reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00
( 7 : 2 )
8 : 6
Raport

Spotkanie mistrza - Energii z Kanonierami dostarczyło nam nie lada emocji. Gospodarze chcieli kontynuować zwycięską passę i od początku spotkania wzięli się do pracy. Goście wciąż walczą o czołową piątkę, która daje prawo udziału w Pucharze Ligi Fanów. Ekipa Artura Baradzieja- Szczęśniaka starała się atakować, ale w pierwszych minutach delikatnie mówiąc nic im nie wychodziło. W Energii kapitalnie prezentował się Igor Petlyak, który swoją grą powodował sporo problemów rywalom. Jego znakomite uderzenia z dystansu trafiały do siatki dzięki czemu team z Ukrainy szybko wyszedł na trzybramkowe prowadzenie. Niekorzystny wynik działał źle na Kanonierów, którzy zamiast starać się coś zmienić mieli do siebie pretensje o zaangażowanie i podejmowane decyzje. Energia miała bezpieczną przewagę co spowodowało,  że zawodnicy poczuli trochę za dużo luzu co dało dwie bramki kontaktowe dla przeciwników. Do przerwy mieliśmy wynik 7:2 co odzwierciedlało przewagę mistrza na boisku. Po zmianie stron goście zaczęli mniej gadać, a więcej grać, co od razu przełożyło się na wynik. W defensywie znakomite zawodowy zaliczył Adam Wiśniewski, który wygrywał sporo pojedynków z napastnikami Energii. Sam też próbował strzałów z dystansu,  które naprawdę sprawiały sporo problemów golkiperowi rywali. Gospodarze zdecydowanie zadowoleni z wyniku po pierwszych 25 minutach nie nakręcali już tak tempa i w ich grę wkradło się trochę nonszalancji. To pozwoliło Kanonierom odrobić częściowo straty ale na ugranie choćby punktu zabrakło już czasu. Energia wygrywa kolejny mecz i nadal jest niepokonana w lidze. Kanonierzy muszą liczyć na wpadkę Melanżu,  a sami  wygrać dwa ostatnie mecze aby zająć piąte miejsce w lidze. Jednak taki scenariusz jest coraz mniej prawdopodobny.

2
11:00
( 0 : 3 )
3 : 7
Raport

Old Eagles Koło jest ekipą, która przyzwyczaiła nas do występów z szeroką ławką rezerwowych. Tym bardziej dziwi wyjątkowo słaba frekwencja w spotkaniu z Ukranian Vikings, które było rywalizacją o podium 3 ligi.  Dla Ekipy Piotra Parola był to bardzo ważny mecz, a mimo to udało się zebrać raptem siedmiu zawodników. Vikings również nie grzeszyli obfitością w kwestii rezerw, ale ekipa Serhiia Orenchuka jest świetnie przygotowana fizycznie i to Ukraińcy narzucili swoje warunki gry już po pierwszym gwizdku. Gospodarze zostali zepchnięci do głębokiej  defensywy i długo nie byli w stanie nawet opuścić swojej połowy boiska. Ciasne ustawienie w obronie spowodowało, że goście mimo zmasowanego ataku na bramkę Sebastiana Nowakowskiego, długo nie byli w stanie znaleźć drogi do siatki. W 10 minucie Eduard Vakhidov wyłożył piłkę Arsenowi Oleksivovi, ale skończyło się trafieniem w słupek, a po chwili Eduard obił poprzeczkę. Dopiero po kwadransie gry udało się Wikingom zdobyć bramkę – Vadim Korob przerzucił piłkę na lewe skrzydło, a z pierwszej piłki uderzył Vasyl Pidluzhnyi. Goście poczuli wiatr w żaglach i po chwili było już 0:2 golu Arsena Oleksiva, a Old Eagles odpowiedzieli kontrą, po której Piotr Parol wyszedł w sytuacji jeden na jednego z golkiperem Vikings, ale oddał strzał prosto w bramkarza. Gospodarze nie przerywali presji i w kolejnej akcji Serhii Orenchuk popisał się świetną interwencją sięgając piłkę lecącą w samo okienko. Goście skutecznie zripostowali golem Eduarda Vakhidova i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:3. W drugiej połowie obie ekipy otworzyły się w obronie i skupiły się na ofensywie i zdecydowanie lepiej wychodziło to Wikingom. Old Eagles obili poprzeczkę, a goście wyprowadzili skuteczną kontrę i trafili na 0:4. W 35 minucie sędzia podyktował rzut wolny w okolicach pola karnego i była to szansa, której Piotr Parol nie zwykł marnować i zdobył gola kontaktowego. Ukranian Vikings szybko odpowiedziało golem Eduarda Vakhidova i mimo starań gospodarzy, kontrolowało przebieg spotkania do ostatniego gwizdka. Przegrana spowodowała, że Old Eagles muszą pogodzić się z miejscem poza podium, a Wikingowie wciąż mają szansę zdobyć srebrne medale.

