 z połowy boiska zdobył bramkarz Energii, Volodymy Slobozheniuk, a chwilę później dwoma trafieniami pod rząd popisał się Heorhii Parnitskii wyprowadzając gości na komfortowe prowadzenie 3:6. Festiwal niecodziennych bramek był kontynuowany, gdy strzałem z własnej połowy popisał się Artiom Pastushyk, skracając dystans do 4:6. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy Artiom zagrał celnie piłkę do Piotrka Mądrego, a ten pewnym, mocnym uderzeniem dał bramkę kontaktową na 5:6! Przez kolejne minuty trwała wymiana ciosów: Heorhii Parnitskii podwyższył na 5:7, ale chwilę później, po podaniu Patryka Komorowskiego, znów bramkę „na kontakt” zdobył Michał Karaś i było tylko 6:7. Od tego momentu jednak Energia zaczęła systematycznie odjeżdżać z wynikiem, aby ostatecznie wygrać spotkanie 7:10. Świetny mecz w wykonaniu dwóch graczy z Ukrainy – Artioma Pastushyka z FC Ballers, autora pięciu asyst i jednej bramki oraz gracze Energii, Heorhija Parnitskiego, który aż pięciokrotnie trafiał do bramki rywali. Grad bramek i wesoły futbol w pełnej krasie!

2
11:00

Szalenie emocjonujący przebieg miało spotkanie FC Kanonierów z Bonito Warszawa. Sytuacja w tabeli 3 ligi jest wyjątkowo ciekawa, bo po 16 kolejce drużyna Artura Baradzieja-Szczęśniaka znajdowała się tuż nad strefą spadkową, ale ewentualne zwycięstwo otwierało szansę na zajęcie nawet piątego miejsca. Bonito ma zaledwie punkt przewagi nad Wikingami i przegrana w tym spotkaniu mogłaby skończyć się utratą srebrnych medali. W teorii więc to zawodnicy Leona Hendigery powinni być bardziej zmobilizowani, a Bonito przyszło na mecz z zaledwie jedną zmianą. Gospodarze dysponując szeroką ławką rezerw narzucili swoje warunki już po pierwszym gwizdku i w 2 minucie Adam Wiśniewski popędził prawym skrzydłem i z ostrego kąta zapakował piłkę do siatki. Po siedmiu minutach było już 0:2 dla Kanonierów, kiedy Bartek Liśkiewicz wyłożył piłkę Janowi Dolniakowi, a ten nie dał szans stojącego między słupkami Bonito Kubie Przygodzie. Presja ze strony czerwonych nie ustępowała – goście zostali tak szczelnie zamknięci na swojej połowie, że mieli potężne problemy z rozegraniem piłki. Praktycznie już po pierwszym podaniu Kanonierzy naciskali na zawodników w niebieskich trykotach i taktyka wysokiego pressingu spowodowała, że Bonito rzadko odwiedzało rejony bramki Artura Baradzieja-Szczęśniaka. Dopiero w 21 minucie kontratak zakończył się faulem w polu karnym i choć bramkarz wyczuł zamiary strzelca, Leon Hendigery umieścił piłkę w siatce i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 2:1. Po zmianie stron mecz tylko nabrał kolorów. W 29 minucie Dominik Szczapa wypatrzył niekrytego Czarka Petasza, a ten tylko dołożył nogę i było 3:1 dla Kanonierów. Ospałe do tej pory Bonito zaryzykowało nieco bardziej otwartą grę i przyniosło to błyskawiczny efekt – Aleksander Olędzki podał przez nogi obrońców, a Leon Hendigery sprytnie ominął bramkarza i strzelił na 3:2. Punktem zwrotnym meczu była sytuacja z 34 minuty – za rękę w polu karnym jeden z Kanonierów zobaczył żółty kartonik. Podobnie jak wcześniej, Leon nie zmarnował swojej szansy, a po chwili Bonito wykorzystało przewagę liczebną i wyszło na prowadzenie. Gospodarze stracili koncentrację, pojawiły się wzajemne niesnaski i brak sensownej komunikacji, która przełożyła się na utratę kolejnego gola. Mimo nerwowej atmosfery Kanonierzy nie złożyli broni – duet Petasz-Dolniak wyprowadził kontrę, rozmontował obronę i strzelił na 4:5. Spięcie zawodników po tym golu skończyło się obustronną karą i przez trzy minut żaden z zespołów nie był w stanie przechylić szali na swoją stronę. Niestety dla Kanonierów zasiany wcześniej ferment w końcu wybuchł z impetem. Za obelgi w stronę sędziego jeden z rezerwowych został ukarany czerwonym kartonikiem. Bonito wykorzystało sytuację i szybko wbiło bramkę na 4:6. Choć Kanonierom udało się jeszcze w końcówce zdobyć jednego gola, nie byli w stanie dogonić wyniku. Mecz zakończył się wynikiem 5:6, ale po prawdzie gospodarze przegrali sami ze swoimi słabościami, bo gdyby nie stracili koncentracji w końcówce, mecz mógłby zakończyć się zupełnie inaczej. Bonito za to, choć nie był to najwybitniejszy występ tego zespołu, pokazało charakter i wytrwałość godną wicemistrza.

