Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
Kolejne spotkanie i kolejne zwycięstwo zespołu Energii w meczu, w którym rywalem była ekipa UN Mate Team. W minioną niedziele mieliśmy okazję przyglądać się boiskowej rywalizacji w wymiarze niemalże interkontynentalnym. Zawodnicy z Argentyny rywalizowali bowiem z reprezentantami Ukrainy. Jak doskonale wiemy po dwóch kolejkach można stwierdzić, iż ta narodowość na boisku gospodarzom nie przypada do gustu. W pierwszym meczu sezonu odnieśli oni bowiem porażkę z obecnym vice liderem Ukranian Vikings 5:6. Tym razem nie było inaczej, mimo faktu, że UN Mate Team dzielnie stawiało opór do przerwy. Wynik 2:1 na korzyść piłkarzy w granatowych strojach był niestety niewystarczający. Zbyt krótka ławka gospodarzy, w obliczu bardzo szerokiej kadry meczowej wśród gości, była jednym z powodów, który zdecydował o porażce Un Mate Team. Goście czekali spokojnie na swoją szansę, wiedząc, że prędzej czy później przeciwnikom zabraknie siły. Efektem tego są trafienia Tarasa Mysko, Yuriiego Bilyawskiyego, oraz kapitalnego tego dnia Andriija Plekha, który poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa zdobywając bramkę kontaktową, oraz finalnie ustalając rezultat na 2:4. Obydwie ekipy dały niesamowity popis, który cechowały wysokie aspekty techniczne jak i wolicjonalne. Zdecydowanie takie mecze lubimy, przez co nie możemy już doczekać się momentu, gdy oba składy po raz kolejny „skrzyżują rękawice" w rundzie rewanżowej.
Old Eagles Koło w meczu z FC Kanonierzy od pierwszych minut kontrolowali przebieg spotkania. Potrafili szybko wyjść na prowadzenie, co spowodowało, że nabrali dużą pewność siebie. Mimo to, że rywale potrafili wysoko postawić szyki obronne, poprzez agresywne doskakiwanie po utracie piłki, to nie zrobiło na nich to większego wrażenia. W tej części gry Jan Fabian doskonale potrafił kreować sytuacje podbramkowe kolegom z drużyny, sam także wpisał się na listę strzelców. FC Kanonierzy mimo nieprzychylnego obrotu sytuacji wierzyli i przede wszystkim dążyli do zwrotu sytuacji, ale bezskutecznie. Zdenerwowany postawą kolegów bramkarz gości również nie pomagał, wychodząc wysoko i tworząc okazje do przejęcia piłki. Rutyniarze z Koła szli jak po swoje, a efektem kolejnych minut były bramki poszczególnych ligowców. Aż siedmiu z nich wpisało się na listę w pierwszej połowie! Do przerwy 9:1. Po zmianie stron tempo spotkania zdecydowanie siadło. Obie drużyny bardziej wyczekiwały ostatniego gwizdka niż poprawienia swojego rezultatu. Jednak warto zaznaczyć, że goście mimo swojej frustracji potrafili się postawić i wygrać tę część gry. Co prawda chybione strzały z kontrataków Orzełków przyczyniły się do takiego obrotu sytuacji, ale ambicji niewolno im odebrać. Ostatecznie wynik spotkania zakończył się zwycięstwem Old Eagles Koło z Kanonierami 11:3.
Wikingowie z Ukrainy w tym sezonie walczą o mistrza 3 ligi, a na ich drodze stanęła ekipa Bonito Warszawa. Młodzi graczy drużyny gości świetnie zaczęli przygodę z Ligą Fanów, bo wygrali pierwszy mecz, ale teraz czekało na nich arcytrudne zadanie, bo powszechnie wiadomo, że Wikingowie to zespół, który ma niesamowicie mocne zestawienie osobowe. Od początku mogliśmy zauważyć, że Wikingowie przeważają w tym meczu, a ich gra wyglądała naprawdę dobrze. Strzelanie rozpoczął Ivan Markovych, a po nim dwukrotnie do siatki trafiał Roman Mazur. Przyszedł jednak czas, żeby goście się obudzili, a worek z bramkami otworzył Leon Hendigery. Od tego momentu na boisku siły trochę się wyrównały, aczkolwiek Wikingowie byli po prostu morderczo skuteczni. Przed przerwą trafił Markovych, a odpowiedział mu ponownie Hendigery, więc na przerwę schodziliśmy przy stanie 4:2. Bonito miało nadzieję, ale zostały one szybko rozwiane, bo Wikingowie uciekli po przerwie na wynik 8:2 i nie było właściwie już wątpliwości, kto będzie lepszy w tym starciu. Mimo to, gracze gości ambitnie gonili wynik i spotkanie zakończyło się rezultatem 9:5. Gracze z Ukrainy potwierdzili, że w tym sezonie celują w złoto, a tymczasem Bonito już wie, że w tej lidze słabych drużyn nie ma i czeka ich prawdziwa batalia w tym sezonie.