3
12:00
( 9 : 1 )
19 : 5
Raport

Spotkanie, które miało zdecydowanego faworyta. Była nim oczywiście Energia, czyli jeden z 3 zespołów spośród wszystkich występujących w Lidze Fanów, który nie stracił ani jednego punktu. Naprzeciwko nich stanęła ekipa cały czas walcząca o to aby utrzymać się w 3 lidze, co pozwalało snuć domysły o przebiegu spotkania. Stało się tak, jak pewnie większość kibiców interesujących się tym poziomem rozgrywkowym się spodziewała. Od samego początku lider tabeli rzucił się na swoich rywali co miało ekspresowy skutek w postaci wyniku 5:0 po 10 minutach meczu. Fuszerka ambitnie starała się stawiać czoła swojemu rywalowi, ale tego dnia była po prostu drużyną słabszą. Standardowo w ekipie gospodarzy wyróżnili się Igor Petlyak, który do przerwy zdobył aż 5 goli oraz Heorhii Parnitskii. W szeregach gości warto docenić starania Daniela Stasińskiego, który jako pierwszy przełamał strzelecką passę swoich rywali i zdobył bramkę na 1:8. Do przerwy gospodarze jeszcze raz pokonali Damiana Pakułę. Po zmianie stron sytuacja boiskowa pozostała taka sama. Energia dorzucała kolejne gole, ale Fuszerka starała się ambitnie kontratakować i robiła to ze zdecydowanie lepszym skutkiem niż przed przerwą, bo z efektami bramkowymi. Hat tricka upolował Karędys, trafienie zaliczył też Kamil Burchacki, ale że wynik już wtedy był bardzo wysoki, to te gole oprócz statystyki nic nie znaczyły. Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 19:5 dla gospodarzy, dla których było to 16 zwycięstwo w tym sezonie.

4
14:00

Aż dwa spotkania musiała rozegrać w minioną niedzielę ekipa Fuszerki. Po dotkliwej porażce z Energią przyszło ekipie Jarosława Batorowskiego mierzyć się z Un Mate Teamem. Ewentualna porażka oznaczałaby dla Fuszerki znalezienie się w strefie spadkowej, więc mimo zmęczenia poprzednim spotkaniem gospodarze musieli dać z siebie wszystko. A Argentyńczycy? Nie ważne z kim się mierzą, zawsze podchodzą do meczu z takim samym zaangażowaniem, choć nieco nie domaga frekwencja. W pierwszej połowie rywalizacja była bardzo wyrównana i gra skupiła się raczej w środkowej części boiska. Oglądaliśmy dużo futbolowej walki, ale był to również mecz błędów po jednej i drugiej stronie. Wynik dopiero w 16 minucie otworzyli goście – Matias Pinto uruchomił podaniem Luisa Moreno, a ten sprytnie wyczekał obrońców i pokonał golkipera Fuszerki. Gospodarze oddawali sporo strzałów, ale razili brakiem celności. W końcu przełamanie przyszło w 20 minucie, kiedy gola z kontry zdobył Daniel Stasiński. Po chwili było już 2:1 po trafieniu Mateusza Nykiela, a w ostatniej akcji gola do szatni zapakował ponownie Daniel Stasiński. O ile w pierwszej połowie ekipą częściej atakującą była Fuszerka, tak w drugiej części meczu to Un Mate Team przeważał w ilości wyprowadzonych ataków. Niestety brakowało tak celności jak i finezji, bo akcje gości były dość czytelne i defensywa Fuszerki miała wystarczająco dużo czasu na reakcję. W 35 minucie gospodarze mieli szanse na podwyższenie wyniku, ale w sytuacji jeden na jednego górą był golkiper gości Guillermo Gerpe. Na kolejnego gola czekaliśmy aż do 43 minuty, kiedy rzut wolny w okolicach pola karnego wykorzystał Ariel Guelfi. Fuszerka poczuła, że przewaga zaczyna topnieć, ale w końcówce Adam Karędys uspokoił swój zespół golem na 4:2, a kropkę nad i w ostatniej akcji meczu postawił Mateusz Nykiel. Fuszerka zgarnęła trzy punkty i oddaliła się od strefy spadkowej. 

