Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
Mecz UN Mate Team z FC Kanonierzy był za przysłowiowe 6 pkt, ponieważ obie drużyny jak na razie biją się w strefie spadkowej. Gospodarze od pierwszych minut bardzo wysoko zaczęli mecz, starając się zepchnąć rywali do głębokiej defensywy, mając na uwadze ostatnie zwycięstwo Kanonierów z Ukranian Vikings. Na boisku w pierwszej połowie było dużo walki, pojedynków 1vs1, brakowało większej ilości gry piłką w szeregach obydwu stron, jednak boiskowe emocje nam to zreflektowały. Przed przerwą ligowcy Un Mate Team potrafili doprowadzić do remisu i byli o włos o wyjście na prowadzenie, ale Jony Kraajenbrink strzelił tylko w spojenie. Do przerwy utrzymał się bramkowy wynik remisowy 1:1. Po zmianie stron mecz był bardzo otwarty, ostry, w którym doszło do spięcia, które skutkowało reakcją sędziego, który pokazał po żółtym kartoniku dla zawodnika gospodarzy i gości. Kolejne minuty to podtrzymanie tempa spotkania, ale nadal było więcej walki i szarpanych ataków, niż przemyślanych akcji kombinacyjnych. Nie mogliśmy jednak narzekać na skuteczność egzekwowania stałych fragmentów gry przez Kanonierów, którzy zdobyli drugą bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego po pięknym strzale „zewniakiem”. Goście nie potrafili odskoczyć na więcej niż jedną bramkę i to się na nich zemściło, ponieważ stracili bramkę na 2:2 i taki wynik pozostał aż do końca spotkania. Obie drużyny musiały obejść się smakiem.
Mocno osłabiony FC Melange musiał zmierzyć się z nieźle spisującym się Old Eagles Koło, a dodatkowo nie pomagał im fakt, że ostatnio większość spotkań rozgrywali na Arenie Picassa, więc jakby nie patrzeć, grali w tym spotkaniu „na wyjeździe”. Mimo to dość dzielnie sobie radzili w starciu z Orzełkami. Długo utrzymywał się remis, mecz był twardy, ale fair i choć więcej okazji mieli rywale, to Melange prezentował się dobrze. Niestety, w ofensywie wyłączony został Łukasz Słowik, który próbował się przebić przez obronę rywala, ale albo był blokowany, albo w najgorszym wypadku powstrzymywany faulem. Dopiero w 17 minucie wynik otworzył Sylwester Madej, kapitalnym strzałem z dystansu. Przed przerwą na 2:0 podwyższył Jan Fabian i z takim wynikiem drużyny udały się na mały odpoczynek. Taki rezultat dawał jeszcze nadzieję na to, że Melange spróbuje w drugiej części odrobić straty, ale były to nadzieje płonne, bo tuż po przerwie worek z bramkami po stronie Orzełków rozwiązał się na dobre, a goście jakby zdawali sobie sprawę, że tutaj już nic się nie da ugrać. Melanżownicy starali się na różne sposoby zdobyć bramkę m.in. w dość ekwilibrystyczny sposób oddał strzał Bartek Podobas, ale Sebastian Nowakowski stanął na wysokości zadania przerzucając piłkę nad poprzeczką. Dopiero przy stanie 6:0 udało się FC Melange strzelić bramkę honorową. Old Eagles natomiast konsekwentnie powiększało swoją przewagę, kończąc na 9 golach. To co zwraca uwagę to fakt, że po stronie Orzełków na listę strzelców wpisało się aż 8 różnych zawodników, a to tylko pokazuje, jak wyrównana i mocno kadrowo jest ta ekipa. Orzełki po tym spotkaniu wskoczyły na najniższy stopień podium, Melange za to pozostał w środku tabeli, ale coraz mocniej musi się oglądać za siebie, bo strefa spadkowa znacznie się przybliżyła.
Pierwsze minuty pod jednoznaczną przewagą gospodarzy, Bonito Warszawa broniło się skutecznie odpierając blisko dziesięć bramkowych sytuacji. Pomagała im w tym dyspozycja pomiędzy słupkami Kuby Przygody, determinacja, ale także spójność formacji w defensywie i mimo wszystko trochę szczęścia. Niewykorzystane sytuacje Energii i po prostu brak skuteczności zemściły się, kiedy Andrzej Skorupa obsłużył podaniem napastnika Diego Deisadze, który skutecznie pokonał bramkarza rywali i wyprowadził na prowadzenie swój zespół. Był to zdecydowany najmocniejszy punkt drużyny Bonito Warszawa. Strategia zespołu gości przed przerwą znowu okazała się skuteczna, ponieważ skutecznie wyszli z kontratakiem i potrafili przekuć sytuację bramkową na kolejnego gola, wychodząc przy tym na prowadzenie 0:2. Po zmianie stron tempo meczu nadal stało na wysokim poziomie, a sam obraz meczu nie uległ większej zmianie. To było niekorzystne z punktu widzenia gości, którym z minuty na minutę zaczęło brakować sił i pojawiały się w ich szeregach błędy. Natomiast gospodarze byli już dużo skuteczniejsi, i przede wszystkim zdecydowani by odwrócić losy spotkania. Mimo to, rywale nie pozostawiali dłużni i zdołali strzelić kolejną bramkę. Na sześć minut przed końcem spotkania Energia zdołała doprowadzić do remisu, by decydującą bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Yyrii Biliavskiy.
