reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Lider trzeciej ligi Energia podejmowała mających aspiracje do walki o medale Old Eagles Koło. Gospodarze stracili w tej rundzie czołowego zawodnika Yuriego Biliavskiego, który wyjechał do swojej ojczyzny, ale i tak skład który pozostał prezentował się solidnie. Goście mieli w tym meczu problemy kadrowe i tacy zawodnicy jak Piotr Parol czy snajper Paweł Lewandowski nie dotarli tego dnia na Grenady. Początek spotkania to defensywnie nastawiona ekipa z Koła szukająca swoich szans z kontry. Energia od samego początku miała inicjatywę i praktycznie cały czas starała się atakować. Początkowo nie przynosiło to efektu bramkowego głównie za sprawą świetnie dysponowanego Sebastiana Nowakowskiego. Niespodziewanie po stracie piłki w środku pola to goście wyszli na prowadzenie. Sylwester Madej przejął piłkę i nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. To jednak były miłe złego początki i gospodarze szybko się przełamali i zaczęli wreszcie strzelać bramki. Najpierw Heorhii Parnitskii zdobył bramkę dającą  remis , a chwilę później po rzucie karnym ekipa z Ukrainy prowadziła już 2:1. Do przerwy było 3:1 bo na sekundy przed gwizdkiem oznaczającym odpoczynek Volodymyr Kovalchuk podwyższył wynik spotkania. Po zmianie stron na boisku dominowała Energia. Goście opadali z każdą minutą z sił i nie mieli już tyle sytuacji co w pierwszej połowie. Kolejne bramki totalnie pozbawiły złudzeń Old Eagles Koło na korzystny wynik. Ostatecznie gospodarze zdobyli komplet punktów i nadal są niepokonani w lidze i wydaje się że jeżeli nadal będą tak grać to już w maju mogą sobie zapewnić mistrzowski tytuł.

2
12:30
( 1 : 2 )
1 : 6
Raport

Bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie FC Melange z zespołem Ukranian Vikings, ponieważ obydwie drużyny przed spotkaniem miały tyle samo punktów i tylko dzięki minimalnemu zwycięstwu w pierwszym spotkaniu zajmowały odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w ligowej tabeli. Początek meczu lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy wykorzystali błąd bramkarza rywali i wyszli na prowadzenie. Po stracie bramki gra gości znacznie się ożywiła, a głównym inicjatorem akcji ofensywnych swojej drużyny był Eduard Vakhidov, który kilka minut po straconej bramce doprowadził do wyrównania. W tej części spotkania zawodnicy z Ukrainy stwarzali sobie bardzo dużo dogodnych sytuacji bramkowych  i tylko dzięki bardzo dobrej grze bramkarza gospodarzy Bartosza Jakubiela utrzymywał się  wynik remisowy. Niestety dla niego i jego kolegów z drużyny pod koniec pierwszej połowy rywale znaleźli w końcu drogę piłki do bramki rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 2:1 dla gości. W drugiej części spotkania znacznie lepiej zaprezentowali się goście, którzy z biegiem powiększali swoją przewagę nad rywalami. Gospodarze całkowicie opadli z sił i nie byli stawić oporu swoim rywalom, przez co mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Ukranian Vikings 6:1. Odnieśli oni bardzo cenne zwycięstwo i dzięki zdobytym trzem punktom wskoczyli oni na trzeci stopień podium. Zawodnicy FC Melange po falstarcie w pierwszej kolejce rundy rewanżowej kolejnych punktów będą szukać już za dwa tygodnie.

3
15:00

Niezwykle ciekawym okazał się mecz zespołów ze strefy spadkowej. Rywalizacja pomiędzy FC Ballers, a Kanonierami była niezwykle istotna w kontekście utrzymania, więc można śmiało napisać, że był to mecz o dużym znaczeniu dla przyszłości obu ekip. Świetnie w mecz weszli Kanonierzy – już w 3 minucie wynik spotkania otworzył Adam Domidowicz. Po 10 minutach było już 0:2 po indywidualnej akcji Marcela Micha i wyłożeniu piłki do Mateusza Nejmana. Co ważniejsze gra Kanonierów mogła naprawdę się podobać, dodatkowo dobrze między słupkami radził sobie Artur Baradziej – Szczęśniak. Do przerwy jednak było tylko 1:2, bo bramkę kontaktową zdobył Alex Pastuszyk. W drugiej części od mocnego uderzenia zaczęli gracze Ballers. Rzut wolny z dość sporej odległości wykorzystał Artiom Pastushyk, ale gospodarze nie cieszyli się z prowadzenia zbyt długo. Katem gości okazał się Adam Domidowicz, który w przeciągu minuty zdobył dwie bramki, wyprowadzając Kanonierów na prowadzenie 2:4. Zawodnicy FC Ballers zdołali złapać jeszcze kontakt na 3:4, co ciekawe ponownie po rzucie wolnym, ale szybko przewagę rywali znów podwyższył Domidowicz, a następnie Dominik Szczapa trafił do siatki na 3:6. Bramek dla Kanonierów mogło być znacznie więcej, ale niezwykle często obijali oni słupki i poprzeczki. To się zemściło w końcówce, bo dwie bramki gospodarzy sprawiły, że doszli rywala na jedną bramkę. Zabrakło im jednak czasu i Kanonierzy dowieźli, co trzeba zaznaczyć, zasłużenie zwycięstwo.