5
15:30

Zawodnicy FC Melange po dwóch kolejnych zwycięstwach w ostatniej kolejce zeszli z boiska pokonani, przez co ostatecznie stracili szansę na znalezieniu się na podium. Zespół Bonito Warszawa wygrywając niedzielne spotkanie zapewniłby sobie medale. Jedynym pytaniem będzie jakiego on będzie koloru. Od początku inicjatywę przejęli goście, którzy już w drugiej minucie otworzyli wynik spotkania. Nie cieszyli się oni z prowadzenia zbyt długo, ponieważ trzy minuty później był już remis. W kolejnych minutach ponownie goście przejęli inicjatywę, czego efektem była strzelona bramka. Chwilę później mieliśmy małe zamieszanie na boisku, ponieważ w niegroźnej sytuacji kilku osobom puściły nerwy. Sędzia szybko wziął sprawy w swoje ręce, wysyłając trzech zawodników na przymusowy odpoczynek przy linii bocznej. O jedną karę mniej otrzymali zawodnicy Bonito i w końcowych fragmencie pierwszej części spotkania wykorzystali grę w przewadze. Strzelona bramka ustaliła wynik spotkania i na przerwę gospodarze schodzili z dwubramkową stratą. Na początku drugiej części meczu grający w przewadze goście starali się powiększyć przewagę, ale robili to nieskutecznie. Zaraz po wyjściu na plac szóstego zawodnika gospodarzom udało się strzelić bramkę kontaktową. Grając bez zmian nie byli w stanie zrobić nic więcej. Dodatkowo popełnili dwa błędy w obronie, co skutkowało straconymi bramkami. Do końca tego meczu goście w pełni kontrolowali przebieg spotkania i bez większych problemów wygrali 5-2. Dla zespołu FC Melange to druga porażka z rzędu i zespołowi temu pozostaje walka o piąte miejsce, które da szansę gry w turnieju kończącym sezon. Zawodnicy Bonito Warszawa odnoszą pewne zwycięstwo i na dwie kolejki przed końcem sezonu są już pewni awansu do wyższej klasy rozgrywkowej.

6
21:00
( 0 : 2 )
3 : 2
Raport

Perła WWA w końcu zaczęła przychodzić na mecze Ligi Fanów i to liczną grupą osób. Meczem z zamykającym ligową tabele zespołem FC Ballers chcieli pokazać, że nie można ich jeszcze skreślać z walki o utrzymanie w 3 lidze. Początek meczu udowodnił nam, że mimo szczerych chęci potrzeba jeszcze czegoś więcej. Ekipa FC Ballers starała się zdominować pierwsze fragmenty spotkania i ta sztuka im się udała. Karol Milej przejął piłkę mniej więcej na wysokości połowy boiska, przebiegł z piłką kilka metrów i uderzył piłkę do bramki nie dając szans bramkarzowi Perły. Po kilku minutach ten sam zawodnik podwyższył prowadzenie dla swojego zespołu. Znów mieliśmy uderzenie z dystansu, ale w odróżnieniu od pierwszej bramki to uderzenie było dużo słabsze, jednak duży błąd popełnił Jakub Czajka i ostatecznie piłka wylądowała w siatce. Perła zaczęła wstawać z kolan, ich akcje zaczęły nabierać tempa, jednak w pierwszej połowie nie udało im się zdobyć choćby jednej bramki. Druga połowa to spektakl w najlepszym tego słowa znaczeniu. Działo się na tyle dużo, że zabrakłoby miejsca, żeby ze szczegółami opisać co wydarzyło na murawie boiska przy ulicy Grenady. Po kilku minutach bramkę kontaktową zdobył Mateusz Odrakiewicz, który wykorzystał podanie Oliwiera Tetkowskiego. Ballersi chcąc wrócić do bezpiecznej przewagi ruszyli do zmasowanych ataków. Ich problemem nie był nawet brak skuteczności czy niedokładność. Po prostu po drugiej stronie miedzy słupkami stał taki gość jak Jakub Czajka, który po błędzie w pierwszej połowie chciał się zrehabilitować i w sytuacjach niemożliwych do obronienia swojego zespołu ten ze spokojem przyciągał piłkę w swoje ręce jakby w rękawicach miał zamontowany magnez. Perła doprowadziła do wyrównania, znów podanie Tetkowskiego i tym razem Mateusz Socha skierował piłkę do siatki. Ballersi znów szturmowali bramkę Perły i znów nie udało się zdobyć bramki, choć było blisko, bo nawet jak piłka minęła już bramkarza, to dwukrotnie w jednej akcji zawodnicy gości ostrzeliwali obramowanie bramki. W końcówce meczu Perła WWA wykonywała rzut wolny i zrobiła to perfekcyjnie. Do piłki podszedł Krzysztof Włodarkiewicz, który nie dał szans bramkarzowi i po bardzo emocjonującym meczu Perła wywozi upragnione 3 punkty.

Reklama