reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:30
( 1 : 2 )
4 : 2
Raport

FC Melange po bardzo dobrym początku sezonu ponieśli trzy porażki z rzędu i znaleźli się blisko strefy spadkowej. Ich przeciwnik, zespół Fuszerki to bezpośredni rywal w tabeli, który do tej pory zdobył tyle samo punktów. Początek spotkania obie drużyny zaczęły bardzo spokojnie. Więcej przy piłce byli gospodarze, którzy wykorzystując dobrą grę nogami swojego bramkarza próbowali stwarzać liczebną przewagę na boisku. Przyniosło to efekty w 7 minucie, kiedy to swoją pierwszą bramkę w tym meczu strzelił Łukasz Słowik. Po straconej bramce do odrabiania strat wzięli się goście, którzy raz po raz atakowali bramkę gospodarzy. Pierwsze ich ataki były nieskuteczne, ale jeden z kolejnych zakończył się bramką. Chwilę później na prowadzenie ponownie mogli wyjść gospodarze, ale na przeszkodzie stanął słupek bramki przeciwników. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało do gości, którzy za sprawą drugiej bramki Aleksandra Goca wyszli na prowadzenie. Druga połowa to był już popis jednego zawodnika - wspomnianego wcześniej Łukasza, który na początku tej części spotkania doprowadził do wyrównania, a w kolejnych minutach jeszcze dwukrotnie pokonał bramkarza gości. W ostatnich minutach miał jeszcze jedną doskonałą szansę na podwyższenie wyniku, ale powtórzył wyczyn z ubiegłego tygodnia snajpera z Monachium i nie wykorzystał rzutu karnego. Ostatecznie mecz się zakończył wynikiem 4-2 dla FC Melange i to oni po kilku porażkach z rzędu mogą dopisać sobie kolejne trzy punkty. Zespół Fuszerki z boiska schodził w zupełnie odmiennych nastrojach, ponieważ mimo bardzo dobrej pierwszej połowy nie zdołali utrzymać prowadzenia i kolejnej szansy punktowej muszą wypatrywać w następnej kolejce.

2
12:00

Energia wydawała się zdecydowanym faworytem meczu z FC Ballers, ale mieliśmy w pamięci poprzednie występy drużyny Artioma Pastushyka, gdzie nawet z mocniejszymi rywalami potrafili powalczyć. Przynajmniej w pierwszej części wydawało się, że tak będzie i tym razem. Goście objęli nawet jako pierwsi prowadzenie, ale były to miłe złego początki. Katem gości okazał się Heorhii Parnitskii, który w niecałe 3 minuty, trzykrotnie pokonał bramkarza rywala. To mogło nieco zbić z tropu zawodników FC Ballers, ale goście nie ustawali w pościgu za wynikiem. Udało im się nawet zdobyć bramkę kontaktową, lecz nie potrafili utrzymać tego wyniku. Tuż przed przerwą na 4:2 podwyższył Igor Petlyak i ta bramka do szatni mogła nieco podłamać rywali. Dlaczego tak sądzimy? Otóż już na samym początku drugiej części Energia zadała decydujące ciosy, po których FC Ballers już się nie podniosło. Właściwie w 3 minuty gospodarze znów trzykrotnie trafili do siatki, w tym dwa razy Heorhii Parnitskii, który zdecydowanie miał tego dnia patent na oponentów, oraz raz Igor Petlyak. Kolejne minuty to kolejne bramki dla Energii, która była tego dnia zespołem zdecydowanie lepszym. Wisienką na torcie była bramka na 11:2 golkipera gospodarzy, który potężnym strzałem z dystansu umieścił piłkę w siatce, ale zanim piłka przekroczyła linię, dwa razy zdążyła odbić się od poprzeczki. Natomiast, aby zaliczyć kolejne trafienie, FC Ballers potrzebowało pomocy rywala. Po strzale jednego z zawodników piłka odbiła się od obrońcy i po rykoszecie wpadła do bramki. Do końca meczu zobaczyliśmy jeszcze 3 bramki – jedną po stronie Energi i dwie na otarcie łez u FC Ballers. Wynik końcowy 12:5 zdecydowanie odzwierciedla przebieg tego meczu.

3
13:00

W rywalizacji na zapleczu podium 3 ligi spotkały się ekipy Perły WWa oraz Old Eagles Koło. Wynik tego meczu miał spory wpływ na układ tabeli i żadna z drużyn nie mogła sobie pozwolić na porażkę, a nawet remis nie byłby tutaj satysfakcjonujący. Biorąc pod uwagę znaczenie tego spotkania trochę dziwi słaba frekwencja ze strony Perły, dla której była to przecież walka o pozostanie na podium. Orzełki nie miały za to problemów z ławką rezerwowych i od samego początku starały się złapać przewagę. Już w 5 minucie Piotr Parol otworzył wynik meczu, a po chwili było już 0:2 dla gości po strzale Pawła Lewandowskiego. Perła próbowała odpowiedzieć, ale ataki gospodarzy były zbyt anemiczne, żeby zagrozić bramce Sebastiana Nowakowskiego. Old Eagles również nie grzeszyli skutecznością, ale atakowali zdecydowanie częściej. Piotr Ryszawa w przeciągu jednej minuty miał dwie wyśmienite okazje na podwyższenie wyniku, ale zabrakło skutecznego wykończenia. W 22 minucie Piotr Parol dostał prezent w postaci rzutu wolnego i pewnym strzałem pokonał Jakuba Czajkę. Dosłownie akcję później gola zdobył Mariusz Żywek i Old Eagles schodzili na przerwę z pewnym prowadzeniem 0:4. W drugiej połowie Perła zdecydowanie ożywiła się w ofensywie, ale to bramkarz gości Sebastian Nowakowski rozdawał karty w tym spotkaniu. Nie tylko ani razu nie dał się pokonać, to na dodatek obronił rzut karny. Napastnicy gospodarzy z niedowierzaniem patrzyli na fenomenalne parady Sebastiana i rosnąca frustracja przekładała się na niemoc strzelecką. Old Eagles zostali zepchnięci do defensywy i starali się odgryzać kontratakami, ale zdecydowanie brakowało precyzji. Najbliżej strzelenia bramki był Sylwester Madej, który urwał się obrońcom i wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale golkiper Perły nie dał się minąć i wyłuskał piłkę spod nóg napastnika. Perła nie wykorzystała nawet przewagi liczebnej w związku z żółtą kartką dla zawodnika Orzełków i mecz zakończył się pewnym zwycięstwem Old Eagles Koło, którzy dzięki temu zrównali się w tabeli z Perłą WWa i tylko dwa punkty dzielą ich od miejsca na podium.

