reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00
( 0 : 0 )
5 : 6
Raport

Wygląda na to, że południowoamerykańskie Un Mate Team przepracowało okres przygotowawczy bardzo solidnie. W starciu z Ukranian Vikings byli stawiani w roli zespołu, który będzie musiał się bardzo namęczyć, aby wyrwać choćby punkt. Braki kadrowe u gości sprawiły jednak, że pierwsze minuty meczu były zdecydowanie pod dyktando gospodarzy. Brakowało co prawda dokładności, a ekipa Mariano Konopki miała mnóstwo pecha i nie potrafiła wykończyć dobrze wykreowanych sytuacji. Wynik spotkania otworzył Vadim Korob, który wolejem wykończył pięknego crossa autorstwa Ivana Markovycha. Gospodarze w odpowiedzi mieli dwie świetne okazje, jednak raz piłka trafiła w poprzeczkę, a w drugiej 100% sytuacji nie popisał się ich napastnik i na bramkę trzeba było jeszcze poczekać. Skuteczności nie brakowało gościom, w szeregach których popis dał Victor Yaremii, gdy po złapaniu bramkarza na wykroku podwyższył na 0:2. Szansę na 0:3 miał Eduard Vakhidov, jednak wykonywany przez niego rzut karny poszybował w trybuny. Zemściło się to w postaci niecodziennego błędu w obronie, po którym kuriozalną bramkę strzelił Rafał Sadach i mieliśmy 1:2. Bramka Ruslana Gontara pozwolila Wikingom odskoczyć na 1:3, jednak jeszcze przed przerwą gola kontaktowego na 2:3 zdobył Matias Pinto. Druga odsłona dała nam istny piłkarski spektakl w postaci wymiany ciosów. Po tym, jak prowadzenie swojej ekipy podwyższył Edy Vakhidov (2:4) nastąpiło przebudzenie w szeregach gospodarzy, a konkretnie mowa o Mariano Konopce. Najpierw popisał się on pięknym strzałem prosto z rzutu rożnego, a następnie po błędzie rywali przejął piłkę i posłał piłkę do siatki mocnym strzałem po ziemi, a była to bramka na 4:4. Gol na 4:5 to indywidualny popis Andrija Badlo, który minął golkipera oponentów i dopełnił formalności. Niezmordowany Mariano Konopka nie dawał za wygraną i po raz kolejny wpisał się na listę strzelców, dając remis 5:5, a samemu kompletując hat-tricka. Kiedy wydawało się, że będzie podział punktów, eksplozję radości zapewnił swoim kolegom Vadim Korob, który końcówką buta musnął piłkę w polu karnym, a ta wręcz wturlała się do bramki, dając ukraińskiej ekipie upragnione trzy punkty. Końcowy wynik 5:6.

2
11:00
( 0 : 0 )
10 : 2
Raport

Prawdziwa dewastacja przy Grenady 16!!! W meczu pierwszej kolejki gospodarze z Ukrainy z łatwością pokonali swoich przeciwników z Koła – ale zacznijmy od początku. Spotkanie rozpoczęło się od udanego fragmentu gry gości, lecz nie trwał on przesadnie długo. Krótsza ławka zdecydowanie zadecydowała, że niemalże od początku będzie to mecz pod dyktando Energii. Pewne prowadzenie 3:0 do przerwy jest bezapelacyjnie potwierdzeniem tych słów. Zwyczajnie, przy tak wybieganym i naszpikowanym dobrymi zmiennikami zespole ciężko jest grać. Nad samym wynikiem nie ma co się zbytnio rozwodzić, ponieważ rezultat 10:2 nie pozostawia wiele pola do interpretacji, natomiast zdecydowanie warto pochylić się nad czterema postaciami tego spektaklu. Pierwszym z nich jest Volodymyr Slobozheniuk – czyli bramkarz gospodarzy. Zdobył on w tym spotkaniu bramkę niemalże ze swojego pola karnego! Żeby tego było mało bramka kontaktowa dla Old Eagles Koło padła w niemalże analogiczny sposób, kiedy to pięknym za nadobne odpłacił się Piotr Parol. Druga cześć spotkania to natomiast popis duetu Taras Levytskyi – Heorhii Parnitskii, który zdobył aż 5 bramek co stanowiło połowę całkowitego dorobku drużyny. Trudno było spodziewać się aż takiej różnicy na boisku, ale możliwe, że zadecydowała dyspozycja dnia i brak chęci, gdy rywal dominuje na boisku, a ty bezskutecznie starasz się zrobić cokolwiek. Nie ma co bawić się na drodze dedukcji - bo fakty są takie, że Energia zaczęła wprost kapitalnie swój kolejny ligowy sezon.

