Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
FC Melange to drużyna, która jest na fali wznoszącej, ponieważ swoje dwa ostatnie mecze wygrała. Ich przeciwnik - Energia do tej pory nie straciła w lidze ani jednego punktu i w przypadku wygranej na trzy kolejki przed końcem sezonu miałby zapewnione tytuł mistrzowski. W początkowych minutach spotkania gospodarze cofnęli się na własną połowę i pojedynczymi atakami próbowali zagrozić bramce przeciwników. Jeden z takich wypadów zakończył się celnym trafieniem Łukasza Słowika, dzięki czemu jego zespół wyszedł na prowadzenie. Kolejne minuty to ataki zespołu gości, którzy za wszelką cenę dążyli do wyrównania. Mimo dużej ilości strzałów wynik w tej części spotkania już się nie zmienił. Druga połowa zaczęła się dla zespołu Energii bardzo dobrze, bo już na jej początku zdołali zdobyć bramkę wyrównującą. Po straconej bramce wyraźnie zeszło powietrze z zespołu Melange i w ciągu kolejnych kilku minut stracili trzy bramki. Od tego momentu losy spotkania były już przesądzone. Goście w pełni kontrolowali przebieg spotkania dorzucając jeszcze dwie bramki. Gospodarze byli w stanie tylko raz pokonać rywali i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7-2 dla Energii. Zespół ten na trzy kolejki przed końcem sezonu zapewnił sobie tytuł mistrzowski. FC Melange przegrywając to spotkanie mocno skomplikował sobie walkę o miejsce na podium na zakończenie sezonu.
Mecz z FC Ballers był dla Old Eagles Koło bardzo istotny w kontekście walki o trzecie miejscie w tabeli 3 ligi. Choć ekipa Artioma Pastushyka zajmuje ostatnie miejsce, początek meczu zapowiadał bardzo ciekawe i wyrównane spotkanie. Lekką przewagę złapali Ballersi i w 5 minucie Artiom strzelił z dystansu, a dobrze ustawiony Michał Karaś trafił z dobitki i gospodarze wyszli na prowadzenie. Inicjatywa utrzymywała się po stronie gospodarzy i wydawało się, że tylko kwestią czasu jest dołożenie kolejnego gola, ale punktem zwrotnym tego spotkania okazało się spięcie zawodników, do którego doszło chwilę później. Za niesportowe zachowanie sędzia ukarał Orzełków żółtą, a Ballers czerwoną kartką i układ sił zupełnie się odwrócił. Wprawdzie Old Eagles mieli spore kłopoty, żeby wykorzystać przewagę liczebną, ale ostatecznie dwie akcje lewym skrzydłem okazały się skuteczne i po kwadransie gry było już 1:2 dla gości. Po wyrównaniu się składów gospodarze znów przeszli do ofensywny i Artiom Pastushyk dość szybko zdobył bramkę wyrównującą, ale końcówka pierwszej połowy zdecydowanie należała do Old Eagles. Dwie bramki Mariusza Żywka i jedna Marcina Turowskiego spowodowały, że goście schodzili na przerwę z bezpieczną przewagą 2:5, co miało ogromny wpływ na dalszy przebieg meczu. W drugiej połowie Ballers musieli przycisnąć, ale to Old Eagles zdobyli kolejną bramkę autorstwa Mariusza Żywka. Gospodarze mogliby jeszcze powalczyć, ale nie wytrzymali presji i za kwestionowanie decyzji sędziego jeden z rezerwowych został ukarany żółtą kartką, a przewagę wykorzystał Piotr Parol i przy wyniku 2:7 było już praktycznie po meczu. Old Eagles kontrolowali dalszy przebieg spotkania i choć Ballers udało się jeszcze dwukrotnie pokonać Jana Drabika, nie byli w stanie dogonić dobrze poukładanej ekipy z Koła i mecz zakończył się pewnym zwycięstwem gości 4:9.
Paru zawodników Kanonierów pomyliło boiska, przez co goście rozpoczęli mecz jedynie w czterech. Na szczęście już po 2 minutach po pierwszym gwizdku dotarł piąty zawodnik i trzeba przyznać, że miał świetne wejście w mecz. Marcel Mich, bo o nim mowa, świetnie wyszukał Oskara Nowickiego, który nieoczekiwanie otworzył wynik spotkania na korzyść Kanonierów. O dziwo, Perła dość nieśmiało atakowała, mimo że grała o jednego zawodnika więcej. Zamiast mocniejszym pressingiem naciskać na rywali, pozostawiali im dość sporo miejsca, także ci całkiem dobrze utrzymywali się przy piłce. Dopiero w 10 minucie doszło do wyrównania, choć duży był w tym udział bramkarza Kanonierów, który nie opanował spadającej piłki i ta wypadła mu z rąk wpadając do bramki. Trzy minuty później prowadzenie objęła już Perła WWA, ale nie cieszyła się z niego zbyt długo, bo minutę później mieliśmy już 2:2 po golu Marcela Micha, a to wszystko działo się w momencie, w którym Kanonierzy nadal grali o jednego zawodnika mniej. Wkrótce składy się wyrównały, ale to za sprawą żółtej kartki dla gracza Perły. Zanim skończyła się jego kara, na boisko dotarli spóźnialscy Kanonierzy i można powiedzieć, że karta się odwróciła i przez chwilę to goście grali w przewadze. Gdy już obie ekipy grały po sześciu Marcel Mich trafił na 2:3 i takim rezultatem skończyła się pierwsza część. Po zmianie stron szybko wyrównał Grzegorz Tymolewski, ale to chyba tylko zmobilizowało Kanonierów. Najpierw na 3:4 trafił Mateusz Nejman, a potem w przeciągu niespełna pięciu minut trafili do siatki aż pięciokrotnie i właściwie zamknęli ten mecz. Swoje też między słupkami zrobił Artur Baradziej – Szczęśniak, który parę razy naprawdę świetnie interweniował, niejako rehabilitując się za pierwszą straconą bramkę. Perła nie miała tego dnia zbyt wielu argumentów, szczególnie w drugiej połowie, ale wiemy jakie problemy przechodził ten zespół, więc samo to, że jednak przystąpili do rywalizacji można uznać za spory plus. Mecz zakończył się wynikiem 4:10 i w pełni odzwierciedla przewagę, jaką mieli Kanonierzy.