4
15:00

W kolejnym spotkaniu mierzył się ze sobą zespół z górnej części tabeli czyli Ukranian Vikings i zajmujący ostatnie miejsce w lidze Kanonierzy. Patrząc jedynie na tabelę wydawało się, że to spotkanie powinni spokojnie wygrać Wikingowie i przynajmniej na początku meczu wszystko szło zgodnie z przewidywaniami. W siódmej minucie wynik otworzył Vasyl Szwec jednak gospodarze nie poszli za ciosem. Kanonierzy też nie zrazili się straconą bramką, przez co mecz był bardzo wyrównany i przez dłuższy czas nie oglądaliśmy kolejnych bramek, choć okazje ku temu były. Dobrze jednak tego dnia byli dysponowani bramkarze i gdy tylko piłka leciała w światło bramki, pewnie interweniowali. W końcówce meczu sędzia wyciągnął dwa razy żółty kartonik. Najpierw na 3 minuty musiał zejść zawodnik Kanonierów, ale Wikingowie nie wykorzystali tej przewagi. Z kolei na minutę przed końcem to zawodnik Wikingów faulował na żółtą kartkę i to Kanonierzy tym razem mieli jednego zawodnika więcej. W dodatku przyznany rzut wolny świetnie wykorzystał Czarek Petasz i do przerwy mieliśmy 1:1. Po zmianie stron Wikingowie długo nie grali w pełnym składzie – gdy skończyła się jedna kara, chwilę później znów zawodnik gospodarzy otrzymał żółtą kartkę. Tym razem ponowna gra w osłabieniu obyła się bez większych konsekwencji, ale na nic to się zdało, bo gdy obie ekipy grały już w pełnych składach, to Kanonierzy przeprowadzili dobrą, składną akcję, którą sfinalizował Czarek Petasz. Wynik 1:2 utrzymywał się bardzo długo – duża w tym zasługa bramkarzy, którzy pewnie zbijali strzały oponentów. Właściwie mecz mógł się potoczyć w każdą ze stron, ale kluczowa okazała się bramka Oskara Nowickiego na 1:3, która w dużej mierze zadecydowała o wygranej gości. Rywali dobił jeszcze Czarek Petasz kompletując hat-tricka i ustalając wynik meczu na 1:4. Chyba żaden postronny obserwator nie powiedziałby, że w tym spotkaniu rywalizowały zespoły z dwóch różnych krańców tabeli. Tej różnicy nie było widać na boisku, a Kanonierzy, dzięki pierwszemu zwycięstwu w sezonie, opuścili w końcu ostatnie miejsce w tabeli.

5
18:30
( 3 : 1 )
3 : 6
Raport

Byliśmy naprawdę solidnie zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy skład Un Mate Teamu. Gospodarze na meczu stawili się w wyjątkowo szerokim zestawieniu osobowym, co niejednokrotnie stanowiło dla nich ogromny problem. Z drugiej strony Bonito było osłabione brakiem między innymi braci Hendigery, a na meczu stawili się tylko w 7 osób. Dodatkowo, jeden z zawodników doznał kontuzji jeszcze w pierwszej połowie, więc goście nie mieli zmian przez około 35 minut. Taka frekwencja wyjątkowo napędziła gospodarzy, którzy pierwszą połowę wygrali 3:1. Ariel Guelfi, Mariano Konopka i Francisco Giacosa pokonali w pierwszej odsłonie meczu Lucjana Barana, a odpowiedział tylko Diego Deisadze, który był skutecznie powstrzymywany przez pierwsze 25 minut. Nie wiemy jak przebiegała rozmowa w przerwie, ale druga połowa to był jakiś renesans formy w zespole gości. Nagle okazało się, że mimo braku zmian oraz przy problemach z kontuzjami po ostrzejszych wejściach rywali, można wygrać spotkanie. Zespół pociągnął za sobą po raz kolejny Diego Deisadze, pomogli mu wydatnie Kuba Melak, Hugo Czajkowski i Benedykt Kurtyka, a Lucjan Baran po prostu zamurował swoją bramkę. To wszystko spowodowało, że Un Mate Team nie strzeliło w drugich 25 minutach żadnej bramki, a Bonito trafiło łącznie pięciokrotnie do siatki rywali i wygrało to spotkanie 3:6. Bonito wskakuje na 2 miejsce w tabeli, a gospodarze niestety nadal są w strefie spadkowej.

Reklama