4
19:00
( 3 : 1 )
6 : 1
Raport

W ramach 10 kolejki Bonito Warszawa podejmowało Fuszerkę. Po występach w Pucharze Fanów podchodziło do tego spotkania w roli faworyta. Od pierwszych minut spotkania drużyna gospodarzy grała bardzo wysoko i ofensywnie. W sytuacji, gdy piłka była po stronie rywala, szybko doskakiwali, aby rywal mógł popełnić błąd. Dzięki takiej grze Bonito mogło cieszyć się szybko z prowadzenia. Bramka padła po strzale z dystansu, a jej autorem był Aleksander Olędzki. Gospodarze cały czas nacierali na przeciwnika, który nie pozostawał dłużny. Gracze Fuszerki próbowali przedzierać się w pole karne rywala, ale brakowało im ostatniego podania, aby stanowić zagrożenie dla Kuby Przygody. Z minuty na minuty rosła przewaga Bonito, którą przypieczętowali kolejnym trafieniem. Fuszerce udało się jeszcze złapać kontakt, ale gospodarze po chwili ponownie odskoczyli na dwubramkową przewagę. Po wznowieniu gry widzieliśmy już rozbity zespół Fuszerki, który oprócz pojedynczych zrywów, znikł całkowicie na tle rywala. Bonito Warszawa zaczęło bawić się grą i jego zawodnicy często wdawali się w pojedynki jeden na jednego. Decydującym ciosem, który znokautował Fuszerkę była bramka na 4:1 Andrzeja Skorupy. Podcięła ona całkowicie skrzydła jej graczom. Jednak Bonito nie zamierzało zwalniać tempa i chciało dobić rywala. Kilka minut później golkiper Gości musiał po raz piąty wyciągać piłkę z bramki. Ostateczny wynik spotkania na 6:1 ustalił Jakub Melak, a jego zespół umocnił się na pozycji wicelidera 3 ligi.

5
20:00
( 1 : 3 )
2 : 4
Raport

W rundzie jesiennej Un Mate Team rozegrał dość dziwne spotkanie z Perłą Wwa. Choć ekipa Jakuba Wielochy zagrała cały mecz bez jednego zawodnika, to przewaga Un Mate’u nie była wcale taka oczywista. Była to ważna lekcja dla gości, aby popracować nad frekwencją i tym razem udało się zebrać konkretny skład, co bardzo szybko przełożyło się na obraz meczu. Początek rywalizacji należał do Perły – jedna z pierwszych akcji i tylko słupek uratował Argentyńczyków przed stratą gola. Inicjatywa utrzymywała się zdecydowanie po stronie gości, ale pierwszego gola udało się trafić dopiero w 10 minucie, kiedy wynik otworzył Mateusz Socha. Un Mate nie próżnował i po chwili był remis po trafieniu Rafała Sadacha. Goście błyskawicznie odpowiedzieli golem Jakuba Godlewskiego, a po chwili kolejne trafienie zaliczył Mateusz Socha i na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 1:3. Druga połowa rozpoczęła się od dość kuriozalnej sytuacji. Perła dokonała zmiany w bramce i Filipa Kośnika podmienił Vitaliy Yashchuk. Doświadczony golkiper znany z występów w drużynie FC Niezłomni wrócił do gry w lidze po dłuższej przerwie, ale nie nacieszył się zbyt długo obecnością na boisku, bo błąd w rozegraniu od bramki musiał ratować dramatyczną interwencją, która zakończyła się dla niego żółtym kartonikiem. Filip powrócił między słupki, a defensywa Perły bardzo skutecznie broniła dostępu do swojej bramki. Po jednej z kontr była nawet bliska zdobycia gola w osłabieniu, ale ostatecznie zabrakło kilku centymetrów, żeby umieścić piłkę w siatce. W 35 minucie Jan Trzaskoma zdobył gola, który okazał się gwoździem do trumny dla Un Mate’u. Argentyńczycy mieli kilka okazji do zdobycia bramki, ale fenomenalnymi interwencjami popisał się Filip Kosiński i skapitulował dopiero w końcówce meczu, kiedy Francisco Giacosa zdobył bramkę na 2:4. Gospodarze nie byli już w stanie przebić się przez dobrze poukładaną defensywę Perły i ekipa Jakuba Wielochy zaliczyła bardzo obiecujący początek sezonu wygrywając swój mecz 2:4. 

Reklama