3
14:00
( 0 : 0 )
5 : 1
Raport

Weterani Ligi Fanów, obchodzący w tym roku 10-lecie gry w naszych rozgrywkach, czyli FC Melange, podejmowali pełną energii i ambicji ekipę FC Kanonierów. Obie ekipy stawiły się licznie, niemal w optymalnych składach, zatem można było się spodziewać ciekawego spotkania. Od początku nacierali gracze "Armat", jednak sporo szczęścia i doskonałego Bartka Jakubiela w bramce mieli gospodarze. Po okresie nacisku ze strony gości, inicjatywę przejęli Melanżownicy. Najpierw asystę Adriana Zegara wykorzystała legenda FCM - Łukasz Słowik. Ten sam zawodnik podwyższył na 2:0, kiedy to skutecznie wykorzystał rzut karny, co w przeszłości nie raz kończyło się piłką w trybunach, więc bardzo się ucieszył. Także bramka na 3:0 była z jego udziałem, gdy dostrzegł dobrze ustawionego Kamila Kapczyńskiego, a ten pewnie wykończył akcję. Przerwa przyniosła nieco zmieniony obraz gry. Kanonierzy mimo deficytu trzech bramek nie rzucili się na rywali, przez co inicjatywa była po stronie Melanżu. Super dokładnym crossem popisał się golkiper gospodarzy, Bartek Jakubiel, a dzieła dokończył popularny "Słowinho". Miał on udział także przy trafieniu na 5:0, kiedy po raz drugi tego dnia świetnie wypatrzył "Juniora", a ten skutecznie wykończył dobre podanie kolegi. Honorowe trafienie dla gości było autorstwa Michała Jarosza, a mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:1 dla FC Melange. Gospodarze w tym meczu zaprezentowali się naprawdę dobrze, a ich gra wyglądała tak, jakby każdy z nich był minimum o 10 lat młodszy, co w połączeniu z doświadczeniem wyniesionym z boisk LF stanowiło mieszankę wybuchową.

4
19:00
( 0 : 0 )
5 : 6
Raport

Patrząc na nazwy obydwu drużyn to spotkanie było wielką niewiadomą, w której ciężko było wskazać faworyta. W zespole Fuszerki gra kilka osób, których widzieliśmy już w przeszłości na naszych boiskach. Ich przeciwnik - Bonito Warszawa to absolutny debiutant w Lidze Fanów, ale na ostatnim turnieju na Picassa pokazali, że mają olbrzymi potencjał. Na początku spotkania obydwie drużyny oprócz badania siły rażenia swoich przeciwników musiały się też nastawić na sprawdzenie przyczepności swojego obuwia do murawy boiska. Rosa będąca na boisku sprawiła niektórym zawodnikom wiele problemu z utrzymaniem równowagi. Pierwsi do panujących warunków dostosowali się goście, którzy w ósmej minucie wyszli na prowadzenie. Strzelona bramka jeszcze bardziej napędziła ich ataki, jednak ich strzały były albo niecelne albo na przeszkodzie stawał słupek. Pięć minut przed końcem pierwszej połowy gościom udało się ponownie pokonać bramkarza rywali, jednak na tą bramkę szybko odpowiedzieli gospodarze. Ostatnie słowo w tej części meczu należało do graczy Bonito, którzy ustalili wynik pierwszej połowy na 3:1 na ich korzyść. Początek drugiej połowy to ataki zawodników Fuszerki, dzięki którym w ciągu pięciu minut zdobyli trzy bramki wychodząc pierwszy raz na prowadzenie. W kolejnych minutach obydwie drużyny zdobyły po jednej bramce i kluczowym momentem spotkania była druga żółta kartka zawodnika gości. Trzy minuty gry w przewadze doskonale wykorzystali goście strzelając dwie bramki. Do końca tego spotkania więcej bramek już nie padło i pierwsze punkty zawędrowały na konto drużyny Bonito Warszawa. Zawodnicy Fuszerki zaprezentowali się bardzo dobrze i niewiele zabrakło, żeby to oni cieszyli się ze zwycięstwa w pierwszej kolejce spotkań.

5
20:00
( 0 : 0 )
4 : 6
Raport

Kolejne spotkanie drużyn, które rozpoczynają przygodę z naszą ligą. W zespole Fc Ballers jest kilka dobrze nam znanych twarzy, natomiast drużyna Perła Warszawa to zespół który kojarzymy z różnych turniejów, jednak grę w Lidze Fanów zaczynają dopiero teraz. Pierwsza groźna akcja zakończyła się samobójczym trafieniem zawodnika gości. Chwilę później straty zostały odrobione - po asyście bramkarza wynik wyrównał Jan Trzaskoma. Na kolejną bramkę czekaliśmy do piętnastej minuty, kiedy to po błędzie bramkarza ponownie na prowadzenie wyszli gospodarze. I kolejny raz błyskawiczną ripostą popisali się zawodnicy Perły, którzy już po dwóch minutach zdołali wyrównać. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało do Cezarego Małeckiego z drużyny FC Ballers, którego bramka pozwoliła jego kolegom schodzić na przerwę z jednobramkową zaliczką. Druga część spotkania to ponownie bardzo wyrównana gra obydwu drużyn. Najpierw kolejną bramkę zdobyli gospodarze, na którą dwukrotnie odpowiedzieli zawodnicy gospodarzy i w 35 minucie doprowadzili do remisu. Kluczowa dla losów spotkania sytuacja miała miejsce pięć minut później. Zawodnik gospodarzy z dużym impetem wpadł w nogi swojego przeciwnika, czego efektem była czerwona kartka. Warto zauważyć, że wejście to nie było specjalnym atakiem na kości przeciwnika. Jednak śliska murawa oraz siła wejścia w nogi zawodnika Perły sprawiła, że nie był on już w stanie dalej kontynuować meczu i końcowe minuty obserwował z za linii bocznej. Goście bardzo dobrze bronili się przez pierwsze minuty kary, broniąc nawet rzut karny swoich przeciwników. Na pięć minut przed końcem spotkania ich defensywa musiała uznać wyższość przeciwników, którzy wyszli w końcu na prowadzenie. Chwilę później grający w osłabieniu gospodarze mieli doskonałą sytuację na zdobycie bramki, jednak po ich strzale piłka wylądowała na poprzeczce i słupku. W ostatnich sekundach meczu wynik na 6:4 ustalili zawodnicy Perły Warszawa i to oni mogli się cieszyć z końcowego sukcesu. Zawodnikom Fc Ballers należą się olbrzymie brawa za ten mecz i pomimo porażki mogli schodzić z boiska z podniesionymi głowami.

Reklama