Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
W niedzielny poranek na Grenady do rywalizacji przystąpiły ekipy Ukranian Vikings z rewelacją rundy wiosennej Kanonierami. Goście zaliczyli świetne trzy występy i komplet punktów wskazywał, że team Artura Baradzieja-Szczęśniaka będzie trudnym rywalem dla drużyny z Ukrainy. Pierwsze minuty jednak były bardzo chaotyczne w wykonaniu Kanonierów. Dużo było strat piłki w środkowej strefie i kompletny brak pomysłu na szczelną obronę przeciwników. Gospodarze cierpliwie czekali na ataki graczy w czerwonych trykotach i gdy nadarzała się okazja kontrowali. Po jednej z takich akcji Vasyl Pidluzhnyi otworzył wynik spotkania. Nie minęło kilka minut, a Vadim Korob podwyższył wynik i goście musieli odrabiać straty. Gdy już udało się stworzyć na tyle czystą sytuację pod bramką Serhii Orenchuka to brakowało wykończenia. Widać było, że tego dnia Kanonierzy po prostu byli słabiej dysponowani. Jeszcze przed przerwą Taras Gawryluk podwyższył wynik i do przerwy mieliśmy na tablicy wyników rezultat 3:0. Po zmianie stron liczyliśmy, że po stronie gości coś się odmieni, ale już początek drugiej odsłony i szybko stracone dwie bramki podcięły skrzydła Kanonierom. Gospodarze nie zatrzymywali się i prezentowali się wybornie. Przy stanie 5:0 na chwilę stracili koncentrację czego efektem były bramki Czarka Petasza i Adama Domidowicza, ale w końcówce ponownie włączyli wyższy bieg i skutecznie wypunktowali rywali. Był jeszcze moment przy stanie 7:3 gdzie goście mobilizowali się do szarży w ostatnich minutach meczu, lecz zamiast niwelować straty to po prostych błędach Ukranian Vikings dołożyli dwa trafienia i wygrali zdecydowanie mecz 9:3. Trzecia lokata z opcją walki o drugie miejsce jest nadal w zasięgu gospodarzy. Goście po porażce muszą nadal punktować, by pozostać w trzeciej lidze na kolejny sezon.
W meczu dwóch zespołów ze strefy spadkowej faworytem mimo wszystko wydawali się zawodnicy Un Mate Team, ale już pierwsze minuty pokazały, że niekoniecznie w rywalizacji z FC Ballers 3 pkt powędrują do zespołu gości. Na początku lekką przewagę miała ekipa Artioma Pastushyka, gospodarze próbowali gry kombinacyjnej z pierwszej piłki i całkiem nieźle im to wychodziło. Długo jednak ciekawa gra nie przekładała się na zdobycze bramkowe. Zarówno z jednej jak i drugiej strony mieliśmy parę celnych strzałów, ale obaj bramkarze dobrze sobie z nimi radzili. Dopiero w końcówce pierwszej połowy zobaczyliśmy premierowe trafienia. Karol Milej dwukrotnie wykorzystał podania kolegów, dzięki czemu FC Ballers prowadzili do przerwy 2:0. W drugiej części nieco lepiej zaczęli grać zawodnicy Un Mate Team. Gola kontaktowego dla gości zdobył Maciej Zakolski i mecz znacznie się wyrównał. Argentyńczycy byli coraz bliżsi wyrównania, mieli swoje okazje, ale to też chyba nie był ich dzień i koniec końców zostali z dorobkiem tylko jednej bramki. Gdy Alex Pastushyk wykończył akcję przeprowadzoną ze swoim bratem Artiomem raczej rozstrzygnęło się to, że to gospodarze będą się cieszyć z wygranej. Kropkę nad i postawił Daniel Sobczyk, który świetnie przedryblował paru rywali, po czym zwodem położył bramkarza i spokojnie umieścił piłkę w siatce. Słowa uznania należą się również Artiomowi Pastushyk, który harował w tym meczu na całym boisku. FC Ballers zasłużenie wygrali 4:1 i choć nadal znajdują się na ostatnim miejscu, to dzięki zwycięstwu ich sytuacja w tabeli nieco się poprawiła.