W spotkaniu drużyn z dolnej części tabeli FC Ballers kompletnie zdemolowali ekipę Fuszerki. Mecz jeszcze dobrze się nie zaczął, a już było 2:0 po golach Jana Ojrzyńskiego i Karola Mileja. Gospodarze nie zdejmowali nogi z gazu i defensywa Fuszerki była bez przerwy nękana groźnymi atakami i wynik powinien być dużo bardziej korzystny dla ekipy Artioma Pastushki, ale Ballersom kompletnie rozregulowały się celowniki i mnóstwo strzałów nie trafiało w światło bramki. Kolejne akcje nie przynosiły efektu i dopiero w 22 minucie meczu kapitan gospodarzy huknął z dystansu na 3:0. Po chwili podwyższył Jan Ojrzyński i Ballers schodziło na przerwę z solidną przewagą bramkową. O grze Fuszerki niestety nie możemy napisać zbyt wiele dobrego. Zawodziło praktycznie wszystko, począwszy od spóźnionej obrony, przez brak rozegrania w środku boisko, na fatalnej dyspozycji napadu skończywszy. Goście atakowali rzadko i zbyt czytelnie, na dodatek brakowało zamknięcia akcji oskrzydlającej, czy precyzyjnego strzału i w efekcie golkiper Ballers nie miał zbyt dużo pracy. Druga połowa była praktycznie kalką pierwszej części spotkania. Brak komunikacji w drużynie Fuszerki katastrofalnie wpływał zarówno na morale jak i skuteczność zawodników Jarosława Batorowskiego, za to gospodarze dokładali kolejne gole i ich przewaga na boisku rosła bezapelacyjnie. Tytaniczną pracę w tym spotkaniu wykonał Artiom Pashtushyk, który ostatecznie skompletował dwa gole oraz aż pięć asyst. Mecz zakończył się wynikiem 10:0, dzięki czemu FC Ballers wydostali się ze strefy spadkowej. Przed zawodnikami Fuszerki stoi teraz ciężki zadanie poprawienia komunikacji wewnątrz zespołu, bo przy tak fatalnej grze ciężko będzie nawiązać rywalizację na tym szczeblu rozgrywkowym.
Ukrainian Vikings to obecnie jedna z najmocniejszych ekip w 3-ciej lidze i do starcia z Perłą WWA przystępowali w roli zdecydowanych faworytów. Opinię tę wzmacniał…skład gości. Niestety, poza brakami kadrowymi wśród graczy z pola, nie mieli oni także nominalnego bramkarza. Bardzo szybko gospodarze zdobyli dwubramkową przewagę, a autorem obu był Ivan Markovych, który dwukrotnie wykorzystał świetne podanie Eduarda Vakhidova. Wszystko to rozegrało się w pierwszych dwóch minutach, zatem swoisty szok dla „Perełek”. Niestety, dalsze losy spotkania toczyły się bardzo podobnie. Świetnie zgrani „Wikingowie” co chwila wykorzystywali chaos w linii defensywnej rywali i powiększali sukcesywnie przewagę. Już do przerwy wynik był bardzo jednostronny (6:0). Zmiana stron przyniosła jeszcze większy grad goli, gdyż ekipa z Ukrainy w drugiej odsłonie trafiała aż dziewięciokrotnie. Zabawnym zdarzeniem tego starcia był rzut karny wykonywany przez golkipera gospodarzy, Serhieja Orenchuka. Piłkę po jego strzale odbił stojący wówczas między słupkami, nominalny gracz z pola. Serhii nie dowierzał, że znowu mu ta sztuka nie wyszła i zapowiedział, że następnym razem to już na pewno trafi. Na szczęście dla Perły, także ich gracze przełamali strzelecki impas, gdyż na listę strzelców wpisał się Igor Bartkowski (piękna bomba niemal z połowy boiska !) oraz Oliwier Tetkowski i Jakub Wielocha. Niestety, były to bramki na otarcie łez, gdyż całe spotkanie skończyło się pogromem 15:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)