Do rywalizacji między Fuszerką, a Perłą Wwa gospodarze przystąpili w dość okrojonym składzie, co w pewnym momencie meczu okazało się zgubne dla ekipy Jarosława Batorowskiego. Pierwsze minuty to zdecydowana przewaga ze strony gości. Fuszerka wyprowadzała mało ataków i skupiła się raczej na grze z tyłu, a taktyka ta przyniosła efekty odwrotne do zamierzonych. W 5 minucie wynik otworzył Piotr Bober, a w 9 minucie podwyższył Mateusz Socha i zrobiło się 0:2 dla Perły. Dwa stracone gole podziałały na Fuszerkę motywująco i ożywienie w ataku przyniosło błyskawiczne efekty. Najpierw gola kontaktowego zdobył Szymon Owczarek, a już po minucie był remis, kiedy golkiper Perły skapitulował po strzale Siarheia Panimasha. Wynik remisowy 2:2 utrzymał się do przerwy, a po gwizdku wznawiającym grę szybką bramkę zdobył Mateusz Socha. Zawodnicy Perły długo nie nacieszyli się z przewagi, bo już akcję później wyrównał Piotr Wrotny. Niestety fortuna nie była tego dnia po stronie Fuszerki, bo kontuzja z pierwszej połowy ostatecznie wykluczyła z gry Szymona Owczarka i gra bez zmiany spowodowała, że gospodarze zaczęli opadać z sił. W 33 minucie bramkę kolejki zdobył Michał Pasiorowski, który potężnym strzałem z dystansu umieścił piłkę w samym okienku bramki Damiana Pakuły. Po wznowieniu gry Fuszerka błyskawicznie straciła piłkę i kolejnego gola zdobył Piotr Bober i było już praktyczne po meczu, choć do ostatniego gwizdka pozostał jeszcze kwadrans. Zawodnicy Fuszerki starali się gonić wynik, ale świetne zawody rozegrał Darek Pocztowski i nie dał się już pokonać ani razu. Pod koniec meczu bramkę na 3:6 zdobył Piotr Stańczewski i Perła Wwa zgarnęła trzy punkty. Dla Fuszerki jest to wyraźny znak, że może powalczyć w 3 lidze, ale musi popracować nad frekwencją.
Oba zespoły przystępowały do tego spotkania w różnych nastrojach, ponieważ gospodarze przegrali inauguracyjny mecz, natomiast goście swój pewnie wygrali. FC Ballers od pierwszych minut musieli poradzić sobie bez nominalnych bramkarzy, którzy zostali zgłoszeni na początku rozgrywek. Oba zespoły grały bardzo szeroko i opierały swoją grę o rozgrywanie przez boczne strefy boiska. Już pierwsza okazja gości przyniosła duże zagrożenie rywalom, ale niestety piłka odbiła się jedynie od słupka i wróciła do gry. Kolejne minuty przynosiły Melanżowiczom kolejne sytuacje do wyjścia na prowadzenie. Po wywalczeniu rzutu rożnego do jego wykonania podszedł Łukasz Słowik, który w polu karnym wypatrzył Bartka Podobasa, a ten pewnym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Zaledwie kilka minut później gospodarze doprowadzili już do wyrównania po dobrym strzale z dystansu Karola Mileja. Gra stała się bardziej wyrównana, ale obu drużynom brakowało ostatniego podania. Przed końcem pierwszej połowy ponowne prowadzenie gościom dał Podobas, który wykorzystał nieuwagę rywala i sprytnie umieścił z rzutu wolnego piłkę w siatce. W drugiej części spotkania ponownie mogliśmy podziwiać fenomenalne interwencję Bartka Jakubiela, który imponuje stabilną formą. Jednak musiał skapitulować na rzecz Patryka Podlaskiego, który doprowadził do ponownego remisu. Kilka minut później Słowik odnalazł się przed polem karnym rywala i pokonał bramkarza rywali. Niestety ponownie w obronie gości znalazła się luka, którą wykorzystał Cezary Małecki i mecz ponownie rozpoczął się na nowo. W ostatnich minutach spotkania gra defensywna FC Melange była już ustabilizowana i pozwalała rywalom jedynie na strzały z dystansu, które nie stanowiły zagrożenia dla Jakubiela. Komplet punktów w tym meczu zapewnił Słowik, którzy niskim i precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego pokonał bramkarza gospodarzy. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:4. Jest to wynik, do którego gracze FC Melange przyzwyczaili nas w okresie trwania ligi letniej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)