3
13:00

Na 2 kolejki przed końcem sezonu, praktycznie przesądzone było, że Old Eagles nie grają już o nic. Czwarte miejsce w tabeli, bezpiecznie daleko od strefy spadkowej, zbyt odległa perspektywa awansu. Z nieco innej perspektywy na to co dzieje się w 3 lidze mogli zerkać ich rywale, bo byli w środku tabeli i mogli jeszcze marzyć o Pucharze Ligi Fanów. Mimo szybkiego i efektywnego początku spotkania dla gości, którzy po 4 minutach prowadzili już 2 golami, ten mecz nie był łatwym spotkaniem dla faworyta. Fuszerka cały czas próbowała się odgryzać groźnymi kontratakami. Aktywni byli zwłaszcza Kamil Burchacki oraz Rafał Spodar, którzy niepokoili Sebastiana Nowakowskiego strzałami na bramkę. Mimo niezłej gry gospodarzy to Old Eagles zdobywało gole w pierwszej części gry. Do 2 z początkowej fazy spotkania, dorzucili 4 kolejne jeszcze przed przerwą, Fuszerka odpowiedziała tylko raz, co dało nam wynik 1:6 po 25 minutach. Początek kolejnej połowy to gol Piotra Parola i koniec strzelania w tej potyczce faworyta. Po pół godziny gry to gospodarze doszli do głosu i raz po raz starali się zaskoczyć Nowakowskiego. Udało się to w 34 minucie Adamowi Jastrzębiowi. Kolejne kilka minut to sytuacje podbramkowe z jednej i drugiej strony. Goście między innymi nie wykorzystali rzutu karnego, który świetnie obronił Damian Pakuła. W ostatnich 180 sekundach Fuszerka zdołała zaskoczyć bramkarza przeciwników jeszcze dwukrotnie i mecz zakończył się rezultatem 4:7.

4
14:00
( 7 : 2 )
10 : 5
Raport

Mecz zespołów z przeciwległych rejonów tabeli. Ukranian Vikings w przypadku zwycięstwa zapewniałoby sobie awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Ich rywale natomiast jak tlenu potrzebują punktów aby zagwarantować sobie utrzymanie w 3 lidze. Od początku pojedynku drużyną starającą się narzucić swój styl gry byli gracze z Ukrainy. Dało to pozytywny efekt już w 2 minucie, kiedy to Taras Gavryluk pokonał bramkarza przeciwników. Ich radość nie trwała długo, bo chwilę później Włodarkiewicz strzelił wyrównującego gola. Podziałało to bardzo mobilizująco na "Wikingów", którzy wyprowadzili dwa szybkie ciosy i po 7 minutach pojedynku mieliśmy wyniki 3:1. Gospodarze cały czas forsowali tempo starając się zdobywać kolejne bramki. Perła WWA grała jednak bardzo ambitnie, ich groźne kontrataki bardzo często kończyły się na świetnie dysponowanym tego dnia Serhiim Orenchuku. Do przerwy gościom udało się trafić tylko jeszcze raz, natomiast Ukranian Vikings odpowiedziało kolejnymi 4 bramkami, co dało nam rezultat 7:2. Druga część meczu zaczęła się od gola na 7:3 autorstwa Oliwiera Tetkowskiego. Przez kolejne 15 minut obraz gry przypominał ten z pierwszej połowy. To faworyt dłużej utrzymywał się przy piłce i przyniosło to efekty w postaci trzech trafień. Ostatnie fragmenty tej potyczki należały do gości, którzy wzięli się za odrabianie strat. 2 gole zdobył Mateusz Socha, ale to nie wystarczyło i ostatecznie Ukranian Vikings pokonali Perłę WWA 10:5.

5
14:00
( 0 : 1 )
2 : 3
Raport

Ten rozgrywany na sektorze A mecz na Arenie przy ulicy Strumykowej rozgrzał wszystkich graczy i obserwatorów do czerwoności nie tylko ze względu na prażące słońce tego dnia, ale też na piłkarski poziom, który reprezentowały obie drużyny. Nieco węższe rozmiary boisk skutkowały kanonadą bramek w wielu meczach rozgrywanych w tej lokalizacji. Tymczasem Un Mate Team ze strefy spadkowej oraz znajdujące się na 5 miejscu FC Melange w ramach spotkania 17 kolejki zaprzeczyli tej regule. W zapowiedziach przewidywaliśmy wygraną Argentyńczyków - jednak się myliliśmy, co pokazała pierwsza połowa spotkania. Padła w niej tylko jedna bramka Arkadiusza Zegara przy asyście Bartosza Jakubiela i była to bardzo wyrównana połowa. Zawodnicy walczyli o każdą piłkę, podania były niezwykle celne, a obrona solidna. Trochę więcej spektakularnych goli mogliśmy obejrzeć w drugiej części spotkania. Na początku wyrównał wynik Ariel Guelfi, natomiast niedługo później Kamil Marciniak po świetnym dośrodkowaniu Dariusza Zegara z ogromnym luzem umieścił piłkę w siatce. Swojej szansy nie wykorzystał jednak Łukasz „Słowinho” Słowik, bo karnego, którego strzelał obronił fenomenalnie Bruno Romanutti. Za to dwoma żółtymi kartkami został ukarany zawodnik gospodarzy – Mariano Konopka za niesportowe zachowanie i końcówkę spotkania grali oni w niepełnym składzie. Spotkanie finalnie zakończyło się wynikiem 2:3 i do końca spotkania bramki strzelili jeszcze Guillermo Gerpe i Łukasz Słowik. Po meczu obie drużyny utrzymały swoje dotychczasowe miejsca w tabeli.

Reklama