Zajmująca 8 miejsce w ligowej tabeli Fuszerka podejmowała walczący o 2 miejsce zespół Ukranian Vikings. Oczywistym było, że faworyzowani Vikingowie wyjdą z bojowym nastawieniem do tego meczu. Goście od początku meczu przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania. Kilka efektownych wejść zaliczył super snajper gości Eduard Vakhidov i to on rozpoczął strzelanie na drugim sektorze boiska przy Grenady. Goście nie zamierzali poprzestawać na skromnym, jednobramkowym prowadzeniu. Fuszerka stworzyła sobie kilka dogodnych okazji do zmienienia wyniku, ale wszystkie zapędy unieszkodliwiał świetnie broniący Serhii Orenchuk. To co nie udało się gospodarzom, udało się Ukrainian Vikings którzy przed przerwą zdobyli jeszcze 3 bramki i na zasłużony odpoczynek schodzili przy spokojnym prowadzeniu 4-0. Druga połowa to w dalszym ciągu zdecydowanie wyższa skuteczność gości połączona z kapitalnymi paradami swojego bramkarza. W przeciągu całego meczu tylko raz musiał wyciągać piłkę z siatki, kiedy to Rafał Spodar skierował piłkę do siatki. Vikingowie podobnie jak w pierwszej połowie zdobyli jeszcze 4 bramki i pewnie wygrali swój mecz. Fuszerka coraz bardziej jest zagrożona spadkiem z ligi i muszą się wziąć w garść, natomiast Vikingowie pozostają cały czas w grze o srebrne medale.
W poprzedniej kolejce Bonito Warszawa uległo Ukranian Vikings i ekipa Leona Hendigery ma już tylko jeden punkt przewagi nad trzecimi w tabeli Wikingami. Dla niebieskich było więc jasne, że kolejnego rywala trzeba odprawić z kwitkiem, a przeciwnikiem była okupująca raczej dolną część tabeli, ale wciąż zdecydowanie niewygodna ekipa Un Mate Team. Argentyńczycy nie mają już szans na dogonienie strefy medalowej, ale nie ma to dla nich znaczenia i do każdego meczu podchodzą bardzo ambitnie. Tak było i tym razem. W 9 minucie Andres Carmona wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a po chwili było już 0:2, kiedy Luis Moreno sprytnie oszukał bramkarza Bonito. Gospodarze błyskawicznie zabrali się za odrabiania strat i po minucie gry gola kontaktowego zdobył Aleksander Olędzki. W 16 minucie Bonito dostało wyśmienitą okazję w postaci rzutu wolnego. Aleksander wyłożył piłkę Leonowi Hendigery, a ten strzelił na długi róg i mieliśmy remis, który utrzymał się do końca pierwszej połowy. Obie drużyny miały sporo sytuacji strzeleckich, ale wyraźnie brakowało skuteczności po jednej i drugiej stronie. W przerwie gospodarze przeanalizowali swoje błędy, rozpracowali taktykę Un Mate’u i tuż po gwizdku wznawiającym grę przejęli inicjatywę. Już po minucie Leon Hendigery wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a po chwili dołożył kolejne trafienie i Bonito złapało przewagę, której nie oddało już do ostatniego gwizdka. Dla obu ekip był to ciężki mecz, pełen twardej walki, ale na szczęście obyło się bez kontuzji i kartek. Un Mate Teamowi zabrakło finezji z pierwszej połowy i drużyna Mariano Konopki nie była w stanie odwrócić losów meczu. W 44 minucie Leon Hendigery dołożył swoje czwarte trafienie tego dnia, a w samej końcówce Jakub Melak przejął piłkę i widząc, że bramkarz przeciwnej ekipy wyszedł daleko w pole, przekopał całe boisko i trafił w pustą bramkę ustalając wynik meczu na 6:2. Bonito zachowało minimalną przewagę w tabeli nad Ukranian Vikings, za to sytuacja Argentyńczyków robi się coraz bardziej nieciekawa i w kolejnej kolejce będą musieli pokazać się z jak najlepsze strony, jeśli chcą utrzymać się nad strefą spadkową.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)