Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
Wczesnym wtorkowym popołudniem na Naszych boiskach przy ul. Strumykowej, jako pierwsze swoje zmagania rozpoczęły drużyny FC Ballers oraz Ukranian Vikings. Broniący trzeciej pozycji goście chcąc pozostać na podium musieli wygrać z gospodarzami zajmującymi ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Początkowa faza gry toczyła się głownie w środkowej części boiska. Żadna z drużyn przez dość długi czas nie potrafiła wypracować sobie dobrej sytuacji do oddania celnego strzału. Dopiero w dziewiątej minucie pierwszego gola w tym meczu zdobyła drużyna gości. Silne i celne uderzenie odbiło się od bramkarza gospodarzy, a piłka wróciła pod nogi strzelca, który dopełnił formalności i umieścił piłkę w siatce. Vikingowie poszli za ciosem i niespełna minutę później mieli już dwubramkową przewagę. Mecz zaczął nabierać tempa po szybko zdobytej bramce kontaktowej, która pchnęła FC BALLERS do odrabiania strat. Spotkanie robiło się oraz bardziej widowiskowe, a wyrównanie bramek tylko ożywiło widowisko. W ostatniej akcji pierwszej połowy, po szybkiej wymianie podań goście ustanowili wynik 3:2 na swoją korzyść. Dalsza część meczu była miła dla oka, kiedy to obydwie drużyny grały bardzo wyrównane spotkanie, ich składne akcje, oraz płynne przejścia z formacji defensywnej do ofensywnej nadawały rumieńca całemu wydarzeniu. W trzydziestej drugiej minucie oglądaliśmy ostatnią bramkę dla gospodarzy, którą zdobył Daniel Sobczyk wykorzystując rzut karny. Był to gol wyrównujący na 5:5. Dalszy przebieg meczu to coraz bardziej zwiększająca się przewaga UKRANIAN VIKINGS, czego skutkiem było wyjście w krótkim odstępie czasowym na trzy bramkowa przewagę, a ostatnim bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego Arsen Oleksiv ustalił wynik spotkania na 5:9.
Patrząc tylko na układ tabeli mogliśmy się spodziewać jednostronnego widowiska, w którym faworyt zdobędzie kilka bramek i bezproblemowo dopisze 3 oczka. Przebieg tego meczu był zgoła odmienny. UN Mate Team, który jak tlenu potrzebował punktów przystąpił do tego spotkania po 2 porażkach z rzędu z zaledwie jednym zawodnikiem na zmianę. Energia natomiast bez straty choćby punktu w tym sezonie dysponowała dość szeroką kadrą, bo aż trzema graczami na „ławce rezerwowych”. Pierwsze 15 minut tego meczu to zdecydowana przewaga aktualnego lidera tabeli. Od początku aktywni byli zwłaszcza Heorhii Parnitskii, Igor Petlyak oraz Andrii Plekh, którzy raz po raz zagrażali bramce strzeżonej przez Guillermo Gerpe. Swoją przewagę udokumentowali w 17 minucie kiedy świetnym, precyzyjnym strzałem zza pola karnego popisał się Igor Petlyak i otworzył wynik tego pojedynku. Do końca pierwszej połowy Energia mogła zdobyć jeszcze kilka bramek, ale zawodnicy tej ekipy albo nie trafiali w bramkę albo świetnie bronił bramkarz. Jedna z niewielu dogodnych szans do wyrównania stanu meczu przytrafiła się w 19 minucie Matiasowi Pinto, ale przegrał pojedynek oko w oko z Volodymyrem Slobozheniukiem. Do przerwy zatem mieliśmy skromne jednobramkowe prowadzenie lidera. Szybko się to zmieniło po zmianie stron. Energia miała rzut wolny z bardzo dobrej pozycji od bramki rywala. Do piłki podszedł Igor Petlyak, huknął jak z armaty i przepięknym trafieniem podwyższył wynik meczu na 2:0. Można powiedzieć, że od tego momentu spotkanie nabrało „rumieńców”. W 29 minucie bramkę kontaktową dla UN Mate Team zdobył Mariano Konopka. Zaraz potem Parnitskii sprawił, że znowu mieliśmy różnicę 2 goli między drużynami. W 38 minucie Matias Pinto nie wykorzystał rzutu karnego, świetnie zatrzymał go bramkarz. W przeciągu kolejnych 2 minut Energia skompletowała 2 żółte kartki co sprawiło, że przez kilka minut grali w osłabieniu co wykorzystali rywale zbliżając się na 1 gola. W końcówce spotkania dał jednak ponownie o sobie znać Igor Petlyak, dzięki któremu w kilka chwil lider strzelił 2 gole i na minuty przed końcem prowadził 5:2. Ostatnie momenty tego meczu to wymiana „cios za cios”, z której lepiej wyszli gracze z Ukrainy zdobywając 2 bramki i tracąc 1, co spowodowało, że końcowy wynik brzmiał 7:3.