W trzynastej kolejce naprzeciwko siebie stanęły drużyny, które nie mogą zaliczyć początku rundy wiosennej do udanych. Oba zespołu po okresie przerwy zimowej cały czas poszukują swojej optymalnej formy. Szczególnie ekipa Melanżowiczów, która w ostatniej kolejce przegrała swój mecz pomimo trzybramkowej przewagi. Ten mecz był idealną okazją do rewanżu oraz przełamania swojej złej passy. Mecz od pierwszych minut był bardzo zacięty i przez dłuższy okres pierwszej połowy utrzymywał się bezbramkowy remis. Drużyna Gości w tym czasie statystycznie zdołała stworzyć więcej sytuacji bramkowych niż rywale, ale nie przełożyło się to na bramki. Na prowadzenie jako pierwsi wyszła Fuszerka, która w odstępie kilku minut zdobyła dwa trafienia. Jedno autorstwa Rafała Spodara oraz drugie Mateusza Sekuły. Był to najczarniejszy scenariusz dla zawodników FC Melange. Jednak nie zabrało im to determinacji do gonienia wyniku. Po jednej ze składnych akcji udało się im zdobyć bramkę kontaktową, która dała nadzieję na szybkie odrobienie strat w drugiej połowie. Po wznowieniu gry Goście zdobyli po dwóch bliźniaczych akcjach dwa trafienia wychodząc tym samym po raz pierwszy w tym spotkaniu na prowadzenie. Radość z prowadzenia nie trwała jednak długo i Melanżowicze dostali szybki zimny prysznic w postaci bramki wyrównującej rywali. Od tego momentu rolę głównego rozgrywającego Gości na swoje barki wziął Kamil Marciniak. Dzięki jego dograniom najpierw piłkę w siatce umieścił Łukasz Słowik, a następnie Andrzej Główczyński. Pomimo rosnącej przewagi FC Melange drużyna Fuszerki nie składała broni i cały czas starała się zagrozić rywalowi. Po trafieniu Spodara zdołała zdobyć kontakt z przeciwnikiem. Jednak po przebiegu spotkania z poprzedniej kolejki Goście wyciągnęli wnioski i bardzo zwracali uwagę na prawidłowe ustawienie w defensywie. Kolejne minuty należały już wyłącznie do zawodników FC Melange, którzy poczuli swobodę w formacji ofensywnej i podwyższali przewagę kolejnymi trafieniami. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:10. Tym samym FC Melange inkasuje pierwszy komplet punktów na wiosnę przełamując złą passę.
Mający aspiracje do medali Old Eagles Koło podejmowało Bonito Warszawa. Ekipa gospodarzy ponownie jak w poprzedniej kolejce nie dysponowała pełnym składem do tego brakowało chociażby kontuzjowanego Sebastiana Nowakowskiego czy najlepszego w spotkaniu z Melanżem Michała Skalskiego. Bonito dysponowało swoimi rosłymi napastnikami i co najważniejsze od pierwszej minuty był na placu Diego Deisadze. Goście atakowali, ale gracze z Koła znakomicie się bronili. Długo czekaliśmy na pierwsze trafienie w spotkaniu. Od początku mimo tego, że nie padały bramki mecz mógł się podobać. Dużo było walki i żadna z ekip nie odpuszczała. Młodzież z Bonito w końcu znalazła sposób na defensywę przeciwników i wyszła na prowadzenie. Od tego momentu jakby goście zadowoleni z prowadzenia stanęli i do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić gracze z Koła. Najpierw po znakomitym przechwycie na bramkę popędził Sylwester Madej. Był dodatkowo faulowany przed polem karnym, ale sędzia dał korzyść i jak się okazało zrobił dobrze, bo napastnik Orzełków wpakował piłkę do siatki. Ten sam zawodnik jeszcze przed przerwą dołożył dwa trafienia i nieoczekiwanie gospodarze prowadzili po 25 minutach 3:1. W przerwie w ekipie Bonito nastąpiła mobilizacja i po kilku męskich słowach po zmianie stron ekipa w niebieskich trykotach ruszyła do ataku. Ekipa Old Eagles Koło jeszcze przez jakiś czas broniła się skutecznie, ale z każdą minutą opadała z sił. Goście napierali coraz mocniej aż wreszcie doprowadzili do remisu, a w końcówce zdołali zdobyć bramki na wagę trzech punktów. Ekipa z Koła niestety mimo dobrej gry musi zadbać o szerszy skład, bo z tak młodymi i wybieganymi drużynami nie da się grać na pełnych obrotach przez 50 minut mając tylko jedną zmianę. Bonito Warszawa po raz kolejny udowodniło ,że ma jakość w grze i potrafi mimo niepowodzeń odwracać losy spotkania.







)
)
)
)
)
)
)
)