Spotkanie Old Eagles Koło z Fc Melange miało istotne znaczenie w kontekście walki o podium. Chociaż składy obu drużyn były dalekie od optymalnych, to mimo to mieliśmy sporo emocji na boisku i w rolach głównych występowali zawodnicy, którzy normalnie przebywają mniej minut na boisku. Goście nie mając swojego etatowego bramkarza postawili między słupkami Bartka Podobasa, który starał się rozgrywać akcje i stwarzać liczebną przewagę na boisku. Ta taktyka początkowo nie dawała rezultatu, a pierwsza bramka padła po pressingu Łukasza Słowika i błędzie obrony gospodarzy. Sebastian Nowakowski nie zdążył do piłki i faulował napastnika Melanżu w polu karnym. Sam faulowany - Łukasz Słowik otworzył wynik meczu. Po chwili było już 0:2 i wydawało się, że to goście będą tutaj dominować. Jeszcze przed przerwą niby w niegroźnej akcji Michał Skalski huknął z czuba na bramkę i zrobiło się 1:2. Z takim wynikiem ekipy zeszły na przerwę. Po zmianie stron gracze z Koła starali się atakować, ale robili to bardzo nieporadnie i długo nie byli w stanie zaskoczyć rywali. Melanż kontynuował dobrą grę z pierwszej odsłony i co najważniejsze zdobywał kolejne bramki. Damian Borowski i Łukasz Słowik wpisali się na listę strzelców i wydawało się, że przy stanie 1:4 nic się tutaj nadzwyczajnego nie mogło wydarzyć. Jednak gospodarze znani są z walki do końca i niespodziewanie ich gra zaczęła dobrze funkcjonować. Goście zadowoleni z wyniku stanęli i co najgorsze popełniali proste błędy w defensywie. To znakomicie wykorzystali zawodnicy Orzełków i na przestrzeni pięciu minut doprowadzili do wyrównania. Końcówka to popis Michała Skalskiego, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a wcześniej był autorem dwóch bramek w tym tej dającej remis. Wynik ustalił solową akcją Artur Guz i to gospodarze po kapitalnej remontadzie zgarniają cenne trzy punkty.
Dla FC Kanonierów spotkanie z Fuszerką było szansą na wydostanie się ze strefy spadkowej. Przez dwie ostatnie kolejki drużyna Artura Baradzieja-Szczęśniaka zdobyła więcej punktów niż przez całą rundę jesienną i wyraźnie miała ochotę na kontynuowanie dobrej passy. Z drugiej strony Fuszerce do podium brakowało zaledwie trzech punktów, więc spodziewaliśmy się wyjątkowo zaciętego spotkania. Początek należał do drużyny Jarosława Batorowskiego. W 4 minucie rzut wolny w okolicach pola karnego wykorzystał Kamil Burchacki, który zmieścił piłkę przy samym słupku bramki Kanonierów. Początkowa przewaga gości zaczęła szybko topnieć – Czarek Petasz podał Bartkowi Kalinowskiemu, a ten nie dał szans bramkarzowi Fuszerki. Nie minęły dwie minuty, a Kanonierzy wyprowadzili kolejny skuteczny atak zakończony golem Marcela Micha. Gospodarze poczuli się nieco zbyt pewnie, bo moment zawahania w defensywie wykorzystał Rafał Spodar i było 2:2. Po chwili Kanonierzy dostali okazję z rzutu wolnego. Marcel Mich mądrze wyłożył piłkę do Adama Wiśniewskiego, a ten strzelił nie do obrony. Bramkę do szatni trafił Mateusz Nejman i gospodarze schodzili na odpoczynek z solidną przewagą 4:2. Na początku drugiej ujawnił się jeden z głównych problemów ekipy Kanonierów. Do głosu doszły nerwy i w efekcie żółty kartonik obejrzał Adam Wiśniewski. Goście wykorzystali przewagę liczebną i nieco zaskakującym strzałem z dystansu popisał się Michał Kosecki. Po zakończeniu kary gospodarze wciąż nie mogli odnaleźć koncentracji i skończyło się to utratą kolejnego gola. Remis podziałał na Kanonierów jak kubeł zimnej wody. Poukładali grę w środku pola i w końcu na pięć minut przed końcem Bartek Kalinowski pokonał Konrada Jastrzębskiego. Fuszerka rzuciła się do dramatycznej pogoni, ale w końcówce żółty kartonik obejrzał Daniel Stasiński i zabrakło sił, aby wyrównać. W ostatniej minucie wynik na 6:4 ustalił Mateusz Nejman.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)